Cyrk z dzikimi kartami w Speedway Grand Prix 2022

Organizatorzy Speedway Grand Prix ogłosili listę zawodników, którym przyznano tzw. dzikie karty na sezon 2022. W tym gronie znaleźli się: Duńczycy Leon Madsen i Anders Thomsen, Australijczyk Jason Doyle, Brytyjczyk Robert Lambert i Słowak Martin Vaculik. Cała piątka to zawodnicy, którzy zajęli miejsca poza czołową szóstką tegorocznego sezonu SGP, tak więc ostatecznie skład stałych uczestników cyklu w dwóch trzecich pozostanie bez zmian.

Zgodnie z regulaminem Grand Prix, automatycznie awans do kolejnego cyklu GP otrzymuje sześciu najlepszych zawodników klasyfikacji generalnej. Pozostali mogą liczyć na otrzymanie jednej z pięciu, stałych dzikich kart. Dodatkowo pewny awans do mistrzostw świata ma trzech najlepszych zawodników Grand Prix Challenge oraz mistrz Europy. Na każdy turniej wybierana jest także pojedyncza dzika karta. Prawo do jej wyboru mają organizatorzy każdego z turniejów. W 2022 roku już po raz siódmy z rzędu pierwsza dziesiątka jeźdźców z poprzedniego sezonu niemal automatycznie zostanie zakwalifikowana do kolejnych rozgrywek. W przyszłorocznym cyklu ścigać się będzie aż 12 czołowych żużlowców tego sezonu. Pierwsza szóstka zakwalifikowała automatycznie, a z drugiej szóstki aż pięciu dostało dzikie karty. Największym przegranym tylu „dzikich kart” jest Dominik Kubera, który w lidze co prawda aż takiej furory nie zrobił, ale za to w tym roku wystąpił w trzech turniejach GP jako rezerwowy cyklu i aż dwukrotnie stawał na podium, a w klasyfikacji generalnej wyprzedził dwóch stałych uczestników GP. Kubera nie miał jednak szans na wyróżnienie, bo… jest Polakiem. A że naszych żużlowców w gronie stałych uczestników cyklu będzie czterech, więc trudno było nawet oczekiwać, by promotorzy dopuścili do regularnych startów kolejnego. Dodatkowo w przyszłym roku aż cztery z 12 rund odbędzie się w Polsce, a to oznacza, że przynajmniej w co trzecim przyszłorocznym turnieju ma szansę wystartować pięciu naszych rodaków (czterech stałych uczestników plus jeden z jednorazową dziką kartą).
Kubera musi więc liczyć na przychylność organizatorów kolejnych polskich rund i liczyć, że w ten sposób będzie przypominał o sobie promotorom SGP.
Zakwalifikowani do SGP 2022:
Artiom Łaguta (Rosja), Bartosz Zmarzlik (Polska), Emil Sajfutdinow (Rosja), Fredrik Lindgren (Szwecja), Maciej Janowski (Polska), Tai Woffinden (W. Brytania), Mikkel Michelsen (Dania), Patryk Dudek (Polska), Max Fricke (Australia), Paweł Przedpełski (Polska), Jason Doyle (Australia), Leon Madsen (Dania), Robert Lambert (Wielka Brytania), Anders Thomsen (Dania), Martin Vaculik (Słowacja).

Kalendarz turniejów SPG 2022:
Grand Prix Chorwacji w Gorican (30.04.22); Grand Prix Polski w Warszawie (14.05); Grand Prix Czech w Pradze (28.05); Grand Prix Niemiec w Teterow (4.06); Grand Prix Polski w Gorzowie (25.06); Grand Prix Rosji w Togliatti (9.07); Grand Prix Wielkiej Brytanii w Cardiff (13.08); Grand Prix Polski we Wrocławiu (27.08); Grand Prix Danii w Vojens (10.09); Grand Prix Szwecji w Malilli (17.09); Grand Prix Polski w Toruniu (1.10); Grand Prix Australii 5.11).

Polacy w finale Speedway of Nations

Reprezentacja Polski w jeździe na żużlu pewnie awansowała do finału Speedway of Nations w Manchesterze (16-17 października). Biało-czerwoni jeżdżący w składzie: Bartosz Zamrzlik, Dominik Kubera i Jakub Miśkowiak okazali się najlepsi w półfinale rozegranym na torze w Daugavpils. Na drugim miejscu uplasowała się ekipa Szwecji, a na trzecim, ostatnim dającym awans do finału, drużyna Danii.

