21 kwietnia 2024

loader

Kolejny szpital trafia w prywatne ręce

Rząd „dobrej zmiany” zapowiada rewolucję w służbie zdrowia, zakładającą wstrzymanie procesów komercjalizacji i prywatyzacji placówek. Tymczasem w samorządach na dobre trwa przejmowanie placówek medycznych przez prywatne firmy.

Od niemal roku trwa spór związany z przekazaniem prywatnej spółce szpitala powiatowego w Mogilnie (Pomorskie). Władze powiatu, które są organem nadzorczym SPZOZ, wydzierżawienie tej placówki uznały za najlepszy – a raczej najprostszy – sposób na pozbycie się wielomilionowych długów jakie ma szpital. Tradycyjnie, oszczędności mają się odbyć kosztem pracowników, bo tym może skończyć się przejęcie placówki przez prywatną spółkę. Załoga szpitala, licząca blisko 300 osób, nie jest o niczym informowana, a swoją wiedzę czerpie z doniesień lokalnych mediów oraz tego, co od władz samorządowych uda się wyrwać reprezentującym ją działaczom związków zawodowych.

Brak informacji

Decyzja o wydzierżawieniu szpitala powiatowego w Mogilnie zapadła w lipcu ubiegłego roku. Miesiąc później dyrektor szpitala, Marek Gotowała, ogłosił zaproszenie do negocjacji w tej sprawie. Przetarg wygrała spółka „Centrum Dializ” z Sosnowca. Spółka ta należy do działaczy i osób powiązanych z Polskim Stronnictwem Ludowym, które od lat obsiadło placówki ochrony zdrowia w całym kraju, prowadząc do ich przejmowania przez prywatne podmioty. Oczywiście takie, które należą do działaczy i osób związanych z PSL-em.
Ostateczna decyzja w sprawie przekazania szpitala w Mogilnie we władanie prywatnej spółce ma zapaść w czerwcu, gdy radni powiatu mają zająć się uchwałą w tej sprawie. Nie wiadomo jednak, na jakiej podstawie będą oni podejmować decyzje, bowiem umowa między władzami powiatu a spółką „Centrum Dializ” jest utajniona, co tłumaczy się koniecznością zachowania tajemnicy handlowej.
Część radnych próbuje dotrzeć do tej umowy, mimo iż nie została im udostępniona. Podobne działania podjęli również związkowcy z Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80”, sprzeciwiający się szykowanej prywatyzacji szpitala, bo w taki sposób nazywają oni plany władz powiatu. To właśnie związkowcy „Sierpnia 80” wszczęli alarm, że szpital zostanie wkrótce przekazany prywatnej spółce, co najpewniej odbije się na warunkach pracy zatrudnionych w nim pracownikach. Związkowcy zapowiadają, że zrobią wszystko, aby zablokować decyzję o dzierżawie szpitala prywatnej firmie. Starosta powiatu upiera się jednak, że to jedyny sposób, by szpital wyszedł z długów a zatrudnieni w nim pracownicy zachowali miejsca pracy. Nie informuje jednak, że takie przekształcenie pozwoli na zachowanie miejsc pracy jedynie części pracownikom, zaś reszta – w opinii związkowców, nawet połowa z dotychczas zatrudnionych – zostanie zwolniona w ramach oszczędności.

Pracownicy boją się o swój los

Związkowcy od początku chcieli uczestniczyć z rozmowach z potencjalnymi dzierżawcami placówki, starając się przede wszystkim o zabezpieczenie interesów jej pracowników oraz pacjentów. Jak twierdzą, zostali oni dopuszczeni do rozmów dopiero na końcowym etapie negocjacji, kiedy wszelkie decyzje już w zasadzie zapadły. Działacze „Sierpnia 80” mają wątpliwości nie tylko wobec niepewnej sytuacji pracowników placówki, ale też wobec przebiegu przetargu, który – w ich ocenie – odbył się w tajemnicy przed zainteresowanymi.
– Pracownicy po prostu boją się o swój los, bo pod nowym zarządem nie będą mieli gwarancji pracy. Nie wiedzą również, jakie warunki pracy zaoferuje im nowy, prywatny właściciel, a nauczeni doświadczeniem innych placówek, które zostały przekształcone w podobny sposób, spodziewają się najgorszego – mówi w rozmowie z „Dziennikiem Trybuna” Jacek Siekierski, zajmujący się tym problemem związkowiec „Sierpnia 80”. – Z umowy, do której dotarliśmy wynika, że szpital, który jest zakładem pracy, nie zostanie przekazany na podstawie art. 23 prim Kodeksu pracy, a więc że nowy właściciel nie zobowiązuje się do zapewnienia pracownikom dotychczasowych warunków zatrudnienia, lecz może je podyktować na nowo, na swoich warunkach. Jak wiemy, takie nowe warunki oferowane przez prywatne firmy są zwykle mniej korzystne dla pracowników – wyjaśnia.
Związkowiec dodaje, że dodatkowym powodem zaniepokojenia pracowników jest brak informacji o tym, na jakich zasadach ma się odbyć przekazanie szpitala prywatnej spółce. – Uczestniczyliśmy w tylko jednym spotkaniu z radą powiatu. Nie ujawniono nam żadnych istotnych informacji. Większość pracowników opiera się więc na plotkach, jakie krążą na ten temat oraz informacjach, jakie udaje się nam, związkowcom, wyszarpać od decydentów – informuje. Pracownicy szpitala obawiają się, że nowy właściciel zaproponuje im umowy śmieciowe oraz umowy cywilnoprawne) zamiast dotychczasowych etatów. Bo jest to najtańszy sposób zatrudniania pracowników, pozwalający w najprostszy sposób oszczędzać na kosztach funkcjonowania firmy. A właśnie taką prywatną, komercyjną firmą stanie się szpital w Mogilnie, jeśli zostanie on przekazany w dzierżawę prywatnej spółce. Niezależnie od tego, iż samorząd zapewnia, że zachowa nadzór nad placówką a jej usługi nadal będą finansowane ze środków NFZ.

