Uczony pan z muchą

czyli profesor w starym stylu

W odróżnieniu od zwichrowanego geniusza pióra i Piotrusia Pana krytyki Krzysztofa Mętraka (recenzja książki o nim w poprzednim wydaniu), starszy od niego równo o 30 lat Aleksander Jackiewicz był krytykiem zupełnie innego autoramentu. Siwowłosy starszy pan o nobliwej fizjonomii, z muchą pod szyją, zawsze w garniturze, profesor uniwersytecki (a nie chudy magister polonistyki jak Mętrak) inaczej też profilował swoje pisanie. W odróżnieniu od anarchicznego, lekkiego, bonmotowego stylu Mętraka, styl Jackiewicza był nieco ciężkawy, nie tak błyskotliwy (choć erudytą był też wielkim), zdecydowanie bardziej uporządkowany i usystematyzowany, akademicki. Problematykę podejmowaną swoich książkach wykładał z wyraźną intencją dydaktyczną, zwracał się do odbiorcy jak do studenta.
Stworzył zbiory szkiców o reżyserach polskich i zagranicznych, także syntezy dotyczące głównych zagadnień kina i jego filiacji. Jackiewicza zajmowały szczególnie związki kina z innymi dziedzinami sztuki, szczególnie z literaturą (nazywał je „niebezpiecznymi związkami”) i temu właśnie „wędrującemu motywowi” poświęcony jest szkic Barbary Gizy ). Zajmowała go także kwestia adaptacji literatury na ekran i filmowe doświadczenia pisarzy (szkice te mogłyby dziś z powodzeniem służyć jako podręczniki uzupełniające na wydziałach artystycznych i humanistycznych, także w szkołach aktorskich. Jackiewicz zajmował się także historią i „alchemią’ aktorstwa filmowego (szkic Piotra Skrzypczaka). W okresie powojennym parał się także powieściopisarstwem mieszczącym się – o czym opowiada jeden ze szkiców – między modernizmem, socrealizmem a melodramatem i o tej sferze jego twórczości napisała Daria Mazur. Marta Hauschild zajęła się innym obszarem zainteresowań Jackiewicza, czyli filmowi jako „sztuce plemiennej” i jako polem zainteresowań antropologicznych.
Jackiewicz interesował się też początkami i kina i kinem jako fenomenem rozrywkowym, widowiskowym, nawet jarmarcznym. To łączyło go z innym sławnym krytykiem tamtych czasów, Zygmuntem Kałużyńskim i także obu różniło od Mętraka.
Wynikało to prawdopodobnie z różnicy pokoleniowej. Jackiewicz i Kałużyński wychowali się na kinie przedwojennym, jako dzieci i młodzieńcy, także jeszcze kinem niemym i jego pamięć pozostała w ich polu pamięci i sentymentu. Dorastający w latach 50. 60. Mętrak takich doświadczeń nie miał. Kino jako widowisko, rozrywka interesowało go relatywnie najmniej. Dla niego było ono nade wszystko głosem w fundamentalnych dyskusjach i problemach współczesności.
Paradoksem z dzisiejszego punktu widzenia było to, że to on, Aleksander Jackiewicz, staromodny i leciwy pan o przedwojennych, nieco sarmackich manierach (także, choć w innej konwencji Zygmunt Kałużyński) byli gwiazdami telewizyjnych programów o kulturze, a nie młody, zdolny Mętrak. W naszych czasach kultu młodości i odrzucenia dorobku ludzi starych byłoby odwrotnie. Wtedy to „stary” Jackiewicz był telewizyjnym celebrytą, a młodego Mętraka nie wiedziałem w telewizji ani razu. Polecam gorąco te dwie znakomite książki, a następnym razem postaram się napisać o dwóch innych wybitnych bohaterach serii „Polscy krytycy filmowi”: o Konradzie Eberhardtcie i Bolesławie Michałku.

„Aleksander Jackiewicz”, redakcja Barbara Giza i Piotr Zwierzchowski, seria Polscy Krytycy Filmowi, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2015, str. 319, ISBN 978-83-7383-796-6.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *