Bigos tygodniowy (paryski)

Z czysto kulinarnego punktu widzenia takie określenie jak bigos, we Francji nie istnieje. Kiszona kapusta znana tu jest jako dodatek do niszowych potraw, ale nie jako potrawa powszednia , do tego w postaci gotowanej i tygodniami podgrzewanej, w dodatkami. Skoro jednak Bigos zjawił się na kilkanaście dni nad Sekwaną (dosłownie, bo ma ja za oknem, choć to pozaparyski odcinek nurtu), to do polskiego bigosu doda francuskie składniki i przyprawy i może wyjdzie z tego coś do konsumpcji .


Masowa imigracja jest tu we Francji coraz bardziej widoczna i dokuczliwa. Na bulwarze Stalingrad jedno wielkie obozowisko, namioty, legowiska, niewyobrażalny brud i bałagan. Ale i na spokojnej dotąd prowincji, choćby w Champagne-sur-Seine, gdzie Bigos mieszka, tłumy imigranckiej młodzieży niemiłosiernie hałasują I wydzierają się całymi wieczorami, wyraźnie podkręcone jakimiś substancjami. Słychać to nawet przy szczelnie zamkniętych oknach. To się kiedyś źle skończy, bo o Francji mówi się, że jest krajem znerwicowanym. Inaczej niż Polska i z innych powodów, ale nie mniej.


W przyszłym roku we Francji będą wybory prezydenckie, tu znacznie ważniejsze niż parlamentarne, odwrotnie niż w Polsce. Wiele na to wskazuje, że będzie powtórka pojedynku z roku 2017 czyli Macron-Le Pen. Jednak pojawił się już trzeci ewentualny kandydat. W odroznieniu od roku 2017, kiedy tym trzecim był komunizujący radykalny socjalista Jean-Luc Melenchon; tym razem będzie nim prawicowy filozof i publicysta Eric Zemmour, autor głośnej książki “Francuskie samobójstwo”. Mimo arabsko-żydowskiego pochodzenia jest on bardziej nacjonalistyczny, francuski i antyimigrancki niż Marine Le Pen. Prezydentem raczej nie zostanie, ale może urwać jej sporo głosów i przyczynić się do reelekcji Macrona.


Ale Bigos widział też kawałek starej, odchodzącej Francji – na egzekwiach pogrzebowych Jean Paula Belmondo w kościele Saint Germain-des-Pres w Paryżu. Komuś w Polsce może się wydać niestosowne umieszczenie tego wątku w satyryzującym Bigosie, że to niby jaja z pogrzebu. Nic z tych rzeczy, spokojna głowa. Tylko w Polsce podchodzi się do tych kwestii tak poważnie. Tu inaczej, na większym luzie. Przybywający na uroczystości celebryci, głównie ze świata filmu, jak Claude Lelouch, Pierre Richard, Jean Dujardin, witani byli przez odgrodzona od przybywających gości i bliskich gawiedź, wśród której był też Bigos, wesołymi oklaskam i z uśmiechem i machaniem na nie reagowali. Najsławniejszy z gości, przybyły ze Szwajcarii bliski przyjaciel Belmonda, Alain Delon zebrał chyba nie mniej burnyje apłodismienty jak sam Nieboszczyk. Oni tu na śmierć reagują lżej niż Polacy, nie tak histerycznie – ot było życie i minęło, nie ma co tragizować. Zaś kościół katolicki bez problemu i bez szemrania wyprawia te pogrzeby tym – przeważnie – ateistom, notorycznym grzesznikom i rozwodnikom, którzy w kościele pojawiają się tylko na pogrzebach kolegów z branży.


O Francji można by długo. Dziś widać, że “stara Francja” z jej wyrafinowana kultura już się kończy, zostały tylko resztki jak ci siwowłosi, pochyleni wiekiem, poruszający się o kulach aktorzy i reżyserzy. I w ogole Francja – widać to gołym okiem – jedzie dziś jeszcze tylko na starych zasobach, ale to już się kończy.


A w Ojczyźnie Bigosu? A w Ojczyźnie Bigosu Czarnek Przemysław toczy kwadratowe jajo swojej, pożal się Boże, “rewolucji konserwatywnej” w oświacie. Ale jak wykazał Jerzy Szacki w swoich klasycznych już, wspaniałych, uczonych “Kontrrewolucyjnych paradoksach”, reakcjoniści i kontrrewolucjoniści nie tylko nie są w stanie na dłuższą metę zatrzymać zmian kulturowych, ale w końcu muszą bronić kolejnych pozycji, które początkowo zwalczali, próbując zagrodzić drogę “jeszcze gorszemu”. Dziś bronią przewagi katolickiego przekazu w szkole, “jutro” będą bronic resztek jej obecności w tejże szkole.


“Pies” bardzo brzydko zasugerował możliwość polexitu w razie gdyby “nie było innego wyjścia” i “polska suwerenność była zagrożona”. Mówił o ewentualności jakichś “drastycznych decyzji”. Nawiązał przy okazji do brexitu, że oni to zrobili i “nic się nie stało”. Bigos od początku ma “Psa” za osobnika bardzo nieprzyjemnego, ale nie pozbawionego inteligencji. Wielka Brytania jest wyspą, odwiecznym, perfidnym Albionem, jest bogata, ma broń atomową, Szekspira, Beatlesów i Micka Jaggera, więc poradzi sobie. Polska, choćby się spinała nie wiem jak, ma przede wszystkim Rosję nad karkiem.


Profesor Marek Belka ostrzega PiS i cały naród polski przed dalszym nakręcaniem inflacji, czym Sułtan Glapa z NBP nieomal się chelpi. Profesor powiada, że jeśli inflacja dojdzie do10 procent, co nie jest niemożliwe, to może wymknąć się spod kontroli.


Na wszystko PiS ma pieniądze, łącznie w najdurniejszymi inwestycjami i szczujnia Kurskiego Jacusia, ale nie na podwyżki dla medyków. Haniebny cynizm.


Kanclerz Angela Merkel, być może najbardziej życzliwa Polsce kanclerz Niemiec w historii, przybyła do PiS-landu z wizyta pożegnalna. Oczywiście dostanie obiad i będzie rytualnie komplementowana. Ale taki już Duduś na czas jej wizyty czmychnął na Śląsk na jakieś durne obchody “Solidarności”. To afront, ale może i lepiej, że się zmył? Bo w skeczu kabaretu Dudek jest taki fragment, w którym Majster mówi do Pomocnika: “Jasiu, chamstwu należy przeciwstawiać się silom i godnościom osobistom. No jak piszesz chamstwo, no jak piszesz chamstwo!? A może i dobrze”. W tej konfiguracji Duduś to oczywiście Pomocnik Majstra.


A na kryzys na granicy polsko-białoruskiej Bigos proponuje wysłanie do Mińska Karczewskiego Stacha, na negocjacje z Ciepłym Aleksandrem. Przecież panowie chyba się polubili. Nooo taaak. Miała już Polska w swoich dziejach na stanowisku marszałka Senatu zdrajców i skorumpowanych, ale nie miała jeszcze idioty.