Lotto Ekstraklasa: Lechia trwoni przewagę

Im bliżej końca fazy zasadniczej rozgrywek naszej piłkarskiej ekstraklasy, tym sytuacja w tabeli robi się bardziej zagmatwana. W dwóch ostatnich kolejkach Lechia Gdańsk zaliczyła porażkę i remis, przez co roztrwoniła siedmiopunktową przewagę nad drugą Legią.

Niewykluczone, że już w następnej kolejce Lechia będzie musiała ustąpić miejsca Legii na fotelu lidera. Gdańszczan czeka bowiem wyjazdowa potyczka z Zagłębiem Sosnowiec, a legioniści u siebie zagrają ze Śląskiem Wrocław. Ta niepewność bierze się stąd, że zespół Lechii w rundzie wiosennej gra w kratkę. W pięciu tegorocznych kolejkach gdańszczanie grali kolejno z Pogonią Szczecin (2:1), Koroną Kielce (0:0), Wisłą Kraków (1:0), Zagłębiem Lubin (1:2) i Wisłą Płock (1:1). Dwa zwycięstwa, dwa remisy i jedna porażka to może nie jest jakoś szczególnie tragiczny bilans, ale w praktyce oznacza to stratę siedmiu punktów na 15 możliwych do zdobycia. Zespołowi walczącemu o mistrzowski tytuł takie marnotrawstwo zwyczajnie nie przystoi.

Kończący 25. kolejkę poniedziałkowy mecz z Wisłą Płock potwierdził dobitnie przeciętną formę ekipy trenera Piotra Stokowca. Z boiska wiało nudą, bo „Nafciarze” skutecznie przeszkadzali gospodarzom w rozwijaniu akcji ofensywnych, a sami tylko od czasu do czasu pozwalali sobie na kontrataki. Piłkarze schodzili na przerwę przy wyniku 0:0 i żegnani gwizdami nielicznej publiczności. Niewiele ponad osiem tysięcy widzów na trybunach mającego 42 tysiące miejsce obiektu to kolejny argument za rezygnacją z rozgrywania ligowych spotkań w poniedziałkowe popołudnia.

Po zmianie stron zniecierpliwieni kibice coraz częściej gwizdami wyrażali swoją dezaprobatę dla jakości widowiska. Nudę pierwsi przerwali płocczanie. Po rzucie wolnym piłkę w bramce zmieścił Alan Uryga i Wisła, która walczy o wydostanie się ze strefy spadkowej, objęła prowadzenie i znalazła się na dobrej drodze do odniesienia drugiego w tym sezonie zwycięstwa z Lechią.

Gracze Lechii są już zmęczeni

Dwie sytuacje na boisku odmieniły przebieg spotkania. Najpierw za drugi faul czerwoną kartką zobaczył Grzegorz Kuświk i wyleciał z boiska, co pozwoliło gospodarzom na uzyskanie wyraźnej przewagi, którą w końcu przekuli na wyrównującego gola. Jake McGing sfaulował w polu karnym Artura Sobiecha, a „jedenastkę” na gola zamienił Flavio Paixao, który tym razem się nie pomylił i zaliczył 14 ligowe trafienie w obecnym sezonie. Portugalczyk ma już na koncie 14 bramek i jest wiceliderem klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Lepszy od niego jest tylko hiszpański napastnik Górnika Zabrze Igor Angulo, który prowadzi w zestawieniu z dorobkiem 15 goli. Na trzecim miejscu jest najskuteczniejszy Polak w Lotto Ekstraklasie Marcin Robak ze Śląska Wrocław, który ma na koncie 13 trafień, za nim jest Duńczyk Christian Gytkjaer z Lecha (12), nieobecny już w Wiśle Kraków Czech Zdenek Ondrasek (11) oraz hiszpański snajper Legii Carlitos (10).

Wisła Płock ostatecznie jednak wywiozła z Gdańska jeden punkt. Trener Lechii Piotr Stokowiec słaby występ swoich podopiecznych tłumaczył… zmęczeniem. „Nie był to nasz wielki mecz. Zagraliśmy słabiej w ofensywie. Celowo nie chcieliśmy od początku rzucić się na Wisłę Płock, bo takie były nasze założenia. Wiedzieliśmy, że jakie rywale mają atuty w ofensywie. Nadziewaliśmy się na ich kontry, ale to była dobra lekcja, bo teraz wiemy, że musimy mocniej popracować nad grą ofensywną. Było widać dużo marazmu w grze niektórych moich zawodnikach, zwłaszcza tych, którzy dużo grają. Byli wyraźnie zmęczeni, ale nie chcę by traktowano te słowa jako próbę ich usprawiedliwienia. Po prostu zwracam uwagę na ten fakt” – stwierdził szkoleniowiec gdańskiej drużyny.

