Łomża Vive Kielce gra o wszystko

W miniony weekend rozpoczęły się rozgrywki w ekstraklasie piłkarzy ręcznych. Nowy sezon PGNiG Superligi zapowiada się jako najciekawsza rywalizacja od lat, głównie dlatego, że mistrza kraju oraz spadkowicza poznamy już po rundzie zasadniczej, bowiem z uwagi na napięty terminarz władze ligi zrezygnowały z rozgrywania fazy play off.

Rozegranie sezonu 2020/2021 w dotychczasowej formule wobec natłoku spotkań i utrudnień jakie powoduje pandemia koronawirusa władze naszej ekstraklasy piłkarzy ręcznych uznały za zbyt ryzykowne i zdecydowały, że rywalizacja zostanie skrócona do fazy zasadniczej, czyli 26 ligowych kolejek. A to oznacza, że radykalnie zmniejszy się liczba spotkań „o pietruszkę”. Nawet w rundzie rewanżowej, bo już pierwsza kolejka pokazała, że zmniejszyły się dysproporcje sił między zespołami z czołówki a resztą stawki. Najlepszym przykładem jest zaskakująca porażka wicemistrza kraju, Orlenu Wisły Płock, w wyjazdowym meczu z Sandrą Spa Pogoń Szczecin.
A przecież „Nafciarze” jeszcze kilka tygodni temu byli przekonaniu, że w końcu przełamią po dekadzie dominacji hegemonię zespołu z Kielc, który latem popadł w gigantyczne tarapaty finansowe. W mediach pojawiały się już nawet transferowe spekulacje, gdzie powędrują najlepsi gracze PGE Vive, gdy po kolei z nazwy kieleckiego klubu wypadały nazwy głównych sponsorów, w tym firmy Vive należącej do holenderskiego prezesa klubu Bertusa Servaasa. Ale on jakimś cudem wyprowadził klub z opresji i znalazł mu nowego i hojnego sponsora tytularnego, polski koncern browarniczy Van Pur, który za pośrednictwem kieleckich szczypiornistów postanowił promować należący do niego browar Łomża. Ale ponieważ nazwa klubu, Łomża Kielce, byłaby trochę zbyt zabawna, zostawiono rozpoznawalną już w europejskim szczypiorniaku markę Vive. I tak oto kielecki zespół już pod szyldem Łomża VIVE Kielce, ze stabilnym budżetem i nadal pod wodzą trenera Tałanta Dujszebajewa oraz kadrą złożoną z 20 zdrowych i gotowych do gry zawodników, przystąpił z entuzjazmem do walki o dziesiąty z rzędu mistrzowski tytułu, który zamierza okrasić zdobyciem krajowego pucharu. Ale celem nadrzędnym na ten sezon jest co najmniej awansem do finałowej stawki Ligi Mistrzów.
W okresie przygotowawczym do nowego sezonu gracze Łomży Vive Kielce rozegrali rekordową liczbę dziewięciu spotkań sparingowych. Miały im pomóc w przywyknięciu do rywalizacji po pięciomiesięcznej pauzie spowodowanej koronawirusem. Bilans kieleckiej ekipy siedem zwycięstw i dwie porażki. Na rozkładzie mieli takie mocne zespoły, jak Telekom Veszprem (32:29) czy SC DHfK Lipsk (również 32:29), ale porażki ponieśli w starciach z niżej notowanymi drużynami Tatabanya KC (27:28) oraz Fuechse Berlin (27:35).
Z końcem czerwca z Kielcami pożegnało się sześciu zawodników (Mateusz Jachlewski, Blaż Janc, Doruk Pehlivan, Mariusz Jurkiewicz, Julen Aguinagalde, Romaric Guillo), ale sześciu przybyło w ich miejsce (Sigvaldi Gudjonsson z Elverum Handball, Szymon Sićko z Górnika Zabrze, Haukur Thrastarson z Selfoss, Michał Olejniczak z SMS ZPRP Gdańsk, Nicolas Tournat z HBC Nantes, Sebastian Kaczor z SMS ZPRP Gdańsk oraz Cezary Surgiel), a ponadto do zespołu dołączył leczący przez cały poprzedni sezon kontuzję Tomasza Gębala. Teraz kadra mistrzów Polski liczy aż 20 zawodników.
Kapitan Łomży Vive, niemiecki bramkarz Andreas Wolff, tak ocenił potencjał zespołu: „W zeszłym roku atmosfera w zespole była dobra, ale mieliśmy wielu graczy którzy po sezonie odchodzili, co różnie wpływało na innych zawodników. Teraz bardziej skupiamy się na przyszłości, bo wiemy już, że być może przez kolejne kilka lat będziemy grać w bardzo podobnym składzie. Dlatego moim zdaniem będziemy przez mocniejsi, niż rok temu”.
Na swoje szczęście działacze Orlenu Wisły Płock nie czekali na upadek kieleckiego rywala, tylko poczynili solidne wzmocnienia. Z Telkom Veszprem ściągnęli jednego z najlepszych obrońców w Europie, Mirsada Terzicia, a wkrótce na boisko po kontuzji ma wrócić Davida Fernandez.
Czy w tym sezonie jakiś inny zespół może wtrącić się do trwającej od dekady „świętej wojny” miedzy zespołami z Kielc i Płocka? Może będą to Azoty Puławy pod wodzą trenera Larsa Walthera i naszpikowanej reprezentantami Polski, z Michałem Jureckim na czele, może Gwardia Opole, Górnik Zabrze lub wspomniana już ekipa Sandry Spa Pogoń, która na otwarcie rozgrywek pokonała u siebie „Nafciarzy”. Ale o mistrzostwo po staremu kielczanie bić się będą jednak raczej z płocczanami.

