Cmentarz podgrzewa atmosferę

Dzień Wszystkich Świętych spędzony na cmentarzu, to dobry sposób, by nań trafić samemu. Na dłużej.

W latach 1998 – 2000 na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie prowadzono badania, które wykazały, że w w Święto Zmarłych i Zaduszki, suma wszystkich Wielopierścieniowych Węglowodorów Aromatycznych, czyli nader złych rzeczy, trzykrotnie przekraczała ówczesne – nader tolerancyjne – normy. Zrobiła się afera. Oberwały instytucje finansujące i prowadzące te pomiary. Skutek jest taki, że od 19 lat takich badań nikt już nie robi.

Tymczasem inhalacja WWA daje dość interesujące efekty. Te krótkoterminowe to ledwie podrażnienie oczu, nudności, wymioty oraz biegunka. Wrażliwcy, zamiast wymiotów i rozwolnienia mogą spodziewać się niefajniejszych przypadłości – zaćmy, uszkodzenia nerek, wątroby albo i żółtaczki. Medycy wspominają też, że jak się wdycha WWA za dużo, to związek ten potrafi wywołać rozpad krwinek czerwonych. Nie wspominając o tym, że jak się ma pecha, to z WWA może wziąć się rak płuc i innych narządów wewnętrznych.

Wyposażeni w spektrometr cząstek chemicy, sprawdzili przy zupełnie innej okazji, co jest w spalinach zwykłej parafinowej świecy. Od tej pory już ich nie używają. Wyszło im, że sadza ze spalanych świec jest podobna do tej, która wylatuje z rury wydechowej samochodu z silnikiem diesla. To coś okazuje się być tak samo niebezpieczne dla organizmu jak bierne palenie. Albo gorsze, bo w kolejnych badaniach wyszło, że opary parafiny przyczyniają się do powstania guzów w nerkach i wątrobie zwierząt laboratoryjnych. Nie ma więc siły, żeby tak samo nie działały na człowieka.

Najciekawsze dla naukowców było występowanie w dymie ze świeczki dwóch nader złych substancji i to w znacznym nadmiarze. Pierwsza to toluen. Rozwalający układ oddechowy, immunologiczny i krwionośny. Ale też kaleczący kształtujące się plemniki. Nie wspominając, że z wątrobą obchodzi się jeszcze gorzej niż denaturat. No i nerki też niszczy. Ale spektrum oddziaływania toluenu jest znacznie szersze. Równie dobrze może tylko podrażnić skórę lub oczy, jak i uszkodzić mózg. Bo już dawno zauważono, że obniża także zdolność uczenia się. Wobec czego prowadzanie dzieci na pełne świeczek cmentarze, aby się uczyły, jest mocno przeciwskuteczne. W spalinach ze zniczy jest jeszcze benzen. W przeciwieństwie do toluenu jego szkodliwość nie jest tak szeroka. Benzen bowiem nie uszkadza i nie drażni, ale powoduje, że komórki rakowacieją. Bo to mocny kancerogen jest.
Każdy znicz ma knot. Większość z nich posiada metalowy rdzeń zawierający cynk, cynę i ołów. 100 proc. ołowiu, który wdycha człowiek, jest absorbowane przez nasz układ krwionośny. Od wziewnego przyjmowania tego pierwiastka ołowicy się nie nabawimy. Ale to co fruwa, może podrażniać i uszkadzać płuca. Co, z kolei, skutkuje upośledzeniem oddychania, najczęściej w postaci astmy.
Ponieważ na polskich grobach panuje tradycyjne „postaw się”, to żeby pozostałym członkom rodziny opadły szczęki, należy umieścić na nim znicz wielkości olimpijskiego. Żeby jednak nie popłynąć na tym finansowo, ustrojstwo takie jest z barwionego plastiku. A że wiatr może je przewrócić, to płomień zacznie wypalać i tworzywo sztuczne. Znaczy produkować dym zawierający w cholerę dioksyn. Te zaś działają bardzo rakotwórczo. Ale nie tylko. Poza wyhodowaniem nowotworu, najsilniejszy wpływ dioksyn jest obserwowany w systemie rozrodczym, hormonalnym i immunologicznym. Najbardziej wrażliwe ze wszystkich, są noworodki i płody poddane działaniu dioksyn jeszcze w macicy. Ale żeby tam tylko.
Do tego, żeby była ciąża jest potrzebne nasienie. A dzięki dioksynom może go być za mało i tatusiem się nie zostanie. Jednak w badaniach wyszło coś znacznie, dla mężczyzn, gorszego. Dioksyny wpływają na bardzo mocny spadek hormonów płciowych. W związku z czym, tej małej ilości nasienia, i tak nie będzie czym wprowadzić tam gdzie się powinno. A zatem erekcja – albo grób ciotki.

