Soft polityka, nie tylko historyczna

5 lut 2020

Niedomówienia bądź „nieznane fakty”, czasem niechcący, może celowo, z braku wiedzy, z jeszcze innych powodów, w skutkach niosą zawsze jawny fałsz.

Na tle wszechogarniającego kłamstwa płynącego z ust nie tylko rządzących polityków i propagandowych, medialnych tub, z wypowiedzi tzw. autorytetów z profesorskimi tytułami również, nie wspominając już o hierarchach i wiejskich proboszczach, o stugębnej racji beneficjentów obecnej władzy z poziomu 500+ i z rad nadzorczych państwowych spółek – drobne niedomówienia, podobno nowo odkryte fakty bądź brak krytycznej proporcji w ich ocenie umykają nam, choć siłę rażenia mają równą tego pierwszego.

Prof. Adam D. Rotfeld i „skrót myślowy”

Komentując wystąpienie prezydenta Rosji w czasie Światowego Forum Holocaustu w Izraelu powiedział: „Nie było w przemówieniu Putina wątków polskich. Bardzo słusznie powiedział natomiast, że były narody kolaborujące z nazistami. Byłoby świadectwem uczciwości, gdy­by w tym kontekście wspomniał na przykład o rosyjskich formacjach, które w czasie powstania warszaw­skiego były użyte przeciwko cywilnej ludności Warszawy.”

Rotfeld dokonał swoistego skrótu myślowego następującego fragmentu wystąpienia Putina: „Fabryki śmierci, obozy koncentracyjne obsługiwali nie tylko naziści, ale i ich współuczestnicy z licznych krajów Europy”. W tych cytowanych słowach, które padły w Jerozolimie nie ma mowy o „narodach kolaborujących z nazistami”, bo każdy zdrowo myślący, i co nie co oczytany w historii, wie dobrze, że tak nie było. Nawet naród niemiecki, w jakiejś zapewne małej części, był jednak przeciwny nazizmowi.

Ale to drobiazg w porównaniu do złotej myśli profesora, któremu niestety zabrakło uczciwości aby dodać, że te „rosyjskie formacje które w czasie powstania warszawskiego były użyte przeciwko cywilnej ludności Warszawy” to SS-RONA (SS-Rosyjska Wyzwoleńcza Ludowa Armia) czyli rosyjscy renegaci dowodzeni przez Bronisława Kamińskiego, nie mający nic wspólnego ani z ówczesnymi władzami radzieckimi, ani też z powszechnym antyfaszystowskim i antyniemieckim oporem narodu rosyjskiego.

Wojskowa kolaboracja z III Rzeszą nie ograniczyła się do nich, gdyż istniała także złożona z Francuzów 33 Dywizja Grenadierów SS „Charlemagne”, z Belgów 27 Ochotnicza Dywizja Grenadierów Pancernych SS „Langemarck” i szereg innych, a w likwidacji Powstania uczestniczyli również Ukraińcy z SS Galizien.

Z cytowanych słów profesora niepoinformowany Polak wnioskuje, że Rosjanie nie tylko nie przyszli z pomocą Powstaniu Warszawskiemu, ale nadto aktywnie je tłumili. Jak na byłego szefa MSZ i współprzewodniczącego Polsko-Rosyjskiej Grupy do spraw Trudnych to pogratulować można tej szczególnej precyzji wypowiedzi, a redaktorom „Gazety Wyborczej” (24.01.2020) druku tego knota, niewiele różniącego się od IPN-owskich wyczynów.

Dariusz Kaliński pisząc o sowieckim Oświęcimiu

odkrywa na Onecie nieznane fakty: „Wojna jeszcze się nie zakończyła, a NKWD już otworzyło w Auschwitz własny obóz…Enkawudziści w lutym 1945 r. utworzyli dwa podobozy oznaczone numerami 22 (na terenie obozu macierzystego) i 78 (w obrębie Birkenau). Pierwszy…przeznaczony dla jeńców niemieckich, przystosowano do maksymalnie 1,5 tys. osadzonych, których systematycznie wywożono do Związku Radzieckiego lub innych obozów w Polsce. W drugim przetrzymywano Ślązaków i Opolan, deportowanych później do kopalń w Zagłębiu Donieckim. Wśród nich było dużo osób narodowości polskiej.”

