Groźni dla siebie i… „gorący wrzesień”

„Nie może być i nie będzie oddana władza socjalistycznego państwa. Tu nie powinno być żadnych złudzeń, żadnego igrania z ogniem”
gen. Wojciech Jaruzelski

Cytowane stanowisko ogłosił Generał w przemówieniu na zakończenie obrad IX Zjazdu PZPR (pisałem w tekstach: „Kierownicza rola”… cz. III, 6-7 września 2021, „Rozpłochowski”… 11-12 października.2021). Wystarczyło zaledwie półtora miesiąca, by sprawdziła się trafność ocen zawartych w słowach Generała. Mam tu na myśli obrady I Zjazdu NSZZ Solidarność, które osobistym listem przypomniał Andrzej Rozpłochowski (odniosłem się w poprzednim tekście).

Logicznym jest niemal retoryczne pytanie- co działo się w Polsce po IX Zjeździe, czyli w miesiącach letnich i na początku jesieni. Ciepłe dni lipca i sierpnia sprzyjały przede wszystkim strajkom i protestom organizowanym przez terenowych działaczy Solidarności, rozochoconych – z jednej strony staraniami władzy o uzyskanie porozumienia, czyli dążącymi do rozmów, zaś z drugiej – niezbyt stanowczą reakcją MO i ZOMO na uliczne protesty, a głównie chuligańskie wybryki i różne burdy, nie wyłączając radzieckich koszar. To wbrew oczekiwaniom władzy – zamiast skłonić do umiaru, odczytania jako zachęta, „wyciągnięta ręka” do rozmowy – o wciąż pogarszającej się sytuacji w gospodarce, widocznej przez puste półki w sklepach i odczuwalnych brakach w zaspokojeniu pokrycia kartkowego na artykuły żywnościowe – mimo trwającego lata, wbijało w arogancję i butę działaczy panny „S”. Także Kierownictwo Związku „ociągało” się z podjęciem rzeczowych rozmów, choć były tam głosy ostrzegawcze przed rozpadem gospodarki i państwa. Jacek Kuroń mówi-„po raz pierwszy zaczynam myśleć, że mogła by nam grozić wojna domowa”. A prof. Bronisław Geremek-„grozi nie tylko interwencja, ale i upadek z przyczyn wewnętrznych”- kogo to zastanawia, pomyślcie Państwo. Zwracam uwagę na zwroty: rozpad państwa; przyczyny wewnętrzne; wojna domowa. Pytam-do czyjej wyobraźni to przemawiało właśnie w Kierownictwie? Część odpowiedzi znajdziecie Państwo w tekście „Rozpłochowski”, a całą w jego „liście”, o którym tam piszę. Miliony Polaków, także członkowie Solidarności widzieli na co dzień puste półki, braki podstawowych towarów oraz – niestety – rosnące ceny. Wspomnę, że Generał na IX Zjeździe m.in. mówił – „Jeszcze na początku bieżącego roku, niezbędna dla przywrócenia równowagi w dziedzinie artykułów żywnościowych podwyżka cen musiałaby wynieść średnio 66 procent. Dziś, dla osiągnięcia tego celu, konieczne byłoby ich podniesienie średnio o 110 procent”. Kto ma czas i możliwości, proszę sięgnąć do prasy Solidarności, choćby „Robotnika” czy „Tygodnika Solidarność”; do wspomnień, np. Władysława Baki, Stanisława Cioska, Mieczysława Rakowskiego.

„Gorący wrzesień” – gospodarka

Rzadko zdarza się w historii państw i narodów, by sprawy gospodarki stały się kluczowe- „być albo nie być” dla państwa – Polski i Narodu. Mam świadomość pełnego zdumienia Państwa Czytelników, po przeczytaniu tego zdania. Wielu zapyta – jak to, tak było źle? Wielu może oceni- to przesada, a starsi powiedzą, jak pamiętam… Otóż to! Przyjrzyjmy się tej gospodarce bliżej. Co widzimy? Mimo usilnych starań władzy na wszystkich możliwych obszarach, stan wciąż się pogarszał. Proszę raz jeszcze spojrzeć na powyższą ocenę Generała. Produkcja nadal spadała, braki dostaw artykułów tzw. pierwszej potrzeby były coraz dotkliwsze, ceny nadal rosły. Kto dziś pamięta tę sytuację, chce mówić młodemu pokoleniu o ludzkich obawach, gdy już brakowało np. mleka dla dzieci. Śmieszne, patrząc na pełne półki w Biedronkach czy Lidlu. Także kolejki po paliwo do- wtedy CPN, to dziś niemal sensacja. Kto chce się wczuć w czas ów? Władza ratunek widziała w ustaniu strajków, dyscyplinie pracy, jakości wyrobów, reformie, pomocy sąsiadów …