Polska produkuje dwie trzecie zniczy na świecie. Niemal wszystkie wypalane są u nas. Światowy katolicyzm nie nakazuje bowiem 1 listopada śmigać samochodem na drugi koniec kraju, w którym się mieszka i obstawić grób baterią zniczy. Tak jest tylko i wyłącznie u nas. Co prawda na Litwie, Białorusi, Ukrainie oraz w Czechach i na Słowacji też zdarzają się znicze. Ale im dalej od polskiej granicy tym jest ich mniej.
Prawdopodobnie jesteśmy też jedynym krajem, który ma coś o nazwie Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Zniczy i Świec. I ta właśnie organizacja szacuje, że rocznie Polacy kupują 300 mln zniczy. Z czego dwie trzecie w okolicach Wszystkich Świętych. Co rok na nagrobne ognie Polacy puszczają ok. 1 mld zł.
Puszczają w związku z tym coś jeszcze. Mnóstwo dwutlenku węgla. Tak się bowiem składa, że parafina spala się dokładnie tak jak ropa naftowa. I robi globalne ocieplenie. Można nawet policzyć jaka jest skala tego zjawiska. I jak się przemnoży ilość spalonej na początku listopada na cmentarzach parafiny, to wyjdzie, że atmosfera ubogaciła się od polskiej tradycji o prawie 60 tys ton CO2.
Gdyby ktoś chciał wyemitować legalnie tyle tego zanieczyszczenia, to musiałby kupić na europejskim rynku specjalne uprawnienia. Te są po 25 euro za tonę. Zgodnie zatem z prawem, winniśmy za Wszystkich Świętych zapłacić jako państwo, jakieś 1,5 mln euro.

W każdym innym kraju, na obyczaj skutkujący skażeniem atmosfery naskoczyliby ekologowie. Ale nasi mają inaczej, bo widać sami peregrynują po grobach ciotek i babć, wypalając tlen i nasycając organizmy spalinami ze zniczy.
Gwoli sprawiedliwości, trzeba oddać zielonym, że zainteresowali się choć plastikowymi zniczami i sztucznymi kwiatami z grobów. I oczywiście są przeciw, bo jak wiadomo, plastik zabija wieloryby. Promują zatem ekologiczną wersję zniczy, czyli szklane, albo z gliny.
Huty szkła pukają się na to w czoła, bo cmentarna stłuczka do ponownego przetopienia z powodu skażenia parafiną się za bardzo nie nadaje. Koledzy ekologów od zniczy, czyli ekolodzy od kopalni wszelkiego rodzaju – znaczy i gliny też – również są przeciw, bo kopalnia dewastuje środowisko straszniej, niż plastik wieloryby.
Są jeszcze i katoliccy ekologowie, którzy w imię papieża Franciszka i jego ekologicznej encykliki, powinni zwalczać palenie na cmentarzach, nakazując odwiedzającym groby poprzestać na stosownym paciorku. Ale oni też milczą.
Najbardziej zaś nie ma nic przeciwko grzechowi wobec natury Kościół. Największy beneficjent Wszystkich Świętych. To on zarządza 95 proc. nekropolii w Polsce. To do niego muszą się zgłosić z kopertą wszyscy, którzy pod cmentarnymi bramami będą sprzedawali miliony zniczy. Licząc, że tylko jeden procent z miliarda zł za znicze trafi do księży, to nieboszczycy nagonią im za nic 10 mln zł. Nie wspominając o nowych nieboszczykach, którzy wezmą się z zatruwania powietrza.

