Loew utrzymał posadę

Po porażce reprezentacji Niemiec 0:6 w Lidze Narodów z Hiszpanią pozycja selekcjonera kadry Joachima Loewa zrobiła się niepewna. Wątpliwości w tej kwestii rozwiała jednak federacja piłkarska tego kraju (DFB).

W miniony poniedziałek władze DFB oficjalnie poinformowały, że Joachim Loew pozostanie selekcjonerem na czas nieokreślony i ma przygotowywać zespół do przyszłorocznych mistrzostw Europy. „Prezydium DFB uzgodniło w poniedziałek, że droga do odnowienia kadry będzie kontynuowana z Joachimem Loewem. Trener przedstawił aktualną sytuację w kadrze i swoje plany na przyszłość, wytłumaczył się też z wysokiej porażki z Hiszpanią. Prezydium uznało, że reprezentacja osiągnęła wytyczone cele – wywalczyła awans do Euro 2020 i utrzymała się w Dywizji A Ligi Narodów. W związku z tym trener Loew nadal cieszy się naszym zaufaniem” – przekazano w komunikacie DFB.
Przed Loewem postawiono jednak trzy główne cele – ma odnieść sukces w Euro 2021, wywalczyć awans do mistrzostw świata w Katarze oraz przygotować silną drużynę na Euro 2024, którego Niemcy będą gospodarzami.

Niemcy chyba coś kręcą

Bundesliga szykuje się ponoć do wznowienia rozgrywek już od 9 maja, tymczasem federacja tego kraju (DFB) odwołała zaplanowany na 23 maja finał Pucharu Niemiec, który miał się odbyć w Berlinie.

Co dziwne, nie podano przy tym nowego terminu, poza ogólnym zapewnieniem, iż DFB będzie dążyła do zorganizowania finałowego meczu do końca czerwca i nie przewiduje udziału publiczności. To zaskakująca decyzja w kontekście wieści, że Bundesliga szykuje się do wznowienia rozgrywek od 9 maja. Nie ustalono jeszcze kiedy odbędą się półfinały Pucharu Niemiec, pierwotnie planowane w pierwszym tygodniu maja, w których Bayern Monachium ma zagrać z Eintrachtem Frankfurt, a czwartoligowy FC Saarbruecken z Bayerem Leverkusen.
Prezes niemieckiej federacji Fritz Keller wyraził tylko nadzieję, że półfinały i finał uda się rozegrać na zasadach ustalonych już dla rozgrywek Bundesligi. Niemiecka Liga Piłkarska (DFL) zapewnia, że jest gotowa wznowić rywalizację bez kibiców na trybunach, z zachowaniem ścisłych zasad sanitarnych. Ostateczna decyzja należy jednak do rządu Angeli Merkel oraz prezydentów poszczególnych landów.

Brzęczek to nie Loew

Wybuch pandemii koronawirusa wywołał mnóstwo perturbacji w toczącym się w rytmie wielkich imprez sportowym światku. U nas pojawił się na przykład problem, jak potraktować kontrakt selekcjonera kadry piłkarzy nożnych Jerzego Brzęczka, którego kontrakt wygasa z końcem lipca tego roku. Przełożenie przez UEFA piłkarskich mistrzostw Europy na przyszły rok w jego przypadku nie zostało uznane za automatyczne przedłużenie umowy, a w każdym razie potraktował tego w ten sposób prezes PZPN Zbigniew Boniek. I to starczyło, aby w mediach wybuchła na ten temat jałowa dyskusja.

