5 października 2022

loader

W Polsce „alimenciarze” mają klawe życie

Uporczywe uchylanie się od płacenia alimentów jest formą przemocy ekonomicznej, a jej konsekwencje ponosi całe społeczeństwo. Nikt jednak nie zamierza z tym na serio walczyć.

Niemal 2 mln złotych dziennie – w takim właśnie tempie, w ostatnich latach rósł w naszym kraju  dług osób zobowiązanych do płacenia alimentów. Polacy po prostu nie chcą płacić alimentów – i świetnie nauczyli się omijać prawo.

Mimo wielokrotnej zmiany przepisów, system  egzekucji alimentów wciąż ma tak wiele luk, że dłużnicy bez problemu mogą uchylać się od płacenia i unikać konsekwencji. Więc z tego korzystają. W efekcie, w połowie 2021 r. łączna kwota ich zadłużenia wobec funduszu alimentacyjnego wyniosła prawie 13 mld zł.

Uporczywe uchylanie się od płacenia alimentów jest formą przemocy ekonomicznej, a jej konsekwencje ponosi całe społeczeństwo. Funkcjonowanie funduszu alimentacyjnego opiera się bowiem na założeniu, że skoro organy państwa, mimo prawomocnych orzeczeń nie są w stanie doprowadzić do wyegzekwowania zasądzonych alimentów, co sprawia, że osoby którym się one należą znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej, to państwo ma obowiązek takim osobom pomóc.

Należności za dłużników wypłaca fundusz alimentacyjny, ale nie więcej niż 500 zł miesięcznie i tylko tym, którzy spełniają odpowiednie kryteria dochodowe – obecnie 900 zł na osobę w rodzinie. Oznacza to, że wiele matek z dziećmi, nie otrzymujących należnych alimentów, żyje na pograniczu skrajnej nędzy.

Oczywiście, podejmowane są działania w celu odzyskania od dłużników tych sum, co generuje kolejne koszty ale przynosi mizerne efekty – bo „alimenciarze” na ogół formalnie nic nie mają. Egzekucja należności jest prowadzona przez komorników sądowych wspieranych przez gminy zajmujące się pomocą społeczną oraz przez powiaty mające przeciwdziałać bezrobociu i aktywizować zawodowo dłużników alimentacyjnych. Idzie to jednak opornie. W skali kraju egzekwuje się o wiele poniżej 10 proc. należnych środków. Kwoty wypłacanych świadczeń z funduszu alimentacyjnego zmniejszały się zaś z roku na rok

W okresie 2019-2021 (I połowa) należności z tytułu niepłaconych alimentów wynosiły około 13 miliardów złotych. Zwrócono lub wyegzekwowano w tych latach zaledwie 599,3 mln zł (czyli 4,6 proc.). Wynika to zarówno z ograniczonej skuteczności przyjętych rozwiązań prawnych, mimo dokonywanych w ostatnich latach zmian legislacyjnych, jak i nieprawidłowości w urzędach i ośrodkach pomocy społecznej.

Doprecyzowanie zasad odpowiedzialności karnej za uchylanie się od płacenia alimentów nastąpiło w 2017 r. Z kodeksu karnego zniknęło wówczas niejednoznaczne pojęcie ‘’uporczywego’’ uchylania się od obowiązku alimentacyjnego. W efekcie, odpowiedzialności karnej w postaci grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności do lat 2 podlega dłużnik, którego zaległości wynoszą równowartość trzech miesięcznych świadczeń. Sprawca uniknie kary, jeśli w ciągu 30 dni od pierwszego przesłuchania w charakterze podejrzanego, uiści zaległe alimenty w całości (czym wyrazi tzw. czynny żal).

Kolejne zmiany przepisów miały miejsce w 2018 r. Wprowadzono wtedy możliwość egzekucji długów alimentacyjnych z diet uzyskiwanych w związku z podróżami służbowymi. Chodziło głównie o kierowców w transporcie międzynarodowym, którzy często otrzymywali wynagrodzenie minimalne, ale uzyskiwali znaczne dochody właśnie dzięki dietom. Z kolei karę grzywny przewidziano dla pracodawców, którzy nielegalne zatrudniają dłużników alimentacyjnych lub wypłacają im wyższe wynagrodzenie niż przewiduje umowa o pracę (od grudnia 2021 r. dotyczy to już tylko pracowników ujawnionych w Krajowym Rejestrze Zadłużonych). Nowe przepisy nakazują także w pierwszej kolejności kierować do robót publicznych właśnie bezrobotnych dłużników alimentacyjnych.