Kapitalizm niszczy płuca

Od kilku tygodni trwają największe w historii pożary amazońskiej puszczy.

Brazylijscy strażacy oszacowali liczbę nowych punktów zapalnych na około 2500. Liczba pożarów od początku 2019 roku wzrosła do 72 tysięcy, czyli o nawet 80% w porównaniu z analogicznym okresem roku 2018. Średnica największego pożaru ma około 200 km. Według portalu ITV w czwartek 22 sierpnia w Amazonii płonął łącznie obszar 315 tysięcy kilometrów kwadratowych, czyli większy od powierzchni Wysp Brytyjskich. Dym jest widoczny nawet z kosmosu i będzie mieć wpływ na sytuację klimatyczną w całym regionie.
Większość pożarów jest wynikiem celowego wypalania lasów pod uprawy dla przemysłu spożywczego – głównie produkcji wołowiny, soi oraz oleju palmowego. Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro od początku kadencji reprezentuje interesy lobby wielkich właścicieli ziemskich. Właściciele ziemscy byli jednymi z głównych sponsorów kampanii wyborczej prawicowego prezydenta. Po dojściu do władzy pod koniec ubiegłego roku, Bolsonaro zlikwidował ustawodawstwo chroniące środowisko naturalne oraz gwarantujące nienaruszalność rezerwatów Indian, zapewniając bezkarność wielkiemu kapitałowi.
Do nagłego wzrostu skali rabunkowej gospodarki przyczynia się narastający w Brazylii kryzys. Kapitał szuka nowych źródeł dochodu i sposobów na intensyfikację działalności gospodarczej. Ponieważ doprowadził do zniszczenia wielu tradycyjnych regionów rolniczych i przejął większość zlokalizowanych w nich małych i średnich farm, potrzebuje nowych terenów pod inwestycje. Nowe uprawy opierają się na rabunkowej gospodarce zasobami. Wymagają dużego obszaru, intensywnego nawożenia, a także stworzenia infrastruktury transportowej.
Bolsonaro stara się odwrócić uwagę opinii publicznej od rzeczywistych sprawców tragedii. O wzniecanie pożarów oskarżył organizacje pozarządowe, które, według niego starają się o dotacje na walkę z niszczeniem środowiska naturalnego.
Pożary lasów to również tragedia dla Indian, którzy stanęli na drodze wielkiego kapitału do zysków z upraw. Amazonię zamieszkuje ponad 400 plemion, liczących w sumie około miliona ludzi. Amazońskie plemię Mura oświadczyło, że jest gotowe walczyć przeciwko niszczeniu lasu deszczowego, który zamieszkuje. Po objęciu urzędu przez Bolsonaro Indianie byli wielokrotnie atakowani przez bojówki służące właścicielom ziemskim. Indian uznano za zbędnych z punktu widzenia kapitału, ponieważ nie są konsumentami produktów przynoszących kapitałowi największe zyski oraz ograniczają „wolność” działania inwestorów i właścicieli ziemskich. Na ich zlecenie bojówki palą wioski, niszczą pola uprawne należące do ludności tubylczej, a także jej rejony łowieckie. W skrajnych przypadkach dochodzi do mordowania Indian. Prezydent Brazylii twierdzi, że tubylcy nie powinni być specjalnie chronieni, a tereny Amazonii chce wykorzystać dla „rozwoju ekonomicznego” kraju.
Pożary z brazylijskiej części Amazonii rozprzestrzeniają się na sąsiednie kraje, stanowiąc dla nich poważne zagrożenie. Władze państwowe mogą zastosować skuteczne metody zwalczania pożarów. W tym samym czasie gdy rząd Brazylii współdziała z podpalaczami, sąsiednia Boliwia do walki z pożarami zamówiła największy samolot gaśniczy na świecie. Prezydent Evo Morales oświadczył, że będzie on zwalczał pożary, które przeniosą się na boliwijską stronę granicy.
Pożary Amazonii pokazują, że kapitał i działający w jego interesie politycy prowadzą do zniszczenia jednego z najważniejszych ekologicznie obszarów Ziemi. Potwierdza to, iż kapitalizm dla zysku jest w stanie zniszczyć
cała planetę.

