Kierownicza rola PZPR (cz. I)

„W ustroju realnego socjalizmu, w tamtym systemie, partia stanowiła konstrukcję, kręgosłup państwa – polityczny, kadrowy, organizacyjny. W tym momencie nie oceniam tego, nie wartościuję, jedynie stwierdzam fakt. I nawet zasadniczo reformując ją, odstępując część politycznego pola innym siłom- nie było możliwe zburzenie tej konstrukcji. Już nie mówiąc o naszych wewnętrznych oporach, oznaczałoby to przede wszystkim destabilizację kluczowego geostrategicznie państwa i tym samym niebezpieczne naruszenie układu sił w Europie”.

gen. Wojciech Jaruzelski

Tytuł publikacji i cytowana sentencja, mogą niektórych spośród Państwa Czytelników wprowadzić w zdumienie. Czy mamy wracać myślą do czasów, jak wielu „podwórkowych znawców”, nie znających tamtych lat z autopsji „dumnie” wykrzykuje – „słusznie minionych”? Wielu spośród nas na przysłowiowy pierwszy rzut oka może dziś nie dostrzegać w Polsce partii, której taką rolę można przypisać lub uważać za epitet adresowany PZPR. Czy słusznie? Polacy, szczególnie osoby uważnie obserwujące proces manipulacji oceną przeszłości, od kilkunastu lat zwany polityką historyczną, z uśmiechem na twarzy, mogą uznać za przypomnienie ku refleksji.

Temat „kierowniczej roli” kilkakrotnie sygnalizowałem w poprzednich tekstach, cytując np. wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia czy „awanturę” podczas rejestracji NSZZ Solidarność- na tle pominięcia w statucie zapisu z Konstytucji dot. właśnie kierowniczej roli PZPR. Doczekała się ona na przestrzeni 45 lat PRL wielu opracowań naukowych i wspomnieniowych, np. „Polska pod rządami PZPR”, Wyd. PROFI, Warszawa 2000. O przypomnienie i obronę dorobku PRL, w tym- co oczywiste – także PZPR upomniał się Pan prof. Jerzy Wiatr w tekście „Kryzys lewicowej polityki” (DT, 16-18 lipca 2021). m.in. pisząc, że „odważna i konsekwentna obrona dorobku Polski Ludowej w tych wszystkich obszarach, w których ówczesna polityka dobrze służyła polskiemu interesowi narodowemu, a także stanowczy sprzeciw wobec dyskryminacyjnego traktowania ludzi uczciwie pracujących dla Polski w istniejących przed 1989 rokiem warunkach”- powinna być ważnym punktem programu. Zachęcam Państwa do stałego czytania Trybuny, zarówno w kontekście śledzenia ocen dorobku z przeszłości, a także stąd wynikających wniosków i ich umiejętności spożytkowania na niwie szeroko rozumianej „lewicowej polityki”.

Pytania do dyskusji

Toczące się dyskusje, spory i przemiany na naszej, polskiej scenie politycznej, które tak refleksyjnie wyeksponował Pan prof. Jerzy Wiatr, skłaniają do refleksji i wniosków. Zauważcie Państwo, że dziś niemal każdy piszący o okresie PRL, z wyczuwalnym przekąsem używa zwrot-komuchy, komuniści, rzadko ujmując w cudzysłów, jako autorski wyraz szacunku. Nikomu nie trzeba wyjaśniać skrót – PZPR. Pytam- a jak brzmiały oficjalne nazwy partii sprawujące władze w innych krajach bloku wschodniego, np. KPZR, KPCz, RPK, BPK. Tylko na Węgrzech- WSPR podobnie jak w Polsce była partia robotnicza, tu dodatkowo „socjalistyczna” oraz w NRD- NSPJ, też „socjalistyczna”, do tego „Jedności”. Czy nie skłania nas do zastanowienia nad potępianiem? Prawda, że wiele razy padał z wysokich trybun zwrot- „my, polscy komuniści”, ale w jakim znaczeniu? Na ile był to wyraz „komunistycznej ideologii”, a na ile „sojuszniczej jedności” partii sprawujących władzę w bloku wschodnim? Niby niuans, ale wart zastanowienia i właściwego rozumienia. Państwo dobrze wiedzą jaka była na co dzień „ideowość” wśród „zwykłych” członków PZPR, ile było rodzinnych kłótni np. na tle religijnym. To prowadzi do ogólniejszego wniosku- jaka partia jest „lepsza”, ta liczebnie mała- kadrowa, ale „ideologicznie” pryncypialna? Czy ta masowa, np. w latach 80-tych PZPR liczyła ok. 3-3,5 mln. członków, w tym ok. 1 mln w Solidarności. Nie trudno Państwu – patrząc na powyższą sentencję Generała uznać, która z dwóch odpowiedzi- „kadrowa” czy „masowa”, jest właściwsza dla „kręgosłupa państwa”- w wymiarze „politycznym, kadrowym, organizacyjnym”.