Właśnie sąsiedzi, ZSRR – główny dostawca i gwarant, tak na dziś i jutro! Obserwowali bacznie naszą sytuację, słuchali uwag i rad, głównie NRD i CSRS. Radzili, naciskali, wymuszali niemal na polskiej władzy zaprowadzenie porządku z „kontrrewolucją”- Solidarnością -jak wtedy nazywano i jak powszechnie było wiadomo. I co z tego? Przypomnę słowa Leonida Breżniewa skierowane do Generała na Krymie-„nada wziat’ za mordu, my pamożem”. Dodał do tego, że w wojsku obniżyli racje żywnościowe o 250 dkg, by pokryć nasze potrzeby. Wstrząsnęło to Generałem jako żołnierzem, mówił później z goryczą. A władza – tłumaczyła sytuację, broniła Solidarności. Zaś „mędrcy” tej „firmy” cieszyli się z każdego głosu krytyki każdego „listu” czy „Oświadczenia” ZSRR i sąsiadów, które krytykowały, wytykały władzy błędy. Oni rośli w „butną siłę”. Władza nadal była „głucha” na wzywania do „rozwiązania problemu Solidarności”. Radzieccy „spojrzeli wnikliwej” w przyszłość gospodarczych stosunków z Polską i… podjęli decyzję! Szyfrogram z 10 września 1981 r. ujawnił grozę sytuacji na 1982 r.- obniżono planowe dostawy o 50-70%, niektórych całkowicie odmówiono, np. oleju napędowego, nafty lotniczej, konserw rybnych, herbaty, lodówek. Wprowadzono zasadę zbilansowania obrotów. Oznacza to, że możemy dostać wszystko, płacąc „od ręki”! Skąd wziąć gotówkę?- to „wymaga zwrócenia się przez rząd polski o pomoc kredytowo- towarową”. Obraz ten zawiera kopia szyfrogramu, załączona do tego tekstu, która pochodzi z mowy obrończej Generała przed Sądem(„Ostatnie słowo”). Widzą Państwo na niej dwa podkreślenia Generała. Pierwsze – „że na ich stanowisko wpływa również nasilająca się kampania antyradziecka w Polsce”. Otwarcie i czytelnie- a jakie Państwo macie o tym zadanie? I drugie- że „20-26 września Bajbakow chciałby odwiedzić Śląsk, względnie wybrzeże i spotkać się z kolektywem wybranych zakładów”. Tak się stało-przyjechał do Warszawy z delegacja rządową. Rozmawiał z wicepremierem Zbigniewem Madejem i Generałem. Odwiedził kilka kluczowych zakładów w ocenie ZSRR, m.in. Bełchatów i Katowice, sprawdzając jak wygląda sytuacja w kopalniach, jakie są nastroje wśród ludzi. Wrócił do Warszawy 25 września, spotkał się ze Stanisławem Kanią oraz Generałem. Podczas rozmowy skupił się na kwestii wydobycia węgla. Domagał się, aby Polska wypełniła zobowiązania dostaw węgla i siarki. Generał wspomina, że „my zadawaliśmy mu pytania dotyczące pomysłów obniżenia wysokości dostaw surowców oraz towarów z ZSRR do Polski, które przedstawiono w Moskwie Stanisławowi Długoszowi, zastępcy Przewodniczącego Komisji Planowania przy Radzie Ministrów. Nie usłyszeliśmy jednak żadnych konkretów”- można przeczytać w Trybunie Ludu z 26 września 1981 r. Generał później oceniał – „Miałem wrażenie, że Bajbakow nie chciał o tym mówić, ponieważ w tej sprawie nie było w tamtym czasie decyzji politycznej. Kwestia wielkości dostaw, zwłaszcza surowców energetycznych, była elementem wywierania na nas presji politycznej”. Po powrocie do Moskwy Nikołaj Bajbakow na spotkaniu w BP KC KPZR ocenił, że „imperialiści faktycznie kupili Polskę”. Podał usłyszaną informację, że choć zebrano ok. 21 mln. ton zboża (plony nie były najgorsze), państwu pozostaje do dyspozycji zaledwie milion ton, gdy tymczasem na zaopatrzenie miast potrzeba aż 6 ton.
Uzupełniając powyższe dodam, że już w sierpniu nastąpił spadek dostaw węgla do kilku elektrociepłowni, od września objął niemal wszystkie. Zamiast zapasu na 5-7 dni, wynosił 2-3 dni. Spowodowało to ograniczenia dostaw energii do mieszkań, np. we wrześniu było tak 17 dni. Nie były odczuwalne, bo sprzyjała ciepła pogoda, a później- proszę sobie przypomnieć. Rząd od września wprowadził preferencje dla górników, by skłonić ich do dobrowolnej pracy w wolne soboty. Solidarność zdecydowanie się przeciwstawiała. W kilku kopalniach podejmującym pracę przecinano węże tlenowe, uszkadzano narzędzia, itp.

I znów pytam Państwu o ocenę. Zwróćcie uwagę na takie szczegóły. Do końca roku zostało tylko 3,5 miesiąca. Skąd wziąć pieniądze, by choć częściowo uniezależnić się od dyktatu gospodarczego i finansowego ZSRR? Przecież-to pewne, że w styczniu 1982 r. podyktują swoje warunki. Co wtedy – pozostaje natychmiastowa ich realizacja i to tak, jak oni będą chcieli – kto w tym, miejscu zapomniał o „rozwiązania problemu Solidarności”? Czy na tym się skończy, kto da gwarancje, nawet po 40 latach? Oczywiście, Generał z rządem mógłby podać się do dymisji. Kto, jeśli nie przedstawiciele twardogłowych – betonu partyjnego, objęliby władzę w kraju? Kto z Państwa tu zaprzeczy i udowodni, że władzę objęłaby Solidarność (chyba na Syberii).

Czy wtedy, we wrześniu taką wiadomość można było podać do publicznej wiadomości? Oczywiście, kto uwierzyłby w te informacje, zrozumiałby zbliżające się zagrożenie sytuacji? Czy jako wiarygodną obawę i apel władzy do Solidarności i wszystkich Polaków o opamiętanie się i pomoc? Zapewne część obywateli tak by zareagowała. Kto uznałby za „komunistyczny straszak”, „uciechę dla Solidarności” i zachętę do kolejnych burd pod radzieckimi koszarami, czy aby tych nie byłaby zdecydowana większość? Spójrzcie Państwo na ten fakt z innej strony- jak taką publicznie wyrażoną troskę władzy o stan gospodarki odczytano by w ZSRR, NRD, CSRS? Proszę o spokojny wielowariantowy namysł nad ówczesną sytuacją w 40-lecie stanu wojennego.

„Gorący wrzesień” – gospodarka i „polityka” na I Zjeździe

Jeśli mieliście Państwo swoiste rozterki w ustaleniu stanowiska I Zjazdu wobec sytuacji gospodarczej- podejmuję ten wątek.

