Linette odpadła w Dosze

Na trudne rywali trafiły obie polskie tenisistki w turnieju WTA Premier 5 na kortach twardych w katarskiej Dosze. Magda Linette zmierzyła się z Czeszką Karoliną Muchovą, a Igę Świątek czeka starcie z Chorwatką Donną Vekić.

Najlepsza obecnie polska tenisistka, Magda Linette, na inaugurację Qatar Total Open 2020 zmierzyła się już w niedzielę z Karoliną Muchovą (WTA 27). W 2019 roku poznanianka pokonała Czeszkę w ćwierćfinale turnieju w Bronksie, gdzie sięgnęła po pierwszy w karierze tytuł, a następnie przegrała z nią w finale zawodów w Seulu. W Dosze Linette nie sprostała wyżej notowanej w rankingu rywalce i przegrała z nią 3:6, 1:6.
Druga z Polek, Iga Świątek, zadebiutuje w imprezie WTA na kontynencie azjatyckim. Warszawianka pierwotnie w I rundzie miała zagrać z rozstawioną w Dosze z numerem dziewiątym Białorusinką Aryną Sabalenką, ale ponieważ z imprezy w ostatniej chwili wycofała się Rumunka Simona (w sobotę wygrała finał w Dubaju), w drabince nastąpiły przetasowania i w ich wyniku pierwszą przeciwniczką Świątek rozstawiona z numerem 17 Chorwatka Donna Vekić (WTA 23). Obie tenisistki w tym roku stoczyły pojedynek w III rundzie Australian Open, w którym lepsza była Polka wygrywając 7:5, 6:3. W Dosze zmierzą się w poniedziałek.
Turniej w w stolicy Kataru ma najwyższą rangę w cyklu WTA – Premier 5 (pula nagród 2,7 mln dolarów), dlatego na starcie pojawiło się bardzo dużo tenisistek z czołówki światowej listy. Z „jedynką” wystąpi liderka rankingu WTA Australijka Ashleigh Barty, która już w ćwierćfinale może trafić na którąś z finalistek tegorocznego Australian Open – Amerykankę Sofię Kenin (triumfatorkę) lub Hiszpankę Garbine Muguruzę. W imprezie zagrają też m.in. broniąca tytułu Belgijka Elise Mertens, Czeszki Karolina Pliskova i Petra Kvitova, Szwajcarka Belinda Bencić, Tunezyjka Ons Jabeur, Estonka Anett Kontaveit, Łotyszka Anastasija Sevastova, Ukrainka Elina Switolina. Przez eliminacje nie przeszła trzecia z naszych tenisistek Magdalena Fręch.

Sensacyjna wygrana rosyjskiej Amerykanki

W pierwszym tegorocznym turnieju Wielkiego Szlema w grze pojedynczej kobiet triumfowała po raz pierwszy w karierze 21-letnia reprezentantka USA rosyjskiego pochodzenia Sofia Kenin, natomiast w rywalizacji mężczyzn po raz ósmy triumfował na kortach Melbourne Park Serb Novak Djoković.

