SLD: ni pies ni wydra…

Chciałbym odpowiedzieć Wincentemu Elsnerowi na jego materiał „Bo do tanga trzeba dwojga…” innym znanym tekstem zespołu Homo Homini- „ Sam ze sobą na sam, najlepiej się mam..”. Uważam bowiem, że łączenie się z mocną dominującą na opozycji partią jest tragicznym błędem, zwłaszcza że jest to PO i na dodatek „Nowoczesna”. Postaram się to uzasadnić.

Szok „poogórkowy”w Sojuszu Lewicy Demokratycznej trwa. Wynik wyborczy do sejmików samorządowych województw w wysokości 6,7 proc. to według władz SLD sporo, a tak naprawdę to zaledwie 11 mandatów w całym kraju. Szefostwo SLD twierdzi, że po przeliczeniu dało to 1,1 miliona głosów. No i co z tego skoro nawet w jednym województwie nie będziemy mieli jakiegokolwiek wpływu na tworzenie zarządów i prezydiów sejmików. To nie sukces lewicy, a dotkliwa porażka. Ten wynik sytuuje SLD już praktycznie na trwałe w sieci politycznego planktonu.
Rodzi się rzecz jasna pytanie dlaczego tak się dzieje. Pozwolę sobie na pewną metaforę. Otóż dzisiejsze SLD można porównać do siedemdziesięciolatka, który postawił siwe włosy w punkowy czub, pomalował go na zielono, założył modne poszarpane spodnie i bluzę z kapturem. Młodzi ludzie biorą go za dziwaka, rówieśnicy za niespełna rozumu. Wprawdzie nikt mu krzywdy nie robi, ale wszyscy śmieją się z niego na boku. Tak jest w tej chwili z SLD.

Partyjne doły nie mają nic do powiedzenia

Jestem, a może raczej byłem prominentnym działaczem lewicy, sekretarzem Rady Wojewódzkiej SLD na Podkarpaciu, a także szefem SLD w powiecie bieszczadzkim. Rozczarowany stylem sprawowania władzy w SLD na Podkarpaciu postanowiłem kandydować na szefa SLD w województwie. Miałem świadomość, że mieszkam ponad sto kilometrów od Rzeszowa, ale miałem też szczery zamiar walczyć o nowe SLD. Jak się okazało już na dwa miesiące przed zjazdem wojewódzkim dostawałem sygnały telefoniczne, a także odwiedził mnie były poseł radząc bym zrezygnował z kandydowania na szefa, proponując poparcie w starcie na funkcję sekretarza SLD. Po namyśle wyraziłem na to zgodę. No i tak się stało. Wybrano nowego szefa, a ja zostałem sekretarzem struktur wojewódzkich. Bardzo szybko przekonałem się, że wskoczyłem -wbrew przysłowiu – do tej samej rzeki. Nie było mowy o jakichkolwiek zmianach. Pierwsze uderzenie to machina biurokratyczna. To nie ja decydowałem o tym ilu członków SLD mam w powiecie, ale decydowała o tym Warszawa. Co jakiś czas przesyłano mi bazę członków. Machina biurokratyczna w całej okazałości wkroczyła do partii. Ciągle dostawaliśmy polecenia o tworzeniu bazy członków, uzupełniania tej bazy, o zsyłaniu comiesięcznych raportów kasowych. Bezduszna biurokratyczna maszyna zabijała jakikolwiek entuzjazm i chęć społecznego działania. Przestał liczyć się efekt pracy, a liczyła się sprawozdawcza poprawność no i fikcja.

