Głos wolny przeciw mitologizacji – uwagi i wrażenia po lekturze

29 wrz 2021

Na tę książkę czekałem trzydzieści lat. Może to zabrzmieć cokolwiek dziwnie, bo przecież potrzeba oraz sens znakomitej i niezwykle cennej syntezy autorstwa profesor Danuty Waniek spełniają się dziś m.in. właśnie dlatego, że mamy za sobą przeszło trzy dekady bardzo trudnych doświadczeń z obecnością Kościoła katolickiego w szeroko rozumianym życiu społecznym, politycznym, publicznym w ramach nowego porządku ustrojowo-ideologicznego ustanowionego po 1989 roku.

Jako publicysta od samego początku zajmowałem się problematyką „kościelną”, co prawda nie w trybie bezstronnego, „symetrycznego”, jak by się dziś określiło, opisu, lecz w trybie krytycznym, po jednej, liberalno-lewicowej stronie sporu.
I wtedy taka publikacja pod ręką byłaby nieoceniona, bo zamiast szukać wiedzy, diagnoz i ocen w rozproszonych źródłach miałoby się pod ręką rzecz o walorach – jednocześnie – naukowej syntezy i przydatnego podręcznika.
Taką publikację dziennikarze piszący o „katolickim syndromie polskim” mają już dziś do dyspozycji.
Materiał naukowy i wynikające z niego przemyślenia, zawarte w publikacji profesor Waniek sprzed lat dziesięciu w książce „Orzeł i krucyfiks. Eseje o podziałach politycznych w Polsce” zostały w nowej publikacji rozwinięte i uzupełnione o nowe. „Ołtarz bez tronu…?” rozpoczyna się prologiem, w którym autorka zarysowuje główne zagadnienia publikacji, od kwestii definiowania formuły relacji i rozdziału Kościoła od Państwa, po zarysowanie jego formuły w warunkach polskich początku lat 90-tych, początku transformacji ustrojowej. Już jednak od pierwszych akapitów prologu, czytelnik zainteresowany nie tylko „nagimi” faktami w naukowym ujęciu, ale także przemyśleniami i ocenami autorki będzie usatysfakcjonowany.
Zachowując pełnię atrybutów naukowych, Danuta Waniek nie uprawia w swojej pracy „symetryzmu”, nie stroni w swojej pracy od zdecydowanych ocen. Wędrujemy z jej narracją od kwestii związanych z zagadnieniem związków Kościoła z kwestią niepodległości Polski (przy czym sięga tu autorka nawet do pewnych tematów z XVI wieku i początków I Rzeczypospolitej), poprzez temat roli Kościoła w życiu polskim w okresie trójzaboru i jego stosunku do polskich aspiracji niepodległościowych, aż po odzyskanie niepodległości w roku 1918. Relacje między Kościołem a Państwem w okresie II Rzeczypospolitej podejmuje autorka raczej skrótowo, lakonicznie, niemal wyłącznie w kontekście konkordatu z 1925 roku.
Natomiast obszernie i gruntownie zajmuje się rolą Kościoła w dziejach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a następnie w trzydziestoleciu III Rzeczypospolitej, wzbogacając relację faktograficzną bardzo interesującymi, istotnymi diagnozami i ocenami.
Pozwolę sobie odnotować tu kilka z nich, pochodzących ze świetnego prologu, który jest sformułowany w sposób zapowiadający, że nie będziemy mieć do czynienia z oschłą pracą uniwersytecką, lecz także z bogatym zasobem diagnoz i ocen wartościujących, inspiracji do przemyśleń własnych.
Pierwsza z nich dotyka ogólnej „natury” Kościoła: „Kiedy państwo było słabe i niestabilne, Kościół wykorzystywał tę sytuację dla budowy swojego dominium ekonomiczno-moralnego, miał w zwyczaju zwracać się bezpośrednio do ludu (jak to miało miejsce w XVIII wieku) z pominięciem lub lekceważeniem władzy świeckiej (królewskiej). Ołtarz był wyraźnie ponad tronem. Jeśli państwo było obce i silne (zaborcze jak Rosja, lub na dodatek do bólu świeckie jak Prusy) – Kościół był potulny i ostrożny”.
Odnosząc się bezpośrednio do przełomu 1989 roku profesor Waniek formułuje dobitną i jakże trafną ocenę: „Dominowało wówczas poczucie, iż Kościół współgra z obudzonymi aspiracjami wolnościowymi Polaków, a przynajmniej – pewnej grupy.
Po wyborach z czerwca 1989 roku okazało się, że to „współgranie” trwało wyjątkowo krótko, ponieważ jednym z pierwszych aktów politycznych było otwarcie drogi ku drastycznemu ograniczeniu praw kobiet oraz zgłoszenie przez kościół hierarchiczny żądania natychmiastowego wprowadzenia religii do szkół państwowych”.
W tym prologu, będącym efektowną prefiguracją zagadnień, które znalazły się w dalszych częściach pracy, znajdujemy m.in. nawiązanie do meandrów ideowo-religijnych Adama Michnika, z jego niedawną dziwaczną deklaracją oo swoistej „rekonwersji” na „łono wartości religijnych katolickich”.
Nawiasem: jakże chwiejny w tej sferze jest ten, konsekwentny, wydawałoby się, człowiek, o którym profesor Waniek napisała, idealnie dotykając sedna rzeczy, że „Michnik w 2021 roku nadal broni Kościoła, choć fanatyczny, polityczny katolicyzm zniszczył w Polsce już wszystko, co mógł”.
Jest też nawiązanie do głośnego „supportu” Leszka Jażdżewskiego, przedstawiciela nowego, wchodzącego do polityki pokolenia, którego wystąpienie 3 maja 2019 roku na Uniwersytecie Warszawskim można uznać ekspresję stosunku do Kościoła katolickiego, jaki charakteryzuje znaczną część młodej generacji, także tej znacznie młodszej od mówcy.