Jak pokazują statystyki, w latach 2017-2020 wskaźnik skuteczności dochodzenia należności wobec funduszu alimentacyjnego wzrósł w skali kraju z 24,9 proc. do 43,2 proc. Jak zbadała Najwyższa Izba Kontroli, nie był to jednak w głównej mierze efekt zmian w przepisach i podjętych wobec dłużników działań. Powodem był przede wszystkim sukcesywny spadek wydatków funduszu alimentacyjnego – skoro mniej wydawano, to  na każdą wypłaconą złotówkę przypadało więcej odzyskanych środków, co w konsekwencji zawyżało poziom ściągalności długów.

O ograniczonej skuteczności egzekwowania takich należności świadczy fakt, że wartość zwrotów dokonywanych w 2020 r. przez dłużników alimentacyjnych stanowiła 3,7 proc.  należnych kwot, co w porównaniu do 2017 r. oznaczało wzrost jedynie o 0,4 proc.

Egzekucja należności alimentacyjnych jest prowadzona głównie przez komorników sądowych wspieranych przez samorządy. Zadania gmin obejmują w pierwszej kolejności: ustalenie sytuacji rodzinnej, dochodowej i zawodowej dłużników, a także stanu ich zdrowia oraz powodów niepłacenia alimentów. Następny etap to aktywizacja zawodowa bezrobotnych dłużników, a jeśli zostaną uznani za uchylających się od zobowiązań –  wnioskowanie o ściganie ich za przestępstwo oraz o zatrzymanie prawa jazdy.

Jak pokazała kontrola NIK, jedną z przyczyn niewielkiej skuteczności w egzekwowaniu długów alimentacyjnych wobec funduszu był fakt, że wszystkie te działania podejmowano średnio, jedynie wobec co czwartego dłużnika. Władze lokalne przeprowadzają wywiady alimentacyjne – ale bardzo wielu dłużników w ogóle nie stawia się na taki wywiad, co jednak nie zawsze powoduje, że urzędy uznają takich delikwentów za uchylających się od zobowiązań alimentacyjnych.

Jeśli zaś wywiady alimentacyjne  dochodzą do skutku, to dłużnicy często tłumaczą swoje  zaległości brakiem zatrudnienia – choć od paru lat w Polsce bardzo łatwo o pracę. W takiej sytuacji urząd powinien ich zobowiązać do zarejestrowania się w ciągu 30 dni w Powiatowym Urzędzie Pracy w charakterze osób bezrobotnych lub poszukujących pracy – ale na ogół nikt tego nie wymaga, a sami dłużnicy bynajmniej nie zamierzają się rejestrować.

Niemal połowa dłużników, z którymi przeprowadzono wywiad, deklarowała, że nie wywiązywała się z obowiązku alimentacyjnego z przyczyn innych niż brak zatrudnienia – z powodu zbyt niskich dochodów, pracy w niepełnym wymiarze, a także trudnej sytuacji majątkowej czy zdrowotnej. To na ogół lipne tłumaczenia. „Zdaniem kierowników kontrolowanych placówek istnieje jednak ryzyko, że część tych osób uchylała się od obowiązku alimentacyjnego dzięki nielegalnemu zatrudnieniu (w tym poprzez wykazywanie jedynie jego niepełnego wymiaru) oraz ukrywaniu majątku” – stwierdza NIK. W tym ukrywaniu mogło im pomagać najbliższe otoczenie. Urzędy samorządowe nie mają zaś  możliwości sprawdzania informacji dotyczących zatrudnienia dłużników.

Wprawdzie urzędy mają obowiązek przekazywania do biur informacji gospodarczej wiadomości o zobowiązaniach dłużników alimentacyjnych. Tak się powinno dziać w przypadku powstania zaległości za okres dłuższy niż sześć miesięcy. Obowiązku tego często jednak nie wypełniano.

NIK ustaliła, że istnieje zależność między wielkością zadłużenia z tytułu wypłaconych świadczeń alimentacyjnych, a liczbą dłużników, którzy dokonywali wpłat, bądź od których wyegzekwowano część zadłużenia. Najwięcej dłużników podejmowało próby spłaty zadłużenia w przypadkach, gdy nie przekraczało ono 10 tys. zł. Natomiast w latach 2019-2021 (I połowa) rzadko egzekwowano kwoty ani odnotowywano wpłaty od dłużników, których zobowiązania alimentacyjne przekraczały kwotę 40 tys. zł.

