Lewandowski wrócił do Bayernu Monachium

Robert Lewandowski wrócił z wakacji wraz z ósemką innych graczy bawarskiego potentata, uczestników Euro 2021. Na dzień dobry wygrał w plebiscycie magazynu „Kicker” na najlepszego piłkarza Bundesligi za sezon 2020/21. To drugie takie wyróżnienie „Lewego” z rzędu. Ostatni raz tak uhonorowano Michaela Ballacka w 2002 i 2003 roku.

Lewandowski mógł się cieszyć tego lata wyjątkowo długim urlopem. Nowy trener Bayernu Julian Nagelsmann dał mu aż 32 dni wolnego. Piłkarz odpoczywał z rodziną w Hiszpanii i we Włoszech, ale zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami stawił się w klubie w poniedziałek 26 lipca. Standardowo przeszedł badania wydolnościowe, a we wtorek zjawił się na pierwszym treningu. Oprócz „Lewego” w poniedziałek wróciło też z urlopów ośmiu innych inni uczestników tegorocznych mistrzostw Europy – Niklas Suele, Leon Goretzka, Leroy Sane, Jamal Musiala, Corentin Tolisso, Kingsley Coman, Benjamin Pavard oraz Thomas Mueller, którego obecność była sporą niespodzianką, bowiem on miał wrócić dopiero w najbliższy piątek, wraz z Manuelem Neuerem i Joshuą Kimmichem. „Na pewno nie poprzestaniemy na tym, co do tej pory osiągnęliśmy. Cały czas jesteśmy głodni sukcesów” – zapewniał w wypowiedziach dla mediów Lewandowski, a inni gracze wtórowali mu w tych deklaracjach. Zespół Bayernu rozegranych w trakcie letnich przygotowań sparingach przegrał z FC Koeln 2:3 i zremisował 2:2 z Ajaksem Amsterdam, a w środę ma zaplanowany kolejny mecz kontrolny, z Borussią Moenchengladbach. Na pewno nie wystąpią w nim gracze, którzy dołączyli do ekipy w poniedziałek, w tym także „Lewy”, lecz Nagelsmann wreszcie będzie mógł na treningach popracować z zawodnikami z podstawowego składu.
W najbliższą sobotę w sparingu z SSC Napoli też raczej Lewandowski nie zagra, ale być może znajdzie się już w meczowej kadrze na mecz Pucharu Niemiec z V-ligowym Bremer SV, który Bayern ma rozegrać 6 sierpnia. Rozgrywki w Bundeslidze rozpoczną się tydzień później, a obrońcy tytułu rozpoczną zmagania 13 sierpnia od wyjazdowej potyczki z Borussią Moenchengladbach, a cztery dni później z mierzą się w meczu o Superpuchar Niemiec z Borussią Dortmund.
Ostatnim akordem minionego sezonu było ogłoszenie w niedzielę wyników plebiscytu magazynu „Kicker” na najlepszego piłkarza poprzednich rozgrywek. Po raz drugi z rzędu laureatem został Robert Lewandowski, stając się pierwszym obcokrajowcem, który wygrał w plebiscycie magazynu „Kicker” dwukrotnie z rzędu. Ale to rzadki wyczyn także wśród niemieckich zawodników, bo do tej pory może się nim pochwalić tylko pięciu z nich – Guenter Netzer (1972 i 1973), Sepp Maier (1977 i 1978), Matthias Sammer (1995 i 1996), Oliver Kahn (2000 i 2001) oraz wspomniany już Michael Ballack (2002 i 2003). Z zagranicznych piłkarzy po jednym razie wygrywali Brazylijczyk Ailton, Francuz Frank Ribery, Brazylijczyk Edinaldo Batista Libano „Grafite”, Holender Arjen Robben i Belg Kevin de Bruyne.