Arktyka płonie

Światowa Organizacja Meteorologiczna bija na alarm.

Przez ostatnie półtora miesiąca w Arktyce wybuchło ponad 100 pożarów; to nienotowany w tej strefie fenomen. Powodem jest drastyczny skok temperatur.
Arktyka to obszar geograficzny, którego terytorium obejmuje rejony Rosji, Kanady, Norwegii, Szwecji i Finlandii, a także Alaskę, Grenlandię, Islandię oraz Ocean Arktyczny. Największe pożary wystąpiły na Alasce i na Syberii. Niektóre z nich osiągnęły monstrualne rozmiary. Do największego pożaru doszło w Ontario w Kanadzie. Główną przyczyną tego zjawiska są niezwykle wysokie temperatury i wywołana przez nie susza.
Anomalie występujące na Syberii są doprawdy wstrząsające. Aż o 10 stopni Celsjusza została przekroczona średnia temperatura z lat 1981-2010. Nie lepiej jest na amerykańskiej Alasce. Tam czerwiec br. był najgorętszym okresem, odkąd w ogóle prowadzi się tam pomiar temperatury! Dochodziła ona do 32 stopni Celsjusza. Niemal codziennie wybuchały tam samoistnie pożary. Tylko w tym roku odnotowano ich tam ponad 400. Pożary w Arktyce są szczególnie niebezpieczne nie tylko ze względu na bezpośrednie szkody jakie wyrządzają, lecz także z powodu gigantycznej emisji dwutlenku węgla jaki się wówczas wytwarza.
Eksperci Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) obliczyli, że w samym tylko czerwcu pożary spowodowały uwolnienie do atmosfery aż 50 milionów ton dwutlenku węgla. To ilość równa całorocznej emisji dwutlenku węgla w Szwecji lub wszystkim emisjom wywołanym przez pożary za kołem podbiegunowym w latach 2010-2018.
Pożary w Arktyce zwiększają też ryzyko szybszego topnienia pokrywy wiecznej zmarzliny. To również jest wyjątkowo niebezpieczne, gdyż powoduje to uwalnianie metanu, jednego z gazów mających największy wpływ na powstawanie efektu cieplarnianego.
– Od początku czerwca jesteśmy w Arktyce świadkami bezprecedensowych pożarów. Pożary nie wybuchają tam na obszarach zalesionych, jak to się dzieje latem w innych częściach Europy, lecz na wysychającej powierzchni wiecznych lodów. – cytuje rzeczniczkę WMO Clare Nullis portal TVN Meteo.
Poważnym zagrożeniem są również inne substancje emitowane do atmosfery podczas tych pożarów. Nie mają one bezpośredniego przełożenia na zmiany klimatyczne, lecz są niebezpieczne dla zdrowia ludzi.
– Pożary te rodzą obawy, co do ich wpływu na zdrowie, ponieważ towarzyszy im powstawanie trujących substancji i gazów toksycznych, które mogą się przenosić na wielkie odległości – powiedziała jeszcze Nullis.
Ofiarą tego zjawiska padła ludność Fairbanks, miasta położonego w środkowej części Alaski. Odnotowano tam w tym roku najgorsze zanieczyszczenie powietrza na świecie. Jeden z tamtejszych szpitali utworzył „schron dla czystego powietrza”.

Arktyka papierkiem lakmusowym

Z raportu „Arctic Report Card” nadzorowanego przez agencję amerykańskiego rządu – Narodową Służbę Oceaniczną i Meteorologiczną wynika, że Arktyka jest papierkiem lakmusowym klimatycznych zmian: populacja reniferów zmniejszyła się w ostatnim czasie o 3 miliony. Woda w Oceanie Północnym ociepliła się od 2014 roku na tyle, że 95 procent najstarszych warstw lodu stopniało.