Wyniki 1. kolejki PGNiG Superligi:
Łomża Vive Kielce – Torus Wybrzeże Gdańsk 34:25; Grupa Azoty Tarnów – KS Azoty Puławy 20:33; Sandra Spa Pogoń Szczecin – Orlen Wisła Płock 26:24; KPR Gwardia Opole – Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 33:29; Zagłębie Lubin – Energa MKS Kalisz 27:25; Górnik Zabrze – SPR Stal Mielec 27:25; MMTS Kwidzyn – Chrobry Głogów 27:28.

Puchar dla mistrzów

Rozegrany w minionym tygodniu w Mielcu Memoriał Weryńskiego to najsilniej obsadzony turniej piłkarzy ręcznych przed sezonem 2020/21. Wygrał go zespół mistrza Polski Łomża Vive Kielce.

To pierwsze trofeum wywalczone przez kielecki klub pod nazwą Łomża Vive Kielce. 17-krotni mistrzowie Polski w piłce ręcznej podpisali w miniony czwartek czteroletnią umowę sponsoringową z holdingiem piwowarskim Van Pur, największą niezależną polską firmą w tej branży, do której należy pięć browarów, w tym produkujący piwo pod marką Łomża. Ale ponieważ nazwa klubu Łomża Kielce brzmiałaby dość dziwacznie, w nazwie przywrócono człon Vive, chociaż firma należąca do holenderskiego prezesa kieleckiego klubu, Bertusa Servaasa, w czerwcu wycofała się czasowo ze sponsorowania zespołu. „Nawiązanie współpracy z najlepszym zespołem w historii polskiej piłki ręcznej to dla nas szczególny moment. Drużyna od lat dostarcza kibicom wiele powodów do dumy i osiąga wybitne rezultaty w Polsce i na świecie. Poprzez podpisanie umowy sponsorskiej chcemy wesprzeć ją w walce o kolejne wygrane i zapewnić możliwości dalszego, równie imponującego rozwoju. Ne mam wątpliwości, że nasza współpraca będzie pełna sukcesów” – powiedziała Jagoda Iwańczuk, prezes firmy Van Pur S.A.
Podczas uroczystego podpisywania umowy nie podano jaka kwotą firma Van Pur wesprze kieleckich szczypiornistów, ale mówi się, że będzie to jedna trzecia budżetu, czyli około 7 mln złotych rocznie. To wystarczające wsparcie żeby do ekipy mistrzów Polski wrócił spokój o przyszłość. A gdy zniknęły obawy, że z zespołu będą musieli odejść najlepsi gracze, w Memoriale Weryńskiego zespół pod wodza trenera Tałanta Dujszebajewa pokazał rywalom, że w nowym sezonie także zamierza dominować na polskich parkietach. W finale turnieju kielczanie pokonali Azoty Puławy 33:27.
Kolejne lokaty zajęły zespoły Tatrana Preszów, SPR Stali Mielec, Orlenu Wisły Płock, Piotrkowianina Piotrków Trybunalski, Zagłębie Lubin i I-ligowy Czuwaj Przemyśl.

Vive wycofuje się ze sponsorowania piłki ręcznej

Najsilniejszy obecnie polski klub piłki ręcznej, PGE Vive Kielce, 17-krotny mistrz kraju i triumfator Ligi Mistrzów EHF w 2016 roku, stracił głównego sponsora. Jego prezes, holenderski biznesmen Bertus Servaas, w minioną środę ogłosił, że należąca do niego firma VIVE Textile Recycling wpadła przez pandemię koronawirusa w finansowe tarapaty i z tego powodu jest zmuszony wycofać się z dalszego sponsorowania klubu.

