W sprawie śmierci Kosteckiego

W opozycji do informacji, przekazywanych przez Prokuraturę Krajową, która opierając się na opinii sporządzonej przez biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Warszawie utrzymuje, jakoby śmierć Dawida Kosteckiego nastąpiła w wyniku samobójstwa, diametralne inne ustalenia przedstawiają pełnomocnicy rodziny byłego pięściarza.

Do śmierci Dawida Kosteckiego, dla wielu wciąż bardzo zagadkowej, doszło w Areszcie Śledczym w Warszawie — Białołęce. Ciało popularnego „Cygana” nad ranem w dniu 2 sierpnia miał zauważyć jeden ze współosadzonych, których miało być trzech w celi. Według oficjalnej wersji 38-latek był przykryty kocem, a powiesił się na pętli z prześcieradła zaczepionej o górne łóżko.
Kostecki w Rzeszowie odsiadywał wyrok 5 lat i 100 dni pozbawienia wolności, a do stolicy został przetransportowany w połowie czerwca na wniosek prokuratury, gdzie miał być świadkiem w sprawie Tomasza G., który przebywał w tym samym areszcie. Do końca wyroku „Cyganowi” pozostawały dwa lata, a o przedterminowe zwolnienie mógł się ubiegać już za dziewięć miesięcy.
Udało nam się ustalić, że wbrew temu, co mówi prokuratura, na ciele zmarłego jest szereg śladów wskazujących na walkę przed śmiercią i udział osób trzecich w jego zgonie. Są to otarcia naskórka i krwiaki. Krwiaki są między innymi na prawym ramieniu, na ręce, na grzbiecie i są otarcia na nodze — powiedział mec. Jacek Dubois, a następnie przedstawił możliwą hipotezę, jak mogło dojść do śmierci Kosteckiego, opierając się na analizie tych śladów z lekarzami, z kryminologami.

Czy możliwe jest, że Dawid Kostecki został zamordowany, a jego samobójstwo upozorowane?