Po raz pierwszy w Erze Otwartej w finale Australian Open zmierzyły się dwie tenisistki spoza Top 10 rankingu WTA. We wszystkich wielkoszlemowych imprezach był to dopiero szósty taki mecz o tytuł w XXI wieku. Ostatni miał miejsce w US Open 2018, gdy Naomi Osaka pokonała Serenę Williams. Japonka była wtedy notowana na 19., a Amerykanka na 26. miejscu światowej listy. 21-letnia Kenin została najmłodszą triumfatorką Australian Open od 2008 roku, gdy w starciu 20-latek Rosjanka Maria Szarapowa pokonała Serbkę Anę Ivanović. W ubiegłym sezonie Kenin wygrała trzy turnieje rangi international (Hobart, Majorka, Kanton), a na początku stycznia 2019 znajdowała się na 56. miejscu światowego rankingu. Po triumfie na kortach Melbourne Park w najnowszym notowaniu zadebiutuje w Top 10 (będzie siódma).
Przed finałem większe szanse na zwycięstwo przyznawano rywalce Kenin, bo 26-letnia Garbine Muguruza, chociaż w tegorocznym Australian Open startowała z pozycji zawodniczki nierozstawionej, górowała nad amerykańską tenisistką o rosyjskich korzeniach (jej historia jest bliźniaczo podobna do przypadku Marii Szarapowej, z tą różnicą, że rodzina Kenin i ona sama postanowili zamerykanizować się całkowicie i zerwali więź ze starym krajem) doświadczenie i dokonaniami. 26-letnia Hiszpanka w wielkoszlemowym finale występowała po raz czwarty, a dwa z nich wygrała – French Open w 2016 i Wimbledon w 2017 roku. Młodsza o pięć lat Kenin wcześniej w Wielkim Szlemie najdalej dobrnęła do czwartej rundy. W rankingu WTA zajmowała co prawda wyższe miejsce od Muguruzy (była 15., a jej rywalka 33.), lecz na korcie ranking przecież nie gra, a Hiszpanka, odkąd jej trenerką ponownie jest jej słynna rodaczka Conchita Martinez, błyskawicznie wraca do tenisowej elity, z której wypadła po z powodu kontuzji i regresu formy. Amerykanka też jednak przyjechała do Melbourne w rewelacyjnej formie. W drodze do finału w sześciu pojedynkach straciła tylko jednego seta, w starciu z 16-letnią Cori Gauff, która rundę wcześniej wyeliminowała broniącą tytuły Japonkę Naomi Osakę. W finale Kenin pokonała Muguruzę 4:6, 6:2, 6:2. „Miejcie marzenia. I odwagę, by je spełniać” – powiedziała do widowni po trwającym 123 minuty meczu.
W zmaganiach mężczyzn do decydującego pojedynku stanął siedmiokrotny triumfator Australian Open 32-letni Novak Djoković oraz młodszy od niego o sześć lat Austriak Dominic Thiem. Serbski tenisista przegrywał już w setach 1:2 i musiał na dodatek przezwyciężyć kryzys fizyczny, ale przełamał słabość i po trwającym cztery godziny morderczym pojedynku pokonał Thiema 6:4, 4:6, 2:6, 6:3, 6:4 i po raz ósmy w karierze zwyciężył w Australian Open. W sumie Djoković ma już na koncie 17 wielkoszlemowych triumfów i jest pod tym względem coraz bliżej dokonań Hiszpana Rafaela Nadala (19 zwycięstw) i Szwajcara Rogera Federera, który ma na koncie 20 wygranych turniejów.
Ta trójka graczy w ostatnich latach zdominowała rywalizację w Wielkim Szlemie. Po raz ostatni pozwolili wygrać graczowi spoza ich grona w 2016 roku – wtedy w US Open triumfował Szwajcar Stan Wawrinka, zresztą po finałowym zwycięstwie nad Djokoviciem. Po tegorocznym triumfie w Australian Open serbski tenisista wróci na pozycję lidera rankingu ATP. W tym roku nie przegrał jeszcze żadnego pojedynku. Thiem natomiast przegrał swój trzeci wielkoszlemowy finał. Wcześniej dwukrotnie zmarnował szansę w French Open, za każdym razem ulegając Rafaelowi Nadalowi.
W deblu wśród mężczyzn triumfowali Amerykanin Rajeev Ram i Brytyjczyk Joe Salisbury, wśród pań Węgierka Timea Babos i Francuzka Kristina Mladenovic, natomiast w grze mieszanej zwyciężyli Czeszka Barbora Krejcikova i Chorwat Nikola Mektić.

Tenisistki są krezuskami

Serena Williams jest najlepiej zarabiającą sportsmenką w zestawieniu opracowanym przez magazyn „Forbes”. Amerykańska tenisistka od czerwca 2017 roku przez kolejne 12 miesięcy zarobiła 18,1 mln dolarów.

 

Dziesięć najlepiej zarabiających sportsmenek zgromadziło łącznie 105 mln. Dla porównania 10 czołowych sportowców wzbogaciło się o ponad miliard dolarów; najbardziej – bokser Floyd Mayweather (285 mln dolarów). W poprzednim zestawieniu Williams była jedyną kobietą w Top 100 najlepiej zarabiających ludzi sportu. Zmniejszone przerwą macierzyńską dochody nie pozwoliły jej na powtórzenie tego wyczynu.