W kwietniu kielecki klub doszedł do porozumienia z zawodnikami w sprawie obniżenia ich pensji, ale kryzys wywołany pandemią się pogłębił i ostatnio pojawiły się zaległości w wypłatach dla graczy. Bertus Servaas i jego firma VIVE Textile Recycling byli sponsorami klubu od 2002 roku. Wcześniej zespół funkcjonował pod nazwą Iskra Kielce. Przez ostatnie 18 lat kielczanie zdobyli 12 razy tytuł mistrzów Polski, cztery razy grali w Final Four Ligi Mistrzów. Raz triumfowali w tych rozgrywkach. Teraz potęga tego klubu została mocno zachwiana.
Podczas zwołanej w nowej siedzibie PGE Vive Kielce konferencji prasowej Bertus Servaas, który jest prezes PGE Vive Kielce od 2002 roku, zaskoczył przybyłych oświadczeniem, że wycofuje się od 1 lipca z dalszego sponsorowania kieleckiego klubu. „Pandemia koronawirusa mocno uderzył w mój biznes, nasze sklepy były zamknięte i nie generowały przychodów, a ja jestem odpowiedzialnym menedżerem i odpowiadam za tysiące pracowników. Mam nadzieję, że po przezwyciężeniu skutków Covid-19 będę mógł wrócić do sponsorowania klubu i ponownie być jego właścicielem. Na razie nie jest to możliwe” – przyznał holenderski biznesmen, który w Polsce mieszka i prowadzi interesy od blisko 20 lat.
W nowym sezonie kielecki zespół będzie występował pod nazwą PGE Kielce, bo drugi z tytularnych sponsorów nie wycofał swojego wsparcia. Servaas pozostanie prezesem klubu i jego udziałowcem, lecz budżet na prowadzenie zespołu trzeba będzie prawdopodobnie mocno przykroić. Trener drużyny Tałant Dujszebajew zapewnił, że chociaż dostał wiele propozycji z innych klubów, to wszystkie je na razie odrzucił, bo chce nadal pracować w Kielcach. O ile rzecz jasna klub nie straci wszystkich najlepszych zawodników i nie popadnie w sportową przeciętność. Prezes Servaas stawia jednak sprawę jasno: „Możemy teraz pożegnać kilku zawodników i próbować przetrwać trudny okres, albo poprosić wszystkich, którzy kochają ten klub, o wsparcie. Jeśli zbierzemy dwa i pół miliona złotych, możemy pozostać w grze o Final Four Ligi Mistrzów” – zapewnił. Fani zespołu liczą na mocne wsparcie ze strony prezydenta miasta, którym jest przecież były trener PGE Vive Bogdan Wenta.
Nie wiadomo jeszcze którzy z zawodników zostaną. Na pewno z klubu odejdą Mariusz Jurkiewicz, Blaz Janc, Mateusz Jachlewski oraz Julen Aginagalde.

Chwała hojnym mecenasom

Kto jest najbardziej wpływową postacią w polskim sporcie? Miesięcznik „Forbes” najwyższe miejsce na swojej liście przyznaje prezesowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi, drugie Adamowi Małyszowi, a trzecie Robertowi Lewandowskiemu. Dopiero na czwartym miejscu znalazł miejsce dla szefa WADA Witolda Bańki. To nie jedyna bzdura w tym zestawieniu.

Ranking „Forbesa” oparto na dwóch kryteriach – opiniach 20 ekspertów, głównie z branży marketingu sportowego (70 procent wskazań w łącznej ocenie) oraz badaniach tzw. oddźwięku społecznego (pozostałe 30 procent). To trochę tłumaczy dlaczego na jednej liście najwięksi mecenasi polskiego sportu musieli konkurować m.in. z popularnymi komentatorami sportowymi oraz czynnymi sportowcami. Nie tłumaczy jednak zdumiewającego faktu, że mecenasi tę rywalizację przegrali. Dla przykładu – właściciel Polsatu Zygmunt Solorz w zestawieniu najbardziej wpływowych osób w branży sportowej wg. „Forbesa” zajął dopiero 11. miejsce, chociaż ma w ręku stację telewizyjną od lat mocno stawiającą na sport, a do tego sieć telekomunikacyjna Plus, która jest sponsorem głównym siatkarskiej ekstraklasy mężczyzn oraz reprezentacji narodowej.