Polacy awans do finału przypieczętowali w 19 wyścigu, wygrywając 6:3 z Finlandią. O drugim miejscu, bezpośrednio premiowanym wejściem do finału decydował wyścig 21, w którym walkę stoczyli Szwedzi i Duńczycy. Skandynawowie rywalizowali między sobą, ale bardziej była to walka z torem w Daugavpils. Błąd gonił błąd, a ten decydujący popełnił Leon Madsen, który dał się wyprzedzić Pontusowi Aspgrenowi. W wyścigu barażowym Duńczyzy zmierzyli się z Amerykanami i bez problemów wygrali 7:2, czym zapewnili sobie start w październikowym finale Speedway of Nations w Manchesterze.
W bezpośrednim starciu Polacy pokonali Duńczyków 5:4, ale to Mikkel Michelsen pierwszy minął linię mety, chociaż aktualny indywidualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik wręcz dwoił się i troił, żeby wyprzedzić duńskiego żużlowca po nieudanym starcie. Nie dał jednak rady.
Najlepszym zawodnikiem pierwszego półfinału Speedway of Nations w Daugavpils był Fredrik Lindgren. Szwed jeździł wybornie i bez trudu pokonał również polskich zawodników. Biało-czerwoni pokonali zespół „Trzech Koron” tylko dzięki koszmarnym błędom drugiego ze szwedzkich żużlowców Pontusa Aspgrena. Ale nasza żużlowa drużyna na Łotwie zrobiła swoje i awansowała do finału w składzie, który wzbudził sporo dyskusji. Decyzje kadrowe trenera Rafała Dobruckiego się jednak obroniły. Dominik Kubera zdobył 13 punktów i 2 bonusy. Swoje w obowiązkowym wyścigu zrobił również Jakub Miśkowiak. Bartosz Zmarzlik co prawda kompletu punktów nie zdobył, ale na mokrym i źle przygotowanym torze w Daugavpils walka na torze był praktycznie niemożliwa. W drugim półfinale, rozegranym w sobotni wieczór także w Daugavpils, zgodnie z oczekiwaniami wygrała reprezentacja Australii, która wyprzedziła ekipy Łotwy i Francji. Awans francuskiej drużyny do finałowych zmagań w Manchesterze jest bez wątpienia największa sensacją weekendu w speedway’u.

Zmarzlik w Lublinie wyszedł na czoło

Broniący mistrzowskiego tytułu Bartosz Zmarzlik wygrał rozegrane w miniony piątek w Lublinie zawody Grand Prix Polski na żużlu, a w sobotnim turnieju zajął drugą lokatę, dzięki czemu w klasyfikacji generalnej wyprzedził dotychczasowego lidera Macieja Janowskiego. Drugi w piątek i trzeci w sobotę był jadący z dziką kartą żużlowiec Motoru Lublin Dominik Kubera.