Bardzo dobitna i trafna jest bardzo gorzka ze strony autorki ocena postawy państwa polskiego w stosunku do „własnego” społeczeństwa: „Odsłaniana w ostatnich latach przez dziennikarzy degradacja moralna polskiego kleru poraża swym wymiarem i bezkarnością.
W zderzeniu z wymuszanym przez Kościół ubezwłasnowolnienia Polek w sferze ich własnej rozrodczości, wpychani jesteśmy w rzeczywistość pełną obłudy, fanatyzmu i diabolicznych, przestępczych interesów. Pod naciskiem kleru państwo opuściło swoje imperium, oddając prawa kobiet pod zarząd reakcyjnych biskupów, demoralizowanych postępującym konformizmem polskiej prawicy”.
W prologu, w którym zasygnalizowany jest bardzo obszerny pakiet zagadnień rozwiniętych w kolejnych rozdziałach, jest także obszerna wzmianka o roli odgrywanej przez ponurą, podejrzanej konduity postać Tadeusza Rydzyka czy uwagi o lekceważenie zapisów Konstytucji (ujęci w preambule „niepodzielający tej wiary” zostali całkowicie zmarginalizowani w swych prawach na rzecz „wierzących w Boga”), i spojenie Kościoła z państwem w trwającym nadal okresie rządów PiS i niedawne buntownicze demonstracje młodzieży sprzed niespełna roku.
Autorka pokłada nadzieję w młodym pokoleniu, które zbuntowało się jesienią 2020 po osławionym wyroku tzw. Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej i które szybko się laicyzuje. Tę nadzieję podzielam. Mniejszą nam nadzieję na naprawę wewnętrzną Kościoła kat. w Polsce. Nowy duch i nowa praktyka Kościoła, którą wniósł wraz ze swoim pontyfikatem papież Franciszek, w polskim episkopacie raczej się nie przyjął (może są jakieś wyjątki?), a on sam traktowany jest często z trudnym do niezauważenia niechętnym dystansem.
Polscy biskupi nie zadali sobie nawet trudu, by zastosować zasadę, że „obłuda jest hołdem, jaki występek składa cnocie” i nie próbują nawet udawać za pomocą zewnętrznych zachowań, że starają się iść śladami Franciszka. Nadal zachowują się na ogól jak butni wielmoże, przemawiają wyłącznie ex cathedra, a arcybiskupowi Jędraszewskiemu wydaje się być może, że jest Hozjuszem naszych czasów.
Z tych powodów trudniej jest dziś niż kiedykolwiek zastosować aktualizująco przytoczony przez profesor Waniek cytat z Józefa Becka z 1940 roku: „Jednym z głównych czynników odpowiedzialnym za tragedię mojego kraju jest Watykan. Uświadomiłem sobie, zbyt późno, że w polityce zagranicznej realizowaliśmy własne cele Kościoła katolickiego”.
Dziś wektory wpływów są dalece odmienne i Polsce mniej szkodzi Watykan, a w większym stopniu oporny na wszelkie zmiany, skrajnie konserwatywny kościół-urząd, kościół-getto, który staje się przy tym coraz bardziej endemiczny, wsobny, lokalny, funkcjonujący jak w „bańce”.
A jest ten Kościół w tym kształcie dziełem m.in. dwóch jego emblematycznych postaci, kardynała Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II. Ten pierwszy, jak zauważył wybitny człowiek świecki Kościoła, Andrzej Wielowieyski, zakonserwował go „w zakurzonym słoju parafialnej kruchty” i nie jako „kościół ludowy”, lecz jako „konserwatywną strukturę klerykalną”. Ten drugi swoją wizję Kościoła najcelniej streścił w geście obdarowania generała Wojciecha Jaruzelskiego portretem wodza kontrreformacji polskiej kardynała Stanisława Hozjusza.
Było to wówczas komentowane, jak zauważa profesor Waniek, „jako papieskie pragnienie szybkiej i całościowej rekatolizacji Polski” w kształt „katolickiego państwa narodu polskiego”.
„Na całość przedkładanej książki składa się sześć odrębnych historycznie rozdziałów podejmujących sporne problemy z dziedziny stosunków państwo-Kościół.
Autorka zwraca uwagę na trwałą mitologizację historii Kościoła w Polsce, z uwzględnieniem zgubnego wpływu Watykanu na trwanie rozbiorów w XIX wieku, a w późniejszych okresach na kształt suwerenności wewnętrznej Rzeczypospolitej”- czytamy na zakończenie prologu.
Jako czytelnik czekam już na kolejne wydanie tej znakomitej syntezy.
Uzupełniona o kilka dodatkowych tematów i zagadnień będzie jeszcze cenniejsza jako dzieło kanoniczne, które każdy, kto interesuje się czy też publicystycznie lub naukowo zajmuje rolą Kościoła katolickiego w Polsce, powinien stale mieć jej egzemplarz na podorędziu.

Danuta Waniek – „Ołtarz bez tronu…? Walka o rząd polskich dusz”, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2021, str. 333, ISBN 978-83-8209-128-1

Najnowsze

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...

Mit o pomaganiu

Mit o pomaganiu

Wczoraj pisałem o Łatwogangu, 251 mln zł zebranych dla dzieci chorujących onkologicznie, dziurze w NFZ, politykach ogrzewających się przy obywatelskiej mobilizacji, bogatych firmach, influencerach i konieczności patrzenia fundacjom na ręce. Dzisiaj chciałbym zejść na...