W obu wygranych przez siebie plebiscytach „Lewy” triumfował z przygniatającą przewagą nad konkurentami – w poprzednim roku, gdy miał na koncie sześć trofeów zespołowych i trzy tytuły króla strzelców (Ligi Mistrzów, Bundesligi i w Pucharze Niemiec), głosowało na niego 276 elektorów. W tym roku dostał aż 356 głosów, a drugi w zestawieniu Thomas Mueller tylko 41, a trzeci Norweg Erling Haaland 38. Znamienne jest jednak to, że około 200 elektorów zdecydowało się jednak oddać swoje głosy na innych piłkarzy, chociaż szósty tytuł króla strzelców Bundesligi i pobicie blisko półwiecznego rekordu Gerda Muellera w liczbie goli strzelonych w jednym sezonie (dla przypomnienia – rekord Muellera wynosił 40 goli, Lewandowski zakończył rozgrywki z dorobkiem 41 trafień, a w całym sezonie we wszystkich meczach zdobył 48 bramek i był pod tym względem najlepszy w Europie) zepchnęło w cień osiągnięcia innych graczy Bundesligi. Bayern co prawda nie obronił tytułu w Lidze Mistrzów, odpadł też z Pucharu Niemiec, lecz zdobył mistrzostwo kraju. Żadna inna niemiecka drużyna klubowa nie przebiła tych osiągnięć, ale nie od dzisiaj wiadomo, że w Niemczech media są już trochę znudzone dominacją „Lewego” i czasem dla urozmaicenia przekazu na wyrost hołubią dużo gorszych od Polaka zawodników. Redakcja „Kickera” oceniła go jednak uczciwie. „Tak jak w 2020 roku nie można było wybrać innego piłkarza niż Roberta Lewandowskiego w wyborach na piłkarza roku. Tym razem Polak nie błysnął trypletem, ale ustanowił nowy rekord w Bundeslidze i zdobył jeszcze więcej głosów” – napisano w redakcyjnym komentarzu. „Wiem, jak wielki to zaszczyt. Dla mnie to powód do dumy i radości, bo rzadko wygrywa się tę nagrodę dwa razy z rzędu” – z kolei skomentował swoje zwycięstwo „Lewy”.
Jego pojawienie się w poniedziałek w ośrodku treningowym Bayernu jakąś wielką sensacją nie było, chociaż przez ostatnie tygodnie media nieustannie produkowały spekulacje o rzekomych transferowych planach polskiego napastnika. Podawały na przykład, że jego izraelski agent, Pini Zahavi, prowadzi już negocjacje, a to z Realem Madryt, a to z Manchesterem United, a ostatnio ponoć z Chelsea Londyn. Tymczasem szefowie Bayernu ze stoickim spokojem odpowiadali, że polskiego piłkarza wiąże jeszcze dwuletni kontrakt, który bynajmniej nie musi być jego ostatnim z Bayernem, bo klub właśnie szykuje dla niego nową umowę. Nie można więc wykluczyć, że „Lewy” będzie graczem bawarskiego potentata przez jeszcze co najmniej trzy sezony, bo prawdę mówiąc to w tej chwili już nie za bardzo mu się opłaca z tego klubu ruszać.
Nowością w życiu kapitana reprezentacji Polski i jego rodziny będzie udział w filmie dokumentalny opowiadającego o jego życiu i drodze na szczyty światowego futbolu. Premiera dokumentu planowana jest w 2022 roku w serwisie Amazon. Pierwsze filmowe zajawki z tego projektu piłkarz zamieścił na portalu społecznościowym – to nagranie jak gra w piłkę z dzieciakami na szkolnym boisku. „Pozwólcie mi opowiedzieć Wam moją historię. To będzie historia wzlotów i upadków, momentów siły, ale i chwil słabości. Bez upiększania, tak jak było naprawdę” – napisał „Lewy” w komentarzu do zdjęć. Przez pierwsze trzy godziny od opublikowania post obejrzało ponad ćwierć miliona internautów.