Uchwała programowa Zjazdu, za jeden z głównych postulatów w sferze gospodarczej uznała powołanie Społecznej Rady Gospodarki Narodowej. Sama nazwa brzmi nawet pięknie- Społeczna Rada! A istota? Miała składać się wyłącznie z przedstawicieli Solidarności. Czyżby poza Związkiem nie było specjalistów znających tę dziedzinę życia społecznego i państwowego? Rada byłaby wyposażona w specjalny status – na czym polegał? Oto jego istota: kontrola działań rządu i administracji terenowej, z jednoczesnym prawem weta wobec ich decyzji; posiadanie prawa rozpisania referendum w najtrudniejszych sprawach. I najważniejsze – wezwanie władzy do zgody na przeprowadzenie wyborów parlamentarnych, a przy jej sprzeciwie – wybrać „drugi parlament”. Jak się to Państwu podoba, nawet po 40 latach?
Kuriozalność pomysłu widać gołym okiem. O powody do korzystania z „takich praw”- te błahe, było wówczas bardzo łatwo. A co oznaczało prawo weta w praktyce, jak nie skrępowanie, wręcz ubezwłasnowolnienie władzy bez wzięcia odpowiedzialności za takie postępowanie? Było to zalegalizowanie dwuwładzy- legalna władza i Solidarność jako druga, też władza oficjalna, ale bez – powtarzam odpowiedzialności za samodzielnie podejmowane czy wymuszone decyzje. Jako swoisty „super rząd”. Czy rząd i Partia- atakowani i krytykowani niemal ze wszystkich stron – mogli się zgodzić na takie rozwiązanie?
Po Zjeździe prof. Władysław Baka, minister ds. reformy gospodarczej podjął rozmowy celem nie tylko wyjaśnienia tych kwestii ale i rzeczywistego włączenia Solidarności w proces przygotowania reformy gospodarki. Podstawy dawały m.in. takie zapisy programowe-„Z reformą gospodarczą łączy się niebezpieczeństwo dużych nierówności płacowych i socjalnych między zakładami pracy i między regionami…Konieczna jest reforma systemu płac, gwarantująca każdemu godziwy zarobek i równe wynagrodzenie za pracę o równej wartości… Oznaczać to powinno, że państwo w porozumieniu ze związkami zawodowymi ustali poziom płac gwarantowanych, jednolity dla całego kraju, w przekroju poszczególnych zawodów i stanowisk, niezależny od wyników gospodarczych przedsiębiorstw… Zgodnie z Porozumieniem Gdańskim będziemy żądać wprowadzenia dodatku drożyźnianego, rozszerzenia zasiłków wychowawczych i dalszej podwyżki zasiłków rodzinnych już w 1982 roku oraz uznania minimum socjalnego za wytyczne polityki dochodowej… Domagamy się zasadniczego zwiększenia środków na pomoc społeczną… Związek domagać się będzie przyznania zasiłku macierzyńskiego i wychowawczego wszystkim matkom, nie tylko pracującym, na okres przynajmniej 3 lat”. Początkowo rozmawiano sondażowo, ale o władzy Związku w zakładach przemysłowych. Nie słuchano sugestii, bez nawet wstępnej dyskusji odrzucano, a jeśli była- to powierzchowna, żalił się na posiedzeniach rządu. Że priorytetem była sprawa władzy Związku, powyższe kwestie odkładano „na potem”. Z goryczą te rozmowy opisał we wspomnieniach. Zapoznanie się ze wszystkimi uchwałami programowymi niejako otwierało oczy – Związek postanowił przeobrazić się w formację polityczną. Na czym to polegało?

Zespół, „Związek wobec PZPR i władz państwowych” dyskutował o „kształcie Związku”. Nawet „istniała jednomyślność w tej sprawie, że związek nasz nie może być czystym związkiem …Dla wszystkich było jasne, że Solidarność wchodzi w fazę transformacji – ze związku zawodowego w siłę polityczną. I stawia coraz bardziej radykalne żądania… Zespół nasz przyjął projekt wprowadzenia autentycznego samorządu terytorialnego, dwuszczeblowego, na szczeblu podstawowym i wyższym, w tym odpowiednim do województwa, samorządu, który będzie pochodził z wolnych, demokratycznych wyborów. Równie jednomyślnie przyjęto projekt wprowadzenia drugiej izby do parlamentu… Istniała również jednomyślność co do głównego zadania w sferze pozazwiązkowej – dostosowanie struktur władzy, struktur życia państwowego do zmienionego kształtu społeczeństwa”- przeczytają Państwo w „Stenogramach”.. wydanych w 2012 r. Trudno w tym doszukać się spójności, logiki. Bo jak rozumieć- „Związek i polityka” czy „druga izba parlamentu” albo dostosowanie do podziału administracyjnego kraju. Co w praktyce miałby oznaczać „zmieniony kształt społeczeństwa”- czyżby miało być „związkowe” z nazwy ale i organizacji? Dla przykładu- zamiast gminy czy powiatu- to „związek”…Na tym miałaby polegać „polityczna siła Związku”? Może tu kryje się ta „tajemnica”, jakiej nie chciał wyjawić w swoim „liście” Pan Rozpłochowski, nawet po 40 latach, dla uświetnienia „takiego jubileuszu”.

Solidarność „nauką” dla Papieża

Że Prymas Tysiąclecia wspierał, ale i swoiście karcił Solidarność – czytali Państwo kilka razy na łamach Trybuny. Także i Papież uważnie śledził jej poczynania. 14 września 1981 r. ogłosił encyklikę Laborem exercens (O pracy ludzkiej), w której fragment poświęcił związkom zawodowym – „Słuszne zabiegi o zabezpieczenie uprawnień ludzi pracy…muszą zawsze liczyć się z tymi ograniczeniami, jakie nakłada ogólna sytuacja ekonomiczna kraju …Działalność związków zawodowych wkracza niewątpliwie w dziedzinę polityki, rozumianej jako roztropna troska o dobro wspólne. Równocześnie jednak, zadaniem związków nie jest uprawianie polityki w znaczeniu, jakie powszechnie nadaje się temu słowu dzisiaj. Związki nie mają charakteru partii politycznych walczących o władzę …Trzeba podkreślić, że strajk pozostaje poniekąd środkiem ostatecznym. Nie można go nadużywać… zwłaszcza dla rozgrywek politycznych… Nadużywanie strajku może prowadzić do paraliżowania całego życia społeczno-ekonomicznego co jest sprzeczne z wymogami wspólnego dobra społeczeństwa”. Przeczytajcie Państwo jeszcze raz, a może i więcej razy ten fragment, albo i całą treść encykliki. Zechciejcie „wejść” w jej sens, ducha i istotę. Łatwo dostrzeżecie człowieka jako wartość najwyższą i przestrzeganie związku przed „uprawianiem polityki”, że „nie mają charakteru partii politycznych walczących o władzę”. Zauważcie akcent na „ogólną sytuację ekonomiczną kraju” oraz „dobro wspólne”. Zestawcie te myśli z cytowanymi „uchwałami programowymi” i wyciągnijcie wnioski dot. sytuacji w 1981 r.