Oczywiście, że tak. Jako jeden z podstawowych błędów organów ścigania dostrzegam zaniechanie dokładnego zbadania dwóch nakłuć na karku denata. Elementarną kwestią w tym wypadku (już w czasie sekcji zwłok) powinno stać się pytanie, czy rany te miały charakter drążący do wnętrza ciała, czy były jedynie powierzchownymi urazami, powstałymi np. w wyniku ukąszenia owada?
Jeśli były to nakłucia drążące, to istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że powstały one w wyniku wkłucia, przy którego okazji denatowi osoba trzecia mogła podać środek zwiotczający mięśnie lub pozbawiający świadomości. Na okoliczność tę powinna zostać przeprowadzona jak najszybciej po zgonie analiza toksykologiczna, której zaniechano. Czas rozpadu pewnych środków chemicznych w organizmie jest bardzo szybki (nie mówimy przecież o związkach ołowiu, których czas połowicznego rozpadu w organizmie wynosi nawet 20 lat). Istnieją środki chemiczne, których okres półtrwania w organizmie wynosi kilka godzin, nawet kilka minut, później zaś substancje te są niewykrywalne.
W ponad połowie przypadków organa ścigania nie ustalają stanu świadomości zmarłego, tj. czy był on w chwili śmierci trzeźwy, pod wpływem alkoholu, substancji psychotropowych albo innych środków wpływających na świadomość. Dawniej, gdy przestępcami byli zwykle słabo wykształceni „chuligani” ewentualne pozorowanie przez nich śmiertelnych wypadków przyjmowało karykaturalne kształty, jak np. obmycie i zaklejenie rany po pchnięciu nożem, a następnie przekonywanie lekarzy pogotowia, że zmarły miał zawał.
Współcześni profesjonalni przestępcy (sprawcy wyrafinowani) – a przecież tacy siedzieli z Kosteckim – czerpią informacje o sposobach prowadzenia śledztwa i postępach techniki kryminalistycznej z publikacji fachowych, takich jak np. „Kryminalistyka” prof. Brunona Hołysta. Pozostają więc świadomi, jakie ślady zostawić mogą na miejscu zdarzenia i jak technik policyjny będzie ich szukał oraz zabezpieczał, a prokurator interpretował. Istotny pozostaje też czynnik rutyny albo ewentualnie złej woli w działaniach wykrywczych organów ścigania, który znacznie ułatwia reżyserowanie faktycznych przestępstw na neutralne prawnokarnie zdarzenia.
Zarówno te powody, jak i stosunkowo prosty mechanizm śmierci przez powieszenie, czynią potencjalnie możliwym upozorowanie takiego samobójstwa, czemu w przypadkach osób „niewygodnych” sprzyja konformistyczne nastawienie prokuratorów dążących do możliwie szybkiego zamknięcia postępowania i godzących się na akceptację tezy o targnięciu samobójczym, nawet w wysoce wątpliwych przypadkach i na podstawie iluzorycznych przesłanek, które w wypadku logicznego zważenia i konfrontacji z dowodami powinny zostać niezwłocznie odrzucone.
W pierwszej kolejności chcę wskazać na nazbyt przeceniany motyw rzekomego samobójstwa.
Wciąż słyszeć można, że zmarły był chory, miał długi, rozstał się z małżonkiem etc. W oczach laika może to być dostatecznym wyjaśnieniem, jednak absolutnie nim nie jest. Każdy człowiek w przynajmniej jednej materii (obszarze) życia jest niespełniony. Grono osób mających absolutnie udaną egzystencję oscyluje w granicach błędu statystycznego.
Wystąpienie powyższych okoliczności nie uprawnia więc do automatycznego potwierdzenia targnięcia samobójczego, gdyż tym kryterium można objąć 99% ofiar wszelkich zabójstw, wypadków, a nawet zgonów naturalnych. Symptomem takim mogą być natomiast schorzenia psychiatryczne (np. depresja endogenna), odizolowanie od społeczeństwa oraz wcześniejsze, nieudane próby samobójcze, a także jawne obnoszenie się z zamiarem samobójczym.

Drugim błędem, jaki dostrzegam, pozostaje nazbyt „sensacyjna”, a przez to nieprofesjonalna interpretacja wyników sekcji zwłok.

