10 lipca 2024

loader

Dwa światy w jednym państwie

W czasach, gdy Europa Zachodnia coraz częściej ma problem z utrzymaniem swojego kulturowego status quo, gdy fala uchodźców z nieustannie bombardowanego Bliskiego Wschodu szturmuje granice Starego Kontynentu, a w europejskich społeczeństwach narasta ksenofobia i nastroje nacjonalistyczne – podróż do Czeczenii jest nie tylko atrakcją turystyczną, ale też nauką o tym, jak różne narody mogą żyć obok siebie.

Wojna skończona

O Czeczenii, jak i w ogóle o całej Rosji, w Polsce wiemy stosunkowo niewiele. Gdy rozmawiałem z rodziną i znajomymi na temat mojego wyjazdu, zazwyczaj stykałem się z przerażonym wzrokiem ludzi przekonanych, że trwa tam wojna. I rzeczywiście, gdyby wierzyć nawet współczesnym, polskojęzycznym przekazom na ten temat, zwłaszcza neokonserwatywnej publicystyce, to można było się spodziewać czyhających za każdym rogiem islamistów, snajperów pochowanych w Górach Kaukaskich i śladów bombardowań. Na szczęście nie była to moja pierwsza podróż do Rosji, więc na reżimową propagandę byłem odporny.
Wojna w Czeczenii faktycznie miała miejsce niedługo po upadku ZSRR. Ściślej mówiąc – dwie wojny. Pierwsza była wojną o niepodległość. Wówczas naród czeczeński był pełen obaw o swój los. W sercach Czeczenów żywe były jeszcze przymusowe wywózki w inne miejsca kraju, które zgotowały im władze radzieckie. Dobrym przykładem jest tutaj sam pierwszy przywódca Republiki Czeczenii, Ahmad Kadyrow. W muzeum jego pamięci, w samym centrum Groznego, gdzie nad okolicą góruje olbrzymi złoty miecz symbolizujący zwycięstwo w II wojnie światowej, widnieją zdjęcia z czasów Kraju Rad. Kadyrow jest na nich bez brody. Golenie muzułmanom bród było symbolem (jak się wówczas wydawało) modernizacji, próbą wyplenienia religijnych tradycji z życia ludów zamieszkujących Związek Radziecki. I to właśnie ojciec dzisiejszego przywódcy Czeczenii, wraz zresztą ze swoim synem, stali podczas Pierwszej Wojny Czeczeńskiej na pierwszej linii walki ze słabą wtedy Rosją. Wojna nie została rozstrzygnięta, a statusu Czeczenii nie uregulowano. Trzy lata później islamscy radykałowie wkroczyli do Dagestanu by rozpocząć realizację planu o utworzeniu na Kaukazie Emiratu. Wtedy jednak wielu Czeczeńców, na czele z rodziną Kadyrowów, opowiedziało się po stronie jedności państwa rosyjskiego i wspólnie z armią rosyjską zdławiono fundamentalistów.
Umownie rzecz biorąc, od 2009 roku (wycofanie wojsk rosyjskich) Czeczenia to kraj spokojny, ostatnim znaczącym aktem terroru było zamordowanie w 2004 roku Ahmada Kadyrowa, którego niedługo później na stanowisku zastąpił wspominany syn, Ramzan Kadyrow. W sierpniu 2016 roku nie widać już żadnych zniszczeń. Grozny to ogromny plac budowy. Nad miastem górują przeszklone wieżowce, z których szczytu można zobaczyć rozciągającą się panoramę miasta. Tuż obok nich, stoi największy meczet w Europie, nazwany imieniem Ahmada Kadyrowa. W kaukaskich górach brak już nawet śladów jakiegokolwiek oporu. Pełno za to etnograficznych muzeów, w których można dowiedzieć się sporo o historii narodu. Akurat tego samego dnia, gdy wracałem z podróży po uroczych zakątkach republiki, jeden z publicystów nawoływał do „zrobienia z nami porządku” przez terrorystów z Al-Kaidy. Oto przykład, do czego prowadzi niewiedza połączona ze zwyrodnieniem.

