Lekkoatletyka: Sędziowskie igraszki w Toruniu

Podczas halowych mistrzostw Europy w Toruniu ma miejsce wiele interesujących sportowych zdarzeń, ale nie brakuje też kontrowersji. Jedną z największych była sprawa dyskwalifikacji norweskiego średniodystansowca Jakoba Ingebrigtsena, któremu sędziowie najpierw odebrali złoty medal, a po proteście ekipy Norwegii przywrócili.

Obrońca tytułu, dwukrotny halowy mistrz Europy na 1500 m Marcin Lewandowski, podczas halowych mistrzostw naszego kontynentu w Toruniu linię mety minął na drugiej pozycji (z czasem 3:40.11), za Jakobem Ingebrigtsenem (3:37.56). Ledwie oswoił się w myślach z porażką i zaczął cieszyć ze srebrnego medalu, gruchnęła wieść, że Norweg został zdyskwalifikowany za przekroczenie toru. A to oznaczało, że Lewandowski jest złotym medalistą. Zanim jednak polski biegacz zdążył nacieszyć się tym niespodziewanym splendorem, sędziowie rozpatrzyli pozytywnie odwołanie norweskiej ekipy i cofnęli decyzję o dyskwalifikacji jednak został złotym medalistą, bo po odwołaniu złożonym przez norweską ekipę (sugerowano w nim, że Ingebrigtsen przekroczył tor w wyniku celowego zabiegnięcia mu drogi przez polskiego biegacza Michała Rozmusa) jury zawodów cofnęło dyskwalifikację Ingebrigtsena.
„Złożyliśmy protest nie w sprawie przekroczenia toru przez Norwega, ale ws. łapania przez niego za rękę i koszulkę Michała Rozmysa. Niestety nasz protest został on przez sędziów odrzucony” – przyznał wiceprezes PZLA Tomasz Majewski. Dyrektor sportowy PZLA Krzysztof Kęcki także nie krył zdziwienia tą decyzją, bo wedle niego sędziowie utrzymali werdykt uniewinniający norweskiego biegacza na przekór dowodom jego przewinienia. Sytuacja najbardziej jednak wyprowadziła z równowagi, co zrozumiałe, Marcina Lewandowskiego. „Zasadniczo jestem zadowolony ze srebrnego medalu i uważam drugie miejsce za sukces. Ingebrigtsen był lepszy, ale złamał przepisy. Zasady powinny dotyczyć wszystkich. Powiedziałem to w oczy Norwegowi. Przyznałem mu, że na bieżni był lepszy, ale są zasady, które muszą dotyczyć wszystkich. On je wczoraj naruszył i to nie jest moja opinia, tylko wszystkich sędziów. Działacze z komisji odwoławczej wiedzieli jednak swoje. To nie była kontrowersyjna sytuacja, tylko absolutnie prosta do oceny. Powinna być dyskwalifikacja i tyle. Wybrano inne rozwiązanie, ale było ono złe” – powiedział polski lekkoatleta.

Rekordowe mistrzostwa w toruńskiej hali

W najbliższy czwartek (4 lutego) w Toruniu rozpoczną się halowe mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce. Pod względem liczby zgłoszonych do rywalizacji sportowców impreza zapowiada się na rekordową.

Lekkoatletyczne halowe mistrzostwa Europy zaczną się od zaplanowanej w czwartek ceremonii otwarcia (początek godz. 18:30), a po niej odbędą się eliminacje w kilku konkurencjach, m.in. w skoku wzwyż mężczyzn, skoku w dal mężczyzn i pchnięciu kulą kobiet. Organizatorzy chwalą się, że pod względem liczby uczestniczących w imprezie zawodniczek i zawodników będą to rekordowe halowe mistrzostwa naszego kontynentu. Polski Związek Lekkiej Atletyki podał, do zgłoszono 733 lekkoatletów (405 mężczyzn i 328 kobiet). Na listach znajduje się dziewięciu liderów światowych tabel. Dla przypomnienia – w poprzednich HME w 2019 roku w Glasgow w klasyfikacji medalowej triumfowała reprezentacja Polski. Biało-czerwoni wywalczyli wtedy siedem medali: pięć złotych i dwa srebrne, a sumie w halowych mistrzostwach wywalczyli dotąd 199 medali.
HME w Toruniu potrwają cztery dni – od 4 do 7 marca. Transmisje z zawodów przeprowadzi Telewizja Polska.