Często nawet w oficjalnych komunikatach prokuratorskich słyszę stwierdzenie, że sekcja zwłok potwierdziła bez wątpienia samobójstwo. Nic takiego technicznie nie jest możliwe. W żadnym zakresie żaden poważny lekarz sądowy nie odważy się kategorycznie napisać w opinii czy protokole sekcji, że na pewno doszło do samobójstwa, gdyż można to ustalić tylko i wyłącznie na podstawie całościowej i wszechstronnej analizy materiału dowodowego (np. w postaci przesłuchania świadków).
A już niezmiernie trudne jest wydanie takich opinii w przypadku powieszeń. Dostępne mi publikacje z medycyny sądowej często pouczają, że dla rozstrzygnięcia, czy śmierć miała samobójczy charakter, czy też wynikała ze zbrodniczego działania osób trzecich, decydujące znaczenie ma nie tyle otwarcie ciała w czasie sekcji zwłok, ile dokładne oględziny miejsca ich znalezienia, przebiegu i miejsca zaczepienia pętli, sposobu wiązania węzła i dokładne oględziny zewnętrzne ciała.
Także odnalezienie ran nie zawsze jest dowodem zbrodni, gdyż te mogły powstać w innych okolicznościach, np. jako konsekwencja drgawek przedśmiertnych, a ich brak nie wyklucza samobójstwa. Ujawnienie śladów nie po ciosach, a po chwytach obezwładniających założonych prawidłowo i bez uszkodzenia kości, bywa często niemożliwe. Kurtka, marynarka, bluza, wykluczą nawet powstanie powierzchownych zadrapań.
Podczas każdej sekcji weryfikacji podlega mechanizm śmierci, poszukiwane są ewentualne atypowe dla okoliczności zgonu ślady. Tymi śladami mogą być np. plamy opadowe na plecach w przypadku powieszenia pionowego. Wtedy, choć patomechanizm będzie typowy dla powieszenia (zamknięcie naczyń krwionośnych spowodowanych uciskiem sznura), to stwierdzone zostaną ślady wskazujące na udział osób trzecich w zdarzeniu i wykluczające samobójstwo.
W sytuacji powieszenia pionowego plamy opadowe nie mają prawa powstać na plecach denata, a w dolnych partiach kończyn. Nigdy więc nie należy utożsamiać wyników sekcji z wynikami śledztwa, co czynione bywa nagminnie.
W praktyce nie jest możliwe zabójstwo świadomego, sprawnego człowieka, przez powieszenie bez pozostawienia widocznych obrażeń defensywnych (oznak podjęcia obrony) na jego ciele. Ofiara zawsze walczy, broni się. Jedyny wyjątek to pozbawienie jej w finezyjny, podstępny sposób świadomości.
Popularną w ostatnich latach metodą jest podanie doustne lub w zastrzyku kwasu gamma-hydroksymasłowego. Osoba, której podano tę substancję w dostatecznie dużej dawce traci kontrolę nad ciałem, nie jest zdolna do stawiania żadnego oporu. Po upływie 8 godzin narkotyk nie jest już wykrywalny w osoczu, a po 12 godzinach w moczu. Substancja po prostu znika.
Podobne efekty oszałamiające zapewniają środki anestezjologiczne, np. stosowana dawniej w medycynie, a obecnie głównie w weterynarii, ketamina. Inne substancje podlegają pełnemu rozpadowi niezwłocznie po zatrzymaniu krążenia, w związku z czym ich wykrycie jest niemal natychmiast niemożliwe.
W wieloosobowej celi jest to wręcz nie do wyobrażenia. Identyczny brak śladów i przytomności ofiary zapewnić może jednak wprawne wykonanie prostego duszenia (shime-waza) w postaci ucisku ramieniem i przedramieniem na tętnice szyjne. Nie dochodzi wówczas do uszkodzenia chrząstki tarczowatej ani innych części krtani.
Jest to jeden z podstawowych chwytów judo i jujitsu, uczony też podczas kursu samoobrony w każdej służbie mundurowej. Ze względu jednak na przewagę siłową Dawida Kosteckiego, taką taktykę należy raczej wykluczyć, chyba że została wykona z zaskoczenia.
W ciągu kilku sekund chwyt ten pozbawia skutecznie przytomności uniemożliwiając powstanie obrażeń obronnych, a szeroki obszar ucisku nie powoduje dostrzegalnego naruszenia tkanek szyjnych i pozostaje w pełni zgodny z mechanizmem późniejszej śmierci. Wbrew obiegowym opiniom, zgon przez powieszenie nie wynika z odcięcia dopływu powietrza do płuc, a zazwyczaj właśnie z zamknięcia tętnic szyjnych i kręgowych, czyli zablokowania dopływu krwi do mózgu. Ostre niedotlenienie powoduje wtedy w ciągu kilku sekund utratę świadomości, lecz sama śmierć następuje dużo później. Stąd badania uszkodzeń mózgu potwierdzają naturalne dla powieszenia zmiany, a oględziny ciała nie ujawniają żadnych śladów walki.
Jak się okazuje — upozorowanie zgonu samobójczego przez powieszenie nie nastręcza większych problemów, a jest możliwe w przypadku podstawowej znajomości tzw. technik interwencyjnych. Brak śladów walki na ciele denata (choć w ocenie mecenasa Jacka Dubois takie ślady na ciele Kosteckiego jednak były) również nie może więc wykluczyć udziału osób trzecich, zwłaszcza gdy brak wskazanych wcześniej bezpośrednich symptomów wskazujących na zagrożenie samobójstwem, a zarazem zmarły miał podstawy, by obawiać się o własne życie.
Kostecki nie wykazywał żadnych myśli samobójczych, natomiast z wielu względów miał pełne podstawy, aby obawiać się o swe życie. Ujawnił on bowiem aferę, której obyczajowe tropy prowadzą do najwyższych polityków PiS, nadto był jednym z ostatnich żyjących świadków tzw. afery podkarpackiej.
Czy zatem popełni samobójstwo, czy też zostało ono upozorowane? Osobiście wersję o samobójstwie uważam za bardzo mało prawdopodobną.

