Rosja nie musi wysyłać czołgów na polską granicę, aby osłabiać nasze państwo. Wystarczy jej polityczny chaos, wzajemne oskarżenia i coraz głębsze podziały społeczne. Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego, pogłębiany przez konflikt prezydenta Karola Nawrockiego z rządem, stał się okazją dla rosyjskiej propagandy. Kiedy polska prawica mówi o „zamachu stanu”, a prezydent o „siłowym przejęciu” instytucji państwa, rosyjskie media wykorzystują te wypowiedzi do przedstawiania Polski jako kraju pogrążonego w chaosie. W internecie działają także rosyjskie sieci dezinformacyjne, dla których podobne konflikty są okazją do podsycania nieufności i polaryzacji społeczeństwa. Stawką jest nie tylko polityka, ale również bezpieczeństwo Polski.
Prezydent zaostrza konflikt. Kreml wykorzystuje okazję
Wydarzenia z końca października 2026 roku pokazały skalę konfliktu pomiędzy prezydentem Karolem Nawrockim, Prawem i Sprawiedliwością a rządem Donalda Tuska.
Spór dotyczący Trybunału Konstytucyjnego, w tym odsunięcia od czynności służbowych prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego, przerodził się w otwartą konfrontację polityczną.
Prezydent przerwał zagraniczną podróż, wrócił do Warszawy i osobiście pojawił się w Trybunale. Następnie oskarżył rząd o siłowe przejęcie konstytucyjnego organu państwa.
31 października oświadczył:
„Tej nocy doszło do naruszenia porządku konstytucyjnego RP i siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa”.
Jarosław Kaczyński poszedł jeszcze dalej, mówiąc o zamachu stanu i odpowiedzialności jego sprawców.
Prezydent i opozycja mają prawo kwestionować działania rządu. Nie oznacza to jednak, że ich wypowiedzi pozostają bez konsekwencji dla bezpieczeństwa państwa.
W sytuacji zagrożenia ze strony Rosji polityczny konflikt przestaje być wyłącznie sprawą wewnętrzną, kiedy jego przebieg zaczyna wykorzystywać propaganda wrogiego państwa.
A właśnie to wydarzyło się w Polsce.
Rosyjska propaganda już mówi o wojnie domowej w Polsce
30 października rosyjska państwowa agencja RIA Nowosti opublikowała materiał zatytułowany:
„Polska przekłada wojnę z Rosją. Na agendzie wojna domowa”.
Rosyjscy propagandyści zaczęli przedstawiać spór wokół TK jako zapowiedź rozpadu polskiego państwa.
Sugerowali, że rząd Donalda Tuska przygotowuje usunięcie prezydenta Nawrockiego, a konflikt wokół Trybunału ma być częścią tego planu.
Te twierdzenia nie zostały poparte wiarygodnymi dowodami.
Do sprawy odniósł się także Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji i obecny wiceprzewodniczący rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa.
Miedwiediew oskarżał polski rząd o zamach stanu i przedstawiał konserwatystów z PiS jako ofiary politycznych prześladowań.
Podobne przekazy pojawiały się w rosyjskich mediach państwowych oraz kanałach propagandowych.
To nie oznacza, że polska prawica współpracuje z Rosją. Pokazuje jednak, że Kreml dostrzegł w jej konflikcie z rządem możliwość realizowania własnych interesów.
Rosja nie musi tworzyć każdego kryzysu. Wystarczy, że odpowiednio wykorzysta istniejący.
Rosyjskie farmy trolli tylko czekają na takie okazje
Rosyjskie operacje dezinformacyjne od lat wykorzystują podziały polityczne i społeczne w państwach europejskich.
Mechanizm jest stosunkowo prosty.
Najpierw pojawia się rzeczywisty konflikt, na przykład dotyczący Trybunału Konstytucyjnego. Następnie rosyjskie kanały propagandowe wybierają najbardziej emocjonalne wypowiedzi, przedstawiają je w odpowiednim kontekście i rozpowszechniają w internecie.
Do tego mogą dołączać fałszywe konta, boty oraz skoordynowane sieci dezinformacyjne.
Jednym odbiorcom przedstawia się rząd jako dyktaturę. Innym sugeruje się, że prezydent i opozycja dążą do zniszczenia państwa.
Cel takich działań jest podobny niezależnie od treści przekazu: pogłębianie wzajemnej wrogości, podważanie zaufania do instytucji oraz utrudnianie społecznego porozumienia.
Nie ma publicznie przedstawionych dowodów, że konkretne komentarze dotyczące obecnego kryzysu TK zostały napisane przez rosyjskie farmy trolli. Istnieje jednak dobrze udokumentowana praktyka wykorzystywania przez Rosję podobnych konfliktów w operacjach wpływu.
Polski Instytut Spraw Międzynarodowych wielokrotnie wskazywał na rosyjskie próby eskalowania napięć społecznych i politycznych, szczególnie w kwestiach dotyczących relacji polsko-ukraińskich.
Rosyjscy propagandyści nie muszą przekonywać Polaków, aby polubili Putina. Wystarczy, że będą skutecznie przekonywać jednych Polaków, aby nienawidzili drugich.
To właśnie jeden z najgroźniejszych skutków wojny informacyjnej.