Reakcje władzy

Pisałem już w tekście poprzednim, że np. 17 września, czyli przed II turą Zjazdu, BP KC PZPR opublikowało w Trybunie Ludu oświadczenie „Przeciwko awanturnictwu politycznemu i próbom niszczenia socjalistycznego państwa”. Już wtedy- po I-ej turze Zjazdu PZPR ostrzegała, że „zajęte przez Solidarność stanowisko negacji wobec wszelkich wysiłków władz naszego państwa godzi w realizację programu stabilizacji społeczno-gospodarczej Polski, opracowanego przez rząd i uchwalonego przez Sejm. Oznacza to w praktyce nie tylko przedłużanie się ciężkich i nienormalnych warunków życia społeczeństwa, lecz groźbę dalszej nieuchronnej degradacji polskiej gospodarki”. Zwracano uwagę, przestrzegano Kierownictwo Solidarności-delegatów, że wspólnie z KOR, z KPN „dążą do przejęcia rządów w Polsce”. Apelowano o „konieczność budowania przymierza wszystkich i porozumienia z każdym, kto nie jest przeciw socjalizmowi i komu droga jest sprawa Ojczyzny i jej ratowania”. Zapytam wręcz brutalnie – jak delegaci (mieli przecież na Zjeździe prawo głosu i decyzji), nie mówiąc o Kierownictwie, doradcach i ekspertach – rozumieli słowo „Ojczyzna”? Czy tylko jako „władza”, którą chcieli jak najszybciej przejąć? Czy także jako miliony Polaków, którzy nie byli ani członkami Partii ani Solidarności, a pracowali w zakładach przemysłowych, w PGR- ach, na roli jako chłopi i chłopo – robotnicy? Czy uważali, że „władzę” można wziąć bez rozlewu krwi, bólu i rozpaczy rodzin, także członków Solidarności?

A jak wtedy- wrzesień 1981, rozumiano „ratowanie Ojczyzny”, czy tylko przez przejęcie „władzy”? Z rozeznania wiem – na te i podobne pytania, oczekuje odpowiedzi tysiące (jeśli nie miliony) Polaków, właśnie teraz, w 40- lecie Zjazdu i zbliżającej się rocznicy stanu wojennego. Nie wstydźcie się Panowie, powiedzcie prawdę i całą prawdę Narodowi – odwagi Panowie: Prezydent Lech Wałęsa, Andrzej Rozpłochowski, Jan Rulewski, Bogdan Borusewicz, Andrzej Gwiazda, Bogdan Lis, Ludwik Dorn, Władysław Frasyniuk, Zbigniew Bujak, też Pan Adam Michnik – najserdeczniejsze gratulacje i życzenia Dostojny Jubilacie, w 75 urodziny.

Oczywiście, „Oświadczenie” PZPR na delegatach nie zrobiło większego wrażenia. Czy jest błędem czytelne dostrzeganie w „uchwałach programowych” I Zjazdu Solidarności realnych podstaw do wprowadzenia stanu wojennego za 2 miesiące? Po latach wiem z różnych rozmów, że wielu cieszyło się jak w Partii „trzęsą portkami” i „trzeba im dać żaru, by („spier”…) – padały różne określenia, niektórym „robiło się wesoło” na takie wspomnienie nawet po latach.

Co było dalej, podczas II-ej tury i po I Zjeździe – w następnym tekście.

Panu Rozpłochowskiemu ku pamięci

„Trzeba tak przyp …,żeby kremlowskie kuranty zagrały Mazurka Dąbrowskiego”

Andrzej Rozpłochowski

„Skrajne skrzydła – konserwatywne, tzn. beton w obszarze władzy i radykalny, nurt ekstremalny w ,Solidarności, ,>żywiły się< nawzajem, tworzyły i upowszechniały atmosferę podejrzliwości i antagonizmu. Obiektywnie rzecz biorąc, wspólnie budowali mur nienawiści”. gen. Wojciech Jaruzelski.

Z inspiracji kilku zaprzyjaźnionych Czytelników Trybuny, przeczytałem tekst „Pierwsze po II wojnie narodowe zgromadzenie wolnych Polaków”, Pańskiego Autorstwa na łamach Naszej Historii, nr 9 z 2021. Oczywiste, że oczekują odpowiedzi na banalne – zdawałoby się pytanie- co o tym myśleć? Dla nikogo nie jest tajemnicą, że takie i podobne pytania pojawią się u wielu Czytelników jubileuszowego tekstu, napisanego z okazji 40-ej rocznicy I Zjazdu Solidarności. Pan, jako uczestnik i współautor jednego z głównych dokumentów tego Zjazdu, postawił Czytelników swojego tekstu w złożonej sytuacji. Szczególnie odnosi się to do tych, którzy tamten czas pamiętają z autopsji. Stąd w pierwszej kolejności słowa uznania dla Pana, jako Świadka Historii. Z tego tytułu – dziś jako dostojny 70-cio latek, napisał Pan to, co uważał za interesujące i słuszne – Pańskim zdaniem zgodne z PRAWDĄ!