 

Naukowcy twierdzą, że wymieranie reniferów spowodowane jest tym, że mają coraz mniej pożywienia. Ocieplenie klimatu powoduje zanikanie porostów i wypieranie ich przez wyższe rośliny, a także wzrost populacji insektów, które atakują zwierzęta. Na terenach zamieszkiwanych przez renifery pada coraz więcej deszczu, który zamarza i tworzy cienką warstwę lodu, co utrudnia poszukiwanie jedzenia. Zwierząt jest drastycznie mniej, bo mają trudniejsze warunki do życia.

Zmiany dotykają całego świata, ale w Arktyce ich efekty widoczne są najwcześniej. Topnieje wieczna zmarzlina, lód morski, kurczą się lodowce. Przez ostatnie 12 lat woda w Oceanie Arktycznym się „odmłodziła”, a warstwy lodu pływające po niej są cieńsze, co powoduje, że spora część organizmów morskich umiera, ponieważ latem, kiedy promienie słoneczne przenikają do wody, robi się już dla nich za ciepło. Zauważalnie cieplejsze są i wody przybrzeżne i powietrze, co wpływa znacząco na zmniejszenie się populacji ryb, a zarazem ich połowy są coraz miej opłacalne.
Naukowcy twierdzą, że cieplejsze wody oceaniczne są bardziej podatne na rozprzestrzenianie się toksyn i mikroplastiku.

Moje salomonowe rozwiązania

Często słyszałem, że dziennikarze, nawet ci z „Trybuny”, jedynie krytykują i krytykują, a nie proponują, nie wskazują pozytywnych rozwiązań. Że dziennikarze powinni nie tylko interpretować świat, ale też go zmieniać.
Podążając śladem tej krytyki prezentuję pozytywne rozwiązania obecnie trzech palących Polskę problemów.

 

Pomnik księdza paskudnika

„Nie chcemy pomnika księdza paskudnika” – pod takim hasłem protestują gdańszczanie. Przeciwko obecności w ich mieście pomnika księdza katolickiego Henryka Jankowskiego, znanego pedofila.
Pomnik jednak trudno jest zwyczajnie zburzyć, bo ksiądz pedofil nadal jest popierany przez hierarchię polskiego kościoła kat. i prominentnych działaczy NSZZ „Solidarność”.
Poparcie hierarchii kościelnej dla pedofila jest zrozumiałe. To typowa solidarność korporacyjna.
Czemu związek zawodowy NSZZ „Solidarność” broni księdza pedofila?
Czy zastrajkuje w razie usuwania pedofilskiego pomnika?
Dlatego, aby uniknąć konfliktów proponuję salomonowe rozwiązanie.
Pomnik księdza pedofila można przenieść z Gdańska do innej parafii katolickiej. Tak jak hierarchowie przenoszą żywych księży pedofilii po ujawnieniu ich zbrodniczej działalności.
I po krzyku.

 

Wypożyczalnia posłów

W gmachu Sejmu RP panie posłanki i panowie posłowie mają wszystko, co im do życia jest potrzebne. Sklep z gorzałką, kaplicę katolicką, basen, gabinet fryzjerski, restaurację, bankomaty i okienka bankowe. Ostatnie praktyki parlamentarne, czyli kanibalizm polityczny pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego i wampiryzm polityczny przewodniczącego Grzegorza Schetyny, czyli podbieranie i wysysanie parlamentarzystów z konkurencyjnych klubów parlamentarnych, wytworzyły popyt na nowy gatunek pań posłanek i panów posłów.
Zapotrzebowanie na parlamentarzystów, którzy uzupełniają braki podebranych lub wyssanych parlamentarzystów klubów parlamentarnych. Aby zaatakowany przez pana kanibala lub wampira klub parlamentarny nie spadł do drugorzędnej, pogardzanej wręcz, roli koła poselskiego.
Aby uniknąć takich sejmowych problemów proponuję kolejne, salomonowe rozwiązanie.
Pan Marszałek Sejmu RP utworzy w Sejmie nową instytucję – „Wypożyczalnię parlamentarną” – i oddeleguje tam parlamentarzystów zawsze gotowych przejść do innego klubu parlamentarnego. Zwłaszcza tego zagrożonego klubu parlamentarnego.
Oczywiście, za stosownymi korzyściami. Dlatego każdy z takich parlamentarzystów powinien zaprezentować cenę swego transferu. Czyli co chce dla siebie, co dla swojej rodziny, a co dla swojego zaplecza politycznego. Oczywiście cenę umowną, do negocjacji.
Warto się też zastanowić, czy nie stworzyć w najbliższych wyborach parlamentarnych osobną listę kandydatów na parlamentarzystów do wypożyczenia.
Zwiększy to radykalnie transparentność i uczciwość polskiej sceny politycznej.