Piątkowy turniej był zagrożony z powodu intensywnych opadów deszczu, ale organizatorzy zdołali na czas zakryć tor plandekami i przez to nie nasiąkł zbyt mocno wodą. Mimo to tor był trudny, ale Zmarzlik od pierwszego wyścigu czuł się na nim wybornie i wygrywał bieg po biegu. Znakomicie jeździł też Kubera, znający przecież lubelski tor jak własną kieszeń. Fatalnie natomiast spisywał się obchodzący tego dnia 30. urodziny lider klasyfikacji generalnej Maciej Janowski. Wrocławianin był cieniem samego siebie z poprzednich turniejów. Kiepsko startował, co zdarzało mu się także w poprzednich rundach Speedway Grand Prix na torach w Pradze i Wrocławiu, lecz potem bez problemu odrabiał straty na kolejnych okrążeniach. Na torze Motoru Lublin zostawał na starcie kilka metrów i potem już najczęściej aż do mety oglądał plecy rywali. Ostatecznie w piątkowym turnieju z dorobkiem ledwie pięciu punktów zajął dopiero 13. lokatę. Słaby występ kosztował asa Sparty Wrocław utratę prowadzenia w klasyfikacji generalnej cyklu na rzecz Zmarzlika, który w piątek przegrał tylko dwa biegi – w jednym lepszy od niego był Kubera, a w drugim Australijczyk Jason Doyle i Brytyjczyk Robert Lambert.
Ale pierwszy półfinał był tak naprawdę walką o drugie miejsce. Zmarzlik popisał się kapitalnym wyjściem spod taśmy i już na prostej przeciwległej miał z 15 metrów przewagi nad resztą stawki. Za jego plecami walkę o awans do finału z drugiego miejsca toczyli Szwed Fredrig Lindgren i Brytyjczyk Tai Woffinden. Ostatecznie wygrał ten pierwszy. W drugim półfinale nie gorzej od Zmarzlika wystartował Kubera, ale lublinianin został szybko wyprzedzony przez znakomicie usposobionego tego dnia Rosjanina Artema Łagutę, a na ostatniej prostej przed metą popełnił błąd i o mały włos straciłby drugą lokatę na rzecz Jasona Doyle’a. Kuber obronił jednak pozycję i wszedł do finału ku uciesze lubelskich kibiców. Decydujący wyścig był rozgrywana na dwa razy. Za pierwszym razem upadek zaliczył Łaguta i sędzia zarządził powtórkę w pełnym składzie. W obu przypadkach najlepiej startował Zmarzlik i niezagrożony m,knął do mety, a tuż za nim jechał Kubera, zaś za dwójką Polaków o trzecie miejsce bili się Lindgren z Łagutą.
Po piątkowych zawodach po raz pierwszy w tym sezonie doszło do zmiany lidera w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix. Bartosz Zmarzlik na fotelu lidera zajął miejsce Macieja Janowskiego (prowadził od pierwszych zawodów w Pradze), a trzecią lokatę obsadził Artiom Łaguta. Dla Zmarzlika był to trzeci wygrany turniej z rzędu w tegorocznej edycji SGP. Po znakomitym debiucie w GP aż 18 punktów dopisał sobie Dominik Kubera. Startujący z „dziką kartą” zawodnik Motoru Lublin wskoczył od razu na miejsce 14., wyprzedzając dwóch stałych uczestników tegorocznego cyklu – Krzysztofa Kasprzaka i Olivera Berntzona.
Drugi turniej w Lublinie odbył się w sobotę. Zmarzlik utrzymał znakomitą dyspozycję i pewnie awansował do finału. Gdyby wygrał, powtórzyłby wyczyn (sześciokrotnego mistrza świata Tony’ego Rickardssona, który w 2005 roku wygrał, jako jedyny w historii SPG, cztery turnieje z rzędu. W pierwszych biegach Zmarzlik miał pewne problemy, ale wydawało się, że jest to tylko szukanie idealnego dopasowania motocykli. W inauguracyjnej serii mocno naciskał go Robert Lambert, w kolejnym wyścigu stoczył zwycięską walkę bark w bark na przeciwległej prostej z Leonem Madsenem, a w trzeciej serii o grubość opony przegrał nawet z Maxem Fricke. Gdy jednak w przedostatniej serii fazy zasadniczej z łatwością objechał niepokonanego do tej pory Artioma Łagutę i Emila Sajfutdinowa. Mistrz świata dzięki temu triumfowi wygrał fazę zasadniczą, w półfinale zdystansował Fredrika Lindgrena, a i finał ułożył się dla niego idealnie. Startując z drugiego toru mocno wypchnął na zewnętrzną Artioma Łagutę i łatwo minął Dominika Kuberę. Rosjanin zdawał się być na przegranej pozycji, a jednak nie odpuścił. Wyprzedził startującego z „dziką kartą” Kuberą i rzucił się w pogoń ze Zmarzlikiem. W końcu odważnie wjechał przed gorzowianina, a ten nie zdołał już skontrować. Tym występem Łaguta pokazał, że będzie głównym rywalem Zmarzlika w walce o mistrzostwo świata. Po sześciu turniejach w klasyfikacji generalnej prowadzi Polak, ale Rosjanin ma do niego ledwie punkt straty. Trzeci Fredrik Lindgren ma już 21 punktów straty do Zmarzlika, Sajfutdinow 22, a Janowski aż 29. Siódma runda Grand Prix odbędzie się 14 sierpnia w szwedzkiej Malilli.

Unia oddała dwóch wychowanków

Wychowankowie mistrza Polski Unii Leszno Dominik Kubera i Bartosz Smektała, uznawani za czołowych żużlowców młodego pokolenia, zmienili barwy klubowe. 21-letni Kubera podpisał kontrakt z Motorem Lublin, a 22-letni Smektała z Włókniarzem Częstochowa.