Wymiar „kadrowy” PZPR

Możemy- po latach ocenić jaki miały wpływ „liczebność” i „ideowość” na skuteczność działania PZPR w dekadzie lat 80-tych. Jakie stąd wnioski wynikają dla dzisiejszej Lewicy?

Wiemy, że PZPR powstała w grudniu 1948 r. z połączenia PPR i PPS. Od tego momentu sprawowała kierowniczą rolę w Polsce. Odpowiedzialna za wszelkie zło- przypominane przy każdej, nadarzającej się okazji. A dobro – czyżby go nie było przez te 45 lat? Może najmniej sporów wywołałby przykład Władysława Gomułki, ale tylko w momencie dojścia do władzy w 1956 r. (kto np. pamięta, że był Ministrem Ziem Odzyskanych?) oraz Edwarda Gierka sferze politycznego „otwarcia na Zachód”, ale z pominięciem zadłużenia!

Kto dziś chce pamiętać, że zasłużony dla Polski szef MSZ Adam Rapacki był członkiem PPS (słynny na świecie „Plan Rapackiego”), także Józef Cyrankiewicz. Czy nie skłania do myśli w dzisiejszej PPS o współodpowiedzialności za jakość i skutki sprawowania „kierowniczej roli”?

A skoro o tym mowa- proszę, by Państwo wskazali (poza Watykanem) kraj, w którym władzy nie sprawuje partia- bez względu na jej nazwę. Czy dziś na świecie i oczywiście w Polsce po 1990 r. partie sprawują „kierowniczą rolę” czy nie? Na czym polega sedno, istota „władztwa” partii u nas, na świecie,(np. KP Chin, obchodzi 100-lecie działalności. Wiele pisze Trybuna, zachęcam do poznawania refleksyjnych faktów i wniosków). Może zechcecie Państwo znaleźć podobieństwa i odniesienia do przeszłości, okresu PRL i czasów PZPR, także zachęcam.

Kadry PZPR- lata 80-te

Że temat publikacji jest wyjątkowo rozległy faktograficznie i merytorycznie, nie muszę wyjaśniać. Proszę zatem pozwolić mi skupić Państwa uwagę na kilku wymownych faktach.

Mija właśnie 40 lat od IX Nadzwyczajnego Zjazdu PZPR (14-21 lipca 1981r.) Był on faktem, wydarzeniem- bacznie obserwowanym przez sąsiadów, szczególnie w Moskwie, Pradze i Berlinie, sygnalizowałem we wcześniejszych publikacjach. KPZR nawet podejmowała kroki, by go opóźnić, czym tzw. twardogłowi- zwolennicy ostrego kursu wobec Solidarności, popierani właśnie przez sąsiadów a Moskwę szczególnie- zyskaliby większe poparcie, „siłę przebicia” oraz możliwość objęcia władzy w PZPR. Z takim myśleniem „współgrała” koncepcja 9 generałów WP, pisałem w „Krzywdy stanu wojennego” 17-18 lutego br. Nasze szczęście, że przepadła i jest tylko wymownie drażniącym wyobraźnię dokumentem archiwalnym.