Finanse partyjne kryte przed partyjnymi dołami

Po wyborze nowych władz partyjnych dowiedzieliśmy się całej prawdy o długach partii. Było tego ponad 4 miliony zł. Tylko jeden z prominentnych młodych działaczy SLD-owskich wydał na swoją wyborczą promocję blisko 700 tysięcy zł. Teraz oczywiście zasilił szeregi PO. Nie mogliśmy o tym nikomu mówić, bo partia miała być jednolita w medialnym przekazie. Prominentni działacze SLD, którzy długów narobili od dawna siedzą w PO, a my spłacamy pieniądze przez nich niefrasobliwie wydane. Dlaczego mówię my? Bo zabrakło skromniutkich dotacji dla organizacji powiatowych, które szły między innymi na utrzymanie biur. Panowie z partyjnego świecznika nie zdają sobie sprawy czym dla powiatowej organizacji jest własne biuro. Świadczy ono o prestiżu partii, o jej lokalnym znaczeniu. Członkowie powiatowych struktur zaczęli się spotykać w prywatnych mieszkaniach, restauracjach. To śmieszne i żenujące. Nie dziw więc, że na Podkarpaciu , praktycznie uległo likwidacji kilkanaście SLD-owskich organizacji partyjnych, w tym w tak dużych powiatach jak Jasielski, Tarnobrzeski, Leski, Strzyżowski. Na dodatek nie ma żadnych szans na pomoc centrali dla powiatów bo na tegoroczne wybory zaciągnie się nowe kredyty, które trzeba będzie spłacać, a doły dostaną przysłowiową figę. Boli to że – według Wincentego Elsnera – pieniądze pójdą na promowanie koalicji PO, Nowoczesna, SLD, a nie na samo SLD. W zamian partia dostanie kilka dobrych miejsc na koalicyjnych list dla prominentów z SLD. Doły będą musiały lepić plakaty, wieszać banery, rzecz jasna za swoje pieniądze. Nie wiem jak myślą inni, ale mnie się wydaje, że partyjne góra powoli alienuje się od reszty członków dbając jedynie o swój interes.
Koalicja z mocną partią, to śmierć dla mniejszego koalicjanta
Wincenty Elsner twierdzi, że łączenie się dajmy na to z PO to szansa na wprowadzenie kilku, czy kilkunastu posłów, to szansa na odsunięcie od władzy PiS. Pomijam już fakt, że dla większości członków SLD pomiędzy PiS, a PO nie ma żadnej różnicy, to jeszcze na dodatek szef PO i wielu jego przybocznych traktowało i traktuje SLD jako siedlisko postkomuny, jako ludzi którym mniej wolno. Przypomnę Wincentemu Elsnerowi losy małych koalicjantów łączących się z dużą partią. Proszę mi powiedzieć gdzie są koalicjanci PiS, czyli Samoobrona, Liga Polskich Rodzin. Ilu członków straciła Nowoczesna „idąc do tanga z PO”. Jaki los spotkał Palikota gdy połączył się z mocniejszym wtedy SLD? To tak jak w kosmosie większe obiekty kosmiczne przyciągają siłą grawitacji mniejsze, a na koniec niszczą je całkowicie. SLD czeka taki sam los. Nawet gdy wprowadzimy kilkunastu posłów w ramach koalicji, to przed kolejnymi wyborami posłowie ci będą woleli startować już spod szyldu dominującej partii.