Kubera i Smektała mimo młodego wieku mogą pochwalić się pokaźną kolekcją trofeów. Obaj mają w dorobku po pięć mistrzowskich tytułów wywalczonych w PGE Ekstralidze z Unią Leszno, a Smektała jeszcze dodatkowo ma na koncie srebrny medal wywalczony z „Bykami” w 2014 roku w swoim debiutanckim sezonie w żużlowej ekstraklasie, w którym wystartował jako szesnastolatek. Kubera ma w dorobku dwa medale, srebrny i brązowy Indywidualnych Mistrzostwach Świata Juniorów, a Smektała w tej kategorii wiekowej wywalczył złoty i dwa srebrne krążki, a na krajowym podwórku wygrał wszystkie juniorskie turnieje i klasyfikacje. Miniony sezon PGE Ekstraligi dla Smektały był pierwszym w roli seniora, a dla Kubery ostatnim w roli młodzieżowca. Obaj swoimi zdobyczami punktowymi w lidze (średnia biegowa powyżej 1,8 pkt) mieścili się w czołowej dwudziestce zawodników.
Skoro byli tacy dobrzy, dlaczego Unia nie zatrzymała tak obiecujących zawodników w swoich szeregach? Powodem jest przepis o obowiązku posiadania w zespole zawodnika do lat 24 na pozycji seniorskiej, który spowodował, że wartość utalentowanych i skutecznie jeżdżących młodych polskich zawodników na rynku transferowym gwałtownie wzrosła. Klubu z Leszna po prostu nie było stać na utrzymanie w zespole Kubery i Smektały na warunkach finansowych, jakie oferowali im w nowym sezonie ligowi konkurenci. Prezes leszczyńskich „Byków” Piotr Rusiecki z ciężkim sercem musiał więc oddać dwóch wychowanków – Kuberę do Motoru, gdzie dołączy m.in. do Grigorija Łaguty, Mikkela Michelsena, Jarosława Hampela i Wiktora Lamparta, a prawdopodobnie także Mateusza Cierniaka i Krzysztofa Buczkowskiego, a Smektałę do zespołu Włókniarza Częstochowa, w którym będzie partnerem takich żużlowych tuzów, jak Szwed Fredrik Lindgren i Duńczyk Leon Madsen.

Polacy znów ze srebrem

W rozegranym w miniony weekend w Lublinie finale Speadway of Nation triumfowała po raz trzeci w historii żużlowa reprezentacja Rosji. Polski zespół wywalczył srebrny medal, a brązowy zdobyli Duńczycy.

Tegoroczny finał Speadway of Nations był w kilku powodów nietypowy. Przypomnijmy, że impreza jest nowym formatem dawnych drużynowych mistrzostw świata na żużlu. Jej formuła zakłada, że zespoły występują w trzyosobowych składach – dwóch seniorów i junior. W zawodach jadą pary seniorskie, a junior jest rezerwowym, który może zostać wprowadzony w dowolnym momencie turnieju. W dwóch ostatnich edycjach drużynowych mistrzostw świata triumfowała reprezentacja Rosji. Przed rokiem Polska drużyna zajęła drugą lokatę, a brązowe medale wywalczyli Australijczycy.
W tym roku finał tych kończących żużlowy sezon zawodów wyznaczono w Lublinie, ale niemal do ostatniego momentu nie było pewne, czy w ogóle się odbędą. I to nie przez pandemię koronawirusa, ale z powodu niesprzyjających warunków pogodowych. Ostatecznie organizatorzy skrócili rywalizację do jednego turnieju, który udało się tylko częściowo rozegrać w sobotę. Częściowo, bowiem po wypadku z udziałem Fredrika Lindgrena, Olivera Berntzona i Szymona Woźniaka w 18. wyścigu, organizatorzy podjęli decyzję o przerwaniu zawodów i za końcowe uznać wyniki uzyskane przez zespoły w 14 biegach. I tylko dlatego z trzeciego złotego medalu z rzędu mogli cieszyć się Rosjanie, a nasza reprezentacja znów musiała zadowolić się srebrem, chociaż obie ekipy zgromadziły po 23 punkty. Biało-czerwoni, których po raz ostatni w roli trenera kadry poprowadził Marek Cieślak, wystąpili w składzie: Bartosz Zmarzlik, Szymon Woźniak i junior Dominik Kubera.
A oto kolejność w finale SoN 2020: 1. Rosja (Emil Sajfutdinow, Artiom Łaguta, Ewgenij Sajdullin) – 23 pkt, 2. Polska – 23 pkt, 3. Dania (Leon Madsen, Anders Thomsen, Marcus Birkemose) – 19 pkt, 4. Sszwecja – 19 pkt, 5. Australia – 17 pkt, 6. Wielka Brytania – 12 pkt i 7. Czechy – 11 pkt.