Autorowi, podobno specjaliście od II wojny światowej, należy uświadomić, że zachodni alianci również powszechnie wykorzystywali tereny rozlicznych obozów, także koncentracyjnych do przetrzymywania niemieckich jeńców i podejrzanych o aktywną współpracę z hitleryzmem. Tak więc na przykład mógłby się ukazać na Onecie, choć nigdy to się nie stanie z licznych powodów, tekst zatytułowany „Amerykańskie Dachau”. I jednym i drugim zwycięzcom jakoś nie przyszło do głowy budowanie bardziej luksusowych miejsc odosobnienia, a te zastane i wykorzystywane stanowiły także doskonałą lekcje prawdy dla nowych lokatorów.
Szansę na rozróżnienie Polaka wśród Ślązaków i Opolan – osób zamieszkałych tereny niemieckie – mieli takie same radzieccy jak i ich odpowiedniki z United States Army; jedni i drudzy wywozili wojenne trofiejne. Ci pierwsi również tak potrzebnych mężczyzn, którzy zastąpić mieli swoich masowo poległych. A pan Kaliński powinien tę swoją znajomość czasów II wojny poważnie uzupełnić.

Rzecz miała się podobnie

z gwałtami, kradzieżą zegarków i rowerów, których to czynów dopuszczali się czerwonoarmiści, tak często i chętnie przypominani przez Onet. Jak się okazuje żołnierze zachodnich aliantów nie byli w tym gorsi. Tomasz Kruszewski w pracy wydanej przez Uniwersytet Wrocławski w 2016 roku pt. „Gwałty na kobietach niemieckich w schyłkowym okresie II wojny światowej (październik 1944– 8/9 maja 1945 roku) i w pierwszych latach po jej zakończeniu” dowodnie powyższe fakty przedstawia. Oto fragment tej pracy: „Ta wstrząsająca relacja, do której dotarła Miriam Gebhardt, brzmiąca tak samo jak czyny czerwonoarmistów, burzy ostatecznie mit, jakoby to alianci zachodni zachowywali się lepiej wobec kobiet niemieckich w 1945 roku. Także relacje z wydarzeń, które miały miejsce w północnoniemieckim mieście Soltau – dziwnym trafem – brzmią znajomo: pierwszej nocy, gdy wkroczyły do miasta oddziały brytyjskie, uzbrojeni żołnierze włamywali się do domów, żądając zegarków i innych wartościowych rzeczy, a potem całymi nocami gwałcili kobiety i dziewczyny, które to gwałty – co ciekawe – zapoczątkowali oficerowie armii brytyjskiej.

Przez Frankfurt nad Menem przetoczyła się w 1945 roku fala krwawych gwałtów, których sprawcami byli żołnierze amerykańscy, co wywołało u Niemek psychozy. W tym kontekście intrygująco brzmi relacja E.M. (ur. w 1909 r.) z Berlina. Nie została ona zgwałcona przez Radzieckich, kontaktów z nimi nie nazywała gwałtami. Ci, których spotykała, byli znacznie lepsi od Amerykanów. Natomiast, gdy wpadła w ręce oficera amerykańskiego, ten cały czas bił ją tak, że potem była cała w zielonych i błękitnych sińcach.
Amerykanie po wkroczeniu plądrowali, niszczyli wszystko, gwałcili kobiety, co Niemców szczególnie dziwiło, bo myśleli, że przybyli do nich „żołnierze najbogatszego kraju świata”. Ciekawe, że kradli – tak jak ich koledzy ze wschodu – w pierwszej kolejności zegarki i rowery. Ale przydawały im się także radioodbiorniki, kamery do filmów, lornetki, biżuteria, srebrne talerze, scyzoryki, a nawet zapalniczki. Drugi i trzeci rzut głównie zajmował się zbiorowym gwałceniem kobiet – w kolejce oczekiwał jeden po drugim żołnierzu”.