Inny świat

Różnice między Czeczeńcami, a Rosjanami widocznie są gołym okiem. Na twarzach, na ulicach, w kulturze i sztuce. Czeczeńcy to naród kaukaski, w znakomitej większości wyznający islam sunnicki, ludzie znają język rosyjski, ale często w rozmowach między sobą używają czeczeńskiego, należącego do rodziny północnokaukaskiej.
Regularnych wojsk rosyjskich nie ma w Groznym od 7 lat. Resorty siłowe obsadzane są przez Czeczenów, w mieście nie praktykuje się żadnych specjalnych środków bezpieczeństwa. Policja drogowa, służby miejskie, karetki pogotowia – nic, co by odróżniało tę republikę od innych składowych Federacji Rosyjskiej. To, co rzeczywiście rzuca się w oczy, to przestrzeń publiczna, gdzie bardzo wiele jest obrazów, tablic pamiątkowych czy miejsc nazwanych imieniem Ahmada Kadyrowa. Nieco mniej jest obrazów obecnego przywódcy republiki oraz Władimira Putina, Prezydenta Federacji Rosyjskiej. Przywiązanie Czeczenów do autorytetów wydaje się niezrozumiałe dla przybysza z Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza z Polski. A jednak jest dla tego zjawiska racjonalne wytłumaczenie. To po pierwsze kult siły, czyli postrzeganie racji poprzez pryzmat skuteczności. I należy to zrozumieć w kraju, gdzie jeszcze do niedawna zwalczały się wzajemnie różne grupy terrorystów. Dla „przeciętnego Czeczena” Kadyrowowie to ci, którzy zaprowadzili porządek, a Putin to ten, który stworzył Czeczenii warunki do rozwoju. Na ulicach widać sporo samochodów z obcymi rejestracjami, należą one do tych, którzy tu wracają po latach tułaczki z całego świata. Choć Grozny jest liczebnie nadal dwa razy mniejszy niż przed wojną i choć przy nowo postawionych blokach wciąż brakuje infrastruktury, to jednak ludzi jest tu coraz więcej. Pracownicy hoteli, służb publicznych czy zwykli przechodnie – wielu z nich mieszkało za granicą. Nikt ich do powrotu nie zmuszał. Spotkaliśmy nawet mówiącego po polsku Czeczena, który był niegdyś przedstawicielem Czeczeńskiej Republiki Iczkerii w Polsce.
Islam czeczeński nie jest podatny na wpływy Państwa Islamskiego czy innych radykalnych grup uznających się za muzułmańskie. Tu popularny jest sufizm, jeden z mistycznych nurtów w łonie mahometańskiej wiary, polegający na „zbliżaniu się do Boga”. Dżihad to dla nich wojna przeciwko własnym słabościom, a nie innym kulturom. Alkohol jest co prawda trudno dostępny, ale prawo szariatu nie panuje. Między różnymi częściami Rosji zaistniał swoisty model wzajemnej tolerancji, gdzie mniejszości zamieszkujące zwarte terytoria mogą spokojnie kultywować swoje tradycje i nie generuje to konfliktów. O tym wiedzą zresztą wszyscy wrogowie Federacji Rosyjskiej, którzy uparcie inwestują potężne pieniądze w rozwój ruchów etnonacjonalistycznych – w Czeczenii bez efektów. Ale dopiero tu, na miejscu, łatwiej zrozumieć, dlaczego główna ulica Groznego nosi imię Władimira Putina.

foto 2 na 13

foto 1 na 13

Skróty – red. DT. Tekst ukazał się na portalu geopolityka.pl

trybuna.info

Poprzedni

Problem z prezydentem

Następny

Dilma Rousseff zdjęta z urzędu