Legioniści szykują się do skoku

Ścigająca gdańszczan drużyna Legii też w tym roku stracił punkty. Z pięciu rozegranych meczów wygrała trzy (1:0 z Wisłą Płock, 2:0 z Miedzią Legnica i teraz 2:1 z Arką Gdynia), ale to były zespoły z grupy spadkowej. W starciach z ekipami z grupy mistrzowskie legioniści nie dali rady – przegrali na wyjeździe z Lechem 0:2 i w takim samym rozmiarze u siebie z Cracovią. Do końca fazy zasadniczej czekają ich jeszcze potyczki u siebie ze Śląskiem, Jagiellonią i Pogonią, a na wyjazdach z Górnikiem i Wisłą Kraków. Nie są to rzecz jasna rywale niemożliwi do pokonania, ale z taką grą jaką Legia pokazała w Gdyni w spotkaniu z przeżywającą kryzys Arką, na komplet punktów gracze stołecznego klubu raczej nie powinni liczyć.

Który zatem zespół ostatecznie zajmie pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej? Pewnie któryś z dwójki Lechia, Legia, bo mają sporą przewagę nad trzecim w tabeli Piastem (Legia siedem, a Lechia 10 punktów). Ale mimo to w gronie pretendentów trzeba umieścić też gliwiczan, bo oni z pięciu rozegranych meczów przegrali tylko jeden – na inauguracje rundy wiosennej z Cracovią. W czterech kolejnych zdobyli komplet punktów i co ważniejsze, prezentując w nich równą, wysoką formę. Trener Piasta Waldemar Fornalik zdołał po nieudanym poprzednim sezonie przebudować na nowo ograbiony z najlepszych graczy zespół i wygląda na to, że w obecnych rozgrywkach gliwiczanie mogą pokusić się nawet o coś więcej niż tylko miejsce gwarantujące start w kwalifikacjach do Ligi Europy.

Zważywszy na chwiejną formę zespołów Lechii, Legii, Jagiellonii i Lecha, pierwszy mistrzowski tytuł dla Piasta w tym sezonie wydaje się możliwy do zdobycia jak nigdy wcześniej.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia nadal liderem

Fot. Po 20 kolejkach najlepszym zespołem Lotto Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk

 

 

Piłkarze Lotto Ekstraklasy przed świętami rozegrali ostatnią w tym roku, 20. serię spotkań. W roli lidera rozgrywek na przerwę zimową udała się ekipa Lechii Gdańsk, druga ze stratą trzech punktów jest Legia, na trzecią lokatę po trzech zwycięstwach z rzędu awansował Lech.

 

Pierwsze miejsce Lechii jest sporą niespodzianką. Przypomnijmy, że ten zespół w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu walczył o utrzymanie w grupie spadkowej. Piotr Stokowiec przejął zespół 5 marca i zakończył rozgrywki na 13. pozycji. Co ciekawe, o jeden szczebel niżej znalazła się prowadzona przez Waldemara Fornalika drużyna Piasta Gliwice. W obecnym sezonie Lechia i Piast walczą z powodzeniem w górnej połówce tabeli, a w grupie spadkowej ich miejsca zajęły rewelacyjnie spisujące się w poprzednim sezonie zespoły Górnika Zabrze i Wisły Płock.

Z elity wypadła też drużyna Zagłębia Lubin, z której Stokowca zwolniono w listopadzie 2017 roku, a awansowała do niej Pogoń Szczecin, która na początku rozgrywek zaliczyła falstart i długo zajmowała miejsce w strefie spadkowej. Szefowie „Portowców” nie stracili jednak zaufania do niemieckiego trenera Kosty Runjaica i nie postąpili jak działacze Zagłębia Lubin wobec Stokowca. Ich cierpliwość została nagrodzona, bo zespół w końcu zaskoczył i zaczął zdobywać punkty, a po 20. kolejkach zajmuje piąte miejsce w tabeli.

Równie wielką cierpliwością wobec trenera Michała Probierza wykazał się właściciel Cracovii Janusz Filipiak, bo go nie zdymisjonował chociaż zespół długo szorował po dnie ligowej tabeli. W końcu „Pasy” zaczęły wygrywać i poszybowały w górę zajmując po 20. kolejkach dziewiątą lokatę, pierwszą w grupie spadkowej, ale tylko z dwupunktową stratą do ostatniej w grupie mistrzowskiej Wisły Kraków.

