Gracz z Łomża Vive Kielce w elicie

W najlepszej siódemce graczy 2. kolejki Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych znalazł się zawodnik Łomży Vive Kielce Alex Dujshebaev. Zestawienie zdominowali jednak szczypiorniści HBC Nantes, którzy na wyjeździe ograli THW Kiel.

Rozegrane w ramach drugiej kolejki Ligi Mistrzów EHF wyjazdowe spotkanie z niemieckim zespołem było jubileuszowym, setnym występem ekipy HBC Nantes w europejskich pucharach. Niewykluczone, że gracze francuskiego zespołu postanowili z tej okazji sprawić swoim fanom uciechę i wygrać potyczkę z THW Kiel. Zwycięstwo finalisty tych rozgrywek sprzed dwóch lat nie jest może jakąś wielką sensacją, bo niemiecka drużyna, chociaż bardziej utytułowana i z trzema triumfami w Lidze Mistrzów na koncie, to jednak ostatni sukces odniosła osiem lat temu. Mimo to porażka Niemców 27:35 na własnym boisku została przez EHF uznana za takie istotne wydarzenie, że aż trzech zawodników francuskiej ekipy znalazło się w najlepszej siódemce drugiej kolejki LM.
Największe wrażenie swoim występem wywarł na ekspertach EHF bramkarz HBC Nantes Emil Nielsen. Jego nominacja do „Best 7” to nie jedyne wyróżnienie – jedna z jego interwencji konkuruje też do nagrody dla najlepszej parady bramkarskiej w 2. rundy.
Wśród wyróżnionych znalazł się jeden szczypiornista Łomży Vive Kielce. Alex Dujshebayev z ośmioma trafieniami był najlepszym strzelcem mistrzów w Polski w wygranym spotkaniu z węgierskim MOL-Pick Szeged (26:23) i znacząco przyczynił się do zdobycia przez kielecki zespół pierwszych punktów w tej edycji Ligi Mistrzów. Doceniono też jednego z graczy rywali, bo do „Best 7” trafił też rozgrywający Pick Szeged Joan Canellas.
Najlepsza siódemka 2. kolejki LM:
Bramkarz – Emil Nielsen (HBC Nantes); lewoskrzydłowy – Hampus Wanne (SG Flensburg-Handewitt); lewy rozgrywający – Joan Canellas (MOL-Pick Szeged), środkowy rozgrywający – Rok Ovnicek (HBC Nantes): prawy rozgrywający – Alex Dujshebaev (Łomża VIVE Kielce); prawoskrzydłowy – Blaż Janc (FC Barcelona Lassa); obrotowy – Adria Figueras (HBC Nantes).

Gracze PGE Vive w elicie

Reprezentacja Hiszpanii obroniła tytuł mistrza Europy w piłce ręcznej. W finale tegorocznego czempionatu pokonała Chorwację 22:20. Brązowe medale wywalczyli szczypiorniści Norwegii, po wygranej ze Słowenią 28:20.

Chorwaci po raz trzeci grali w finale mistrzostw Europy i po raz trzeci musieli zadowolić się srebrem. Nie byli tym zachwyceni, bo w kolekcji trofeów z wielkich imprez brakuje im właśnie tytułu najlepszej ekipy Starego Kontynentu. Natomiast Hiszpanie jako drugi zespół w XXI wieku wyszli obronną ręką z obrony mistrzowskiego tytułu. Przed nimi jako ostatni sztuki tej na przełomie wieków dokonali Szwedzi. Zadowoleni ze swojego występu byli też szczypiorniści z Norwegii, bo dla nich brązowy medal to pierwsze trofeum zdobyte w mistrzostwach Europy.
Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) tradycyjnie po turnieju ogłosiła najlepszą siódemkę graczy. W tym elitarnym gronie nie znalazł się, co oczywiste, żaden polski szczypiornista, ale polski akcent jednak w nim jest, bo w głosowaniu ekspertów i ponad 20 tysięcy internautów wśród wyróżnionych graczy znalazło się dwóch szczypiornistów PGE Vive Kielce – Chorwat Igor Karacić uznany za najlepszego środkowego oraz Słoweniec Blaż Janca, którego wyróżniono tytułem najlepszego prawoskrzydłowego. Najlepszym lewym rozgrywającym został król strzelców turnieju Norweg Sander Sagosen, który zdobywając 65 bramek ustanowił nowy rekord mistrzostw Europy, a do tego dorzucił aż 53 asysty.
Warto odnotować, że jedynym zawodnikiem spoza czołowej czwórki zespołów, który otrzymał indywidualne wyróżnienie, był węgierski obrotowy Bence Banhidi. Pozostałe nagrody otrzymali: najlepszy bramkarz – Gonzalo Perez de Vargas (Hiszpania), najlepszy lewoskrzydłowy – Magnus Joendal (Norwegia), najlpeszy lewy rozgrywający – Sander Sagosen (Norwegia), najlepszy prawy rozgrywający – Jorge Maqueda (Hiszpania). Tytuł najlepszego gracz turnieju (MVP) przyznano Chorwatowi Domagojowi Duvnjakowi.

Wygrana PGE Vive w Brześciu

Piłkarze ręczni PGE VIVE Kielce wygrali na wyjeździe z białoruskim Mieszkowem Brześć 31:27 w piątej kolejce grupy B Ligi Mistrzów. To drugie zwycięstwo kieleckiego zespołu w tych rozgrywkach. Cenne dla niego podwójnie, bo zdobyli punkty na trudnym terenie i przełamali serię porażek.

Ekipa kieleckich szczypiornistów pojechała do Brześciu w zaledwie 13-osobowym składzie. Do kontuzjowanych już od dłuższego czasu Mateusza Jachlewskiego, Tomasza Gębali, Daniela Dujshebaeva i Branko Vujovica, dołączył chorwacki środkowy rozgrywający Igor Karacic. Mistrzowie Polski przystępował do tego meczu po dwóch kolejnych porażkach w Lidze Mistrzów (z FC Porto i Montpellier HB) oraz pierwszej od ponad trzech porażki w rodzimej lidze z Orlenem Wisłą Płock. Mimo kadrowego osłabienia kielczanie rozpoczęli mecz z impetem. W piątej minucie prowadzili 4:1. Osiem minut później bramkarza Mieszkowa pokonał Blaz Janc i było już 7:2 dla PGE Vive. Później zespół z Kielc długo utrzymywał prowadzenie trzema i czterema bramkami, a na przerwę schodzili z prowadzeniem 15:9.

Po zmianie stron gospodarze podjęli próbę przejęcia inicjatywy, ale w 33. minucie goście odskoczyli na 19:13. Potem jednak coś w kieleckiej drużynie przestało funkcjonować jak należy i Białorusini odrobili trzy bramki straty. Odpowiedź mistrzów Polski była jednak natychmiastowa, bo ponownie „odjechali” rywalom 21:16. I taka mniej więcej przewaga utrzymywała się do 50. minuty. Gospodarze na dziewięć minut przed końcem przegrywali tylko 23:25, ale kielczanie opanowali nerwy i po golach Julena Aginagalde i Blaża Janca kielczanie ponownie zwiększyli przewagę do pięciu bramek i z taką bramkową różnicą zakończyli spotkanie w Brześciu.