W nawale rozlicznych wypowiedzi,

na różny sposób dezawuujących wysiłek zbrojny ZSRR w czasie minionej światowej wojny i wyzwolenia Polski, z niedowierzaniem czytam, że saperzy radzieccy ocalili Jasną Górę, rozminowując ją od zeskładowanych w podziemiach iluś tam niemieckich lotniczych bomb („Przegląd”, 27.01.-2.02.2010). Miało być tak pięknie, klasztor miał wylecieć w powietrze w chwili nadejścia Armii Czerwonej, co stanowić miało dowód, że to ona ten szczególny dla Polaków symbol, wzorem swoich cerkwi, wysadziła w powietrze. Fajtłapy ci niemieccy żołnierze, wielka szkoda, bo można by to głosić nawet dzień po skończeniu świata.

Ale to sobie odbijemy

i utartym już niemieckim szlakiem, od Rosjan możemy zażądać reparacji za straty poniesione podczas II wojny światowej, co obwieścił wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. To oświadczenie, z uwagi na niezrozumiały minimalizm bardzo mnie zasmuciło, bowiem brak w nim jasnego żądania powrotu naszych, od wieków, Kresów Wschodnich. To co, że teraz są litewskie, białoruskie czy ukraińskie – niech Rosja w ramach tych reparacji odda wspomnianym krajom proporcjonalną część swojego wielkiego terytorium, a my wrócimy do Wilna i Lwowa. I dobra zmiana okaże swój historyczny sukces w odnowie potęgi terytorialnej Polski, bo Niemcom przecież nic nie oddamy, w ramach reparacji oczywiście.
W tej całej sprawie jeszcze bardziej zaniepokoił mnie sposób i treść odpowiedzi udzielonej naszemu wiceministrowi przez Marię Zacharową – rzeczniczkę rosyjskiego MSZ – „Paweł, przestań oszukiwać.” Oznacza to, że są po imieniu, a to może potwierdzać uzasadnione obawy o wpływy rosyjskie nawet na najwyższych szczeblach władzy państwowej. Już zresztą zastanawiają się nasi wybitni znawcy na temat ingerencji Rosji w nadchodzącą kampanię prezydencką (niektórzy jeszcze nie wiedzą po której stronie) i dlatego tym obu sprawom uważnie przyglądnąć się powinno ABW, najlepiej po powrocie agenta Tomka do służby.

Serial o agencie Kaczmarku,

nie pozbawiony dla aktualnie rządzących wielce kłopotliwych faktów, w swoich niedomówieniach równie jest przykry dla próbującej się odnowić Platformy Obywatelskiej. W licznych medialnych relacjach, tylko bardzo obocznie i nadzwyczaj rzadko zwracano uwagę na cel główny prowokacji z willą w tle. Nie chodziło bowiem o byłego prezydenta Rzeczpospolitej i jego małżonkę, a o polską lewicę i jej czołowego przedstawiciela jakim nadal był Aleksander Kwaśniewski. Z trybuny sejmowej Kaczyński wykrzykiwał w tamtym czasie o walce z układem, którym tym razem miał być SLD i ludzie z nim związani. Taki sam stosunek do lewicy prezentowali, acz w innej formie, Donald Tusk robiący za demokratę i Grzegorz Schetyna za czasowego koalicjanta, również zdecydowana większość PO. W imię nienawiści do lewicy, zapisanej w genach postsolidarnościowych partii, nie odebrano Mariuszowi Kamińskiemu immunitetu poselskiego i cała prawda nie mogła wtedy wyjść na wierzch.