Nowe wiatry w Bayernie

Robert Lewandowski przebywa jeszcze na urlopie, podobnie jak inni piłkarze Bayernu Monachium uczestniczący w Euro 2020/21. Ale reszta kadry pod wodzą nowego trenera Juliana Nagelsmanna szykuje się do sezonu.

Lewandowski do treningów z zespołem wróci dopiero 26 lipca, z końcem miesiąca dołączą do kadry odpoczywający po mistrzostwach Europy reprezentanci Niemiec. Bayern pierwszy mecz w nowym sezonie rozegra dopiero 7 sierpnia, z V-ligowyhm Bremer SV w Pucharze Niemiec, ale już tydzień później swoje rozgrywki rozpocznie Bundesliga. Na inaugurację bawarska jedenastka zmierzy się z Borussią Moenchengladbach.
Niemieckie media spekulują dużo o tym, jak będzie wyglądał kadrowo zespół pod wodzą Nagelsmanna oraz na jakie ustawienie taktyczne zdecyduje się ten 33-letni szkoleniowiec. W zespołach Hoffenheim i RB Lipsk, które do tej pory prowadził, preferował grę trójką środkowych obrońców, dwójką szybkich graczy wahadłowych oraz dwójka piłkarzy operujących za plecami środkowego napastnika. W Bayernie ponoć nie będzie jednak dążył do gry w takim ustawieniu, na dodatek nie będzie mógł liczyć na transfery nowych graczy o głośnych nazwiskach. Ponoć chciał ściągnąć z RB Lipsk świetnie grającego w turnieju Euro 2020/21 Hiszpana Daniego Olmo, lecz szefowie bawarskiego potentata wybili mu ten pomysł z głowy, bo RB Lipsk żąda za Olmo ponad 80 mln euro.
Nagelsmann musi zatem wycisnąć ile się da z graczy, których ma już w kadrze, szczególnie z Leroya Sane. Skrzydłowy ma pod jego ręką odzyskać skuteczność, ale ma nie tylko sam strzelać gole, ale też zbierać asysty po podaniach do Lewandowskiego. Polski napastnik pozostanie żądłem Bayernu i na jego gole ma pracować cała drużyna. Pobicie legendarnego rekordu Gerda Muellera nie zaspokoiło strzeleckich aspiracji „Lewego” i nowy trener chce to wykorzystać. Dlatego nie planuje przesunięcia Joshuy Kimmicha ponownie na prawą flankę linii defensywnej, jak zrobił to Joachim Loew w reprezentacji Niemiec podczas Euro 2020/21. W Bayernie Kimmich nadal będzie grał jako środkowy pomocnik.

Wymiana trenerów po bawarsku

Hansi-Dieter Flick miał być trenerem Bayernu Monachium co najmniej do końca czerwca 2023 roku, ale wdał się w konflikt z dyrektorem sportowym bawarskiego potentata Hasanem Salihamidziciem i nie dotrwa do końca umowy. Po tym sezonie odejdzie, a jego miejsce zajmie 33-letni Julian Nagelsmann.