Ale wśród pań Williams wciąż jest bezkonkurencyjna i w zajęciu pierwszego miejsca nie przeszkodziła jej nawet macierzyńska przerwa, z powodu której na korcie zarobiła tylko 62 tysiące dolarów. Pozostałe zarobione przez nią pieniądze pochodziły z umów sponsorskich. U drugiej w zestawieniu duńskiej tenisistki polskiego pochodzenia Karoliny Woźniackiej (13 mln dolarów) rozkład jest niemal równy z nagród siedem milionów, z reklam sześć milionów dolarów.

Zresztą tenisistki zdominowały czołową dziesiątkę zestawienia, bo znalazło się w niej aż osiem. Trzecia jest Amerykanka Sloane Stephens (11,2 mln), czwarta Hiszpanka Garbine Muguruza (11), piąta Rosjanka Maria Szarapowa (10,5), szósta Amerykanka Venus Williams (10,2), ósma Rumunka Simona Halep (7,7), a dziesiąta Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (7,0). Na siódmym miejscu znalazła się hinduska badmintonistka Pusarla Venkata Sindhu (8,5), srebrna medalistka igrzysk w Rio de Janeiro. Jej głównym źródłem dochodów były umowy sponsorskie, które przyniosły jej 8 mln dolarów. Dziewiąta natomiast jest startująca w wyścigach samochodowych Amerykanka Danica Patrick (7,5 mln).

 

Radwańska w Cincinnati

Agnieszka Radwańska w turnieju Western&Southern Open w Cincinnati (pula nagród 2,8 mln dolarów) w pierwszej rundzie trafiła na rywalkę z Top 10 rankingu WTA Czeszkę Karolinę Pliskovą.

 

Jeszcze rok temu takie losowanie Radwańska uznałaby za szczęśliwe, bo z Pliskovą wcześniej mierzyła się siedmiokrotnie i wszystkie te pojedynki wygrała łatwo nie tracąc nawet jednego seta. Teraz jednak forma polskiej tenisistki jest wielką niewiadomą, a poza tym Pliskova od dwóch sezonów plasuje się w pierwszej dziesiątce, przez pewien czas była nawet liderką światowej listy, więc jej pokonanie może zwyczajnie przekroczyć aktualne możliwości Radwańskiej. Gdyby jednak okazało się, że nasza tenisistka nadal ma na nią „patent” i wygra w Cincinnati także ich ósme starcie, to w kolejnych fazach turnieju czekają ją nie mniejsze wyzwania.

Już w II rundzie na jej drodze może stanąć znakomicie grająca ostatnio Brytyjka Johanna Konta lub też idąca wciąż w górę Białorusinka Aryna Sabalenka. Zakładając, że Radwańska jednak dałaby sobie z nimi radę, to w III rundzie może trafić na najsłynniejszą z białoruskich tenisistek Wiktorię Azarenkę, Hiszpanką Carlą Suarez lub też klasyfikowaną w Top 10 Francuzkę Caroline Garcię.

Radwańska trafiła do drugiej ćwiartki turniejowej drabinki, w której najwyżej rozstawiona jest reprezentantka Niemiec Andżelika Kerber, finalistka Western&Southern Open z 2012 i 2016 roku. Krakowianka jak dotąd w Cincinnati nie przeszła fazy ćwierćfinałowej, ale gdyby tym razem jakimś cudem awansowała do półfinału, to jej rywalkami w tej fazie turnieju mogą być liderka rankingu WTA i triumfatorka Wimbledonu 2018 Rumunka Simona Halep, Łotyszka Jelena Ostapenko lub broniąca tytułu Hiszpanka Garbine Muguruza.

 

Pogrom faworytek w Wimbledonie

Czegoś takiego nie było jeszcze w historii wielkoszlemowego Wimbledonu. W tegorocznej edycji do ćwierćfinału nie awansowała żadna z zawodniczek z pierwszej dziesiątki rozstawionych w turnieju. Jako ostatnia z Top 10 odpadła turniejowa „siódemka” Czeszka Karolina Pliskova, którą wyeliminowała Holenderka Kiki Bertens.

 

To pierwsza taka sytuacja w ponad stuletniej historii rozgrywek na wimbledońskiej trawie, a już na pewno w liczonej od 1968 roku tzw. erze otwartej. W pierwszych czterech rundach z turnieju odpadły: Rumunka Simona Halep (rozstawiona z nr 1), Dunka Karolina Woźniacka (2), Hiszpanka Garbine Muguruza (3), Amerykanka Sloane Stephens (4), Ukrainka Elina Switolina (5), Francuzka Caroline Garcia (6), dwie Czeszki – Karolina Pliskova (7) i Petra Kvitova (8) oraz dwie Amerykanki – Venus Williams (9) i Madison Keys (10). Przypomnijmy, że tytułu broniła Muguruza, Woźniacka w tym roku wygrała wielkoszlemowy Australian Open, a Halep French Open na ziemnych kortach Rolanda Garrosa w Paryżu.