Nie ulega wątpliwości, że jako prawdę chciałby Pan, aby tekst tak był postrzegany. Ma Pan prawo. Proszę jako Jubilat, przyjąć życzenia dobrego zdrowia i wszelkiej, osobistej pomyślności od wszystkich Czytelników, którzy zechcą w myślach zaadresować je do Pana. Ale proszę też nie uważać za osobistą obrazę słów, nawet dla Pana gorzkich, zawartych w tym tekście a wynikających z nieco innego postrzegania Pańskiej osoby. Krótko mówiąc – osoby odpowiedzialnej i współodpowiedzialnej za słowa i czyny, nie tylko na tym Zjeździe! Czym i jak przyp… Ta Pana sławna wypowiedź nasuwała się sama każdemu Czytelnikowi, interesującemu się i obiektywnie oceniającemu działalność Solidarności, w tym jej liderów terenowych-a Pan takim był.

Nie ma Pan wątpliwości, że są zdumieni brakiem jej Pana interpretacji z dystansu czasu (czy taki był zamysł?). Że była „sławna” – świadczy przykład. „Sławne było swego czasu powiedzenie Andrzeja Rozpłochowskiego >Trzeba tak przyp …,żeby kremlowskie kuranty zagrały Mazurka Dąbrowskiego<”. Przywołał je Aleksander Małachowski w książce „Żyłem szczęśliwie” (Dom Wydawniczy Totus, 1993), opisując sytuację w Solidarności. Na treść tej książki, w tym Pana powyższe słowa powołał się gen. Wojciech Jaruzelski przed Sądem w 2008 r., odpowiadając na zarzuty aktu oskarżenia IPN. Mówił tam o I Zjeździe m.in.- „Przecież był niezwykłej wagi wydarzeniem, które wyznaczało władzy płaszczyznę odniesienia dla własnych ocen i działań… Najwięcej członków zgłosiło się do pracy w zespole >Związek wobec PZPR i władz państwowych< (Pan, jak sam pisze- był w tym zespole)… Dla nas, dla władz stało się oczywiste, iż wypowiedzi i zapowiedzi charakterystyczne dotychczas dla radykalnego skrzydła Związku uzyskały w wyniku Zjazdu oficjalne potwierdzenie”. („Być może to ostatnie słowo”). Że były one radykalne – chyba nie ma Pan wątpliwości, nawet po latach? „Ważniejsze było to, iż ów radykalizm wynikał z błędnej oceny sytuacji, tak jak z błędnej oceny sytuacji wynikały ostre starcia wewnątrz Solidarności. Poczucie siły, optymizm, nieraz wręcz demagogiczna tromtadracja, nie stanowiły dobrego przygotowania społeczeństwa na trudną przyszłość” – prof. Jerzy Holzer w„Solidarność 1980-1981. Geneza i historia” (Wyd. Instytut Literacki, Paryż 1984). Zapytam więc wprost- co Pan, wtedy 31 latek, z podobnymi przywódcami terenowymi i członkami Solidarności na Śląsku chciał zrobić z takim „poczuciem siły… wręcz demagogiczną tromtadracją”?

Zaistniałe wówczas fakty dają jednoznaczną odpowiedź. Były nią różne protesty, antyradzieckie demonstracje, obraźliwe zaczepki i hasła pod radzieckimi koszarami. Tak chciał Pan im „przyp…”? Czy wtedy myślał Pan o „kremlowskich kurantach grających Mazurka Dąbrowskiego”? Wyzwiska i wygrażanie „ruskim” zapewne sprawiały przyjemność i radość młodym krzykaczom – a Panu, przywódcy i prowodyrowi nie podpowiadały żadnej ostrożności? Przecież wiedział Pan, że MO może użyć siły, nie tylko w Bydgoszczy! Mówiąc Pana językiem-„przyp…”aktywistom, a może i Panu, jak np. Janowi Rulewskiemu, który od delegatów Zjazdu domagał się uznania dla swego fałszywego zachowania. Czy przemilczając swoje postępowanie – po 40 latach spodziewa się Pan uznania ze strony choćby Czytelników? Może tych, którzy nie pamiętają Pańskiego, buńczucznego zawołania -„Nie ustąpimy. Niech rżną, mordują. Za każdego solidarnościowca trzech milicjantów w łeb”. Na moje proszę nie liczyć. Uważał Pan, że sprawą „ruskich” i władzy jest milczeć, pozwalać wam na „dowolność” postępowania? Nie zakładał Pan, że cierpliwość obu atakowanych podmiotów może się skończyć – co wtedy? Uważał Pan, że odpowiedzialność ponosiłaby tylko władza, za usunięcie takich krzykaczy siłą? Czy byłaby dla tych młodych ludzi dostatecznym i właściwym ukojeniem bólu i cierpienia, może i krwi, czego nie da się wykluczyć w takich sytuacjach – dobrze znanych przed I Zjazdem.

Co dziś, po 40 latach chciałby im Pan powiedzieć- patrząc szczerze w oczy, nie tylko ja – wielu chciałoby być świadkiem licząc, że od tamtego czasu zmądrzeli! A ja liczę, że Pan także zrozumiał przez ten czas, że tamta Pańska wyobraźnia o sytuacji, niezbyt przystawała do ówczesnej rzeczywistości. Wspomniany Profesor, cytowane wypowiedzi ocenia, że „nie stanowiły dobrego przygotowania społeczeństwa na trudną przyszłość”. Znane fakty wskazują, że na tę „trudną przyszłość”, czyli czas po I Zjeździe i zbliżającą się zimę, Związek uznał, że najlepszym „lekarstwem” będą solidarnościowe bojówki, patrole i grupy ochronne do działania – na razie – w swoich zakładach. Wspierał Pana w tych pomysłach kolega Tadeusz Jedynak. Na szczęście te karkołomne pomysły zniweczył stan wojenny. Posłanie do ludzi pracy… Pisze Pan- „Pamiętam widoczne gołym okiem manipulacje związane np. z uchwaleniem słynnego >Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej<”. Szkoda, że nie napisał Pan słowa o tych manipulacjach. Znam różne opowiastki, dowcipy i sensacyjne kulisy jego pisania. Ważne jest dla Czytelników znaczenie, echo tego „Posłania” jako wiedza! Leonid Breżniew 11 listopada 1981 r. na posiedzeniu BP KC KPZR, powiedział: „Wczoraj zapoznałem się z Posłaniem do narodów Europy Wschodniej, uchwalonym na zjeździe polskiej Solidarności. To niebezpieczny i prowokacyjny dokument. Słów w nim niewiele, lecz wszystkie biją w jeden punkt. Jego autorzy chcieliby posiać zamęt w krajach socjalistycznych, zdopingować grupki różnego rodzaju odszczepieńców”.