Kolejny problem to częste umarzanie dochodzeń w sprawach dłużników alimentacyjnych z powodu „niewystąpienia znamion przestępstwa”, mimo stwierdzenia zaległości, której wysokość sięgała co najmniej 3 świadczeń lub braku wpłat przez co najmniej trzy miesiące. Potwierdzają to również dane policji, z których wynika, że bezpośrednio po nowelizacji kodeksu karnego, w którym określono karalną wysokość zaległości alimentacyjnych lub opóźnień w regulowaniu należności, liczba wszczętych postępowań wzrosła z 45,3 tys. w 2017 r. do 122,2 tys. w 2018 r., a liczba stwierdzonych przestępstw z 16,9 tys. do 70,4 tys.

W kolejnych latach liczby te ulegały jednak zmniejszeniu w stosunku do 2018 r. – w 2019 r. o 25 proc., a w 2020 r. już o 41 proc. „Tym samym pozytywny efekt zaostrzenia przepisów prawa uległ osłabieniu” – podkreśla NIK.

Kontrola NIK pokazała również, że w kontrolowanych urzędach nieprawidłowe wykonywanie zadań wobec dłużników alimentacyjnych wynikało często z przeciążenia pracą. Zbiegały się terminy załatwienia spraw dotyczących świadczeń wychowawczych, świadczeń w ramach programu „Dobry start” oraz świadczeń rodzinnych i świadczeń z funduszu alimentacyjnego. Zajmowały się tym najczęściej te same osoby. W dodatku w wielu przypadkach pracownicy mający podejmować działania wobec dłużników alimentacyjnych, nie posiadali wystarczającej wiedzy i doświadczenia. Nie mogli go nabyć, bo nie sprzyjały temu zmiany kadrowe i organizacyjne w urzędach, spowodowane masowym zatrudnianiem PiS-owskich „krewnych i znajomych królika”.

Inne wreszcie przyczyny niewielkiej skuteczności działań podejmowanych wobec dłużników alimentacyjnych to obawa urzędników przed zaostrzeniem konfliktów rodzinnych, niejednokrotnie i tak już napiętych, a także niewystarczające środki na realizowanie zadań związanych z funduszem alimentacyjnym. Trudno też pominąć aspekt męskiej, antykobiecej solidarności – zdarza się, że urzędnicy nie chcą zbyt aktywnie ścigać alimenciarzy.

NIK wystąpiła do Ministra Rodziny i Polityki Społecznej o doprowadzenie do zmiany przepisów ustawy o pomocy osobom uprawnionym do alimentów, tak aby powstał obowiązek niezwłocznego powiadamiania Państwowej Inspekcji Pracy o każdym przypadku zatrudnienia dłużnika alimentacyjnego w niepełnym wymiarze czasu pracy, co powinno  przeciwdziałać ich nielegalnemu zatrudnianiu. Doświadczenie uczy jednak, że „alimenciarze” nie takie przeszkody pokonywali skutecznie.

Inny pomysł NIK to przeprowadzenie analizy zmierzającej do ustalenia, czy zmiany przepisów kodeksu karnego przyczyniły się do lepszej realizacji obowiązku dostarczania środków utrzymania osobom, które same nie są w stanie ich zaspokoić – i czy doszło do poprawy efektywności egzekwowania świadczeń alimentacyjnych. „W przypadku stwierdzenia braku znaczącej poprawy w tym obszarze NIK wnioskuje o podjęcie działań zmierzających do wprowadzenia zmiany tego przepisu, zapewniającej zwiększenie prewencyjnego charakteru przewidzianej w nim kary” – dodaje Izba.

Są też wnioski skierowane do wójtów, burmistrzów, prezydentów miast oraz kierowników ośrodków pomocy społecznej – o większe zdyscyplinowanie dłużników alimentacyjnych oraz ograniczenie ryzyka uchylania się od obowiązku alimentacyjnego poprzez ukrywanie majątku. NIK wskazuje, że należy zwrócić uwagę na możliwość wytaczania powództw przeciwko osobom zobowiązanym do obowiązku alimentacyjnego w dalszej kolejności.

Oczywiście, nikt nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że „alimenciarzy” należy skuteczniej ścigać. Stanie się dokładnie tak, jak śpiewają „Elektryczne Gitary”: wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest.

Andrzej Leszyk

Poprzedni

Gospodarka 48 godzin

Następny

Kobiety z Ukrainy potrzebują pracy