 

Wisła tonie w długach

Skoro już o Wiśle mowa, to końcówka roku w tym klubie jest wręcz dramatyczna. „Biała Gwiazda” tonie pod ciężarem długu sięgającego 40 mln złotych i zalega piłkarzom z wypłatami od lipca, co może skutkować tym, że w styczniu trenera Maciej Stolarczyk będzie miał w szatni pustki, bo wszyscy czołowi gracze rozwiążą kontrakty z winy klubu. Przed świętami akcje Wisły od Towarzystwa Sportowego Wisła odkupiły ponoć dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne, ale transakcje zostanie sfinalizowana dopiero wówczas, jeśli do 28 grudnia wpłacą 12,2 mln złotych. Kibice „Białej Gwiazdy” czekają w napięciu, bo jeśli nieznane szerzej konsorcja Alelega, należąca do obywatel francuskiego kambodżańskiego pochodzenia Vanny Ly oraz Noble Capitall Partners będące własnością Szweda Matsa Hartlinga, nie wpłacą tych pieniędzy w ustalonym terminie, wtedy akcje wrócą do TS Wisła i 23-krotnych mistrzów Polski czeka nieuchronne bankructwo i degradacja do klasy okręgowej.

Skomplikowana sytuację wiślaków trafnie skomentował na Twitterze prezes PZPN Zbigniew Boniek. „Zadłużenie Wisły we Włoszech nikogo by nie zdziwiło, rzecz absolutnie do wyprowadzenia. Zdziwiłoby Włochów i to mocno, że klub z taką tradycją i rangą jest (był) zarządzany przez totalnych dyletantów”. Pełniący obowiązki prezesa Wisły wspólnik Vany Ly i Matsa Hartlinga Adam Pietrowski zapewnia, że pieniądze zostaną przelane. Przyszli właściciele Wisły odbyli już rozmowy z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowski, a także spotkali się z Jakubem Błaszczykowskim, który deklaruje chęć powrotu do Wisły już w styczniu.

 

Kiepski poziom sportowy

O tym, że poziom sportowy naszej piłkarskiej ekstraklasy nie jest wysoki, świadczą najlepiej żenujące wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Ale w starciach między sobą utrzymują przyzwoite statystyki. W 160 rozegranych dotąd meczach piłkarze strzelili 453 gole, co daje średnią 2,8 bramki na mecz. Z tego urobku 239 trafień zaliczyli gospodarze, a 214 goście.
Gospodarze częściej wygrywali(65 meczów) niż przegrywali (48) i remisowali (47). Ale najwyższą porażkę w obecnych rozgrywkach zaliczyła na swoim boisku drużyna Zagłębia Sosnowiec, przegrywając z odrodzonym pod wodza Adama Nawałki Lechem Poznań aż 0:6. Więcej bramek w jednym spotkaniu padło tylko w potyczkach Lecha z Wisłą Kraków i Wisły Kraków z Lechią (oba wygrane przez wiślaków po 5:2).

W 20 rozegranych dotąd kolejkach ligowych wystąpiło łącznie 394 piłkarzy, w tym 157 cudzoziemców. Średni wiek piłkarzy to 26 lat i 331 dni. Najwięcej graczy wystawiła do gry Legia Warszawa (30), Cracovia (29) i Lech Poznań (27), najmniej Korona Kielce (21), Wisła Płock (22) i Górnik Zabrze, Piast Gliwice i Wisła Kraków (po 23 zawodników).

Najskuteczniejszymi strzelcami po 20 kolejkach są obcokrajowcy – Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia) i Hiszpan Igor Angulo (Górnik). Najlepszy z polskich piłkarzy jest Marcin Robak (Śląsk), który ma na koncie 11 trafień.

Najlepszą frekwencją na swoim stadionie może się pochwalić Legia Warszawa, której występy przy Łazienkowskiej oglądało średnio około 16 000 widzów. Druga w tym zestawieniu jest Lechia Gdańsk (14 500), trzecia krakowska Wisła (13 800), czwarty Górnik Zabrze (11 600), piąty Lech Poznań (11 500), szósta Jagiellonia Białystok (10 100). Najgorszą frekwencję miały Zagłębie Sosnowiec (3600), Piast Gliwice (4200), Wisła Płock (4200) i Cracovia (po 4700 widzów).

 

Liga cudzoziemców

Fot. Mecz Lechii z Legią był pod wzgledem sportowym bardzo miernym widowiskiem

 

 

Mecz na szczycie Lechii Gdańsk z Legią Warszawa rozczarował marnym poziomem i bezbramkowym wynikiem. Było to jedyne spotkanie bez bramek – w pozostałych siedmiu strzelono 22 gole. Tylko pięć z nich zapisali na swoje konto polscy piłkarze.

