WAŻNY TUNAJT

Perspektywa latte i perspektywa kaszanki

Wśród fejsbukowcyh znajomych mam kilku polityków. Niestety. Tak jakoś wyszło. Jednym z nich jest Adam Szejnfeld, bardzo aktywny w społecznościowych mediach, podobnie jak oni wszyscy.
Od czasu do czasu przeczytam, co jeden z drugim wyplują z siebie w internetach, a że zwykle są to straszne nudy albo pustosłowie, albo najczęściej jedno i drugie, traktuję te ich wykwity jak chrupek bez żadnej wartości odżywczej, którym ani się człek nie naje ani nie zatruje. Raz na jakiś czas uda się jednak politykowi przykuć moją uwagę. Niestety.
Na swoim koncie na FB przytoczył europoseł Szejnfeld dialog między nim a człowiekiem z gminu, który miał miejsce na ulicy jednego z prowincjonalnych polskich miast. Przypadkowo napotkany pan przyznał się Szejnfeldowi, że jest za PiS-em i jemu też radzi. Na pytanie dlaczego, odparł, że za PiS-u jest robota i dają (PiS) pieniądze, więc jest dobrze. W odpowiedzi poseł Szejnfeld miał rzec, że przecież (PiS) łamie konstytucję i niszczy sądownictwo, na co prosty człowiek z gminu odparł, że on to nawet nie wie, gdzie w jego miasteczku znajduje się sąd i wcale mu ta wiedza do niczego nie zdaje się być potrzebna. No i na tym dialog miał się zakończyć.
Następnie pod postem ministra Szejnfelda rozpoczyna się litania gorzkich żali i łez krokodylich, jakie to mamy przypadkowe społeczeństwo, które nie dostrzega dobrodziejstwa transformacji oraz demokratycznych swobód, które to dziś władza dociska butem do podłogi i łamie kręgosłup państwu prawa. Albo coś równie sugestywnego. Mało komu, żeby nie napisać, nikomu z czytelników ministerialnego posta, nie przyszło do głowy, że dla ludzi patrzących na kraj z perspektywy innej niż Krakowskie Przedmieście i fancy kluby z latte po 15 złotych, takie stawianie sprawy wydaje się być po prostu jedynym, właściwym obrazem umęczonej krwią i blizną polskiej Polski. I dziwnego nic w tym specjalnie nie ma, bo jak ktoś ma ambicje poznać jakim nadzieniem ten naród jest wypełniony, niech jedzie w Polskę i podje trochę kaszanki z korniszonem i popije piwem w dworcowym barze za niecałą piątkę. Tak smakuje ten kraj. Tak, albo gorzej. Kiedyś takie ambicje przejawiała lewica, ale – jak to powiedział mi kiedyś jej były prominentny polityk – wątroba już nie ta.
Kiedy czytałem post Adama Szejnfelda, przypomniało mi się też, jak usłyszałem od redaktora Miecugowa, że w Szwajcarii większość społeczeństwa nie zna nazwiska swojego premiera i jakoś wcale z tego powodu nie narzeka. Politycy są od pracy na rzecz, a nie od tego, żeby biadolić w mediach, jak to strasznie głupie ludzie ten kraj zasiedliły, a my ten motłoch musimy oświecać światłem swojej boskości. Bo choć macie co włożyć co do garnka i pierwszy raz w życiu za co pojechać na wakacje, to przecież czy śpicie, czy jecie, czy prokreujecie, za cenę erozji sądownictwa i konstytucji to robicie. I nawet nie zapłaczecie nad swoim podłym losem w Chałupach przy piwie i smażonej flądrze na plastikowej tacce. A z Wami Wasza progenitura i żony Wasze.

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”