Unia Leszno nadal na tronie

Żużlowcy Unii Leszno pokonali w rewanżowym meczu finału PGE Ekstraligi Spartę Wrocław 59:31 (pierwszy mecz, we Wrocławiu, wygrali 47:43) i po raz trzeci z rzędu zdobyli mistrzostwo Polski. Brązowe medale wywalczyła ekipa Włókniarza Częstochowa, pokonując w dwumeczu o 3. miejsce Falubaz Zielona Góra.

Zespół prowadzony przez Piotra Barona w obecnym sezonie przegrał tylko jeden mecz w rundzie zasadniczej, a w obu finałowych potyczka nawet przez moment nie musiał obawiać się o zwycięstwo. Wisienką na torcie była rozegrana w miniona niedziele rewanżowa potyczka ze Spartą. Stadion w 60-tysięcznym Lesznie wypełnił się do ostatniego miejsca. Zwycięstwo żużlowców Unii, którzy zdobyli trzeci z rzędu, a 17 w historii mistrzowski tytuł (Unia jest pierwszą drużyną od 24 lat, która po raz trzeci z rzędu została mistrzem Polski, co poprzednio udała się Sparcie Wrocław w latach 1993-1995) oglądało 16 760 widzów. Punkty dla ekipy „Byków” zdobywali: Piotr Pawlicki (12), Janusz Kołodziej (10+2), Bartosz Smektała (10+1), Rosjanin Emil Sajfutdinow (10), Australijczyk Brady Kurtz (8+2), Jarosław Hampel (5+1), Dominik Kubera (4).

Dla Hampela i Kołodzieja to już siódmy mistrzowski tytuł w karierze. W historii polskiego żużla więcej drużynowych trofeów na koncie ma tylko sześciu żużlowców. Najlepszy pod tym względem jest Stanisław Tkocz, który w barwach ROW Rybnik wywalczył 11 tytułów w latach 1956-70. A Unia Leszno jako klub nie ma sobie równych w polskim speedway’u w liczbie zdobytych mistrzostw Polski. Leszczynianie mają ich obecnie w dorobku już 17 i od kolejnego zespołu na liście wszech czasów, ROW Rybnik, mają o pięć złotych medali więcej. W drugiej dekadzie XXI wieku Unia Leszno mistrzowskie tytuły zdobywała w 2010, 2015, 2017, 2018 i 2019 roku.
Brązowy krążki tegorocznych mistrzostw wywalczył zespół Włókniarza Częstochowa, który w dwumeczu o trzecie miejsce okazał się lepszy od Falubazu Zielona Góra (57:33 i 44:45).

Tradycyjnie żużlowy sezon zakończy 7 października wielka gala w ATM Studio w Warszawie, podczas której rozdane zostaną nagrody w pięciu kategoriach. Wśród gości z pewnością brylował będzie świeżo upieczony indywidualny mistrz świata, bo dwa dni wcześniej na Motoarenie w Toruniu odbędą się ostatnie zawody cyklu Grand Prix. Największe szanse na zdobycie tytułu ma żużlowiec Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik, który prowadzi z przewagą 9 punktów nad Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem (Unia Leszno) i 11 pkt nad Duńczykiem Leonem Madsenem (Włókniarz Częstochowa). Cała trójka pewnie zjawi się na gali, bo wszyscy dostali nominacje do nagród za starty w PGE Ekstralidze.

Lista nominowanych:
Kategoria „Niespodzianka Sezonu”: Jakub Jamróg (Sparta Wrocław), Wiktor Lampart, Mikkel Michelsen, Paweł Miesiąc (wszyscy Motor Lublin), Anders Thomsen (Stal Gorzów);
Kategoria „Najlepszy Junior”: Maksym Drabik (Sparta Wrocław), Michał Gruchalski (Włókniarz Częstochowa), Dominik Kubera, Bartosz Smektała (obaj Unia Leszno), Wiktor Lampart (Motor Lublin);
Kategoria „Najlepszy Trener”: Piotr Baron (Unia Leszno), Marek Cieślak (Włókniarz Częstochowa), Adam Skórnicki (Falubaz Zielona Góra), Dariusz Śledź (Sparta Wrocław), Jacek Ziółkowski (Motor Lublin);
Kategoria „Najlepszy Zawodnik Zagraniczny”: Jason Doyle (Get Well Toruń), Leon Madsen (Włókniarz), Martin Vaculik (Falubaz Zielona Góra), Emil Sajfutdinov (Unia Leszno), Tai Woffinden (Sparta Wrocław);
Kategoria „Najlepszy Polski Zawodnik”: Maksym Drabik, Maciej Janowski (obaj Sparta Wrocław), Janusz Kołodziej, Piotr Pawlicki (obaj Unia Leszno), Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów).