 

W 18. kolejce ekstraklasy nasi zawodnicy popisali się skutecznością jedynie w piątkowym spotkaniu Zagłębia Lubin z Piastem Gliwice (2:2). Z czterech goli aż trzy były autorstwa polskich piłkarzy – dla gospodarzy trafił Łukasz Poręba, a dla gości Jakub Czerwiński i Piotr Parzyszek. W sobotnich meczach padło dziewięć bramek, lecz tylko jedna z nich była dziełem Polaka – dla Korony Kielce zdobył ją Mateusz Możdżeń. W niedzielę trafiali już wyłącznie obcokrajowcy i dopiero w kończącym kolejkę poniedziałkowym spotkaniu Arki Gdynia z Cracovią (0:3) niekorzystną statystykę dla rodzimych graczy odrobinę poprawił Mateusz Wdowiak. I to też nie od razu, bo gola po jego strzale najpierw przypisano Cornelowi Rapie, a potem bramkarzowi Arki Luce Mariciowi jako samobójczą. Ostatecznie po weryfikacji trafienie zapisano na konto skrzydłowego Cracovii.

Nie zmienia to faktu, że strzelecki dorobek naszych piłkarzy w rodzimej ekstraklasie jest ubogi. W miniony weekend tyle samo goli polscy gracze strzelili w znacznie mocniejszej przecież włoskiej Serie A. Dwie bramki zdobył Arkadiusz Milik w spotkaniu z Frosinone Calcio (4:0), kolejne trafienie dołożył jego kolega z drużyny Piotr Zieliński, a dwa pozostałe gole strzelili Mariusz Stępiński (jego Chievo zremisowało 1:1 z Parmą) oraz niezawodny Krzysztof Piątek dla Genoy w zremisowanym 1:1 meczu ze SPAL 2013.

O strzeleckiej mizerii naszych piłkarzy występujących w rodzimej ekstraklasie najlepiej świadczy ich liczba w czołówce klasyfikacji strzelców. Prowadzi w niej z 12 trafieniami Hiszpan Igor Angulo (Górnik Zabrze), przed Portugalczykiem z Lechii Gdańsk Flavio Paixao (11 goli), a naszym jedynakiem w czołówce jest trzeci w zestawieniu Marcin Robak ze śląska Wrocław, który zdobył jak dotąd 10 bramek. Za nim niestety są już tylko cudzoziemcy – z dziewięcioma trafieniami Czech Zdenek Ondrasek (Wisła Kraków), Brazylijczyk Ricardinho (Wisła Płock), a z ośmioma Fin Petteri Forsell (Miedź Legnica), Duńczyk Christian Gytkjaer (Lech Poznań), Francuz Vamara Sanogo (Zagłębie Sosnowiec) i Niemiec Elia Soriano (Korona Kielce). Dopiero na dalszych miejscach ponownie natrafiamy na polskich graczy. Siedem goli na koncie mają Maciej Jankowski i Michał Janota z Arki Gdynia oraz Karol Świderski z Jagiellonii Białystok, a sześć trafień Adam Buksa z Pogoni Szczecin i Filip Starzyński z Zagłębia Lubin.

W polskiej ekstraklasie polscy piłkarze są więc tylko tłem dla cudzoziemców, których gra już w naszej lidze ponad 160.

 

Lotto Ekstraklasa: Lechia mistrzem jesieni

W ostatniej, 15. kolejce rundy jesiennej, która umownie kończy pierwszą część ligowych rozgrywek, z czołowej trójki zespołów komplet punktów zdobyła tylko Lechia i dzięki temu gdańszczanie utrzymali pozycję lidera, zdobywając honorowy tytuł mistrza jesieni.

 

W 15. kolejce ekstraklasy została przekroczona granica miliona widzów, ale w tym sezonie frekwencja jest niższa niż w poprzednich latach. W rozgrywkach 2017-2018 do przekroczenia bariery miliona widzów wystarczyło 96 meczów, w obecnych trzeba było na to 113 spotkań. W ostatniej kolejce na połowie stadionów frekwencja przekroczyła 10 tysięcy widzów. Najwięcej, bo 17 089 kibiców obejrzało spotkanie lidera Lechii Gdańsk z Cracovią, ale miłą niespodzianka była liczba widzów na stadionie w Szczecinie, gdzie Pogoń pokonała Legię 2:1. Mecz „Portowców” z „Wojskowymi” obejrzało aż 13 564 osób.
Trzeci wynik „wykręcili” fani Jagiellonii Białystok, których na mecz z Lechem Poznań przybyło 12 988. Powyżej 10 tysięcy osób było jeszcze na trybunach stadionu Wisły Kraków (10 038 widzów na meczu z Zagłębiem Lubin).