Nie od rzeczy jest wspomnieć, że Venus Williams wygrywała na na kortach All England Club pięciokrotnie, Kvitova dwukrotnie, a Stevens w ubiegłym roku wygrała wielkoszlemowy US Open. Jeśli dodamy do tego porażki byłych „jedynek” światowego rankingu Rosjanki Marii Szarapowej i Białorusinki Wiktorii Azarenki, czy nawet naszej Agnieszki Radwańskiej, finalistki Wimbledonu, to obraz zniszczeń w szeregach najwybitniejszych zawodniczek ostatniej dekady robi porażające wrażenie.

Sytuację ratuje obecność w ćwierćfinale Sereny Williams, największej gwiazdy kobiecego tenisa ostatnich dwóch dekad, siedmiokrotnej triumfatorki Wimbledonu 23-krotnej w turniejach Wielkiego Szlema, która wróciła na korty po urodzeniu dziecka i na wimbledońskiej trawie przypomina rywalkom, że 181. miejsce w rankingu WTA to skutek macierzyńskiego urlopu, a nie spadku formy. Przez pierwsze cztery rundy Serena przeszła jak burza nie tracąc nawet seta. W ćwierćfinale amerykańska gwiazda trafiła na Włoszkę Camilę Giorgi, w oprócz nich o półfinał zagrały: Słowaczka Dominika Cibulkova z Łotyszką Jeleną Ostapenko (mistrzyni French Open z 2017 roku), Holenderka Kiki Bertens z Niemką Julią Goerges oraz Rosjanka Daria Kasatkina z Polką w niemieckich barwach Angelique Kerber (mistrzyni Australian Open i US Open z 2016 roku).

Honoru polskiego tenisa w grze pojedynczej broni w Wimbledonie już tylko juniorka Iga Świątek, która w pierwszej rundzie juniorskiego turnieju trafiła na rozstawioną z numerem 1 Amerykankę Whitney Osuigwe i nieoczekiwanie pokonała wyżej notowaną rywalkę 2:6, 6:3, 6:3. W grze podwójnej po odpadnięciu Łukasza Kubota i Marcina Matkowskiego na placu boju została już tylko Alicja Rosolska. Polka i grająca z nią w duecie Amerykanka Abigail Spears awansowały do ćwierćfinału, w którym zmierzą się z najwyżej rozstawionymi w turnieju Węgierką Timeą Babos i Francuzką Kristiną Mladenović, triumfatorkami tegorocznego Australian Open i finalistkami Wimbledonu z 2014 roku.

 

Wielkoszlemowy triumf Simony Halep

Liderka rankingu WTA Rumunka Simona Halep w finale French Open pokonała Amerykankę Sloane Stephens i wygrała pierwszy wielkoszlemowy turniej w karierze.

 

Dla Sloane Stephens był to drugim wielkoszlemowym finał w karierze. W ubiegłym roku w US Open wygrała z rodaczką i przyjaciółką Madison Keys. Na paryskich kortach im. Rolanda Garrosa obie Amerykanki spotkały się w półfinale i ponownie lepsza okazała się Stephens, ale w pojedynku o tytuł czekała na nią znajdująca się w fantastycznej formie liderka światowego rankingu. Halep była mocno zmotywowana, bo swoją dominację chciała wreszcie potwierdzić wielkoszlemowym tytułem. Rumunka była tego bliska wcześniej, ale przegrała trzy wcześniejsze mecze o tytuł w imprezach tej rangi. W Paryżu uległa Rosjance Marii Szarapowej (2014) i Łotyszce Jelenie Ostapenko (2017), a w tym roku w Melbourne nie dała rady Dunce polskiego pochodzenia Karolinie Woźniackiej. W sobotę w finale 122. edycji French Open Halep wreszcie dopięła celu i zwyciężyła 3:6, 6:4, 6:1.