Jeszcze niżej od Solorza, bo na 22. miejscu, eksperci „Forbesa” umieścili prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego. Pomijając jego propagandowe wspieranie rządzącej prawicowej koalicji, to trzeba przyznać, że na niwie sportowej mocno się zasłużył. W okresie jego czteroletnich rządów publiczny nadawca znacznie poszerzył ofertę transmisji sportowych, a kodowany wcześniej kanał TVP Sport przeniósł do naziemnej telewizji cyfrowej. TVP pokazuje też po mecz piłkarskiej ekstraklasy oraz reprezentacji piłkarskiej, siatkarzy i siatkarek.

Na szczycie listy najbardziej wpływowych postaci nie powinno też zabraknąć szefów największych spółek skarbu państwa, jak PKN Orlen, PGNiG, PGE, Grupa Azoty, Enea, właścicieli klubów sportowych finansujących ich działalność także z własnej kieszeni, jak Dariusza Mioduskiego (właściciel i prezes aktualnego lidera piłkarskiej ekstraklasy Legii Warszawa), Janusza Filipiaka (właściciel i prezes wicelidera ekstraklasy Cracovii), Bertusa Servaasa (właściciel najlepszego polskiego zespołu piłki ręcznej PGE Vive Kielce) czy Dariusza Miłka, właściciela najlepszej polskiej zawodowej grupy kolarskiej CCC, jedynej w światowej elicie.

 

Nie dorzucą Vive do kasy

Prezydent Kielc Wojciech Lubawski rozwiał nadzieje działaczy PGE Vive na finansowe wsparcie kwotą 4,5 mln złotych. Mistrzowie Polski w piłce ręcznej takich pieniędzy z budżetu miasta nie otrzymają.

 

Kilka dni temu holenderski współwłaściciel i prezes kieleckiego klubu Bertus Servaas wysłał do radnych pismo z prośbą o dodatkowe dofinansowanie drużyny rekordową kwotą 4,5 mln złotych. W poprzednich dwóch latach miasto wsparło mistrzów Polski dotacjami w wysokości dwóch milionów złotych rocznie.

„W 2016 roku prezes Servaas po raz pierwszy wystąpił o wsparcie dwoma milionami, mówiąc, że to wyjątkowa sytuacja. Rok później znów jednak poprosił o taką samą kwotę, twierdząc, że dalsze istnienie klubu od tech pieniędzy zależy. Teraz zapisaliśmy w budżecie dla PGE Vive dofinansowanie w kwocie 2,5 miliona złotych. W lutym klub poprosiły nas o natychmiastową wypłatę tej dotacji w całości, co mimo protestu służb księgowych uczyniliśmy, bo zapewniano nas, że te pieniądze uzdrowią finanse klubu. Widać nie uzdrowiły, skoro teraz dostaliśmy prośbę o kolejne 4,5 miliona złotych – relacjonował problem na konferencji prasowej prezydent Kielc. I od razu zaznaczył, że w budżecie miejskim, z którego w ostatnich latach na dotacje dla Vive Kielce przelano ponad 20 mln złotych, nie ma pieniędzy na kolejną zapomogę.

Prezes Servaas przekonuje, że nie stawia władz miasta pod ścianą, a tylko pyta, czy chcą utrzymać obecny poziom sportowy zespołu piłki ręcznej. „Możemy go utrzymać, ale do 30 czerwca 2019 roku potrzebujemy wsparcia w wysokości pięciu milionów złotych ” – mówi prezes PGE Vive. I zapewnia, że mimo pięciu milionów złotych długu przyszłość klubu nie jest zagrożona, ale swojej dominującej pozycji w Polsce raczej nie utrzyma, bo straci najlepszych graczy.

 

PGE Vive Kielce w tarapatach

Najlepszy polski klub w piłce ręcznej mężczyzn ma problemy finansowe. Spółka zarządzająca drużyną poprosiła radę miejska Kielc o dotację w wysokości 4,5 miliona złotych. To ponad dwukrotnie więcej niż rok temu.

 

Prezes spółki Bertus Servaas wystosował pismo, w którym prosi o rozważenie prośby już podczas najbliższej sesji rady miasta. Mistrzowie Polski jeszcze nie byli w tak złej sytuacji. W ostatnich dwóch latach z miejskiej kasy klub otrzymywał rocznie dotacje w wysokości dwóch milionów złotych. Przed tym sezonem zwycięzca Ligi Mistrzów z sezonu 2015/16 dostał już 2,5 mln, a prośba o kolejne dwa miliony klubu tylko potwierdza krążące od dawna plotki o trudnej sytuacji finansowej. PGE Vive zalega zawodnikom z wypłatą wynagrodzeń i rozważa obniżenie zarobków o 25-30 procent. Jeśli radni nie zgodzą się na dodatkowe dofinansowanie, mistrzom Polski grozi konieczność wyprzedaży najlepszych graczy, ale też odebranie licencji w Superlidze i Lidze Mistrzów.