C.d.n.

W sobotę Izba Gmin miała głosować przyjęcie lub odrzucenie umowy podpisanej przez premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona z Unią Europejską.
W rezultacie jednak dalej nie wiadomo, co będzie.

Było to pierwsze od 37 lat sobotnie posiedzenie Izby Gmin – poprzednie miało miejsce w związku z atakiem Argentyny na Falklandy. Tym razem okoliczności były – w gruncie rzeczy – równie dramatyczne, bo przecież dotyczące przyszłości Zjednoczonego Królestwa. Ale okazało się, że góra urodziła mysz i serial brexitowy trwa nadal.
Przeszkodą okazała się poprawka zgłoszona przez konserwatywnego deputowanego Olivera Letwina (jednego z torysów, którzy opuścili obóz premiera Johnsona w związku ze sposobem, w jaki prowadzi on „rozwód” Wielkiej Brytanii z Unią Europejską), wymuszającą wniosek o odroczenie brexitu do czasu przygotowania niezbędnych ustaw, czyli co najmniej o trzy miesiące. Boris Johnson, który w tej sprawie gra va banque, zakłada, że jakimkolwiek przypadku brexit powinien nastąpić 31 października. Skoro zatem Izba Gmin przyjęła poprawkę – większością 322 w stosunku do 306 głosów, rząd wycofał spod głosowania wniosek w sprawie akceptacji bądź odrzucenia zawartej z UE umowy. W tej sytuacji znów wszystkie scenariusze, z „twardym” brexitem włącznie, są otwarte.
Boris Johnon natychmiast zwrócił się do UE z prośbą o przesunięcie terminu, wysyłając dwa listy – w pierwszym, niepodpisanym, prosząc o taką reakcję, w drugim – podpisanym – argumentując przeciwko takiej decyzji. W konsekwencji brytyjski parlament czeka szereg głosowań, które rozpoczną się już we wtorek. Niemniej w nieustającej batalii premier poniósł kolejną porażkę, choć znów nie jest to decydująca klęska.
Choć poprawka Lewina miała – j twierdzi jej autor – stanowić zabezpieczenie przed bezumownym brexitem, jej konsekwencje mogą byś wręcz przeciwne. Bo jeśli UE nie zgodzi się na kolejne odroczenie, bo przecież w końcu uzgodniła z Borisem Johnsonem umowę regulującą warunku opuszczenia jej przez Wielką Brytanię, 31 października może nastąpić ostateczne zerwanie i dalej będzie „ratuj się, kto może”.
Głosowanie nad poprawką Letwina nie wskazuje, czy Izba odrzuci umowę. Według szacunków premierowi do zaakceptowania ubiegłotygodniowej umowy z UE brakuje ok. 10 głosów, ale są to szacunki oparte na założeniach, że wszyscy deputowani będą głosować zgodnie z liniami ich partii i przy zachowaniu dyscypliny, a tak może wcale nie być. W rezultacie odroczenie sobotniego głosowania daje mu także czas na przekonanie nieprzekonanych, przede wszystkim północnoirlandzkich unionistów, z których głosami byłby w stanie przeforsować swój wniosek i doprowadzić ten dramatyczny i pełen spektakularnych zwrotów serial do końca.
Osobne pytanie, to jak zareaguje na to wszystko Bruksela i czy zgodzi się na kolejne przeciągnięcie, nawet jeśli alternatywą będzie brexit bezumowny. Akceptując umowę, szczyt 27 dał bowiem bardzo klarowny sygnał, że na tym sprawa powinna być zakończona.

Nowa, wspaniała umowa

„Mamy wspaniałą, nową umowę, która oddaje nam kontrolę” – napisał po zakończeniu negocjacji z UE na Twitterze brytyjski premier Boris Johnson.

