W Sahryniu nikt nikogo nie znieważył

Postępowanie przeciwko Grzegorzowi Kuprianowiczowi, prezesowi Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie, zostało umorzone. Zawiadomienie o możliwości znieważenia narodu polskiego złożył wojewoda lubelski Przemysław Czarnek. Chodziło o przypomnienie zbrodni polskich partyzantów na cywilach ukraińskich w Sahryniu.

 

Śledztwo prowadzone było w kierunku art. 133 kodeksu karnego, który mówi o publicznym znieważeniu narodu lub państwa polskiego. Według Przemysława Czarnka pod ten paragraf podlegały słowa wypowiedziane przez prezesa Towarzystwa Ukraińskiego podczas uroczystości z udziałem Petra Poroszenki. Kuprianowicz przypomniał, że 10 marca 1944 r. żołnierze Armii Krajowej zamordowali mieszkańców wsi, gdyż ci mówili innym językiem i przynależeli do innego wyznania religijnego: „To zbrodnia przeciwko ludzkości popełniona (…) przez członków Narodu Polskiego, partyzantów Armii Krajowej będących żołnierzami Polskiego Państwa Podziemnego” – powiedział. Wojewoda uznał, że tym samym znieważył państwo polskie. Argumentował, że obraźliwy dla Polaków jest cały kontekst wypowiedzi, czyli fakt, że przemówienie, w którym przypomniano polskie zbrodnie, miało miejsce podczas uroczystości upamiętniających rocznicę rzezi wołyńskiej.
– Oczywiście nie mamy tu bezpośredniego zaprzeczenia zbrodniom, ale w mojej ocenie taka wypowiedź powinna być przedmiotem badania prokuratury. Dlatego kieruję zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa – kategorycznie oświadczył Przemysław Czarnek. Przy tym oskarżył Kuprianowicza, że swoją wypowiedzią zrównał ludobójstwo Polaków przeprowadzone przez OUN i UPA z jedną akcją polskiego podziemia, chociaż ukraiński działacz nie sugerował w żadnym momencie, że na Wołyniu mordów na Polakach nie było
Ale prokuratura w Zamościu, która długo wahała się, czy postępowanie w ogóle wszcząć, ostatecznie nie zgodziła się z taką interpretacją.
Sprawę przekazała do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Instytucie Pamięci Narodowej w Lublinie, aby zbadała wątek ewentualnego zaprzeczania zbrodniom dokonanym na Polakach. Ale Komisja odmówiła wszczęcia śledztwa z art. 55 ustawy o IPN. Drugi wątek – czyli publiczne znieważenie narodu polskiego, również umorzono. „W oparciu o zgromadzony w sprawie materiał dowodowy stwierdzono, że brak jest podstaw do przyjęcia, iż wygłoszone publicznie słowa mogły znieważyć Naród lub Rzeczpospolitą Polską, a co za tym idzie wyczerpać dyspozycję art. 133 kodeksu karnego” – stwierdził cytowany przez „Wyborczą” Rafał Kawalec, p.o. prokuratora okręgowego w Zamościu.
Jak donosi strajk.eu, fakty dotyczące mordu ludności cywilnej w Sahryniu przez Polaków były już badane i potwierdzane prze sam IPN: w 2015 historyk Mariusz Zajączkowski opisał je w obszernej monografii. Dowiemy się z niej, że polskie podziemie, przerażone skalą zbrodni UPA na Wołyniu, postanowiło, niszcząc kilka wsi w powiecie hrubieszowskim, nie tylko uprzedzić spodziewany atak UPA, ale i dać prawosławnym Ukraińcom z Chełmszczyzny odstraszający przykład.
Postanowienie o umorzeniu nie jest jednak jeszcze prawomocne. Mimo to już można uznać je za precedensowe, ponieważ okazuje się, że polska polityka historyczna nie może polegać na kneblowaniu i straszeniu organami ścigaania za przypominanie mało chwalebnych kart z naszych dziejów.

O książce „Kalejdoskop wspomnień” RECENZJA

Książka Wacława Kruszewskiego Kalejdoskop wspomnień to lektura ze wszech miar ciekawa i godna polecenia. Na tę opinię składa się kilka czynników. Autor tomu, ogłoszony swego czasu (1986) przez „Rzeczpospolitą” Polakiem Roku, przez całe swe dorosłe życie pracował „w kulturze”. Był dyrektorem Centrum Kultury i Sztuki Województwa Siedleckiego, któremu podlegały kina (stałe i ruchome) Siedlecki Teatr Kameralny, Biuro Wystaw Artystycznych, Pracownia Usług Plastycznych Biuro Informacji Kulturalnej z własnym zakładem poligraficznym oraz Zakład Remontowo-Budowlany Obiektów Kultury. Kruszewski tę instytucję tworzył od podstaw (poświęcił jej także swoja pracę magisterską obronioną na UW). Z czasem rozrosła się ona nie tylko do organizacji życia kulturalnego w szeroko pojętym regionie, ale i przedsiębiorstwa znakomicie prosperującego i samofinansującego się. To dzięki zaradności i zmysłowi organizacyjnemu Autora udało się zorganizować w Sokołowie Podlaskim (1974) koncert zespołu Omego – jednej z największych gwiazd ówczesnej sceny muzycznej. Wszystko to ma swe odzwierciedlenie w treści przedkładanej książki. Nie jest to pamiętnik. Kruszewski od lat pisuje felietony prasowe oparte na swoich doświadczeniach, ale i wychodzących poza nie. Własne doświadczenie jest kluczowe oczywiście, choć ma ono walor bodźca inspirującego Autora do opisów, które przybierają walor generaliów Jest to więc barwna wędrówka po „słusznie minionych” czasach. Pokazuje jednak, iż nie były to lata beztroskiego bezhołowia. Z równą swadą kreślone są zawiłości organizacyjne towarzyszące funkcjonowaniu ośrodków kultury, organizowaniu rozmaitych przedsięwzięć kulturalnych, spotkaniom z żołnierzami Armii Krajowej, jak i odbudowy zabytków. Barwna, żywiołowa narracja podana literacką polszczyzną okraszona jest mnóstwem zabawnych anegdot. Całość zatem, mimo, iż dotyczy głównie regionu, wychodzi swą wymową poza jego ramy. Łatwo bowiem zauważyć, że oddając się opowieściom Kruszewskiego przekraczamy ów przełom Mazowsza i Podlasia, wszak opowieść przybiera polor generaliów – ogólnej opowieści o kulturze lat powojennych.