Lewicowa partia z arcyliberalnym obliczem

Biorąc pod lupę program SLD widać wyraźnie, że rozmija się od lat z praktycznym działaniem partii. To lewicowy prezydent podpisał wiernopoddańczy konkordat z Watykanem. To lewicowy rząd łatał dziurę budżetową Bauca powstałą po rządach AWS. Wreszcie totalny liberał Marek Belka pozbawiał studentów dopłat do komunikacji, dotacji dla barów mlecznych. Za każdym tym posunięciem oddalaliśmy się od lewicowych ideałów, tracąc systematycznie poparcie wyborców. W końcu doszło totalne zakłamanie w politycznej walce. Zarzucaliśmy PiS-owi błędy w polityce oświatowej, polegające na likwidacji gimnazjów, a przecież walczyliśmy z AWS gdy te gimnazja tworzył. Ludzie to pamiętają i nienawidzą obłudy. Stawiamy na sztandarach sprawy związane ze środowiskiem LGBT, walczymy z zakazami aborcji, jesteśmy za powszechną dostępnością kobiet do zapładniania metodą in vitro. To dobrze, ale to dotyczy promili osób biorących udział w głosowaniach. Nie potrafimy zaś wyeksponować znakomitego pomysłu na emeryturę wdowią, ograniczenie dotacji 500 plus do rodzin faktycznie tej pomocy potrzebujących, wprowadzenia najwyższej stawki podatkowej dla finansowych krezusów, faktycznego rozdzielenia kościoła od państwa, reformy niesprawnego molocha jakim jest ZUS,służba zdrowia, likwidacji transferu dochodów przez zagraniczne firmy działające w Polsce i wielu jeszcze dobrych lewicowych pomysłów. Rozmawiałem kiedyś z człowiekiem starszym, zwolennikiem działań PiS. Stwierdził on- dlaczego nie chwalicie się pomysłem emerytury wdowiej, toż nawet bacie PiS-ówki dałyby głos na was. No cóż sam nie wiem czego tak się dzieje.

Marketing , „pijar”i populizm to dziś droga do sukcesu

Nie mamy dostępu do mediów, a jednocześnie oba lewicowe tytuły czyli „Trybuna”i „Przegląd”zwolenników nam nie przyczyniają. Ja należę do pokolenia, które za media uważają papierowe wydanie gazety, telewizyjne lub radiowe wiadomości. Niestety młodzi papierowej prasy nie czytają. Facebook, Twitter to dominująca forma przekazywania informacji dla i przez młodych. Jeśli informacja przekracza cztery, pięć zdań żaden młody człowiek jej nie przeczyta. Czytam „Trybunę”, „Przegląd”, ale sam nie jestem w stanie przebrnąć przez czterokolumnowe materiały. Ja wiem, że pisma te kierowane są do wyrobionego czytelnika, ale jego nie trzeba przekonywać do lewicy. Do lewicowych pomysłów trzeba przekonywać młodych w sposób im przystępny.

Na lewicy dalej pustka

Polityczna dwubiegunowość do której dążą PiS i PO to ideologiczna fikcja. Obie te partie niczym się nie różnią. No może PiS klęczy na dwóch kolanach przed kościelną hierarchią, a PO na jednym. Lewicowych postulatów jest nawet więcej w PiS niż w PO. Dlatego też SLD powinno zmierzać w stronę bardziej radykalnych lewicowych postulatów. W politycznej walce o miejsce na politycznej scenie nie ma miejsca na delikatność i przymykanie oka. Fałsz w działaniach zostaje szybko wykryty, bo nie lubią go starsi, a i młodzi też nie. W najbliższym czasie nie zdobędziemy gremialnego poparcia wśród młodych, ale możemy zapobiec utracie elektoratu wśród starszych. Tylko samodzielny start w wyborach do europarlamentu i Sejmu nie zaprowadzi nas w polityczny niebyt. Zapotrzebowanie na lewicę rośnie w całej Europie, także i u nas, tylko partyjna góra nie powinna się tego wstydzić. Krygowanie się, mrużenie oka do PO i Nowoczesnej oznaczające, że my to nie taka straszna postkomuna prowadzi do samozagłady. By przetrwać musimy być lewicowo wyraziści i bezkompromisowi w swych działaniach, a do wyborów iść pod swoim szyldem, rzecz jasna z opcją przyjęcia pod te skrzydła także innych bliskich nam ideowo podmiotów.

13 stycznia

Od jakiegoś czasu czuliśmy, że to może się stać. Stało się.

Szkoda, że dopiero po Jego śmierci na powrót sięgnęliśmy po zapomniany już tomik poezji Wisławy Szymborskiej. I wiersz „Nienawiść”:
Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.