Podzielone społeczeństwo oznacza słabsze bezpieczeństwo
Najpoważniejszą konsekwencją nieustannego konfliktu politycznego może być osłabienie zdolności państwa do reagowania na rzeczywiste zagrożenia.
Polska jest państwem frontowym NATO, graniczy z Rosją i Białorusią oraz odgrywa kluczową rolę w pomocy Ukrainie.
Rosja prowadzi przeciw państwom europejskim działania hybrydowe, w tym operacje dezinformacyjne, cyberataki i próby sabotażu infrastruktury.
W takich warunkach sprawne funkcjonowanie najważniejszych instytucji państwa ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo obywateli.
Jeżeli prezydent, rząd i opozycja nie potrafią współpracować nawet w podstawowych sprawach ustrojowych, rośnie ryzyko, że podobne konflikty utrudnią również podejmowanie decyzji dotyczących bezpieczeństwa.
Państwo, którego obywatele przestają ufać instytucjom, jest bardziej podatne na manipulację. Społeczeństwo przekonane, że jego polityczni przeciwnicy są wrogami narodu, trudniej zjednoczyć w obliczu rzeczywistego zagrożenia.
Nie oznacza to, że demokratyczny spór powinien zostać zawieszony. Oznacza natomiast, że sposób jego prowadzenia ma znaczenie dla odporności państwa.
Putin grozi Europie, a Polska pogrąża się w politycznej wojnie
Pod koniec października Władimir Putin ponownie mówił o gotowości Rosji do konfrontacji z Europą.
Chociaż rosyjska armia nadal prowadzi wyniszczającą wojnę przeciw Ukrainie, Moskwa nie rezygnuje z presji militarnej, politycznej i informacyjnej wobec państw NATO.
W Polsce zagrożenie to nie jest abstrakcyjne.
Polskie służby prowadzą postępowania dotyczące sabotażu infrastruktury kolejowej oraz działalności osób podejrzewanych o współpracę z rosyjskim wywiadem.
3 listopada premier Donald Tusk poinformował również o ostrzeżeniach dotyczących możliwych rosyjskich prowokacji na granicy z obwodem królewieckim.
Właśnie w takim momencie Polska potrzebuje sprawnych instytucji, zaufania społecznego i zdolności do współpracy pomiędzy najważniejszymi organami państwa.
Tymczasem konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego staje się coraz ostrzejszy.
Nie ma dowodów, że został wywołany przez Rosję. Jest natomiast jasne, że rosyjska propaganda próbuje go wykorzystać.
Prawica nie musi działać na rzecz Rosji, aby jej propaganda korzystała z jej słów
To zasadnicza kwestia.
Nie ma podstaw do twierdzenia, że prezydent Karol Nawrocki lub Jarosław Kaczyński realizują polecenia Kremla.
Obaj politycy deklarują sprzeciw wobec rosyjskiej agresji.
Jednak intencje polityków i skutki ich działań to dwie różne sprawy.
Kiedy prezydent oskarża rząd o bezprawne przejęcie instytucji państwa, a lider opozycji mówi o zamachu stanu, rosyjska propaganda może wykorzystać te wypowiedzi do budowania przekazu o destabilizacji Polski.
Można być zdecydowanym przeciwnikiem Putina, a jednocześnie nieświadomie dostarczać jego propagandzie argumentów.
Podobna odpowiedzialność dotyczy strony rządowej. Każda decyzja podejmowana w sprawie TK musi mieć jednoznaczną podstawę prawną. Kontrowersyjne działania instytucjonalne również mogą być wykorzystywane przez rosyjskich propagandystów.
Dlatego rozwiązanie kryzysu wymaga przestrzegania prawa, a nie kolejnej eskalacji politycznej.
Rosja korzysta z naszych podziałów. Polska zapłaci za nie własnym bezpieczeństwem?
Nieustanny konflikt polityczny nie oznacza automatycznie osłabienia zdolności obronnych państwa. Jednak jego długotrwała eskalacja może podważać zaufanie do instytucji, utrudniać współpracę i zwiększać podatność społeczeństwa na manipulację.
To zagrożenie, którego nie należy lekceważyć.
Rosyjskie sieci propagandowe nie potrzebują polskiej wojny domowej. Wystarczy im społeczeństwo coraz bardziej podzielone, wzajemnie nieufne i przekonane, że polityczny przeciwnik jest największym zagrożeniem dla kraju.
Prezydent Karol Nawrocki, liderzy prawicy oraz przedstawiciele rządu ponoszą odpowiedzialność za sposób prowadzenia konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Szczególna rola prezydenta jako gwaranta ciągłości władzy państwowej oznacza, że jego działania powinny sprzyjać stabilności instytucji, a nie pogłębianiu politycznej konfrontacji.
Polska nie musi rezygnować z demokratycznych sporów, aby być bezpieczna. Musi jednak uważać, żeby polityczna walka nie stała się ważniejsza od bezpieczeństwa państwa.
Bo kiedy Polacy tracą zaufanie do siebie i własnych instytucji, rosyjska propaganda zyskuje przestrzeń do działania.
A Kreml nie potrzebuje w Polsce swoich zwolenników. Wystarczy mu, że Polacy będą coraz bardziej skłóceni.









