Mniej efektywna, ale pociągająca

Możliwość świadczenia pracy zdalnej jest dobrze oceniana przez pracowników i chcieliby oni nadal tak pracować. Pracodawcy narzekają jednak na jej niską wydajność.

Wśród pracowników w dojrzałym wieku, w granicach od 40 do 59 lat, co czwarty przyznaje, że efektywność jego pracy spadła w związku z pracą z domu w czasie pandemii COVID-19. Niewiele lepiej sytuacja wygląda w młodszej grupie wiekowej 25-39 lat: tutaj spadek efektywności stwierdziło 16 proc. badanych. Takie wyniki przyniosły niedawne badania firmy analitycznej Statista.
Z drugiej strony, według badań Manpower Group i HRLink, tylko co dziesiąty pracownik w Polsce chciałby wrócić z pracy zdalnej w home-office do biura na stałe. Aż 88 proc. respondentów chciałoby wciąż wykonywać pracę z domu.
Tak więc, widzimy oczywisty fakt, że praca zdalna jest mniej efektywna od „normalnej” – ale chcemy ją kontynuować z równie oczywistych powodów – ze względu na bezpieczeństwo i naszą wygodę.
W ślad za tymi trendami idą zmiany w prawie – trwają przygotowania do nowelizacji Kodeksu Pracy i wprowadzenie do niego szeroko pojętej pracy zdalnej.
Dziś widać już, że w wielu obszarach niełatwo jest realizować określone procesy z domu z taką samą efektywnością, jak z biura. Jednakże praca wykonywana poza firmą może być równie wydajna, jak ta świadczona w trybie stacjonarnym. Wymaga to jednak wypracowania nowych kompetencji managerskich, jak też odpowiedniego dostosowania procedur i zabezpieczenia ich nowoczesnymi narzędziami informatycznymi. Pracownicy dają nam sygnał, że dotychczasowy model home office, często wprowadzany na szybko jako chwilowa taktyka pozwalająca utrzymać ciągłość działania, powoli się wyczerpuje– mówi ekspert Konrad Łucka.
Utrzymanie w miarę przyzwoitej efektywności pracy to sprawdzian, z którym mierzą się firmy na całym świecie. Zwraca na niego uwagę również Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Opublikowany we wrześniu tego roku pakiet zaleceń OECD wskazuje, że instytucje i prowadzone przez nie polityki powinny wywierać pozytywny wpływ na produktywność pracowników za pomocą wielu metod. Jednym z najważniejszych jest zapewnienie odpowiedniej infrastruktury informatycznej – bezpiecznej, niezawodnej i sprawnie działającej. Według OECD konieczne jest wprowadzenie kolejnych, dodatkowych regulacji w zakresie ochrony informacji, aby zapewnić pracownikom prawo do prywatności i zminimalizować ryzyko wycieku danych.