W porównaniu do poprzedniego sezonu spory spadek zainteresowania przeżywa Górnik Zabrze. Mecz ze Śląskiem Wrocław obejrzało tylko 7917 osób. Ale gorszą frekwencję w 15. kolejce odnotowano na stadionach Korony Kielce (mecz z Piastem Gliwice obejrzało 6525 osób), Wisły Płock (5511 widzów na spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec) i Miedzi Legnica (4726 widzów na meczu z Arką Gdynia).

W sumie 118 meczów rozegranych w 15 kolejkach ekstraklasy obejrzało 1 055 297 widzów, co daje średnią 8943 na jedno spotkanie. Rekordową frekwencję odnotowano w derbach Trójmiasta – spotkanie Lechii z Arką Gdynia zgromadziło 25 066 osób. Kolejną lokatę w tym zestawieniu zajmuje potyczka Wisły Kraków z Lechią, na która przybyło 23 052 fanów. Dopiero trzecie miejsce przypadło Legii Warszawa, której mecz z Lechem obejrzało 22 731 kibiców. Te dane potwierdzają, że w naszej najwyższej lidze frekwencja wciąż w znaczącym stopniu uzależniona jest od wyników, czego najlepszym dowodem jest Lechia.

Nie wiadomo jednak czy gdańszczanie utrzymają się na pierwszym miejscu do końca roku. Dużo będzie zależało od formy Flavio Paixao, bo to Portugalczyk swoimi golami zapewnił im komplety punktów w trzech ostatnich kolejkach. Jeśli jednak idzie o frekwencję, to zapewne Lechia już w 16. kolejce poprawi swoje najlepsze osiągnięcie, bowiem po przerwie na reprezentację podopiecznych trenera Piotra Stokowca czeka mecz u siebie z wiceliderem Jagiellonią, a w 18. kolejce gdańszczanie podejmą trzecią obecnie w tabeli Legię. Jeśli pogoda dopisze, to te dwa hitowe spotkania w ekstraklasie mogą zwabić na trybuny ponad 30 tysięcy kibiców.

 

Liga kiepska to i jej lider też kiepski

Jagiellonia zagrała ze Śląskiem żenująco słabo i przegrała 0:4, ale mimo to utrzymała pozycję lidera, bo ścigające ją Wisła Kraków i Lechii nie zdobyły nawet punktu.

 

Po 10. kolejce różnica między zespołami z grupy mistrzowskiej i grupy spadkowej w tabeli ekstraklasy zrobiła się jeszcze wyraźniejsza, bo ósme Zagłębie Lubin i dziewiąty Śląsk Wrocław dzielą cztery punkty. Nie można mieć jednak pewności, że ten stan rzeczy utrzyma się na dłużej, bowiem nawet najlepsze zespoły grają w kratkę. Najlepszym dowodem są choćby porażki poniesione w tej kolejce przez prowadzącą w tabeli Jagiellonię, która na własnym stadionie dała się obić Śląskowi Wrocław aż 0:4.

Hat-trickiem w tym spotkaniu popisał się napastnik wrocławskiej drużyny Marcin Robak i dzięki temu powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do siedmiu trafień, zrównując się w klasyfikacji strzelców z dotychczasowym liderem Czechem Zdenkiem Ondraskiem z Wisły Kraków. Przy okazji warto zauważyć, że Robak, król strzelców ekstraklasy z sezonu 2014-2015 w barwach Pogoni Szczecin, jest w obecnych rozgrywkach jedynym polskim piłkarzem w ścisłej czołówce ligowych snajperów. Po sześć goli na koncie mają Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia), Fin Petteri Forsell (Miedź Legnica) i Brazylijczyk Ricardinho (Wisła Płock).

Z potknięcia Jagiellonii nie skorzystała ścigające białostocczan w tabeli Lechia, która w Płocku przegrała z Wisłą 0:1, Wisła Kraków, ograna na własnym stadionie także 0:1 przez Koronę Kielce oraz Legia Warszawa, ograbiona przy Łazienkowskiej z dwóch punktów przez Arkę Gdynia. Z tego powodu różnica między pierwszym a ostatnim zespołem w grupie mistrzowskiej wynosi tylko trzy „oczka” i w tej sytuacji już w kolejnej serii spotkań może dojść do zmiany lidera. Ale w takiej słabej lidze bycie liderem to żaden wyczyn.