Przytrzymywany i unieruchomiony?

Nowe informacje w sprawie zgonu boksera. Jeden z najważniejszych świadków w tzw. aferze podkarpackiej mógł przed śmiercią podjąć walkę z duszącymi go napastnikami – poinformowali Jacek Dubois i Roman Giertych – adwokaci reprezentujący rodzinę zmarłego.

Kostecki został znaleziony w celu Aresztu Śledczego w Białołęce 2 sierpnia, ale okoliczności tej tragedii wciąż pozostają niejasne. Podległa Zbigniewowi Ziobrze prokuratura utrzymuje, że przyczyną śmierci było samobójstwo. Z nieznanych powodów podczas sekcji zwłok nie zbadano pochodzenia niewielkich śladów na szyi boksera. Pogrzeb Kosteckiego jeszcze się nie odbył, a rodzina jest w posiadaniu jego ciała.
„Po ponownej analizie dostępnych materiałów, oględzinach ciała zmarłego oraz konsultacji z lekarzami uważamy, że ślady ujawnione na ciele Dawida Kosteckiego mogły powstać podczas walki, a zatem wskazują na udział w zdarzeniu osób trzecich” – napisali w piątek mecenasi Dubois i Giertych.
Kolejne badania zwłok wykazały też obecność innych podejrzanych śladów. Chodzi o obrażenia na tylnej powierzchni lewego ramienia o średnicy kilku centymetrów, uszkodzenia naskórka i podbiegnięcia krwawe ręki prawej, otarcie powierzchni przedramienia, prawej ręki, obrażenia na grzbiecie oraz podbiegnięcia krwawe o wymiarach kilku centymetrów, ranę na nodze lewej o szerokości ok. 0,5 cm oraz dwa zdarcia naskórka po lewej stronie szyi pod uchem o średnicy ok. 3 mm.
Prowadząca sekcję zwłok dr Agnieszka Dąbkowska nie zawarła w protokole informacji o pochodzeniu tych śladów.
„Analiza śladów dowodzi, że musiały powstać w wyniku urazu bezpośredniego, najprawdopodobniej z udziałem osób trzecich” – czytamy w oświadczeniu adwokatów rodziny. „Usytuowanie tych obrażeń może wskazywać na to, że Dawid Kostecki był przytrzymywany i unieruchomiony w pozycji leżącej przez osobę trzecią (osoby trzecie) w ten sposób, że napastnik, siedząc na nim obiema rękoma, przytrzymywał go za ręce (przedramię i ramię). Równolegle druga osoba mogła dusić Dawida Kosteckiego, zaciskając zwinięte prześcieradło wokół jego szyi, co doprowadziło do utraty przez niego przytomności, a następnie do śmierci. Następnie ciało mogło zostać usytuowane w pozycji półsiedzącej, a prześcieradło przywiązane do kraty w celem upozorowania samobójstwa. Być może przed użyciem przemocy zmarłego ogłuszono chemicznie lub za pomocą urządzenia paraliżującego” – napisali Dubois i Giertych.
Co dalej? Prawnicy wnieśli o „dopuszczenie dowodu z opinii zespołu biegłych lekarzy i specjalistów z zakresu kryminalistyki”, co pozwoli stwierdzić, czy wersja o samobójstwie, forsowana przez prokuraturę jest prawdziwa.