Tegoroczne, masowe przechodzenie na model pracy zdalnej wykazało, że raczej niski był stopień przygotowania wielu firm czy instytucji do tego wyzwania. To zrozumiałe, bo przecież trudno było przewidzieć nadejście koronawirusa i skalę jego niszczycielskiego działania. Dotyczy to zwłaszcza takiego obszaru, jakim jest bezpieczeństwo informatyczne. Gdy w maju bieżącego roku firma Bitdefender postanowiła sprawdzić wpływ pandemii na cyberbezpieczeństwo, to połowa badanych specjalistów z tej dziedziny stwierdziła, że ich organizacje nie miały planu awaryjnego na wypadek zaistniałej sytuacji. Jednocześnie aż 86 proc. z nich wskazało, iż w ostatnim okresie wzrosła częstotliwość cyberataków. To w sumie pozytywny wynik, wskazujący, że aż połowa przedsiębiorstw miała plany przygotowane na wypadek nieoczekiwanej sytuacji, takiej jak pandemia.
Inna sprawa, że wprowadzony w marcu lockdown postawił firmy przed wyzwaniem, jakim było szybkie stworzenie odpornego na ataki, bezpiecznego cyfrowego środowiska pracy. Wcześniej, tylko najbardziej rozwinięte organizacje miały wdrożone rozwiązania pozwalające zapewnić odpowiedni poziom ochrony.
Dziś jesteśmy bogatsi w doświadczenia i wiedzę, jak optymalnie organizować najważniejsze procesy i tworzyć funkcjonalne oraz bezpieczne środowiska pracy zdalnej – dodaje ekspert Tomasz Lorek. Tym niemniej, wszystko się może zdarzyć. O efektywności firm funkcjonujących w trybie pracy zdalnej decyduje w dużej mierze skuteczność wsparcia technicznego dla pracowników. Sprzęt i oprogramowanie bywają zawodne, a interwencja nie jest taka prosta, gdy potrzebujący pomocy pracownik znajduje się na drugim końcu miasta, lub zgoła w mieście zupełnie innym. A przecież wsparcie w celu zapewnienia niezawodnego działania sprzętu na którym pracują ludzie, ma bezpośrednie przełożenie na ich produktywność i płynność wykonywania obowiązków zawodowych. Tak więc, w dobie pracy zdalnej wsparcie techniczne jest tak samo niezbędne, jak wcześniej – ale teraz trzeba go udzielać w rozproszonej strukturze. Nie jest to bynajmniej łatwe zadanie, jednak dzięki nowoczesnym, „chmurowym” platformom, jak najbardziej wykonalne.
Spadki produktywności spowodowane zmianami w sposobie pracy mają poważne konsekwencje dla naszego rozwoju gospodarczego. Pragnienie pracowników, aby praca zdalna trwale istniała w modelach funkcjonowania przedsiębiorstw jest jednak bardzo silne. Praca zdalna, tak jak i pandemia koronawirusa, na pewno więc pozostanie z nami na dłużej. I trzeba się przystosować.
Konieczność zapewnienia wsparcia technicznego, dobór odpowiedniego oprogramowania i infrastruktury czy edukacja pracowników w zakresie kompetencji cyfrowych to niełatwa inwestycja, która dla wielu organizacji jest w tej chwili koniecznością – ale z pewnością przyniesie zyski w długim terminie i powinna uodpornić biznes na zawirowania w przyszłości – dodaje ekspert Marek Hojda.
Reorganizacja działalności wielu firm odbywa się właśnie teraz. Na pewno nie będzie to zmiana chwilowa, lecz na długie lata – bo nie wiemy, czy i kiedy skończy się pandemia, oraz co nastąpi po niej.