 

Unia Leszno mistrzem Polski na żużlu

Żużlowcy Unii Leszno po raz 16. zdobyli drużynowe mistrzostwo Polski. W pierwszym meczu finałowym przegrali w Gorzowie ze Stala 44:46, ale w minioną niedzielę w rewanżu na własnym stadionie pokonali gorzowian 50:40. Ekipa Stal po raz trzynasty wywalczyła tytuł wicemistrzowski, ale o swój dziesiąty tytuł mistrz musi powalczyć w kolejnym sezonie.

 

W rewanżowym meczu finału PGE Ekstraligi Fogo Unia Leszno pokonała Cash Broker Stal Gorzów 50:40, w dwumeczu wygrała 94:86 i sięgnęła po drużynowe mistrzostwo Polski w sezonie 2018. Dla klubu z Wielkopolski to już tytuł numer 16, co oznacza, że umocnił się on na prowadzeniu w tabeli medalowej wszech czasów Druzynowcy Mistrzostw Polski. Zmagania ligowe zespół z Leszna wygrywał w sumie 17 razy, ale w 1984 roku tytuł został mu odebrany. Leszczynianie tegoroczny mistrzowski tytuł zapewnili sobie już po 14 wyścigach spotkania rewanżowego. Tym samym Unia jest pierwszym zespołem od 13 lat, któremu udało się obronić mistrzowski tytuł. Po raz ostatni tej sztuki dokonali żużlowcy Unii Tarnów w 2005 roku.

Rewanżowy mecz finału ekstraligi miał sie odbyć 23 września, ale organizatorzy zawodów uwierzyli niekorzystnym prognozom pogody i dzień wcześniej podjęli decyzję o przełożeniu meczu. Jak się okazało, podjęli słuszną decyzję, bo rzeczywiście w poprzednią niedzielę przez całe popołudnie w Lesznie padał rzęsisty deszcz, którzy zamienił nawierzchnię toru w niezbyt nadające się do jazdy bagienko.

Żużlowcy obu ekip otrzymali dzięki temu sześć dodatkowych dni na przygotowanie się do decydującego pojedynku. Ten czas lepiej wykorzystali leszczynianie, którzy już po drugim wyścigu odrobili straty z pierwszego spotkania. Świeżo upieczony mistrz świata juniorów Bartosz Smektała razem z Dominikiem Kuberą podwójnie pokonali młodzieżowy duet Stali Rafał Karczmarz, Alan Szczotka. Po chwili Janusz Kołodziej przełamał swoją niemoc z dwóch ostatnich meczów i wspólnie z Jarosławem Hampelem pokonali 5-1 Krzysztofa Kasprzaka i Szymona Woźniaka. Po trzech biegach było już 13-5 dla podopiecznych Piotra Barona i w zasadzie losy mistrzowskiego tytułu były już przesądzone.

Dla Unii tegoroczny triumf jest 31. w historii, co jest najlepszym wynikiem w polskiej lidze. W historii Ekstraligi (2000-2018) żaden zespół nie wygrywał tak często. W sobotę leszczynianie dokonali tego po raz piąty – poprzednio wygrywali w latach 2007, 2010, 2015 i 2017.Stal natomiast przynajmniej rok musi poczekać na swoje 10. mistrzostwo kraju. Tegoroczne srebro jest natomiast 13. w historii gorzowskiego klubu, który łącznie ma w dorobku 27 medali. Zespół Stali w liczbie ligowych trofeów jest na trzecim miejscu w klasyfikacji wszech czasów – drugi w tym zestawieniu ROW Rybnik, ma na koncie dwanaście zwycięstw.
Brązowy medal zapewniła sobie Sparta Wrocław, która w dwumeczu pokonała Włókniarza Częstochowa. Dla klubu ze stolicy Dolnego Śląska to dziewiąty krążek tego koloru w rywalizacji o mistrzostwo kraju.