Niemieckie media już od kilku miesięcy rozpisywały się o narastającym konflikcie między Salihamidziciem a Flickiem, ale szefowie bawarskiego klubu studzili emocje zapewnieniami, że nie ma to żadnego wpływu na funkcjonowanie zespołu. Nie zmienili tonu nawet wówczas, gdy pojawiły się plotki, że Hansi Flick jest najpoważniejszym kandydatem do objęcia posady selekcjonera reprezentacji Niemiec po Joachimie Loewie, który odejdzie po tegorocznych mistrzostwach Europy bez względu na wynik osiągnięty w turnieju. Ale po 17 kwietnia nie mogli już udawać, że sprawy nie ma. Tego dnia po wygranym przez Bayern 3:2 wyjazdowym meczu z VfL Wolfsburg Flick na pomeczowej konferencji odpalił „medialna bombę” ogłaszając, iż po tym sezonie będzie chciał odejść z Bayernu. Jako przyczynę swojej decyzji podał „brak porozumienia z dyrektorem sportowym Hasanem Salihamidziciem i fakt, że nie miał realnego wpływu na politykę transferową klubu”.
Członkowie zarządu Bayernu Karl-Heinz Rummenigge oraz Oliver Kahn zareagowali oświadczeniem, że Flick ma kontrakt ważny jeszcze przez dwa sezony, ale jednocześnie podkreślili, iż nie maja zamiaru zatrzymywać szkoleniowca na siłę. Obie strony umówiły się na rozmowę w tej sprawie po sobotnim spotkaniu z FC Mainz. Trudno stwierdzić jak na temperaturę tego spotkania wpłynęła niespodziewana porażka bawarskiej jedenastki z Mainz (1:2), ale gdy Flick w poniedziałek o 10 rano stawił się w siedzibie klubu na Saebener Strasse, jego spotkanie z zarządem Bayernu nie trwało nawet godziny. Rummenigge po tym spotkaniu dał mediom do zrozumienia, że wypracowano porozumienie, które zadowoliło obie strony.
Co ciekawe, w tym rozstrzygającym momencie swoje trzy grosze nieoczekiwanie wtrącili działacze niemieckiej federacji piłkarskiej (DFB). Rainer Koch, wiceprezes DFB kategorycznie zaprzeczył w mediach, aby związek zamierzał płacić kwotę odstępnego za jakiegokolwiek trenera, któremu chciałby powierzyć prowadzenie reprezentacji narodowej. A nie było już żadną tajemnicą, że w DFB jeśli chodzi o następców Loewa najwyżej stały akcje Hansiego Flicka i Juliana Nagelsmanna, ale oni obaj mieli ważne kontrakty w klubach – Flick w Bayernie, a Nagelsmann w RB Lipsk. „Niemiecki Związek Piłki Nożnej nie zapłaci za rozwiązanie kontraktu trenera, bo nigdy wcześniej tego nie robiliśmy, a poza tym w naszym budżecie nie ma na to pieniędzy” – stwierdził Koch i zapewnił, że DFB nie zamierza doprowadzać do zrywania obowiązujących kontraktów, aby pozyskać selekcjonera.
Najwyraźniej jednak w zaciszach gabinetów rozmowy prowadzono w bardziej konstruktywnej formie. Najpierw Nagelsmann niespodziewanie poprosił szefów RB Lipsk o wyrażenie zgody na wcześniejsze rozwiązanie z nim kontraktu, a potem gruchnęła wieść, że Bayern porozumiał się z szefami tego klubu w sprawie kwoty odstępnego i zgodził się zapłacić za jego wcześniejsze zwolnienie 25 mln euro. Ale o kwocie odstępnego za wcześniejsze zwolnienie Flicka nie było już ani słowa, poza enigmatyczną informacją, że DFB planuje jeszcze w tym roku rozegranie towarzyskiego meczu reprezentacji Niemiec z Bayernem Monachium, z którego całkowity dochód ma przypaść Bayernowi. Ciekawe czy mecz przy pełnych trybunach na Allianz Arena, z wpływami z reklam i praw telewizyjnych przyniesie zarobek co najmniej 25 mln euro…