Swoisty pierwszy „wstrząs kadrowy” miał miejsce drugiego dnia Zjazdu. Po odczytaniu raportu Komisji o odpowiedzialności za stan gospodarki i sytuacji w Polsce lat 70-tych, delegaci zdecydowali o wykluczeniu z partii Edwarda Gierka, Edwarda Babiucha, Jerzego Łukaszewicza, Tadeusza Pyki, Jana Szydlaka, Zdzisława Żandarowskiego. Była to- jak pisała ówczesna prasa – decyzja spontaniczna. Nie pomogły wyjaśnienia i argumenty Stanisława Kani, który bronił przed druzgocącym potępianiem Edwarda Gierka. Pozbawienie legitymacji partyjnej b. I Sekretarza nigdy w historii PZPR nie miało miejsca. Warto się zastanowić, obecnie wyciągnąć wnioski.
Drugi, swoisty wstrząs nastąpił podczas wyborów centralnego kierownictwa. Z liczącego przeszło 100 osób KC, zostało zaledwie 18 członków. Zjazd potwierdził popularność Wojciecha Jaruzelskiego, który w wyborach do KC otrzymał najwięcej głosów. Jego kandydaturę poparło aż 1615 z 1909 uprawnionych do głosowania. Na kolejnym miejscu znalazła się Zofia Grzyb (1476 głosów),brygadzistka z radomskiego „Radoskóru”. Jerzy Romanik, brygadzista w Kopalni Węgla Kamiennego „Siemianowice” (1461 głosów). Dyrektor PGR w Głubczycach Zbigniew Michałek, (1433 głosy). Stanisław Kania-1335 głosów i dalej I Sekretarz, nie miał konkurenta. Wicepremier Mieczysław Rakowski dostał kilka głosów ponad wymagane minimum.

Zmiany te jasno wskazują, że delegaci odrzucili tzw. partyjny beton i wielu reformatorów. Istotne zmiany zaszły w BP. Jedna była szczególna-członkiem został gen. Mirosław Milewski, szef MSW, (stanowisko po nim objął gen. Czesław Kiszczak). Stał się odpowiedzialnym w BP i KC za funkcjonowanie „po linii partyjnej”, m.in. MSW (MO, SB) i sądownictwa. Skąd taka zmiana – wiedziano, że jest zaufanym człowiekiem Moskwy i jednym z liderów twardogłowych. Wtedy kalkulowano tak- będzie informował co dzieje się w „centrali Partii”, a przed Moskwą nie zamierzano tego ukrywać, nawet było „na rękę”. Ale utracił bezpośrednią władzę w MSW, gdzie sytuacja wymagała ciszy, rozważnej pracy bez rozgłosu. To zapewniał gen. Czesław Kiszczak. Natomiast całkowite usunięcie tej osoby pozwoliłoby mu szkodliwie działać bez nadzoru. Był to kadrowy wybór mniejszego zła, tak w wąskim gronie ocenił po latach Generał.

Głos Generała

Generał zabrał głos w przeddzień zakończenia Zjazdu, koncentrując uwagę delegatów na szeroko rozumianej sytuacji wewnętrznej kraju -napiszę w kolejnych częściach tematu. Tu tylko zatrzymam Państwa uwagę na pewnej sprawie kadrowej, która obecnie zyskała rozgłos. Mówił m.in.- „Prawo jest ostoją Rzeczypospolitej…Jednocześnie nie ma i być nie może żadnych stanów wyższej konieczności, które usprawiedliwiałyby naruszanie obowiązującego porządku prawnego. Dotyczy to wszystkich- bez wyjątku…Przyczyniają się do tego godne uznania wysiłki Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa, organów prokuratury oraz wymiaru sprawiedliwości”. Proszę raz jeszcze przeczytać ten fragment- MO i SB, prokuratura i wymiar sprawiedliwości, które z „wysokości” KC, teraz będzie nadzorował gen. Mirosław Milewski. Czyniły i nadal mają czynić„godne uznania wysiłki” w szanowaniu, respektowaniu prawa! Jakie wnioski po 40 latach?

