Rosja i Izrael bliżej siebie

Premier Izraela Benjamin Netanjahu z małżonką złożył 60-godzinną wizytę w Moskwie, gdzie byli honorowani z najwyższą atencją przez prezydenta Władimira Putina. Formalnym powodem podróży było czczenie ćwierćwiecza przywrócenia stosunków dyplomatycznych. Tyle, że była to już czwarta podróż Netanjahu do Moskwy w ciągu roku.

Jest wiele powodów, dla których obaj przywódcy spotykają się tak chętnie. Goszcząc Netanjahu, Putin pokazuje prezydentowi USA, Barackowi Obamie, że nie można go izolować, skoro w Moskwie bywa regularnie przywódca największego sojusznika USA na Bliskim Wschodzie. A Netanjahu pokazuje Obamie, że może mieć alternatywę.
Netanjahu i Obama są w bardzo złych stosunkach osobistych. Natanjahu ma prawo podejrzewać, że Obama – zanim odejdzie za pół roku – będzie jednak próbował narzucić Izraelowi własne uregulowanie konfliktu bliskowschodniego poprzez przeforsowanie odpowiedniej rezolucji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. A tam Rosja może powiedzieć „niet”.
Inna sprawa to sąsiadowanie ze sobą wojsk izraelskich i rosyjskich w Syrii. Sposoby zapobieżenia przypadkowemu zestrzeleniu się samolotów izraelskich i rosyjskich nad Syrią, Netanjahu uregulował już podczas wizyty kwietniowej. Ale Putin i Netanjahu są sobie nadal bardzo potrzebni przy regulowaniu konfliktu wewnątrzsyryjskiego i w ogóle bliskowschodniego, niekoniecznie po myśli Waszyngtonu.
Kolejna sprawa: przełamywanie embarga nałożonego przez Zachód na Rosję. Izrael ma technologie przemysłowe najwyższej klasy, w tym wojskowe, które są potrzebne Rosji. W zamian Rosja może zadbać, by Iran nie nabył u niej broni pozwalającej skutecznie uderzyć w Izrael.
A Putin chce, by rosyjscy Żydzi w Izraelu ciepło myśleli o Rosji. A to 17 proc. obywateli Izraela. I dlatego Rosja będzie płacić emerytury 30 tys. tych, którzy wypracowali je w ZSRR.

Poprzedni

Nikt nie pęka

Następny

Produkcja elit