Narutowicz

Analogia wydaje się oczywista. Zamordowany w 1922 prezydent Gabriel Narutowicz. I 97 lat później, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Ale Rafał Madajczak na łamach portalu naTemat.pl pisze też o zasadniczych różnicach obu mordów. Zabójca Narutowicza, Eligiusz Niewiadomski był znanym historykiem sztuki. I narodowcem sympatyzującym z obozem Romana Dmowskiego. Zabójca Adamowicza – pospolitym bandytą. Trudno go podejrzewać o głębszą motywację polityczną zabójstwa.
A jednak tamta Polska i ta dzisiejsza miały wiele wspólnego. Publicysta naTemat.pl przytacza komentarze ówczesnej „Rzeczpospolitej” i „Gazety Warszawskiej”. „Pisano o «większości polskiej» sponiewieranej przez «jątrzący» wybór Narutowicza m.in. głosami mniejszości narodowych II RP, w tym żydowskiej. Pisano o patriotycznej młodzieży, której gniewu i troski o polskość «nikt uczciwy potępić nie zdoła»” – stara się odtworzyć atmosferę tamtych lat Rafał Madajczak.
Dzisiaj wystarczy kliknąć pilotem. By na kanałach informacyjnych telewizji publicznej usłyszeć usprawiedliwienia ekscesów narodowców. Słowa zachwytu, choćby po niedawnym marszu niepodległości. Tłumaczenia, że portrety europarlamentarzystów wiszące na szubienicach w centrum Katowic, to… przecież nie ludzie.
Niewiadomski zapewne czytywał „Gazetę Warszawską”. Stefanowi W. telewizja Kurskiego i inne media prawicowe od dawna wtłaczały do głowy przekonanie, że całe zło to „wina Tuska”. Nie było Tuska? Ale pod ręką znalazł się Adamowicz.

Klepsydra

Klepsydry z nazwiskiem Pawła Adamowicza pojawiły się w Gdańsku już bardzo dawno – wspomina Jacek Karnowski, prezydent Sopotu i jednocześnie przyjaciel zamordowanego prezydenta. To miał być taki „happening” Młodzieży Wszechpolskiej, protestującej przeciwko proimigranckiemu stanowisku prezydenta Gdańska. Karnowski przytacza fragment pisma, które wówczas prezydent Adamowicz skierował do prokuratury. „Prokuratura nie powinna przechodzić obojętnie obok tego rodzaju działań, gdyż prowadzą one do brutalizacji życia politycznego w Polsce. (…) Jeśli prokuratura nie podejmie działań w tego rodzaju sprawach, to niedługo mogą się pojawić w przestrzeni publicznej polityczne wyroki śmierci”. Prokuratura sprawę umorzyła. Pierwszy wyrok wykonano 13 stycznia.
Tymczasem prokuratura kierowana przez Zbigniewa Ziobrę uznała, że wyrok dziesięciu miesięcy dla delikwenta, który na wrocławskim Rynku spalił kukłę Żyda – to wyrok zbyt wysoki. Wrocławscy prokuratorzy wnieśli apelację, prosząc sąd, by karę pozbawienia wolności zamienił na prace społeczne. Przecież podpalono tylko kukłę. Nie Żyda. Pamiętam, jak adwokaci zwracali uwagę na absolutny precedens praktyki sądowej. Gdy to prokurator, a nie adwokat, prosił o łagodny wymiar kary dla oskarżonego.