Dyskusja wokół kontraktu i przyszłości Jerzego Brzęczka została wywołana przez Bońka, który w marcu, zaraz po ogłoszeniu decyzji UEFA o przełożeniu Euro 2020 na przyszły rok, publicznie stwierdził, że kontrakt selekcjonera wygasa z końcem lipca tego roku, a nie ma w nim punktu, który nakazywałby piłkarskiej federacji jego automatyczne przedłużenie o rok. Potem jeszcze pojawiły się medialne przecieki, że ponoć władze PZPN oferują Brzęczkowi umowę do końca tego roku, a jej ewentualne wydłużenie do mistrzostw Europy warunkują wynikami osiągniętymi w zaplanowanych na jesień meczach Ligi Narodów i spotkaniach towarzyskich.
Gdyby to była prawda, Bońka i wszystkich członków zarządu PZPN należałoby postawić przed Piłkarskim Trybunałem Stanu, gdyby takowy istniał, bo taka decyzja byłaby jawnym działaniem na korzyść futbolowej konkurencji. Nie ma jednak co odwoływać się aż do takich nadętych argumentów, bo coś takiego byłoby po prostu dowodem rażącej głupoty i niekompetencji, czego wcześniej w działaniach podejmowanych przez obecną ekipę rządzącą naszą piłkarską federacją nie dało się zauważyć. Bońkowi i jego ludziom można zarzucić wiele rzeczy, ale na pewno nie to. Wygląda raczej na to, że pan prezes chciał sobie i mediom tym tematem trochę urozmaicić nudny czas kwarantanny koronawirusowej, albowiem obiektywnie rzecz ujmując – w tej chwili nie ma żadnych przesłanek, żeby Brzęczkowi kontraktu nie przedłużyć co najmniej o rok, czyli do zakończenia Euro 2020/2021.
Z drugiej jednak strony trudno nie przyznać racji nielicznym krytykom obecnego selekcjonera biało-czerwonych. Najbardziej konsekwentny w kwestionowaniu trenerskich kompetencji Brzęczka jest nasz legendarny bramkarz Jan Tomaszewski. Jego zdaniem pod wodzą Brzęczka reprezentacja Polski nie tylko że przestała się rozwijać, ale wręcz pod względem jakości gry nawet cofać do poziomu sprzed ery Adama Nawałki. „Uważam, że Brzęczka nie powinien dalej prowadzić kadry. Nie panuje nad nią, nie wypracował jej jakiegoś wyróżniającego ją stylu gry, nie potrafił dopasować nawet ustawienia taktycznego pasującego do umiejętności wystawianych przez niego zawodników” – grzmiał w wypowiedzi udzielonej portalowi SportoweFakty.pl Tomaszewski.
W Polsce chcą zmieniać selekcjonera
W innych swoich medialnych wypowiedziach szedł jeszcze dalej w formułowaniu zarzutów. „Całe szczęście, że przez pandemię Euro 2020 zostało przełożone, bo zyskaliśmy czas na dokonanie zmiany selekcjonera. Brzęczkowi w lipcu kończy się kontrakt, co ułatwia sprawę. A szczerze wątpię by Zbigniew Boniek uważał, że wywalczenie awansu to wielka zasługa Brzęczka i należy mu się za to nagroda. Bez przesady, nasza drużyna okazała się najlepsza w słabej grupie, a nie zapominajmy, że do finałów mistrzostw Europy awansowały 24 reprezentacje, czyli prawie połowa z naszego kontynentu. Ale na turnieju tak lekko już nie będzie, bo chociaż mamy teraz znakomitą grupę piłkarzy, grających na co dzień w markowych klubach, to nikt naszej drużyny jakoś przesadnie się nie obawia. Adam Nawałka kapitalnie prowadził zespół w Euro 2016 i do końca eliminacji mistrzostw świata, ale na mundialu w Rosji zaczął kombinować i wszystko zepsuł. A Brzęczek zamiast jego błędy naprawić, dalej te błędy pogłębia, dlatego domagam się jego odejścia, bo moim zdaniem po jego wodzą przyszłoroczny występ biało-czerwonych zakończy się blamażem” – przekonuje Tomaszewski.
Wypowiedzi legendarnego bramkarza nie podgrzewają jednak atmosfery sporu, bo ludzie mają teraz na głowie poważniejsze sprawy, a chyba nie tylko dlatego dalsze losy Brzęczka są nam wszystkim raczej obojętne. I to zapewne jest wielkim zaskoczeniem dla prezesa Bońka, który przecież na własnej skórze przeżył medialną jazdę podczas swojej krótkiej kadencjo selekcjonera reprezentacji, a był też we władzach PZPN przy zamianie Janusza Wójcika na Jerzego Engela, widział też z bliska co działo się wokół Pawła Janas, Leo Beenhakkera, Franciszka Smudy i Waldemara Fornalika.
Jako prezes PZPN Boniek dotąd ma „na sumieniu” dwóch trenerów kadry – Adama Nawałkę i właśnie Brzęczka. Żaden z nich nie ma za sobą takiej wielkiej kariery piłkarskiej jaką może pochwalić się prezes PZPN, co pewnie nie ułatwiało pracy ani Nawałce i zapewne nie ułatwia teraz Brzęczkowi. Nie jest to jednak warunek niezbędny, żeby mieć posłuch w szatni reprezentacji Polski, także u graczy pokroju Roberta Lewandowskiego, Wojciecha Szczęsnego, Grzegorza Krychowiaka, Kamila Glika czy Piotra Zielińskiego.
W Niemczech trener kadry ma spokój
O tym, że jest to możliwe, widzimy po drugiej stronie Odry, bo Joachim Loew jest selekcjonerem reprezentacji Niemiec od lipca 2006 roku, a wcześniej przez dwa lata był asystentem Juergena Klinsmanna. Dzisiaj Loew zaliczany jest do gigantów futbolu, bo z niemieckim zespołem zdobył mistrzostwo świata w 2014 roku, wicemistrzostwo Europy w 2008 roku oraz brązowy medal mistrzostw świata w 2010 roku. Jego aktualny kontrakt wygasa w lipcu 2022 roku, zatem dopiero po mundialu w Katarze, więc nawet jeśli reprezentacja Niemiec dozna klęski na Euro 2021, Loew nie straci posady. Tak jak jej nie stracił po fatalnym występie niemieckiej drużyny na mundialu w Rosji, gdzie nie tylko nie obroniła mistrzowskiego tytułu wywalczonego w Brazylii, lecz nawet nie zdołała wyjść z grupy. Adam Nawałka za to samo został wywalony na bruk.
Niemcy dali trenerowi swojej kadry szansę na naprawienie błędów, z której Loew zresztą skorzystał i po nieudanym mundialu w Rosji gruntownie odmłodził i przebudował zespół. Nawałka też mógł to zrobić i całkiem niewykluczone, że gdyby Boniek dał mu ku temu sposobność, dzisiaj reprezentacja Polski grałaby znacznie lepiej niż robi to pod wodzą Brzęczka. Z drugiej jednak strony nie można też wykluczyć i takiej opcji, że za rok zacznie grać swój najlepszy futbol i w Euro 2021 dojdzie aż do finału. Wspomniany Loew piłkarzem był znacznie gorszym od Nawałki i Brzęczka, wielkiej kariery nie zrobił, a kończył już w szwajcarskiej drugiej lidze. Zanim Klinsmann zaproponował mu posadę swojego asystenta, Loew jako szkoleniowiec prowadził drugoligowe zespoły w Niemczech (VfB Stuttgart i Karlsruher) oraz pracował w Turcji (Fenerbahce i Adanaspor) i Austrii (Wacker Insbruck i Admira Wiedeń). Jak na standardy reprezentacji Niemiec nie była to z pewnością kariera uzasadniająca nominację na trenera kadry. Widocznie jednak Loew musiał mieć zalety, które skłoniły szefów federacji do powierzenia mu tej posady. Jakie zalety w Brzęczku zobaczył Boniek, których nie dostrzegają inni i dlaczego teraz zaczął się wahać? I to być może jest ten właściwy temat do rozważań w czasie wolnym od futbolu.

