Świat na rozdrożu

Na grupie G20 spoczywa odpowiedzialność za to, jaki kierunek globalizacji obierze świat – stwierdził brytyjskiego Klubu Grupy 48 Stephen Perry.

 

„Jeśli idzie o procesy globalizacyjne, świat znalazł się na rozdrożu. Albo naprawi błędy, albo ruszy w stronę protekcjonizmu” – powiedział Perry agencji Xinhua. – „Na barkach grupy G20 spoczywa ogromna odpowiedzialność, aby znaleźć rozwiązania, które pozwolą nam ruszyć naprzód” – dodał. „W obliczu niepewności G20 musi podjąć kroki, aby znaleźć prowadzące do większego zatrudnienia i większego wzrostu” – zaznaczył.

Tegoroczne spotkanie grupy G20 odbywało się 30 listopada i 1 grudnia w stolicy Argentyny Buenos Aires i wyznaczało 10. rocznicę spotkania światowych przywódców, które musiało stawić czoła globalnemu kryzysowi finansowemu. „Kryzys 2008 r. doprowadził do utworzenia G20, ponieważ świat nie miał odpowiedniego forum, na którym przywódcy kluczowych krajów mogliby się porozumieć” – powiedział Perry. – „Teraz nadchodzi czas, by przywódcy G20 powinni stać się bardziej odważni niż to było w przeszłości. Jeśli spojrzymy w przeszłość, staje się jasne, że zwrot wq stronę protekcjonizmu nie rozwiązuje nieczego, a nawet prowadzi do wojen. Dlatego tak ważne jest to, w jaki sposób g20 rozwiąże te sprzeczności. Żeby świat poszedł we właściwym kierunku globalizacja musi stać bardziej inkluzywna, aby korzystało z niej więcej krajów, także krajó rozwijających się. A do tej porzy dzielenie się korzyściami wynikającymi z globalizacji nie było sprawiedliwe. Dopóki kraje Afryki, Azji i Ameryki Południowej nie zaczną korzystać z globalizacji, problemy będą trwać nadal i rozwinięte gospodarki też na tym nie skorzystają” – zauważył.

Tematem szczytu G20 było „budowanie konsensusu dla trwałego rozwoju. Miał on zająć się takimi zagadnieniami jak światowa gospodarka, handel i inwestycje, trwały rozwój, infrastruktura i zmiana klimatu.

„Jeszcze trzy do pięciu lat temu brytyjskie gazety krytykowały Chiny za inwestowanie w infrastrukturę. Dziś większość ekonomistów uznaje, że nie można myśleć o długo-, a nawet średnioterminowym wzroście bez inwestycji w infrastrukturę – zauważył Perry.

Perry podkreśla, że chińskie inicjatywy takie jak „Pas” i „Szlak” to jedna z najbardziej „transformacyjnych” platform, jakie zmieniają światowe rynki, a Chiny po czterdziestu latach reform, otwierania się na świat mają i środki, i doświadcznie i umiejętności aby te inicjatywy wcielić w życie. „Inicjatywa Pasa i Szlaku ma transformacyjny charakter, gdyż jest transnarodowa, więc rozwój infrastrukturowy w ich ramach stwarza możliwość inkluzywności ich uczestnikom” – powiedział.

Protesty wokół G20

Nie będzie powtórki z ubiegłorocznych zamieszek w Hamburgu, zapewniała minister bezpieczeństwa Argentyny Patricia Bullrich, mówiąc o protestach, jakie szykują się równolegle ze szczytem G20. W Buenos Aires podczas zjazdu najpotężniejszych tego świata nie działa komunikacja miejska, mieszkańców zachęcono do spędzenia weekendu poza miastem. Mimo to w mieście odbył marsz zorganizowany przez lewicę.

 

Neoliberalne władze Argentyny, na czele z prezydentem Mauricio Macrim, zadbały jednak o to, by uczestnicy szczytu G20 nawet nie zauważyli, że mają krytyków. Demonstracja organizowana przez lewicowy Socjalistyczny Ruch Robotniczy wspólnie z lewicowymi centralami związkowymi niedawno ruszyła z planowanego miejsca zbiórki – wyznaczonego ok. pięć kilometrów od centrum konferencyjnego Costa Salguero, gdzie odbywa się szczyt.

Mimo to chętnych do wykrzyczenia złości na neoliberalnych przywódców nie brakuje. Zarówno wenezuelska telewizja Telesur, jak i Agencja Reutera podają, że na marszu zgromadziło się kilka tysięcy osób. Pochód miał jednoznacznie antykapitalistyczne oblicze. Manifestanci upamiętnili również nieżyjących towarzyszy – działaczy i działaczki socjalistyczne, ekologiczne, feministyczne, które padły w ubiegłym roku ofiarą prawicowych bojówek i „nieznanych sprawców”. W Ameryce Łacińskiej takie morderstwa i bezkarność zabójców to nadal plaga.

Demonstracja przeszłą dwuipółkilometrową trasą pod budynek parlamentu, omijając takie tradycyjne miejsce zgromadzeń argentyńskiej lewicy i pracowników, jak Plaza de Mayo przed pałacem prezydenckim – policja nie wyraziła zgody na marsz na dłuższym odcinku. Uczestnicy nieśli transparenty z napisami „Precz z G20”, „Precz z MFW”, „Chcemy wojny – nie damy im spokoju” (to o kapitalistach).

Na ulice Buenos Aires wysłano ponad 2500 policjantów, szereg ulic wyłączono z ruchu, wstrzymano transport towarów rzeką La Platą. Okolice kompleksu konferencyjnego, gdzie obradują przywódcy, zostały zamknięte dla zwykłych śmiertelników. Organizatorzy marszu w komentarzach dla TeleSur podkreślają, że władze nałożyły na przemarsz lewicy i związkowców maksymalne ograniczenia.

Argentyński rząd ma się czego obawiać – wydarzenia takie jak G20 przyciągają antykapitalistycznych aktywistów z całego świata, a w Argentynie mogliby do nich masowo dołączyć miejscowi obywatele, wściekli z powodu reform wdrażanych przez rząd Mauricio Macriego w ścisłej współpracy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. W imię „niezbędnych oszczędności” i „zachęcania inwestorów” Macri doprowadził do masowych zwolnień w budżetówce, zlikwidował program wsparcia rodzin z dziećmi i ściął niemal do zera wydatki na służbę zdrowia, edukację i kulturę.