A na drzewach…

Wystarczy w internetowej wyszukiwarce wpisać początek: „A na drzewach…”. By pojawił się link do youtubowego kanału „muzyka” kryjącego się pod nickiem Songo_23. „A na drzewach zamiast liści, będą wisieć komuniści” – krzyczy w ekstazie Songo_23. Już piąty rok. Bo „utwór” pojawił się na Youtube w 2014 roku.
I nikomu to nie przeszkadza. Nawet tak wyczulonym na mowę nienawiści administratorom mediów społecznościowych. Wycinającym z postów każdą „kurwę” i „chuja”. Bo to, o czym śpiewa Songo_23 to przecież wyłącznie „twórczość artystyczna”.
Dziwi to Was? Mnie nie. Półtora roku temu w Radomiu kolesie w koszulkach z napisem „Młodzież Wszechpolska” pobili działacza KOD-u. „To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich rozumiem” – powiedziała potem Beata Mazurek, rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości. A rząd Mateusza Morawieckiego próbował nas przekonać, że gdy mąż pierwszy raz sprawi lanie swojej ślubnej, to nie jest żadna przemoc domowa. Ostatecznie przecież: „zupa była za słona”…
W takiej Polsce żyjemy. I w takiej Polsce dorastał Stefan W.

Orkiestra gra

Propagandziści z orkiestry Kurskiego już wiedzą, co powiedzieć „ciemnemu ludowi”. Oglądałem ostatnio sporo programów na kanale informacyjnym TVPiS. Pierwsze zaskoczenie? Właśnie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Tak jak media publiczne starały się w ostatnich latach unikać jakichkolwiek wzmianek o WOŚP, tak teraz o Orkiestrze mówi się tam od rana do wieczora. Ale nie o woluntariuszach, zbiórce i zakupach dla szpitali.
Od rana do wieczora w TVP Info sami specjaliści. Od imprez masowych. Z policji. Z uniwersytetów. Nawet pisowski senator, Krzysztof Cugowski, w roli specjalisty od bezpieczeństwa. Wszyscy są zgodni. Zawiniła organizacja. Brak ochrony. Bramek. Wykrywaczy metali. Jakby na imprezy WOŚP wchodziło się jak na lotnisko, nie byłoby tego, co się stało. Paranoja.
A „mordy zdradzieckie”? Szubienice w Katowicach? „Zrozumienie” rzeczniczki PiS-u dla chuliganów z Młodzieży Wszechpolskiej. I cała ta – dotychczas bezkrwawa – wojna polsko-polska? Którą, licząc na polityczny uzysk, wywołali rządzący. Nie, to wszystko nie miało znaczenia. Prawica ma już prawdziwego sprawcę. To Owsiak!
Gdy prokuratura zatrzymała Wojciecha Kwaśniaka, byłego wiceszefa Komisji Nadzoru Finansowego, głos zabrał Zbigniew Ziobro. Tłumaczył, dlaczego kilka lat temu bandyci dotkliwie pobili wiceszefa KNF, zajmującego się przekrętami w SKOK-ach. „Być może Wojciech Kwaśniak został zaatakowany, bo Komisja Nadzoru Finansowego przez lata rozzuchwalała przestępców” – powiedział na antenie TVP minister sprawiedliwości.
Pewnie Ziobro już układa w głowie kolejną sentencję. „Być może Paweł Adamowicz został zamordowany, bo Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy przez lata zachęcała do tego nożowników” – usłyszymy niebawem. A o 6 rano do drzwi Jerzego O. zapuka policja. „Dziki kraj” – tymi słowami zakończył swoją ostatnią konferencję prasową Jurek Owsiak.

