Ojciec małego piłkarza wzorcem dla PZPN

Nagrania wideo z treningów, jakie Artur Bywalec prowadzi ze swoim 6-letnim synkiem Kacprem, mają na Facebooku milionową oglądalność.

 

Artur Bywalec nagrywa fragmenty treningów z Kacprem i z początku pokazywał filmiki tylko najbliższym znajomym. Dopiero za ich namową zdecydował się opublikować je w sieci i ku swemu zaskoczeniu on i jego syn stali się sławni. Pisano o nich w gazetach, pokazywano w telewizji. Ojciec nie zapisał syna do żadnego piłkarskiego klubu, bo jego zdaniem byłaby to strata czasu. „W rocznikach jest za dużo dzieci, grupy są zbyt liczne i trenerzy często nad nimi nie panują. Nie są w stanie ogarnąć zbyt licznej grupy kilkulatków, bo jedni chcą się bawić, dwóch się szarpie, trzeciemu chce się pić. Zajęcia dobiegają końca i żaden z tych chłopaków niczego nowego się nie nauczył. Grupy powinny być mniejsze i powinna obowiązywać selekcja, ale klubom nie opłaca się jej robić, bo chcą więcej pieniędzy ze składek rodzic. I koło się zamyka” – twierdzi Bywalec.

Na pewno wie co mówi, bo jest nauczycielem wychowania fizycznego w klasach 1-3. Z wyróżniającymi się chłopakami trzeba od razu pracować nad techniką. Muszą jak najczęściej trenować i ze sobą rywalizować, wtedy podnosi się poziom w grupie. O tej zasadzie wie każdy trener, ale w polskim futbolu dzisiaj bezwzględny priorytet mają pieniądze i szkoleniowców w klubach rozlicza się z liczby zawodników i ściągalności składek. Artur Bywalec w żadnym klubie nie pracuje, choć 15 lat temu ukończył kurs i zdobył uprawnienia instruktora piłki nożnej. Teraz mu je PZPN odebrał, bo nie uczestniczył w tzw. kursie wyrównawczym. Niemal wszędzie w Europie uznano posiadane uprawnienia i tylko przypisano im nowe nazewnictwo, ale PZPN zażądał udziału w kursie, za który oczywiście należało zapłacić. Bywalec uznał, że jest to nie fair i odpuścił. Teraz bez papierów stał się dla wielu ludzi autorytetem, a rodzice oddają swoje dzieci pod jego opiekę. Prowadzi w tej chwili 15-osobową grupę i nie bierze za to pieniędzy, bo traktuje te zajęcia jako naukę także dla siebie.

Wbrew zarzutom internetowych hejterów nie jest tyranem dla syna. Trenuje z nim tyle, ile Kacprowi się chce, ale nie więcej niż półtorej godziny. Niekiedy ćwiczą cztery razy w tygodniu, czasem tylko raz. Nic na siłę. A 6-letni Kacper potrafi robić z piłką takie rzeczy, że do jego ojca dzwonią z Borussii Dortmund i Manchesteru City. Tylko z PZPN-u nikt nie dzwoni…