Niemieccy działacze też biorą w łapę

Kolejny skandal korupcyjny w niemieckim futbolu. Reinhard Grindel zrezygnował z posady prezydenta Niemieckiej Federacji Piłkarskiej (DFB) po tym, jak wyszło na jaw, że przyjął w prezencie od ukraińskiego milionera Hryhorija Surkisa bardzo drogi zegarek.

Niemiecki działacz zapewniał, że luksusowy zegarek otrzymany od ukraińskiego biznesmena jest wart około sześciu tysięcy euro, ale w mediach podawane są kwoty znacznie wyższe. Nie w wartości zegarka jednak rzecz, tylko w tym, że Grindel nie zgłosił go w oświadczeniu majątkowym, do czego był zobowiązany jako szef DFB. Co ciekawe, nawet nie próbował się z tego tłumaczyć. Stwierdził tylko krótko, że popełnił błąd i podał się do dymisji.

Grindel stał na czele niemieckiej federacji piłkarskiej od 2016 roku. Zastąpił na fotelu prezydenta DFB Wolfganga Niersbacha, który także zrezygnował ze stanowiska w atmosferze skandalu związanego z korupcją przy wyborze organizatora mundialu w 2006 roku. Warto wspomnieć, że UEFA przyznała Niemcom organizację Euro 2024.

Zdumiewa natomiast fakt, że żadnych konsekwencji nie poniósł Hrihorij Surkis, były prezydent ukraińskiej federacji, dzięki któremu Euro 2012 roku zostały zorganizowane w Polsce i na Ukrainie. Pewnie dlatego, że wciąż ma bardzo mocną pozycję w UEFA, a może zapas drogich zegarków.