Krzysztof Szewczyk, poeta i krytyk,

nawiązał do minionych lat w eseju „A IMIĘ JEGO N.N.” („Gazeta Wyborcza”. 1-2.02.2020) pisząc: „Przez długi czas poezja Stanisława Barańczaka była dla mnie zakonem surowej moralnej reguły, gdzie cnotą było nade wszystko krytyczne i autokrytyczne spoglądanie na zbiorowość polską pod butem sowieckiej władzy, sprawnie zorganizowanej polskimi łapkami pod szyldem PRL-u.”

Poeta, szczególnie uwrażliwiona postać, ma prawo, jak każdy, do swojego oglądu świata, ale gdyby jednak zdobył się, po latach od opisanej rzeczywistości, na głębszą refleksję, nie mówiąc już o przeczytaniu niepoetyckich, poważnych i profesjonalnych utworów o tamtym okresie, to dziś krytycznie odniósł by się do swojej byłej cnoty z tamtego czasu.
Ale nie, w analogii czasów Polski Ludowej do dzisiejszych buduje dalszą narrację z licznymi cytatami Barańczaka i Herberta, w której istotnym jest prezentowana obszernie postawa konformizmu. I aby już nie przedłużać tych wywodów to wyjaśnić nie tylko autorowi należy, że konformizm w czasach PRL był przede wszystkim wyrazem realnej oceny politycznej sytuacji i szans Polski, a dziś jest postawą dostosowawczą do kapitalistycznych praw rządzących naszym krajem. Natomiast proste porównania dwóch odmiennych okresów nie wytrzymuje nawet wymogów zwykłego eseju.

Godny uwagi, ale i krytyki, jest także następujący fragment tekstu: „Dekapitacja autorytetów, której dokonaliśmy wspólnymi siłami przez ostatnie trzy dekady, powoduje, że ryba nie psuje się od głowy, bo jej nie ma.” Ładnie to napisane ale nieprawda, bowiem swoich głów nasze autorytety pozbawiły się same na własne życzenie: przez milczenie, gdy rodziło się zło i należało krzyczeć, przez cichą akceptację, gdy oczekiwano głośnego sprzeciwu, przez świadome pozbawienie się swojej powinności wobec społeczeństwa, bo podobno demokracja miała być remedium na całe zło. A nadto przez lata niektórzy, z racji częstego potakiwania, konformizmu albo przez przypadek, za autorytety uchodzili.

Państwowego zakazu nie ma też

wobec licznych uchwał samorządów przeciw ideologii LGBT i tworzenia tzw. stref wolnych od LGBT. „Uchwały te – czytamy w apelu Akcji Demokracja – są podejmowane przez poszczególne rady pod wpływem emocji oraz nacisku ze strony władz kościelnych i innych, co jest niezgodne z etyką samorządowca.” Wojewodowie, mający z mocy urzędu obowiązek i prawo do kontroli i nadzoru nad uchwałami samorządowymi milczą jak zaklęci.

Tak się to zawsze zaczyna – jak niedawno mówił Marian Turski – najpierw ławka dla swoich, później godziny otwarcia sklepu, wszystko po kolei tupta, kroczek, po kroczku.

We współczesnym polskim wydaniu bez problemów wyobrazić sobie każdy może kolejne, już nie koniecznie tuptające kroki, a hałaśliwe stąpanie kościelnych i państwowych orędowników dążących do zbudowania lepszej, tylko w ich mniemaniu, Polski.

Nie wolno nam wobec nich, ale także w obliczu soft zakłamania być obojętnym.