Radziecka „Prawda”, nazwała Zjazd „antysocjalistyczną i antyradziecką orgią”. Można się nie zgadzać z tą oceną, ale należy przyjąć do wiadomości, że tam – w Moskwie była „siła” i leżała decyzja jej użycia przeciwko Polsce, Polakom, „pannie S”. Jestem pewien, że ani Pan, ani autorzy tego tekstu, a nawet przytłaczająca większość delegatów Zjazdu, nie zdawała sobie sprawy ani ze skutków, ani następstw jakie może przynieść dla Polski. Że nie mieliście tego świadomości, to fakt. Ale to absolutnie nikogo spośród was nie usprawiedliwia, że postawiliście Polskę, cały naród na krawędzi realnego zagrożenia zbrojną interwencją radziecką. Tu doszukuję się uzasadnienia w tym, że nic nie napisał Pan o tych- „gołym okiem widocznych manipulacjach”. Ale to nikogo nie zwalnia z odpowiedzialności. Skutek „Posłania”, Generał oceniał tak -„Dla przywódców ZSRR i innych krajów bloku była to przysłowiowa kropla, która przepełniła kielich. Przeczuwałem to już wówczas. Dotąd Solidarność zagrażała socjalizmowi tylko w Polsce. Teraz rzucono wyzwanie całemu obozowi socjalistycznemu.Zajadli nasi przeciwnicy, ortodoksyjni i nieprzejednani obrońcy marksistowsko – leninowskich dogmatów, mieli już wystarczające podstawy, by domagać się usunięcia kierownictwa PZPR. Ich zdaniem okazaliśmy się niezdolni do pohamowania nawet takich działań, które mogły zagrozić całej wspólnocie realnego socjalizmu”. Może ta wypowiedź Generała – domyślam się, że szerzej nie jest znana – przez słowa „okazaliśmy się niezdolni do pohamowania nawet takich działań”, ucieszy Pana. Można je eksponować jako słabość Partii, by powstrzymać pisanie takich wykwitów umysłów zniewolonych nienawiścią, albo upojonych własną nieomylnością. Jeśli czyni się to na własną odpowiedzialność- wola twoja Panie! Ale jeśli naraża innych na cierpienie- jest zbrodnią, do tego nie do wytłumaczenia. Generał pytany o tę kwestię na różnych spotkaniach środowiskowych, po latach wyjaśniał, że wtedy, jesienią 1981 r. nie miał żadnego logicznego wytłumaczenia sąsiadom sensu tego „Posłania”. Pozostawał jeden wybór- na żądanie Moskwy natychmiast wprowadzić stan wojenny, albo pozostać bezczynny ze świadomością, że sami wejdą w każdej chwili. Do tego nie chciał dopuścić, świadomy ogromu ofiar i cierpień Polaków. Powiem Panu więcej- nawet po upływie 40 lat, brak logicznych argumentów na obronę racji „Posłania”. Odwrotnie-jest świadectwem waszego „księżycowego rozumienia” tamtej rzeczywistości, czyli żadnego! Szczęście, że nie nastąpił tego „praktyczny skutek” czyli – powtórzę – zbrojna likwidacja Solidarności, czego od kilku miesięcy domagał się ZSRR, wciąż podjudzany z Berlina i Pragi. A Kierownictwo Partii i Generał sensownie was bronili i obronili. Pan Stanisław Ciosek Pisze Pan, że tezy Jego wstąpienia wyśmiał Jan Łużny. Nie dziwię się. Po przeczytaniu Pańskiego tekstu odnoszę wrażenie, że na elementarną kulturę mogło, co nie znaczy, że tak było! – stać niewielu delegatów. Obce były wam apele Generała, członków reformatorskiego skrzydła Partii, także jej IX Zjazdu, odezwy i apele Sejmu o porozumienie narodowe, konkretnie z wami, z Solidarnością. Te starania, których „codziennym animatorem i wykonawcą” był właśnie Pan Stanisław Ciosek, zamiast przynajmniej wysłuchania ich, wbijały was w butę, nawet chamstwo i zarozumialstwo. Przyjmuję, że starania Pana Ministra ds. związków zawodowych i wicepremiera Mieczysława Rakowskiego z marca 1981 r. nie były znane ogółowi Solidarności. Skupialiście się na szydzeniu z władzy, lekceważeniu znaczenia gospodarki jako podstawowego „narzędzia bytu” społecznego, jako jednego ze środków „napełniania żołądków”, także aktywistów i członków Solidarności. Nie przyszło wam do głowy, by skorzystać z obecności Pana Ministra w wielu kwestiach, np. tekstu „Posłania”. Jeśli uważaliście ten tekst za słuszny, potrzebny, należało postąpić rozważnie-przed rozesłaniem skonsultować z przedstawicielem władzy. Jestem pewien, że Pan Minister logicznie i mądrze wyjaśniłby ówczesne położenie geograficzne i polityczne Polski, istotę współpracy z RWPG i członkostwa w Układzie Warszawskim, czym uświadomiłby wam potencjalne zagrożenie narodowego i państwowego bytu. By tego zagrożenia uniknąć, należało – za zgodą rządu – podjąć starania o spotkania delegatów Związku z przedstawicielami odpowiednich władz ZSRR, CSRS i NRD, celem osobistego „wyłożenia” istoty tego „Posłania”. Uczyniłoby was to partnerem do rozmów, przy współodpowiedzialności polskiego rządu. Inna sprawa, czy chcieliby z wami rozmawiać. To też byłby „sygnał” wskazujący ramy postępowania. Przynajmniej teraz mógłby Pan złożyć Ministrowi wyrazy uszanowania, solennie zapracował! Związek – PZPR Był Pan członkiem Komisji mającej tę kwestię za główne zagadnienie. Logicznym jest, że miała ocenić te stosunki i wskazać kierunki dalszego działania. Czytelników spotkał zawód, ani słowa z Pana strony, jako naocznego Świadka Historii. Czyżby wstydził się Pan przypomnienia zapisu z „Protokołu” -„Tworząc nowe, niezależne, samorządne związki zawodowe, MKS stwierdza, że będą one przestrzegać zasad określonych w Konstytucji PRL. Uznając, iż PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie, ani nie podważając ustalonego systemu