Sprawa Sędziego Józefa Iwulskiego –

w lipcu 2021 r. może być dla wielu milionów Polaków maleńkim obrazkiem, wycinkiem wielkiej polityki kadrowej Partii na polu wymiaru sprawiedliwości w okresie stanu wojennego. Rażąco rzutuje na wizerunek Polski w UE. Być może Państwo Czytelnicy o niej słyszeli albo czytali w prasie. Otóż, krakowska prokuratura z zarzutem „zbrodni komunistycznej” wystąpiła pod koniec 2020 r., do Izby Dyscyplinarnej SN (zamrożona TSUE w kwietniu 2020) o uchylenie immunitetu Prezesowi Izby Pracy Józefowi Iwulskiemu. Został zawieszony w prawach sędziego i pozbawiony 25 % uposażenia. W stanie wojennym na kilka miesięcy skierowany do sądu wojskowego. Orzekał w siedmiu sprawach politycznych: trzy wyroki w zawieszeniu, dwa bezwzględnego więzienia, jedno bezwzględnego więzienia przy jego zdaniu odrębnym, jedno uniewinnienie. Sam orzekał tylko dwa razy – jedno uniewinnienie, raz „zawiasy”.

Zeznanie prof. Adama Strzembosza

„W czwartek (1 lipca) przed Izbą Dyscyplinarną zeznawał były pierwszy prezes SN, prof. Adam Strzembosz. Przyznawał, że w stanie wojennym byli sędziowie bohaterowie, ale też tacy, którzy byli na usługach reżimu, czy tacy, którzy nie do końca się sprawdzili. Jako przykład sędziego, który nie zdał egzaminu i robił karierę w stanie wojennym, wskazywał Andrzeja Kryże.

Natomiast, co do sędziego Iwulskiego tłumaczył- środowisko ocenia go przez pryzmat wszystkich spraw politycznych, w których orzekał. To orzeczenie, którego dotyczy sprawa, nie należało do bohaterskich, ale sędziowie nie oceniali jego zachowania negatywnie, gdyż większość orzeczeń Iwulskiego w sprawach politycznych to były kary w zawieszeniu”. (Gazeta Wyborcza, 3-4 lipca 2021). Proszę Państwa o uważne i wnikliwe przeczytanie, o głęboki namysł!

Mądry, młody prawnik

„W rozmowie z >Dziennikiem Gazetą Prawną< Iwulski tłumaczył, że jeśli nawet kiedy skazywał, to >wyroki skazujące były ze świadomością, że będzie amnestia i krzywda się skazanym nie stanie<. Tak rzeczywiście było: robotnik, który kolportował ulotki, stając przed sądem, siedział już miesiąc w areszcie. Po wyroku siedział jeszcze 2 miesiące (do lutego 1983 r.), wyszedł na przerwę w odbywaniu kary, a w kwietniu 1983 r. objęła go pierwsza z serii amnestii wobec więźniów politycznych”. Znów proszę Państwa o przeczytanie z głębokim namysłem! W czym istota sprawy? Dziś wielu spośród Państwa może powiedzieć- toż to absurd, głupota! Zamiast skazać za rozrzucanie ulotek na 2-3 tygodnie sprzątania ulicy pod nadzorem, to – wyrok więzienia? Zdziwicie się Państwo- rację miał właśnie ten młody sędzia. Dlaczego? Taka surowa faktycznie kara była wtedy- stan wojenny- konieczna! Właśnie surowością kary chodziło o zastraszanie, by członkowie Solidarności nie próbowali organizować protestów, strajków czy akcji ulotowych. Mówiąc wprost-by żona powiedziała swemu mężowi-„zapalonemu aktywiście”, masz rodzinę, pracuj na jej utrzymanie! To trzeba spokojnie przeżyć; widzisz jakie są kary, jesteś nam potrzebny – mnie, dzieciom. Być może małe dzieci słyszące tę rozmowę powiedzą- „tatusiu, chcemy, żebyś był z nami”. To właśnie była istota sprawy-„chwilowo, na krótko” surowo ukarać, by amnestią znieść karę!