Rumunka była faworytką finału, bo wcześniej z siedmiu potyczek ze Stephens wygrała pięć, ale musiała swoje na korcie wybiegać i zdecydowanie lepiej wytrzymała kondycyjnie trudy meczu. W trzecim gemie atakująca zawzięcie liderka rankingu odpuściła Stephens dopiero przy prowadzeniu 5:0. Nie bez powodu – przed rokiem w trzeciej partii prowadziła już Ostapenko 3:0 i za szybko uwierzyła, że ma mecz wygrany. Tym razem już tego błędu nie popełniła. Za zwycięstwo w turnieju Halep otrzyma 2,2 mln euro premii i 2000 punktów rankingowych. W najnowszym notowaniu światowej listy jej przewaga nad drugą w zestawieniu Woźniacką urośnie do 1225 punktów. Na czwarte miejsce rankingu WTA awansuje Stephens i będzie najwyżej aktualnie sklasyfikowaną amerykańską tenisistką.

French Open 2018: Wielki tenis w Paryżu

W niedzielę w Paryżu rozpoczęła się 117. edycja wielkoszlemowego French Open. Na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa tytułów w grze pojedynczej bronią Łotyszka Jelena Ostapenko i Hiszpan Rafael Nadal.

Pod nieobecność kontuzjowanej Agnieszki Radwańskiej obowiązek godnego reprezentowania polskiego tenisa w grze pojedynczej spadł na Magdalenę Linette i Magdalenę Fręch oraz Huberta Hurkacza. Linette zakwalifikowała się do turnieju na podstawie rankingu, natomiast Fręch i Hurkacz do głównej drabinki przebili się przez trzystopniowe kwalifikacje.

Linette i Fręch do rywalizacji przystąpiły już w niedzielę – pierwsza z nich zmierzyła się z wyżej notowaną tenisistką z Kazachstanu Zariną Dijas (WTA 53), druga natomiast trafiła w losowaniu na Rosjanką Jekateriną Aleksandrową (WTA 102). Pojedynki obu naszych zawodniczek zakończyły się po zamknięciu wydania. Hurkacz także trafił na gracza wyżej notowanego – w pierwszej rundzie Polak zmierzy się z 27-letnim Amerykaninem Tennysem Sandgrenem (ATP 55), ćwierćfinalistą tegorocznego Australian Open. W grze podwójnej wystąpi czwórka naszych tenisistów – Łukasz Kubot zagra w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo, Marcin Matkowski ze Szwedem Robertem Lindstedtem, Linette z Brytyjką Naomi Broady, a Alicja Rosolska z Amerykanką Abigail Spears.

Jednym z wydarzeń tegorocznego French Open jest powrót po prawie półtorarocznej przerwie do rywalizacji wielkoszlemowej Sereny Williams. Amerykanka, która ma w dorobku 23 tytuły wywalczone w singlu w imprezach tej rangi, skorzystała z tzw. zamrożonego rankingu, ale nie została rozstawiona, co wzbudziło kontrowersje, bo w już 1/8 finału może trafić na Rosjankę Marię Szarapową.

Sześć tenisistek zagra w Paryżu o pierwsze miejsce w rankingu WTA. Numerem 1 jest obecnie Rumunka Simona Halep, ale ona broni 1300 punktów za zeszłoroczny finał i żeby utrzymać fotel liderki światowej listy, musi dotrzeć co najmniej do półfinału. W podobnej sytuacji jest Hiszpanka Garbine Muguruza, która także musi dojść co najmniej do półfinału, żeby mieć szansę na powrót na pierwsze miejsce rankingu WTA. Ale nawet taki wynik może okazać się nie wystarczający, jeśli Dunka Karolina Woźniacka osiągnie finał, bo wtedy to ona zostanie numerem 1 światowej listy, chyba że w finale przegra z Halep. Mniejsze szanse na zostanie nową numer jeden kobiecego tenisa po French Open mają Ukrainka Elina Switolina, Francuzka Caroline Garcia i Czeszka Karolina Pliskova. Dla nich warunkiem koniecznym jest zdobycie w Paryżu tytułu oraz słabe wyniki wyżej notowanych tenisistek.

W ubiegłym roku ogromną sensację sprawiła wtedy niespełna 20-letnia Jelena Ostapenko. Ciekawe, która tenisistka w obecnej edycji sięgnie po trofeum i dwa miliony euro nagrody?