sojuszów międzynarodowych, dążą one do zapewnienia ludziom pracy odpowiednich środków kontroli, wyrażania opinii i obrony swych interesów. Nowe Związki zawodowe będą bronić społecznych i materialnych interesów pracowników i nie zamierzają pełnić roli partii politycznej. Stoją one na gruncie zasady społecznej własności środków produkcji stanowiącej podstawę istniejącego w Polsce ustroju socjalistycznego”. Mam więc prawo nie tylko pytać o pominięcie tej kwestii, ale również uważać takie Pana postępowanie za lekceważenie inteligencji i umiejętności rozumienia ówczesnej sytuacji przez Czytelników. Przypomnę Panu, że 17 września, czyli przed II turą Zjazdu, BP KC PZPR opublikowało w Trybunie Ludu oświadczenie „Przeciwko awanturnictwu politycznemu i próbom niszczenia socjalistycznego państwa”. Zwracano uwagę społeczeństwu i liderom Solidarności, że „sytuacja w kraju rozwija się w niebezpiecznym kierunku. Pogarsza się nieustannie stan gospodarki, a warunki życia ludzi stają się coraz trudniejsze. Zahamowanie tych procesów to narodowa konieczność”. Przypominano, że „IX Zjazd PZPR przyjął program wyprowadzenia Polski z kryzysu. Partia w dalszym ciągu potwierdza program socjalistycznej odnowy”. Jednocześnie oceniono, że „Przebieg i uchwały I-ej części Zjazdu podniosły do rangi oficjalnego programu całej organizacji awanturnicze tendencje i zjawiska, które występowały w Solidarności – choć wydawały się tylko nurtami skrajnymi… Jednostronnie złamane zostały porozumienia zawarte w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu. Zastąpiono je programem politycznej opozycji, która godzi w żywotne interesy narodu i państwa polskiego, oznacza kierunek na konfrontację grożącą rozlewem krwi. Zapowiedziano kontynuowanie starych i otwieranie nowych płaszczyzn walki, które nie mają nic wspólnego z charakterem i celami związku zawodowego. Podjęto aroganckie uchwały wobec Sejmu w sprawach, które należą do jego wyłącznej kompetencji jako najwyższej władzy”. Czy nie było to wyraźne ostrzeżenie, podstawa do zastanowienia, także dla Pana. Mam odczucie po treści tekstu, że nawet teraz wyśmieje Pan takie myślenie. Na co innego Pana stać? Wracam do powyższego oświadczenia, gdzie „Posłanie” oceniono jako „obłędną prowokację wobec sojuszników Polski, których współdziałanie stanowi podstawowy warunek i gwarancję stabilizacji i rozwoju gospodarczego kraju, terytorialnej integralności, bezpieczeństwa i pokoju naszej ojczyzny”. Uznano je za zachętę do prowadzenia działań antyradzieckich, a więc wymierzonych w najważniejszego sojusznika PRL. Tu takie odniesienie do współczesności. Pan Prezydent Aleksander Kwaśniewski w wywiadzie dla Trybuny z 4-5 października 2021, m.in. mówi o grupie osób z grona obecnej władzy, dla której „Unia jest hamulcem, a oni go nie chcą. Dla nich oczywiście byłoby najwygodniejsze, żeby Unia dawała wciąż pieniądze Polsce, ale żeby za tym nie szły żadne obowiązki”- odczytuję jako podobieństwo do Pańskiego myślenia sprzed 40 lat. Czy jestem w błędzie? Z kolei Przegląd nr 41 z 4-10.2021 opisuje 56 dni strajku w FSM w Tychach. Zachęcam do przeczytania i przyswojenia kilku pouczających wierszyków. Z zachodniej prasy. 30 października. Dziennik „The Wall Street Journal” napisał: „Najniebezpieczniejszą cechą obecnej sytuacji w Polsce jest stopniowa utrata kontroli przywódców Solidarności nad regionalnymi protestami… Taki rozwój wydarzeń powoduje jeszcze większe kłopoty gospodarcze i w konsekwencji zwiększa napięcie, spowoduje, iż zaklęty krąg wydarzeń zostanie przyśpieszony” (artykuł „Solidarność i partia sfrustrowane i bezsilne”) 3-4 listopada. Korespondent „Le Monde” doliczył się 65 konfliktów lokalnych i ocenił- „wystarczy dmuchnąć, by połowa kraju zapłonęła, a Polska pogrążyła się w chaosie”. Natomiast korespondent „Los Angeles Times” z 3 listoada pisze -„Polska zmierza do tragedii i całkowitej katastrofy”. Zwyczajne draństwo. „Ostro sprzeciwiałem się apelom Lecha Wałęsy i innych o zniesienie amerykańskich sankcji wobec reżimu PRL”. Toż to zwyczajne draństwo! Przyznaje Pan otwarcie, czym m.in. zajmował się w 1986 r., po przylocie do Chicago w USA – dziękuję za szczerość. Panu Lechowi Wałęsie można wiele zarzucić, znane jest mnóstwo dowcipów ośmieszających jego postępowanie i wypowiedzi. Że chciał Pan utrzymania sankcji- stawia Pana poza nawiasem społeczeństwa. Czyżby przez 5 lat nie zrozumiał Pan, że reżim jako pojęcie nie potrzebuje żadnego posiłku, a każda „reżimowa władza” sama się wyżywi, nie tylko w Polsce. Natomiast sankcje dotykały każdego – bez wyjątku członka Solidarności, może Pan nim był, jadł tylko zachodnie posiłki. Jak Pan może tym ludziom spojrzeć w oczy. A może po 13 grudnia wszyscy oni są wegetarianami – dzięki takim działaczom jak Pan. Ręcznik frotte Sądzę, że pracownicy zakładów Frotex w Prudniku niezwykle ucieszą się, Pana pamięcią o ich wyrobie dla delegatów z napisem – „I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność, Gdańsk IX1981”. Zachęcam, Pan by ich odwiedził i złożył życzenia z okazji jubileuszu Zjazdu. Agenci wśród delegatów Wiele Pan o nich pisze. Zapewne Pan wie, kto i kiedy przesłał wiadomość o treści decyzji KKP w sprawie masowych protestów 17 grudnia.