Milczenie w sprawie

To rzecz niewyobrażalna, że ginie trzecia osoba w tak ważnej aferze i prokurator generalny w ogóle się w tej sprawie nie odzywa, nikt nie bierze za to odpowiedzialności – tak Robert Kropiwnicki z PO komentuje sprawę śmierci w więzieniu byłego boksera Dawida Kosteckiego. Rodzina i pełnomocnicy domagają się ponownej sekcji zwłok. Prokuratura na razie odmawia, mimo że jeden z prokuratorów w notatce służbowej po oględzinach zwłok pisał o dwóch wkłuciach na szyi zmarłego.

Prokuratura: Dwa wkucia bez znaczenia
O wątpliwościach dotyczących śmierci boksera Dawida Kosteckiego napisała w poniedziałek „Wyborcza”. Gazeta dotarła do notatki prokuratora prowadzącego sprawę, który odkrył na ciele Kosteckiego ślady przypominające ukłucia po igle.
W protokole z sekcji zwłok nie ma jednak informacji na temat ukłuć i ewentualnej przyczyny ich powstania.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformował dziś, że biegli wykluczyli, jakoby ślady na szyi powstały na skutek ukłucia.
Rodzina domaga się ponownej sekcji zwłok, prokuratura na razie odmawia.
Kim był Kostecki
Dawid Kostecki był jednym z kluczowych świadków ws. tzw. afery podkarpackiej. Ciało boksera znaleziono w zeszłym tygodniu w areszcie śledczym na warszawskiej Białołęce. Kostecki miał się powiesić na prześcieradle. Służby więzienne miały znaleźć ciało na podłodze i przenieść na łóżko.
Jak pisze „Wyborcza”, Kostecki odbywał pięcioletni wyrok w Rzeszowie, do końca kary zostały mu dwa lata. 18 czerwca został przewieziony do aresztu śledczego Warszawa-Białołęka, miał być świadkiem prokuratury w procesie o rozbój. Rodzina Kosteckiego twierdzi, że obawiał się on o swoje życie i dlatego nie chciał być przeniesiony do stolicy. Proponował, by przesłuchano go z Rzeszowa, w trybie wideokonferencji. Śledczy się nie zgodzili.
W 2012 roku były bokser ujawnił proceder współpracy policjantów CBŚ z Rzeszowa z braćmi R. – pochodzącymi z Ukrainy właścicielami lokalnych agencji towarzyskich. Klientami mieli być politycy z kręgów PiS.
Kolejna śmierć w więzieniu
– Wydawałoby się, że osoba, która jest w więzieniu, jest bezpieczna, tymczasem okazuje się, że polskie więzienia stają się bardzo niebezpieczne, szczególnie dla świadków, którzy maja do powiedzenia coś w sprawach, w których uczestniczą politycy PiS – komentuje Robert Kropiwnicki, poseł PO.
Połowie opozycji domagają się wyjaśnień od prokuratora generalnego i prokuratorów bezpośrednio prowadzących sprawę Dawida Kosteckiego, a pytań jest wiele.
Prok. Wojciech Kapuściński, który był w celi, w swojej notatce napisał, że możliwy jest „zbrodniczy charakter śmierci”. – Dlaczego ten prokurator nie uczestniczył w sekcji zwłok? Kiedy będą wyniki badań toksykologicznych, czy były pobrane próbki i czy dają one gwarancję, jaki był skład chemiczny krwi i innych płynów na dzień śmierci Dawida Kosteckiego? Dlaczego osoby prowadzące sekcję nie zbadały istotnych śladów? – dopytywał Kropiwnicki.
Poseł opozycji domaga się też informacji, czy przeszukano i zabezpieczono odzież, również należą do współosadzonych, czy monitoring z korytarza i obiektów obok został zabezpieczony.
– To rzecz niewyobrażalna, że ginie trzecia osoba w tak ważnej aferze i prokurator generalny w ogóle się w tej sprawie nie odzywa, nikt nie bierze za to odpowiedzialności – komentował Kropiwnicki.
Przypomnijmy, że w 2009 roku, po samobójstwie Roberta Pazika skazanego na dożywocie za zabójstwo Krzysztofa Olewnika, ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji. Odwołania ministra domagał się wówczas Zbigniew Ziobro, który twierdził, że minister osobiście odpowiada za śmierć osadzonego.