Entuzjastyczne informacje premiera Johnsona potwierdził główny unijny negocjator brexitu Michel Barnier. „Osiągnęliśmy porozumienie uczciwe, rozsądne i odpowiadające naszym zasadom” – oświadczył. Porozumienie pochwalił także szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.
Porozumienie zakłada, że Irlandia Północna formalnie będzie w obszarze celnym Wielkiej Brytanii, w praktyce jednak pozostanie w unii celnej z UE, czyli jej lądowa granica z Republiką Irlandii będzie funkcjonować tak, jak dotychczas.
Entuzjazm wokół zakończenia negocjacji może jednak okazać się przedwczesny, bo musi być ono zatwierdzone: przez szczyt UE – z czym, wobec opinii głównych unijnych negocjatorów i akceptacji na poziomie eksperckim, przypuszczalnie nie będzie problemu, podobnie jak z przyjęciem go przez Parlament Europejski, ale także przez brytyjski parlament, a tu może być dużo trudniej. Podpisawszy poprzednie porozumienie poprzedniczka premiera Johnsona Theresa May także ogłosiła sukces, a następnie przez kilka miesięcy nie zdołała przekonać brytyjskich parlamentarzystów aby je zaakceptowali, co skończyło się jej dymisją. Boris Johnson w relacjach z Izbą Gmin, choć rozgrywa sprawę w zupełnie innym, dużo brutalniejszym, niemal pokerowym – żeby nie powiedzieć bokserskim – stylu, jak dotąd nie odniósł wielkich sukcesów. Przegrał wszystkie głosowania w Izbie Gmin i na skutek odejścia grupy swoich parlamentarzystów zdołał utracić w niej większość. Jeśli do tego dodać przegraną przed Sądem Najwyższym sprawę o legalność zawieszenia parlamentu i wprowadzenie w błąd królowej, trudno to uznać za pasmo sukcesów, jakkolwiek przyznać trzeba, że jeśli przy tym wszystkim nadal utrzymuje funkcję szefa rządu i inicjatywę rozgrywającego sprawę brexitu, to duże osiągnięcie. Czy to jednak oznacza, że tym razem, pod presją czasu i straszenia „bezumownym” brexitem przekona Izbę Gmin?
Sceptycznie na nowe porozumienie patrzy irlandzka Demokratyczna Partia Unionistów – niewielki, ale ważny koalicjant torysów, którego sprzeciw miał kluczowe znaczenie dla wywrócenia negocjacji prowadzonych przez premier May w ubiegłym roku. Może dziś pozycja unionistów nie jest aż tak kluczowa, bo większość konserwatyści w Izbie Gmin i tak już utracili i wiadomo, że zbliżają się nowe wybory, niemniej jednak w głosowaniu nad porozumieniem ich głosy będą się liczyć.
Nie podziela entuzjazmu premiera Johnsona także przywódca najsilniejszej partii opozycyjnej – Partii Pracy. Jeremy Corbyn, który już wcześniej wypowiadał się o morskich kontrolach i przesunięciu granicy celnej na Morze Irlandzkie z dużą rezerwą, komentując doniesienia o zawarciu porozumienia, stwierdził że wygląda ono gorzej niż układ premier May. Jednak nie należy zapominać, że kwestia brexitu stworzyła w brytyjskiej polityce podziały przebiegające w poprzek (przynajmniej głównych) partii politycznych i ich parlamentarnych reprezentacji, więc nie można z góry zakładać, że wszyscy labourzyści zagłosują zgodnie z dyscypliną, tym bardziej, że już podczas niedawnej konwencji Partii Pracy bardzo trudno było im wypracować wspólne stanowisko i poparcie dla linii Jeremy’ego Corbyna. Z drugiej wszakże strony niepewne jest także stanowisko nastawionych na „twardy” brexit konserwatywnych hardlinerów, do tej pory popierających Johnsona.
Porozumienie trafi pod obrady Izby Gmin najprawdopodobniej podczas specjalnej sesji zaplanowanej na sobotę.