Proszę się zastanowić, może dzięki informacji takiego agenta udało się uniknąć rozlewu krwi i tysięcy ofiar, nie tylko w Warszawie. Profesor Karol Modzelewski, na konferencji naukowej w XX-lecie stanu wojennego m.in. powiedział – „I choć wiele rzeczy mogliśmy zrobić lepiej albo gorzej, nie sądzę, abyśmy byli w stanie uniknąć dramatycznego finału (stanu wojennego -GZ). Ale odpowiadamy za ten finał, bo do wszystkiego przykładaliśmy rękę, po obu stronach. I nie w jedną pierś trzeba się uderzyć”…A dalej, mówiąc o tragedii w kopalni Wujek- „ Ja też ponoszę moralną odpowiedzialność za śmierć tych ludzi. Odpowiedzialność, od której nikt z nas, biorących czynny udział w podejmowaniu decyzji, nie może się wykręcić i nie powinien składać jej wyłącznie na kogoś innego”. A Pan? – był szefem Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, na którego terenie jest ta kopalnia. Pod rozwagę. Na łamach Trybuny okresowo prowadzącej dział „Głosy Czytelników”, odnotowałem kilka ich wypowiedzi z okazji 25-lecia Solidarności. Mimo upływu czasu, chyba nie straciły na wartości. Niech Pan oceni: 1. Szokuje mnie wielka pompa z okazji 25 – lecia powstania Solidarności. Na pewno w tym czasie wymieniane będą zasługi „S”. Chcę tylko podrzucić działaczom, którzy to organizują, parę punktów, które powinny się znaleźć jako ich zasługi: 3 mln. bezrobotnych; 60 % ludzi żyje w Polsce w biedzie; brak dostępu do lekarzy i szpitali; brak pieniędzy na lekarstwa; złodziejstwo; korupcja; przekręty; kolesiostwo; brak dostępu do nauki. Myślę, że punktów, które wymieniłem, byłoby więcej, niż 21. W ten sposób Solidarność zrobiła z nas pośmiewisko Europy. (Henryk Wojciechowski, Gorzów Wlkp., 10.03.05) 2. Dzięki solidarnościowej transformacji udało się kosztem 3 mln bezrobotnych i ich rodzin załatwić w Polsce wolność słowa. Ile jeszcze trzeba ofiar, by załatwić resztę postulatów? (Z. Kotarb, Warszawa, 18.08.05) 3. Wodzowie „S” organizują jej 25.lecie chyba tylko po to, aby nas uroczyście przeprosić za biedę, głód dzieci, bezrobocie, rozgrabienie majątku narodowego, pozbawienie większości obywateli praw ludzkich, za brak nadziei na przyszłość, za uczynienie z Polski bezwolnego pionka w obcych rękach. To są jedyne sukcesy „S”. (Z. Kunowski, Warszawa, 20-21.08.05) 4. Za PRL Stocznia Gdańska im. Lenina tętniła życiem. Dziś, w 25.rocznicę „S” proponuję, by nazwać ją im. Lecha Wałęsy, a jego zdjęcie wywiesić nad słynną bramą. (Józef Berta, Warszawa, 18.08.05) 5. Uroczystości 25. lecia „S” powinny odbywać się pod wielkimi transparentami z napisem: „25 lat NONE” – największe oszustwo nowoczesnej Europy. (S. Frankowski, woj. lubelskie, 20-21.08.05) 6. Świętujący 25. lecie „S” winni wiedzieć, że zawdzięczają to gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. Gdyby nie stan wojenny, prawdopodobnie nie byłoby komu świętować. Jeżeli już, to w towarzystwie syberyjskich reniferów. (S. Chełmicki, woj. lubelskie, 1.09.05) Na zakończenie Krótko Panu powiem – Solidarność, Kierownictwo i Pan, mieliście szczęście, że Partia, a głównie jej reformatorskie skrzydło i Generał wprowadził stan wojenny. To was – Pana osobiście – uratowało przed nie wyobrażalnym i wielowymiarowym cierpieniem, nie wyłączając śmierci. Z tekstu wynika, że nawet po latach, nie zmieniły się Pana oceny przeszłości, mimo ujawnienia wielu faktów i zdarzeń. Pana rzecz. Tylko proszę swoimi przekonaniami nie kaleczyć znaczenia wyobraźni oraz rozumienia poczucia odpowiedzialności za czyny własne i innych, następnych – po 1981 r. pokoleń Polaków.

Wyobraźnia to takie „urządzenie”, które pozwala uniknąć wielu przykrości i nie tylko… Ale działa w jedną stronę – nie da się cofnąć ani czasu ani popełnionych błędów. Co więcej – nawet najokazalszy pomnik, czy to w Warszawie, na Śląsku czy Syberii nie zastąpi cierpień i życia, które zabrała śmieć, często lekkomyślnie dopuszczona do głosu przez młodych aktywistów. Pan był jednym z nich, bez… a może tylko o skromniutkiej wyobraźni, czy takim pozostał?