25 maja 2024

loader

Słowo humoru – recenzja

Wszyscy lubimy się śmiać, tylko nie wszyscy z tego samego. Dla jednego zabawne będą absurdalne skecze Monty Pythona, a dla innego Polska Noc Kabaretowa w Ostrowie. Czy na tej podstawie możemy ocenić czyjeś indywidualne cechy, np. poziom intelektualny, obycie w kulturze, podejście do innych? Odpowiedź na to pytanie niektórym może przyjść wyjątkowo łatwo, a w efekcie skazać całe grupy na osadzenie w jakimś fałszywym wyobrażeniu. Z pomocą przybywa Olga Drenda, ze swoją wydaną przez Karakter książką „Słowo humoru”. Jest to jedna z tych publikacji, których potrzeba w naszym kraju jak deszczu w lipcu. Dzięki niej możemy ujrzeć szerszy obraz społeczeństwa. W tym przypadku ten pozytywny, bo dotyczący poczucia humoru.

Mamy tu do czynienia z niezwykle zgrabnie napisanym esejem! Jestem zachwycony płynnością, z jaką autorka operuje słowem i potrafi przechodzić z jednego tematu do kolejnego. Posiada, według mnie, świetną manierę posługiwania się tekstem, poprzez którą nawiązuje więź z czytelnikiem. Całość odbierałem, jak gdyby sama Olga Drenda zwracała się do mnie! Przy tym nie zostajemy zarzuceni naukowym językiem czy innym żargonem. Każde mniej zrozumiałe pojęcie, zostaje w miarę wytłumaczone. Również bez gromady przypisów, odwołań, dat itd. Niemniej, dla zmartwionych tak luźną i esejową formą publikacji, chciałem uspokoić, że źródeł nie brakuje. Na końcu książki znajdziemy pełną bibliografię, a także garść adnotacji. Dla dociekliwych niczego nie zabraknie, chociażby w formie przywoływanych materiałów.

Autorka udowadnia, że żart — tutaj przede wszystkim w polskim wydaniu — objawia się często w sposób niejednoznaczny. Śmianie się z przysłowiowej „dupy” czy „chłopa przebranego za babę” może iść w parze z wysublimowanym poczuciem humoru wymagającym jakiejś wiedzy. Jak się okazuje, to samo będzie śmieszyć ludzi o różnych profesjach, wieku, płci itd. Nie zawsze jednak żart jest łącznikiem międzyludzkim. Niekiedy przeistacza się w zarzewie konfliktu, który może mieć poważne skutki społeczne.

Obrazując różne rodzaje odbioru i kreowania komedii, żartu, śmiechu, Olga Drenda posługuje się masą przykładów z okresu ostatnich 60 lat. Niekiedy sięga również do czasów międzywojnia. Jest to element, który uwielbiam w tego typu książkach. Możliwość poszerzenia swojej wiedzy o kolejne wytwory popkultury daje niezwykłą satysfakcję. Najbardziej w pamięci zapadł mi chyba przykład piosenki Makumba zespołu Big Cyc. Pamiętam jeszcze ten utwór ze swojego dzieciństwa. Jak się okazuje, w swoim czasie stanowił on pewnego rodzaju manifest antyrasistowski. Było to natomiast w mrocznym, ale i dynamicznym okresie lat 90. Kiedy muzycy nagrali go ponownie po 20-paru latach, podniosło się oburzenie. Jest to jedna z egzemplifikacji, których pisarka używa do opisania funkcjonowania żartu w czasie.

Poza powyższymi autorka przeprowadza nas również przez formy żartu suchego, sytuacyjnego, niesmacznego, szokującego, głupiego, dziecinnego, absurdalnego czy nonsensownego. Jak się okazuje, każdy z tych obszarów ma swoje miejsce w świecie, i jakkolwiek by nie pachniał brakiem sensu, to swoje istnienie zawdzięcza chęci człowieka do śmiania się. Czy to będziemy mówić o babie wciąż przychodzącej do lekarza (podobno oryginał pochodzi z lat 70.), czy memach wyśmiewających się z kultu bądź samej postaci papieża Jana Pawła II (tzw. „cenzopapa”). Przyznam, że wiele z przykładów było dla mnie od zawsze nieśmieszne. Po przeczytaniu eseju nie zmieniło się to, natomiast dało zrozumieć, dlaczego ktoś inny potrafi z tego rechotać. Zresztą, sama pisarka przyznaje już na początku, że musiała się powstrzymać od przywołania wielu swoich ulubionych elementów kultury (kilka znajdziemy na końcu, jako mały bonus).

Myślę, że „Słowo humoru” będzie świetnym prezentem w zbliżających się świętach. Jeśli wiecie, że ktoś lubi pogłębiać swoją wiedzę na tematy życia codziennego albo kultury (w tym tej popularnej), to będzie publikacja, która na pewno mu się spodoba! Ja nie tylko zdołałem się z niej dowiedzieć czegoś nowego, ale nie raz się uśmiechnąłem podczas czytania.

Tomasz Murczenko

Poprzedni

Tęsknota za władzą 

Następny

Badania napędzane ciekawością są głównym motorem postępu – mówi noblista David Gross w wywiadzie dla CMG