 

Stop podwyżkom prądu w 2019 roku

O podwyżkach prądu wspominał minister Krzysztof Tchórzewski odpowiedzialny w rządzie PiS za energię i ceny prądu. Potwierdzali nieuchronność takiej podwyżki ekonomiści, bo rząd PiS nie modernizuje polskiej energetyki, i przez takie zaniechania ceny prądu rosnąć muszą.
Ale pan prezes Jarosław Kaczyński przypomniał sobie, że w przyszłym roku będą wybory parlamentarne i nie można wkurzać suwerena, a zwłaszcza „ciemnego ludu”. I nakazał swemu premierowi Mateuszowi, zwanemu „Krzywoustym” lub „Pinokio”, natychmiast zastopować podwyżki prądu. Dla odbiorców indywidualnych i dla małych firm.
Dla dużych już nie, bo dużych firm jest mniej. Poza tym, są to zwykle wrogie PiS-owi firmy i na nie podwyżka prądu spadnie. Jakaś kara za anty-PiS musi być.
Co zrobić, aby w 2020 roku,i w latach następnych nie było podwyżki cen prądu, przynajmniej dużych?
W roku 2020 będą wybory prezydenckie.
Wtedy opozycja musi wystawić kandydata, który tak przestraszy pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że znowu odwoła on podwyżki cen prądu.
A po 2020 roku można w każdym, kolejnym roku organizować jakieś wybory.

 

Stop globalnemu ociepleniu

O zagrożeniu globalnym ociepleniem każde dziecko już w Polsce wie.
Ale nikt jeszcze nie przedstawił skutecznego i szybkiego zatrzymania postępującego globalnego ocieplenia.
Na szczęście ktoś w tym kraju jeszcze myśli.
Aby uniknąć nadchodzącej katastrofy, proponuję aby globalne ocieplenie zatrzymało, niezwykle ostatnio aktywne, Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Potem posiedzi sobie takie ocieplenie w areszcie wydobywczym.
Zmięknie i pójdzie z władzami na współpracę.

 

PS. Ci którzy nie wiedzą kto to był Salomon, mogą sobie wyguglać w Internecie.

Nasza ekologiczna kompromitacja

Górnicza orkiestra grająca na powitanie, poczęstunek z mięsa dzika i jelenia, jednorazowe kubki i serwetki, prezydent Duda mówiący o tym, że węgiel nie szkodzi klimatowi… a to Polska właśnie.

 