Cięcia kosztem pracowników

Głównym kryterium wyboru spółki, której placówka miała być wydzierżawiona, była cena, jaką zaoferuje ona za dzierżawę szpitala oraz gotowość do spłaty niemal 10 mln zł długu, jaki ma ten szpital. Nie bez znaczenia w warunkach przetargu było też doświadczenie spółki, zainteresowanej przejęciem szpitala, w prowadzeniu podobnych placówek. Ostatecznie zdecydowano o tym, że szpital dostanie się w ręce „Centrum Dializ” z Sosnowca. Jest to spółka, która od kilku lat specjalizuje się w przejmowaniu publicznych placówek medycznych.
Do przekazania placówki prywatnej firmie potrzebna jest jeszcze zgoda radnych powiatu, ale z tym nie powinno być problemu, ponieważ radni już jakiś czas temu przyjęli uchwałę, która określiła zasady zbywania i dzierżawy nieruchomości należących do SPOZOZ w Mogilnie.
Przyjęta 10 lipca ubiegłego roku uchwała umożliwiła przekazanie zarządzanie szpitalem zewnętrznej, prywatnej spółce. Oficjalnie określono ją mianem „dzierżawy operatorskiej”. Ma ona polegać na przejęciu zarządzania szpitalem przez prywatną firmę, ale z zachowaniem jej publicznego charakteru i pozostawieniem nadzoru samorządu. Świadczone przez nią usługi mają być nadal finansowane ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia. Problemem jest jednak to, co w takiej sytuacji czeka pracowników szpitala. Dodatkowo związkowcy przewidują, że zmiana zarządzającego placówką spowoduje przeniesienie niektórych oddziałów ze szpitala w Strzelnie, a więc likwidację miejsc pracy w tamtej placówce.
Zdaniem władz samorządowych, spółka, która ma przejąć szpital, weźmie na siebie finansowe zobowiązania placówki i dokona niezbędnych inwestycji. Z obserwacji dotychczasowych przekształceń placówek służby zdrowia wynika jednak, iż żadnych inwestycji nie należy się spodziewać.

KOMENTARZ

Planowane zmiany własnościowe w szpitalu w Mogilnie to kolejny przykład tego, w jaki sposób „wtajemniczeni” uwłaszczają się na zadłużonej służbie zdrowia.
Rządząca poprzednio koalicja PO-PSL już dawno szykowała się do tego rodzaju przekształceń, czego dowodem jest uchwalona w 2011 r. ustawa o działalności zdrowotnej, zakładająca możliwość tego rodzaju przekształceń własnościowych placówek medycznych. Jej oficjalnym celem było dążenie do oddłużenia placówek medycznych i usprawnienia ich funkcjonowania. Owo „usprawnienie” polegało jednak na tym, że powinny one przekształcić się w spółki prawa handlowego, a więc zacząć działać jako firmy komercyjne, a nie placówki świadczące pomoc chorym. Polega to na tym, że szpitale i przychodnie muszą skupiać się na zyskach, jakie wypracują ze swojej działalności, korzystnych kontraktach z NFZ oraz pieniądzach płynących z innych źródeł. Tego rodzaju przekształcenia otworzyła reforma systemu ochrony zdrowia, wprowadzona przez rząd Jerzego Buzka (1997-2001), która usamodzielniła poszczególne placówki oraz podporządkowała większość z nich samorządom. Te zaś, z braku środków, od lat prowadzą politykę przekazywania placówek medycznych prywatnym firmom. Oficjalnie nie ma więc mowy o prywatyzacji systemu ochrony zdrowia, odbywa się ona jednak w praktyce w samorządach, które w ten sposób pozbywają się „problemu”. Tak się jednak składa, że na owej prywatyzacji, dotąd publicznych, placówek służby zdrowia interes robią działacze i sympatycy rządzących poprzednio partii, których prywatne firmy – na mocy decyzji podejmowanych przez władze samorządowe – przejmują te placówki pod byle pretekstem i za niewielkie stosunkowo pieniądze. Służba zdrowia jest bowiem jednym z najlepszych biznesów, co wprost zapowiadała słynna była posłanka PO, Beata Sawicka, której opinia w tej sprawie została upubliczniona kilka lat temu, zaś sama posłanka została skazana za przyjęcie łapówki na skutek prowokacji zorganizowanej przez CBA. Szkoda, że uwaga opinii publicznej została wówczas skierowana na fakt przyjęcia łapówki przez byłą posłankę, zamiast na sprawę, o której mówiła. Jak widzimy, była posłanka PO, Beata Sawicka, była wtajemniczona w plan prywatyzowania placówek ochrony zdrowia. Plan, który jest konsekwentnie realizowany na poziomie samorządów.

 

trybuna.info

Poprzedni

Pożegnanie Flavii Pennetty z tenisem

Następny

Prawda nie do zakrzyczenia*