Najnowsze

Wielkie granie w innej siedzibie

Wielkie granie w innej siedzibie

Szalone Dni Muzyki zyskały nowy dom w siedzibie Sinfonii Varsovia na Grochowskiej, po rewitalizacji Instytutu Weterynarii. Festiwal trwał sześć dni i przyciągnął tłumy, w tym koncerty kameralne, orkiestrowe oraz występy dla dzieci. Na programie znalazły się dzieła klasyków takich jak Mozart, Chopin i Bach, a także młodzi wykonawcy z polskich szkół muzycznych pokazali swoje umiejętności. Wystąpiły znane zespoły oraz artyści solowi, pokazując potencjał muzyczny w Polsce. Wkrótce festiwal wejdzie w nową erę, mając nadzieję na dalszy rozwój.

Pokolenie wychowane przez algorytmy. Jak media społecznościowe zmieniają psychikę i życie młodych ludzi?

Pokolenie wychowane przez algorytmy. Jak media społecznościowe zmieniają psychikę i życie młodych ludzi?

Media społecznościowe zdominowały życie dzieci, przyćmiewając wpływ rodziców i szkół. Algorytmy TikToka, Instagrama i YouTube’a stały się nowymi wychowawcami, prowadząc do długich godzin spędzanych online, gdzie przemoc, idealizowane ciała oraz presja społeczna są na porządku dziennym. Zjawisko to nie pozostaje bez wpływu na zdrowie psychiczne młodzieży, z rosnącym odsetkiem problematycznego korzystania z sieci. Polski rząd próbuje ograniczyć dostęp do tych platform, ale sama granica wiekowa to za mało. Społeczeństwo musi zająć się odpowiedzialnością korporacji, które zyskują kosztem dobrostanu młodych ludzi.

Polska gospodarka zachwyca na G20. Ale czy Polacy odczuwają ten sukces?

Polska gospodarka zachwyca na G20. Ale czy Polacy odczuwają ten sukces?

Polska to gospodarczy fenomen, bijący na głowę Niemców, Francuzów i Włochów w tempie wzrostu PKB. Jednak za imponującymi statystykami kryje się smutna prawda: większość obywateli wciąż żyje poniżej unijnej średniej zamożności, a deficyt finansów publicznych hukowo rośnie. Sukces gospodarczy to coś więcej niż tylko liczby.

Europa Środkowa, korzyści z integracji

Europa Środkowa, korzyści z integracji

Integracja Europy Środkowej przynosi korzyści w zakresie bezpieczeństwa i współpracy gospodarczej. Kluczowe przykłady to Grupa Wyszehradzka, Inicjatywa Trójmorza oraz Bukareszteńska Dziewiątka. Wyzwania obejmują różnice w podejściu do Rosji oraz kwestie gospodarcze i historyczne, które mogą utrudniać współpracę między państwami regionu.

Mały atom, wielkie nadzieje. Polska stawia na reaktory BWRX-300. Czy to początek energetycznej rewolucji?

Mały atom, wielkie nadzieje. Polska stawia na reaktory BWRX-300. Czy to początek energetycznej rewolucji?

Polska stoi przed istotną zmianą energetyczną związaną z podpisaniem umów dotyczących reaktorów BWRX-300. Technologia ta ma na celu stabilizację dostaw energii, ale pytanie o realne inwestycje oraz obniżenie kosztów prądu pozostaje otwarte. Kluczowe będzie budowanie lokalnych kompetencji i zaufania społecznego w kontekście rozwoju energetyki jądrowej.

Sprawdź również

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

Polska ma problem ze sprawiedliwością podatkową Pracownik zarabiający kilka tysięcy złotych miesięcznie nie ma wyboru — państwo regularnie pobiera z jego pensji podatki i składki. Tymczasem milionerzy, właściciele firm i osoby zarabiające na kapitale mogą korzystać z...

Wielkie granie w innej siedzibie

Wielkie granie w innej siedzibie

Szalone Dni Muzyki znalazły swój dom. Nowe otwarcie spodobało się publiczności. Można się było nieco obawiać, jak tegoroczne Szalone Dni Muzyki odnajdą się i zaklimatyzują w zupełnie nowym miejscu. A przede wszystkim: jak tę zmianę powita publiczność, przyzwyczajona...