– Mamy węgla na 200 lat i trudno, żebyśmy z tego naszego surowca, który daje nam suwerenność energetyczną, zrezygnowali. (…) Użytkowanie własnych zasobów naturalnych, czyli w przypadku Polski węgla, i opieraniu o te zasoby bezpieczeństwa energetycznego nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu i z postępem w dziedzinie ochrony klimatu — taką myślą podzieliła się głowa polskiego państwa 3 grudnia.
Natychmiast zareagowało Greenpeace: „Ta wypowiedź stoi również w całkowitej sprzeczności ze stanem nauki. Wszyscy naukowcy na świecie, wszyscy ludzie, którzy zajmują się klimatem mówią, że jest odwrotnie niż mówi prezydent Duda. (…) Kraje rozwinięte, takie jak Polska, muszą odejść od węgla już do 2030 roku. Wypowiedź prezydenta jest afrontem wobec osób, które przyjechały na negocjacje klimatyczne po, to żeby znaleźć sposób na zatrzymanie tej gigantycznej katastrofy, która będzie zagrażać setkom milionów ludzi na całym świecie”. Sytuację musiał ratować również minister środowiska Henryk Kowalczyk, do którego z opóźnieniem dotarło, co właśnie nawygadywał Andrzej Duda: — Nie będzie zwiększane spalanie węgla. Natomiast przez następne lata będziemy rozwijać energetykę bezemisyjną. To jest zresztą nasze wyzwanie i temu musimy sprostać — plątał się w TVN24, próbując złagodzić słowa prezydenta. — Teraz mamy gospodarkę opartą na węglu i to jest fakt. Na pewno jeszcze przez wiele lat będzie oparta na węglu, chociaż ten udział będzie malał.
Po internecie krążą już dziesiątki memów z Andrzejem Dudą i Arnoldem Schwarzeneggerem, aktorem i byłym gubernatorem Kalifornii, znanym z zaangażowania na rzecz ochrony środowiska i klimatu. Zarówno Arnie, jak i David Attenborough, znany w Polsce lektor filmów przyrodniczych nadawanych w telewizji publicznej, musieli słowa Dudy słyszeć i jeśli nie było dla nich jeszcze jasne, dlaczego w polskim szczycie nie wzięli udziału najważniejsi światowi przywódcy (Putin, Macron, Merkel), to po tej wypowiedzi takim się stało.
Polskie stoiska na COP24 obfitowały w poczęstunek z mięsa dzika i jelenia, dekoracje zrobione z węgla kamiennego (mogliśmy sobie na to pozwolić, w końcu mamy zapasy na 2 stulecia), a także zdjęcia przedstawiające wycinkę drzew (rząd pochwalił się, jak świetną gospodarkę drzewną prowadzą Lasy Państwowe), jednorazowe kubki i serwetki. Zgromadzonym gościom ze 190 krajów zagrała górnicza orkiestra.
A to dopiero początek szczytu COP24, który potrwa 2 tygodnie. Czekają nas zatem jeszcze 2 tygodnie dalszego kompromitowania się przed europejskimi i pozaeuropejskimi sąsiadami. Jeszcze 2 tygodnie zastanawiania się, czy nasi uprawiają trolling idei przyświecających szczytowi sami z siebie, czy może ktoś im za to płaci.
Według Andrzeja Dudy Polska gospodarzy szczytowi „po to, żeby mówić prawdę w sposób wolny od politycznej poprawności dyktowanej przez nie nasze, nie polskie interesy”. To stanowisko zbieżne z poglądami wyrażonymi na antenie TVN24 przez Mariana Piłkę, który uparcie udowadniał, że kiedy jest cieplej i lato trwa dłużej, to ludziom na Ziemi żyje się przyjemniej.
To tak, jakby na światową konferencję zaprosić gremium najbardziej cenionych w świecie specjalistów od chirurgii dziecięcej i forsować na nim pomysł, że operacje są zbędną ingerencją w ciało człowieka.
Polska znów postrzegana będzie jak kuzyn z żółtymi papierami, którego nie należy traktować poważnie, ale śmiechu dostarcza co niemiara. Na 200 kolejnych lat.

Ostatnia szansa na powstrzymanie globalnego ocieplenia

Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) opublikował w poniedziałek nowy raport dotyczący globalnego ocieplenia. Podkreślona w nim została konieczność zdecydowanych zmian w zachowaniach indywidualnych konsumentów, w tym ograniczenia ilości spożywanego mięsa i nabiału.