Samobójstwo boksera

W piątek 2 sierpnia w Areszcie Śledczym w Warszawie-Białołęce w wieku 38 lat popełnił samobójstwo Dawid Kostecki, jeden z najbardziej utalentowanych polskich bokserów pierwszej dekady XXI wieku. Na profesjonalnych ringach stoczył 41 walk, z których 39 wygrał, a 25 z nich przez KO.

Jego obiecującą karierę złamały konflikty z prawem. Nie był wzorowym sportowcem i grzecznym chłopcem. Ostatni wyrok odbywał za kierowanie grupą przestępczą. Ale właśnie dlatego jego rodzina nie chce uwierzyć w jego samobójczą śmierć i kwestionuje oficjalną wersję podaną przez prokuraturę i służbę więzienną. Kostecki, znany też pod ringowym pseudonimem „Cygan”, wedle oficjalnych informacji popełnił samobójstwo nad ranem. „Powiesił się na pętli z prześcieradła, leżąc w łóżku pod kocem. Uniemożliwiło to natychmiastową reakcję współosadzonych. Zaalarmowani funkcjonariusze Służby Więziennej reanimowali go do czasu przyjazdu pogotowia ratunkowego. Niestety, ekipie pogotowia nie udało się uratować skazanego” – podano w oficjalnych przekazach. Ponadto przedstawiciele Służby Więziennej wyjawili, że Kostecki „nie był objęty specjalnym dozorem i nie zdradzał symptomów mogących świadczyć o tym, że spróbuje popełnić samobójstwo. Nie stwarzał też problemów wychowawczych”. Dyrektor Generalny Służby Więziennej w Warszawie powołał specjalny zespół, którego zadaniem jest wyjaśnienie wszelkie okoliczności tej zagadkowej śmierci. Osobne dochodzenie wszczęła też prokuratura.

Gangster i bokser

Słynny bokser nie był nowicjuszem w więziennym świecie. Tym razem odbywał karę pięciu lat i stu dni pozbawienia wolności. Skazano go w 2016 roku za kierowanie grupą przestępczą, która miała zajmować się m.in. legalizacją i obrotem samochodami pochodzącymi z kradzieży w krajach Unii Europejskiej, wyłudzaniem podatku VAT oraz praniem brudnych pieniędzy. Skarb państwa miał stracić na procederze blisko 10 milionów złotych. Kostecki przyznał się do winy. Miał wyjść na wolność w 2021 roku. Wcześniej trafiał do więzienia m.in. za handel narkotykami, kradzieże samochodów, czerpanie korzyści z nierządu oraz oszustwa podatkowe.

Urodził się 21 sierpnia 1981 roku w Rzeszowie. Przez całe życie związany był z tym miastem. Wiele zawodowych walk stoczył właśnie tutaj, choćby z Isamiłem Abdoulem w maju 2005. Pokonując go zdobył tytuł mistrza świata federacji WBF w wadze półciężkiej. Zaczynał jednak w kategorii ciężkiej, a jego pierwszym rywalem na zawodowym ringu był obecny bokserski celebryta Marcin Najman. „Cygan” powalił go w czwartej rundzie przez techniczny nokaut.

Kostecki szybko stał się barwną i powszechnie rozpoznawalną postacią. Na początku XXI wieku, gdy boks zawodowy w Polsce dopiero zaczął się rozwijać, „Cygan” robił za największą gwiazdę. Zainteresowanie budził nie tylko jego pięściarski kunszt, lecz także, co jest przywarą naszych czasów, bandycki życiorys, charyzma, swoboda wypowiadania się. Ludzie chętnie przychodzili na jego walki, promotorzy zarabiali, więc wszyscy byli zadowoleni.