Gospodarka 48 godzin

Oszczędzamy energię
W Polsce w latach 2008-2018 nastąpiła poprawa efektywności energetycznej. W tej dekadzie energochłonność obniżała się średnio o 2,0 proc. rocznie. Najszybsze tempo wzrostu energooszczędności odnotowano w przemyśle, dzięki inwestycjom podjętym za czasów rządów PO-PSL. Całkowite zużycie energii w Polsce wzrosło w latach 2008-2018 z 98,1 Mtoe (milionów ton oleju ekwiwalentnego) do 105,7 Mtoe, czyli w tempie średnio 0,8 proc./rok). Zużycie osiągnęło najwyższą wartość w 2018 r. – podaje Główny Urząd Statystyczny. W stosunku do roku 2008 energochłonność naszego produktu krajowego brutto w 2018 r. obniżyła się o 18,4 proc. Tempo poprawy energochłonności w latach 2014–2018 było niższe niż w pierwszej połowie omawianego okresu, gdy rządziła koalicja PO-PSL. Jedynie w roku 2018 zaobserwowano znaczniejsze zmniejszenie energochłonności naszego PKB wynoszące 3,2 proc.
Udział gospodarstw domowych w finalnym zużyciu energii w 2018 r. wyniósł 28,1 proc. Najważniejsze było tu ogrzewanie pomieszczeń, którego udział wyniósł 65,1 proc. (z tych 28,1 proc.) Na ogrzewanie wody zużyto 16,6 proc. energii, na oświetlenie i wszelkie urządzenia elektryczne tylko 9,8 proc, a na gotowanie posiłków 8,5 proc. Zużycie energii w gospodarstwach domowych w przeliczeniu na metr kwadratowy wykazuje generalnie lekką tendencję spadkową. Wzrost zużycia został tam zaobserwowany w roku 2010, 2012 i 2016, w pozostałych latach odnotowano zmniejszenie. Zużycie na 1 m2 obniżało się średnio o 1,6 proc/rok. Natomiast w przemyśle, spośród lat 2008-2018 zużycie energii osiągnęło najniższą wartość w 2009 r. (13,0 Mtoe). W następnych latach obserwowano niewielkie wahania, a od roku 2016 nastąpił znaczący wzrost zużycia, do poziomu 16,8 Mtoe w 2018 r. Najwyższe tempo spadku energochłonności odnotowano w przemyśle maszynowym (o 5,2 proc./rok) i tekstylnym (o 4,8 proc./rok), a najniższe w przemyśle drzewnym oraz spożywczym (po 0,4 proc./rok). Dla całego przemysłu przetwórczego tempo poprawy energochłonnosci wynosiło srednio 1,5 proc. rocznie.
W latach 2008-2018 w naszym kraju najbardziej wzrosło zużycie energii elektrycznej (o 36,9 proc.), a potem ciepła (o 26,1 proc.) oraz gazu ziemnego (o 16,8 proc.). Największy spadek zużycia nastąpił natomiast w przypadku paliw ciekłych (aż o 41,5 proc.). Niestety, znacznie wolniej zmniejszało sie zużycie węgla (o 12,6 proc.). Jak policzył GUS, w tym dziesięcioleciu poprawa pogody (nieco więcej ciepłych dni) spowodowała zmniejszenie zużycia energii zaledwie o 0,1 Mtoe. Najwolniejsze tempo poprawy efektywności zużycia energii miało miejsce w sektorze gospodarstw domowych, gdzie spadek energochłonności w całej dekadzie 2008–2018 wyniósł tylko 1,2 proc. W przypadku gospodarstw domowych czynnikami wpływającymi na zwiększenie zapotrzebowania na energię były wzrost liczby mieszkań i nieco większe ich metraże.

Pandemia zmniejsza inflację
Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w maju 2020 r. w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 2,9 proc. (przy wzroście cen usług aż o 7,1 proc. i towarów – o 1,4 proc. Natomiast w stosunku do poprzedniego miesiąca, ceny towarów i usług obniżyły się o 0,2 proc., co było efektem zamrożenia gospodarki oraz spadku popytu na usługi transportowe (ceny w transporcie spadły w porównaniu z kwietniem o 4,5 proc.).

Jak ograniczać zużycie prądu?