Spodziewam się, że wielu spośród Państwa ten wywód uzna za pełen absurd, ośmieszanie siebie i Redakcji Trybuny! Jeszcze chwila, proszę wstrzymać się z takim surowym osądem! Przecież ulotki nie były kartkami papieru z rebusami, prostackimi dowcipami (choć takie też były), a zawierały wezwania do- właśnie sprzeciwu, oporu- powtórzę- strajków, ulicznych burd. Efekt – starcia z MO, ZOMO- pobici ludzie, ofiary. Właśnie chodziło by temu zapobiec! Powtórzę-odstraszyć surową karą od takich „postaw patriotycznych”. Stawiam więc pytanie- wszystkim szybko myślącym i lepiej wiedzącym- komu tacy pobici ludzie byli potrzebni – władzy czy aktywistom Solidarności? Jeśli są jeszcze osoby uważające wszelkie demonstracje za słuszne w stanie wojennym-zachęcam. Niech w upalny, lipcowy dzień znajdą dużo cienia i poleją głowę zimną, nawet lodowatą wodą, na chwilę „uruchomią” swoją wyobraźnię- „zobaczą” pobitego syna albo wnuka, ze złamaną ręką, nogą czy obojczykiem! Niech klną do woli na generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego. Gdy ochłoną, niech się zastanowią – czy ich słowa ulżyłyby cierpieniu najbliższych, im samym? Należało surowo karać, odstraszać czy nie? Czym w stanie wojennym była dla prawnika „świadomość amnestii”- rozumnym wyborem, mniejszym złem? Co Państwo myślicie- sędzia Iwulski był na „usługach reżimu”?

Kłaniam się Panu Sędziemu! Pan prof. Strzembosz… wspomnianym zeznaniem skłania do zastanowienia się nad ówczesnym oglądem sytuacji. Jest stan wojenny. Ma rozległą wiedzę o tym okresie- uwarunkowaniach zarówno wewnętrznych i zewnętrznych, politycznych, militarnych, społecznych, gospodarczych. Zna Pan wiele różnych zawiłości, wręcz rozbieżności, sprzeczności- natury prawnej, etycznej, moralnej, które ten okres charakteryzują. Jest Pan Sędzią z autorytetem! Zna Pan starą rzymską zasadę (z zażenowaniem wspominam)- „dura lex et lex”- głupie prawo, ale prawo! W Wojsku jest rozumiane tak-lepsza błędna decyzja niż żadna, czy spóźniona ale dobra! Przecież nie chodziło wtedy o „produkcję” głupiego prawa czy jego pochwałę, a o sytuacje skrajne, grożące ogromnymi ofiarami. By im zapobiec, należało zastosować „skrajnie rygorystyczne” prawo! Stan wojenny zapobiegał m.in. bratobójczej wojnie domowej! Pan Profesor to widział, czy przewidywał w latach 1980-1981? Nie pytam o „winę”- czy była tylko po stronie władzy, czy Solidarności, może obopólna? Nie pytam czyja większa. Podkreślam-w latach 1981-1983, konsekwentne zastosowanie „skrajnie rygorystycznego” prawa było wyższą koniecznością, było mniejszym złem! Było potrzebą rozumu, „mądrością etapu” – jakby to wtedy i dziś nie zabrzmiało niedorzecznie, nawet głupio! Pan Profesor zna „Sprawozdanie Sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej” z 28 maja 1996 r.- kierowanej przez prof. Jerzego Wiatra.