Pierwsze sukcesy na zawodowym ringu „Cygan” osiągnął w 2004 roku. Zdobył wtedy młodzieżowe mistrzostwo świata WBC, zwyciężając Dhafira Smitha jednogłośnie na punkty, a w 2005 mistrzostwo federacji WBF. Sześć lat później dołożył do tych trofeów pas interkontynentalnego mistrza federacji WBA. Były to jego największe sukcesy, jednak nie brakowało głosów, że stać go było na znacznie więcej. W pewnym momencie „Cygan” plasował się w czołówce rankingów kategorii półciężkiej i całkiem realnie szacowano jego mistrzowskie aspiracje.

Areszt przed walką życia

W 2012 roku miał stoczyć wyjątkową walkę jak na ówczesne realia polskiego boksu. Jego promotorzy zorganizowali mu pojedynek z legendarnym Amerykaninem Royem Jonesem jr, który co prawda najlepsze lata kariery miał już dawno za sobą, lecz jego nazwisko, chociaż miał już na karku 43 lata, wciąż miało wielką moc. Faworytem w tym starciu był jednak Kostecki, ale nigdy nie było mu dane sprawdzić tego w praktyce. Tuż przed walką „Cygan” wylądował bowiem za kratkami i chociaż organizatorzy walki poruszyli niebo i ziemię, sąd nie udzielił przepustki na walkę.

Zmarnowana okazja na zdobycie światowego rozgłosu złamała bokserską karierę Kosteckiego. Po wyjściu na wolność 13 sierpnia 2014 roku stoczył w listopadzie tego roku ostatni jak się potem okazało zawodowy pojedynek. Przegrał z przeciętnym pięściarzem Andrzejem Sołdrą niejednogłośnie na punkty. Ale miał dopiero 33 lata, a to nie jest jeszcze w zawodowym boksie wiek emerytalny. Jego kariera rozsypała się jednak dokumentnie. Jeszcze próbował ją ratować w MMA, jednak do jego debiutu w mieszanych sztukach walki nie doszło.

Zagadkowe pobicie

Rok później o Kosteckim znów zrobiło się głośno, ale w nieciekawym dla niego kontekście. W stanie krytycznym trafił do szpitala, a w świat poszła wieść, że próbował popełnić samobójstwo. Kilka lat wcześniej, w 2012 roku, także wylądował w szpitalu po ciężkim pobiciu przez nieznanych sprawców. Ktoś jednak już wtedy rozpuszczał plotki, że pięściarz ma problemy z psychiką i napad zmyślił żeby ukryć próbę samobójczą.

Najbliżsi Dawida „Cygana” Kosteckiego nie wierzą jednak, że w piątkowy poranek targnął się na życie, ale śledczy wykluczają wersję, że ktoś byłego boksera udusił. Sekcja zwłok nie wykazała, by do jego śmierci ktokolwiek się przyczynił. Krążą jednak plotki, że „Cygan” podpadł wpływowym ludziom, orbitującym na styku świata przestępczego i tajnych służb. Jak dowiedział się dziennik „Rzeczpospolita”, w sierpniu miał zeznawać przed warszawskim sądem jako świadek w sprawie o rozbój, a w areszcie na Białołęce znalazł się tylko na chwilę.

Wątpliwości w tej sprawie trudno będzie rozwiać, bo jakoś trudno sobie wyobrazić, że silny, zdrowy i wysportowany ponad przeciętnie 38-letni mężczyzna chowa się na łóżku pod kocem i pod tą osłoną dusi się kawałkiem prześcieradła, panując przy tym do ostatniego tchnienia nad swoim ciałem, żeby żadnymi spazmatycznymi i rozpaczliwymi ruchami nie zdradziło śpiącym w celi innym aresztantom, że jest pozbawiane życia.