 

IPCC ostrzega raporcie, że zakładane wcześniej powstrzymanie zmian klimatu i ograniczenie ocieplenia do maksymalnie 1,5 stopnia wydaje się obecnie nierealne – na ten moment najbardziej prawdopodobny scenariusz to wzrost temperatury aż o 3 stopnie, który oznaczać będzie „gwałtowne, obszerne i bezprecedensowe zmiany we wszystkich aspektach ludzkiego życia”. Raport podkreśla, że powstrzymanie tego destrukcyjnego procesu nie jest możliwe bez zmian w zachowaniach indywidualnych konsumentów, wśród których do najważniejszych należą ograniczenie ilości spożywanego mięsa, sera, mleka i masła.
– Kupno elektrycznego samochodu, częstsze spacery i korzystanie z komunikacji miejskiej, czy wybieranie energooszczędnych rozwiązań w domu to dobre sposoby walki z globalnym ociepleniem, ale największą zmianę jako indywidualni konsumenci jesteśmy w stanie osiągnąć poprzez rezygnację z produktów odzwierzęcych – komentuje Maciej Otrębski z kampanii „Roślinniejemy” – Jest to na szczęście coraz prostsze w związku z rosnącą dostępnością na rynku doskonałych roślinnych zamienników mięsa, czy nabiału. Wprowadzenie ich do swojej diety nie tylko przyniesie korzyści zdrowotne, ale pomoże również w powstrzymaniu globalnej katastrofy – dodaje.
Organizatorzy kampanii „Roślinniejemy” zachęcają wszystkich zainteresowanych ograniczeniem produktów odzwierzęcych w swojej diecie do zapoznania się ze stroną internetową roslinniejemy.org, na której znajdują się liczne porady dotyczące układania diety, robienia zakupów i planowania posiłków, a także inspiracje kulinarne w formie ebooków i przepisów.
– Warto przekonać się, jak bogata i zróżnicowana może być dieta roślinna. Zastąpienie mięsa w obiedzie jego roślinnym odpowiednikiem, czy mleka krowiego sojowym w porannej kawie to podstawowe kroki, które każdy i każda z nas może podjąć, aby ochronić w najbliższym czasie nasze środowisko – podsumowuje Otrębski.

 

„ONZ i naukowcy z Uniwersytetu w Oxfordzie wskazują dietę roślinną jako sposób na powstrzymanie szybko postępujących zmian klimatycznych. Wyeliminowanie produktów odzwierzęcych z diety może zmniejszyć ślad węglowy każdego z nas nawet o 73 proc.
Szereg środków może radykalnie zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych wynikających z upraw rolniczych i przemysłowego wykorzystania terenów (…). Są to między innymi: produkcja białek roślinnych i laboratoryjna hodowla mięsa, które mogą zastąpić produkty pochodzące od zwierząt na farmach przemysłowych, emitując znacznie niższe ilości gazów cieplarnianych (cytat z Raportu Global Warming of 1.5 ºC, s. 113).
Kilka miesięcy wcześniej badacze z Uniwersytetu w Oxfordzie na podstawie analiz baz danych z 400 tysięcy ferm wielkopowierzchniowych z 119 krajów wskazali, że znaczne ograniczenie i eliminacja produktów odzwierzęcych w diecie każdego z nas spowodowałaby uwolnienie i możliwość regeneracji dla ok. 75% powierzchni gruntów, które w tym momencie są wykorzystywane pod hodowlę zwierząt. To powierzchnia równa Stanom Zjednoczonym, Chinom, Australii i krajom Unii Europejskiej razem wziętych.
Dieta roślinna to najprawdopodobniej jeden z najbardziej skutecznych sposobów na zmniejszenie twojego negatywnego wpływu na planetę, nie tylko gdy chodzi o zmniejszenie ilości emitowanych gazów cieplarnianych, bo przejście na dietę roślinną przyczynia się też do zmniejszenia globalnego zakwaszenia gleb, eutrofizacji, deforestacji i wykorzystania wody. Weganizm ma większy pozytywny wpływ na planetę niż zmniejszenie liczby lotów samolotem w ciągu roku, czy zakup samochodu elektrycznego – tłumaczy Joseph Poore, z Uniwersytetu w Oxfordzie.

Monika Sznel – blog roslinniejemy.org (fragmenty)