„Komisja” wyjaśnia m.in. istotę „wyższej konieczności” w wielu aspektach, także społecznym i ludzkim. Czytam, „że decyzje podjęte 12 i 13 grudnia 1981 roku okazały się w historycznej perspektywie zwycięstwem rozsądku i troski o najwyższe dobro państwa”. Przecież wszyscy znamy odpowiedź na banalne pytanie- kto (co) jest „najwyższym dobrem państwa”- jeśli nie żywy, zdrowy człowiek, bez względu na polityczne przekonania i wyznawane wartości? A dla prawników? (przez 123 lata nie było Państwa Polskiego, ale byli Polacy!). Surowość i natychmiastowa egzekwowalność ówczesnego prawa – dekretów Rady Państwa, była niezbędnym ostrzeżeniem dla „gorących głów”, hamulcem dla tysięcy członków Solidarności przed wywołaniem rozlewu krwi, bratniej, polskiej krwi! Czym jeszcze? Sygnałem dla Kremla, Pragi i Berlina, że władza, że reformatorskie skrzydło Partii sprawującej kierowniczą rolę, że Generał z Wojskiem i siłami MSW-polskie sprawy rozwiążą własnymi rękoma. Czego im było potrzeba – dwóch rzeczy: zrozumienia sytuacji i dozy zaufania oraz tylko i wyłącznie- pomocy gospodarczej i finansowej. I tak się stało. Uniknęliśmy „pomocy” wojskowej. Miliony Polaków zaufało Generałowi i władzy- także przeważającej części reformatorom w PZPR, jakby to dziś nie „pachniało wątpliwie”. Ponad 20 lat, sondaże wskazywały ponad 50% społecznego zrozumienia dla konieczności stanu wojennego i decyzji Generała. O czym to świadczy? Postawa Generała Tę „złożoność etapu” doskonale rozumiał Generał – Pan Profesor to dobrze wie. Dlatego wiele razy publicznie i na piśmie przepraszał wszystkich pokrzywdzonych, którzy zwiedzeni „słuszną ideą” nie dostrzegli złożoności wyzwań „miejsca i czasu”! Wyrażał uznanie środowisku prawników za „mądrą surowość” stosowania prawa, którzy musieli jego rygorem – dosłownie bronić bezpieczeństwa, życia ludzi, a nie „reżimu”! Część prawników „zapłaciła” Generałowi za odpowiedzialność lat 80-tych karkołomnym oskarżeniem- właśnie za stan wojenny. Pani mec. Marioli Kucińskiej- Teklińskiej, obrońcy na procesie sądowym- składam najwyższe słowa podziękowania i wdzięczności! Niewymowne po ludzku duchowe cierpienia i ból, spowodowane hańbiącymi zarzutami, znam z wielu osobistych wyznań Generała, których strzępy czasami ujawniał na spotkaniach środowiskowych. Panie Profesorze… Mówi Pan – „to orzeczenie… nie należało do bohaterskich, ale sędziowie nie oceniali jego zachowania negatywnie, gdyż większość orzeczeń Iwulskiego w sprawach politycznych to były kary w zawieszeniu”. Trudno mi zrozumieć tę „filozofię”, tę „logikę kary”, mówiąc potocznie – pojąć „na chłopski rozum”.

Doszedłem do takiego wniosku. Pan Sędzia- Profesor z koleżankami, kolegami prawnikami przez lata III RP wpajaliście młodym prawnikom-Państwa następcom, dwie takie reguły myślenia. Pierwsza- PRL, a stan wojenny szczególnie to było samo zło. Kto w tym okresie podejmował działalność państwową czy partyjną, był członkiem PZPR-czynił tylko zło! I druga- Solidarność, to samo dobro, jej członkowie nieśli tylko wolność, nawet jeśli miałaby być okupiona krwią tysięcy rodaków. Ta filozofia, ta logika ma praktyczne zastosowanie wobec Pana Sędziego Iwulskiego, któremu wyrażam najwyższe poważanie. Sądził w stanie wojennym-tak! Dziś rządzą członkowie i wychowankowie b. Solidarności- tak! Podpadł, co sugerowały media -tak! Tak rozumując -„służył reżimowi”. Jest winien, nad czym myśleć? Cóż z tego, że „sędziowie nie oceniali …zachowania negatywnie”. Proste rozumowanie wyklucza każdą formę polemiki. To efekt „dyskryminacyjnego traktowania ludzi uczciwie pracujących dla Polski w istniejących przed 1989 rokiem warunkach”. Słusznie mówi prof. Jerzy Wiatr o „stanowczym sprzeciwie”, jako ważnym zadaniu programowym Lewicy. Głośno myślę-czy honor i powaga prawa skłonią Profesorów praw do rzetelnej oceny sądownictwa lat 1980-1983 Szanowny Panie Profesorze… Za kilka miesięcy minie 40 rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Moja prawnicza wiedza jest na poziomie 0+. Uprzejmie Pana proszę o wyjawienie arkanów „bohaterstwa” tych sędziów i ogłoszenia dekretów Rady Państwa dopiero 16 grudnia. Polacy, młodzież, studenci też zechcą poznać „prawne kulisy” postawienia Generała przed Sądem za stan wojenny.