Cel: zwiększanie produkcji przemysłowej szybsze niż wzrost zużycia energii.
Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że w okresie od IV kwartału 2016 r. do początku ubiegłego roku, działania nakierowane na zwiększanie efektywności energetycznej (głównie firm sprzedających energię elektryczną, ciepło czy gaz ziemny odbiorcom końcowym), doprowadziły w Polsce do zaoszczędzenia 564 tys. toe (toe – tona oleju ekwiwalentnego, jednostka paliwa umownego, która stanowi równoważnik tony ropy naftowej o wartości opałowej 10 000 kcal/kg).
Nie jest to wiele – tymczasem poprawa efektywności energetycznej to realne oszczędności, bowiem najtańsza (a przy okazji najczystsza) energia to taka, której nie zużywamy.
Inwestowanie w efektywność energetyczną to jak inwestowanie w nie wyczerpywalne źródło energii, dlatego bywa nazywana szóstym paliwem, obok ropy, gazu, węgla, atomu i odnawialnych źródeł energii.
Komisja ma wątpliwości
Usprawnianie procesów produkcyjnych, modernizacja urządzeń i budynków, wprowadzanie oszczędniejszych technologii – to są właśnie działania służące poprawie efektywności energetycznej gospodarki. Chodzi o to by dostarczać tyle samo produktów czy usług wykorzystując do tego mniej energii, a więc i mniej surowców służących do jej wytwarzania.
Efektem ma być ograniczanie emisji zanieczyszczeń i zwiększanie bezpieczeństwa energetycznego państwa (im mniej energii będziemy zużywać, tym mniej surowców do jej produkcji będziemy musieli sprowadzać z zagranicy).
W styczniu bieżącego roku Komisja Europejska zgłosiła wątpliwości pod adresem polskich władz. Dotyczyły one 14 zagadnień, m.in. metody obliczania oszczędności energii, dokonywania wyrywkowej weryfikacji audytów efektywności energetycznej, zgodności faktycznie uzyskanej oszczędności energii z oszczędnością deklarowaną.
Biały system
W Polsce podstawowym środkiem wspierającym efektywność energetyczną jest system, tak zwanych białych certyfikatów wydawanych przez Urząd Regulacji Energetyki.
Do ich uzyskiwania (do 1 października 2016 r. w drodze przetargów, teraz na podstawie wniosku) ustawowo, pod groźbą kary finansowej zobowiązane są przede wszystkim przedsiębiorstwa sprzedające energię elektryczną, ciepło lub gaz ziemny odbiorcom końcowym (kupującym energię na własny użytek).
Składając wniosek o przyznanie białego certyfikatu (świadectwa efektywności energetycznej), firma deklaruje o ile mniej energii będzie zużywać dzięki planowanej inwestycji czy modernizacji – np. izolacji instalacji przemysłowych, wymianie oświetlenia, przebudowie lub remoncie budynku wraz z instalacjami i urządzeniami technicznymi, czy modernizacji lokalnych sieci ciepłowniczych. Tę deklarację musi jeszcze potwierdzić audyt.
Po złożeniu wniosku, URE przyznaje świadectwo, które właściciel może sprzedać na Towarowej Giełdzie Energii. Białe certyfikaty mogą tam kupować tzw. przedsiębiorstwa zobowiązane, sprzedające energię odbiorcom końcowym. Zamiast tego mogą uiścić opłatę zastępczą, ale w 2018 r. mogła ona obejmować już tylko maksymalnie 10 proc. nałożonego obowiązku.
Jak mówią dane Urzędu Regulacji Energetyki, od 1 października 2016 r. do początku ubiegłego roku do URE wpłynęło niemal 2,5 tys. wniosków o przyznanie świadectw efektywności energetycznej. Prezes Urzędu wydał na ich podstawie prawie 600 białych certyfikatów i 38 postanowień o odmowie ich wydania (reszta wniosków była jeszcze rozpatrywana).
Najwięcej świadectw efektywności energetycznej wydano w związku z przebudową lub remontem budynku wraz z instalacjami i urządzeniami technicznymi (204), modernizacją czy wymianą urządzeń i instalacji wykorzystywanych w procesach przemysłowych (113), ograniczeniem strat w sieciach ciepłowniczych (107). Średni planowany okres uzyskiwania oszczędności wynosi od 13 do 15 lat.
A jednak się kręci
Choć sam system świadectw efektywności energetycznej funkcjonuje prawidłowo, to jednak zdarzają się poważne opóźnienia w ich wydawaniu. Niemal 95 proc. świadectw zostało przekazanych po ustawowym terminie, wynoszącym 45 dni. Średni czas rozpatrzenia wniosku wyniósł 240 dni i był ponad pięć razy dłuższy niż przewidziany w przepisach. Rekord to 1158 dni.
Podobna sytuacja jest z postanowieniami o odmowie wydania świadectwa. Średnio wnioski były rozpatrywane w ciągu 449 dni od daty wpływu. Najdłuższy okres wynosił 624 dni, a najkrótszy – 210 dni.
Wsparcie finansowe państwa dla projektów zwiększających efektywność energetyczną nie opiera się wyłącznie na systemie białych certyfikatów. Takie przedsięwzięcia dofinansowuje w formie pożyczek i dotacji Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Na ten cel, w latach 2015-2018 wydał ze środków krajowych: w formie pożyczek – ponad 701 mln zł, a w ramach dotacji – prawie 923 mln zł. Ponadto, z unijnego Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2014-2020 wydano ok. 558 mln zł.
NIK ocenia, że funkcjonujące w Polsce mechanizmy wspierające poprawę efektywności energetycznej, mimo swoich mankamentów tworzą spójny system i że skutkiem przedsięwzięć realizowanych dzięki niemu, było zmniejszenie zużycia energii przez zobowiązane do tego firmy.