Światełko do nieba

To miało być „światełko do nieba”. Czy nam się to podoba, czy nie, mord na prezydencie Gdańska zawsze będzie kojarzył się z czterema literami. WOŚP! Tak jak mówiąc o Smoleńsku, nie mamy przed oczyma pięknej starówki rosyjskiego miasta. Jaka więc przyszłość czeka Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy?
Musi grać! Myślę, że każda następna edycja będzie zaczynała się od minuty ciszy. I wspomnienia tragedii, która wydarzyła się podczas 27. Finału. Ale potem Orkiestra musi grać. Jeszcze głośniej, niż dotychczas. Bo tak reagują na przemoc wszystkie wolne społeczeństwa.
Po 11 września. Po zamachu w Londynie. W Barcelonie. Zawsze na ulicach pojawiały się tłumy ludzi. By pokazać, że terroryści – nawet najlepiej uzbrojeni – nie są w stanie zastraszyć społeczeństwa. Nie są w stanie wygrać z żadną demokratyczną społecznością. A taką społeczność od lat tworzy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Nie martwmy się o Owsiaka. Złożył rezygnację. Ale wróci. Jestem tego pewien.
Przegrać muszą również ci, którzy świadomie od trzech lat nie zgadzali się na pomoc państwa w organizacji imprez WOŚP-u. W poniedziałek, we wrocławskim radiu, zadałem pytanie. Jak to jest możliwe, że warszawskie „procesje smoleńskie” ochraniało kilka tysięcy funkcjonariuszy policji państwowej. A w Gdańsku za bezpieczeństwo finału WOŚP odpowiadało 50 ochroniarzy. W tym grupa okazjonalnie zatrudnionych studentów.
Joachim Brudziński wielokrotnie intonował „bojowe” zawołanie PiS-u: „Komuniści i złodzieje…”. Dzisiaj jest szefem MSWiA. Może poda szczegółowe informacje o tym, jakie zadania postawił przed policją, by 27. Finał WOŚP był bezpieczny.

Polak katolik

PiS straszy obcymi. Niestety, skutecznie. Opowiadał mi warszawski znajomy. O kolorze skóry odbiegającym od „czystej rasy polskiej”. Narastającą niechęć Polaków odczuwa na co dzień. Od jakiegoś czasu stara się nie wychodzić na ulicę po zmroku. Bo nienawiść niejedno ma imię.
Paweł Adamowicz – wbrew antyimigranckiej histerii – półtora roku temu zadeklarował, że Gdańsk będzie przyjmował uchodźców. Zginął z rąk Polaka. Zapewne katolika.

Noga, hołota i morda

Na koniec druga szala wagi. By ktoś nie myślał, że mowa nienawiści ciąży wyłącznie po jednej stronie. To prawda, że dzisiejszych polityków prawicy – z „mordami zdradzieckimi” wykrzyczanymi przez Kaczyńskiego – trudno przebić. Ale początków obecnego apogeum trzeba szukać znacznie wcześniej.
Pamiętamy słowa Wałęsy: „Panu to ja mogę nogę podać”. Wtedy jeszcze nie za dobrze wiedzieliśmy, jak uczyć się mowy nienawiści. A przy dzisiejszym hejcie, słowa Wałęsy skierowane do prezydenta Kwaśniewskiego to prawie niewinny żart.
Osobiście bardzo zabolały mnie słowa o „naćpanej hołocie”. Siedziałem wtedy w pustawej sali sejmowej. Gdy Leszek Miller skierował wzrok również w moją stronę.
Nie zamierzam umniejszać zasług Lecha Wałęsy w okresie przemian ustrojowych. Ani „dokopać” Leszkowi Millerowi. Chcę jedynie zwrócić uwagę, że niezwykle trudno znaleźć w Polsce polityka. Który nie wrzucił choćby małego kamyczka do ogrodu z napisem „mowa nienawiści”.

Oczy snajpera

Nie, nie będzie happy endu. Tak jak nie było „narodowego pojednania” po katastrofie smoleńskiej. Wówczas niektórzy łudzili się, że będzie lepiej. Było coraz gorzej.
Gdy minie szok po pierwszym zamordowanym prezydencie w III RP – oby ostatnim – polityka wróci w stare koleiny. Nienawiść nie zniknie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
– ona jedna.
Gorzkie słowa Szymborskiej niech nie stanowią usprawiedliwienia. Przyzwolenia na taką Polskę. Jaką zobaczyliśmy 13 stycznia. Wierzę, że mimo wszystko jesteśmy w stanie zatrzymać „snajpera nienawiści”.