Na razie jednak to 33-letni Nagelsmann stał się najdroższym trenerem piłkarskim na świecie. Podpisał z Bayernem pięcioletnią umowę, ale w tej chwili trudno stwierdzić, jak sobie poradzi w naszpikowanym gwiazdami zespołem. Manuel Neuer jest od niego rok starszy, a Robert Lewandowski i Thomas Mueller są tylko o rok młodsi.
Dla Lewandowskiego Nagelsmann w Bayernie Monachium będzie już siódmym trenerem, z którym przyjdzie mu pracować. Odkąd trafił do bawarskiego potentata w lipcu 2014 roku trenował po okiem Pepa Guardioli (2014-2016), Carlo Ancelottiego (lipiec 2016 – wrzesień 2017), Willy’ego Sagnola (wrzesień 2017 – październik 2017), Juppa Heynckesa (październik 2017 – czerwiec 2018), Niko Kovaca (lipiec 2018 – listopad 2019) oraz Hansa-Dietera Flicka (listopad 2019 – czerwiec 2021). Lewandowski nie bawił się w dyplomatyczne gierki. Pytany o Flicka w niemieckich mediach mówił na ogół tak: „Z nim w roli trenera to był mój najlepszy czas w Bayernie. Hansi zawsze jasno przedstawiał nam, czego oczekiwał . On jest nie tylko świetnym trenerem, ale przede wszystkim świetnym człowiekiem” – komplementował Flicka polski napastnik. Faktycznie, „Lewy” pod wodzą tego trenera w 68 meczach zdobył 78 bramek i zaliczył 21 asyst, wygrał też wymarzoną Ligę Mistrzów i zgarnął wszystkie najważniejsze indywidualne wyróżnienia za poprzedni sezon. Flick poprowadzi go jeszcze w trzech ostatnich spotkaniach ligowego tego sezonu i być może zapisze się też w historii jako trener, którego piłkarz pobił legendarny rekord Gerda Muellera 40 goli w jednym sezonie.
Nie wiadomo także jak będzie wyglądała kadra Bayernu przed nowym sezonem i czy nadal będzie w niej Lewandowski, bo ostatnio można odnieść wrażenie, jakby Polakowi znów zaczynało być ciasno w bawarskim grajdołku. Niemieckie media donoszą nawet, że szefowie Bayernu na odczepnego rzucili nawet w świat kwotę odstępnego za Lewandowskiego – ponoć w wysokości 80 mln euro.
Może więc to jest powód, że „Lewy” nie przesadza komplementami pod adresem nowego szkoleniowca. „Nie znam dobrze Juliana Nagelsmanna i mogę o nim powiedzieć tylko tyle, co inni. Zawsze udaje mu się podnieść zespoły do ​​poziomu, którego nikt się nie spodziewał, że osiągnie. Wyniki zespołów Nagelsmanna są najczęściej powyżej oczekiwań i powyżej sumy jakości pojedynczego gracza” – stwierdził „Lewy” na łamach „Sport Bildu”.
Nagelsmann oficjalnie przejmie obowiązki trenera Bayernu 1 lipca tego roku. Jeśli Lewandowski pozostanie w Bayernie, o swoją pozycję w zespole pod rządami nowego szkoleniowca raczej może być spokojny. „On nie musi już niczego trenować. Potrafi wszystko, musi tylko utrzymywać świeżość i formę, by czerpać radość z dobrej gry w każdy weekend” – tak ocenia „Lewego” nowy trener Bayernu Monachium. Prawda, że źle to nie brzmi?

Lewy będzie miał trenera w swoim wieku

Potwierdziły się medialne spekulacje w sprawie zmiany trenera Bayernu Monachium. Władze bawarskiego klubu przystały na prośbę Hansiego Flicka i zgodziły się skrócić jego kontrakt o rok. Jego miejsce na ławce trenerskiej od nowego sezonu zajmie 33-letni Julian Nagelsmann, obecnie szkoleniowiec RB Lipsk.

Kontrakt Nagelsmanna ma obowiązywać do 30 czerwca 2026 roku, a ekipie z Lipska za zgodę na wcześniejsze rozwiązanie umowy bawarski potentat zapłaci 25 mln euro odstępnego. To nowy rekord transferowy na trenerskim rynku pracy. Dotychczas najdroższym trenerem w historii futbolu był Portugalczyk Andre Villas-Boas, wykupiony latem 2011 roku przez Chelsea Londyn z FC Porto za 15 mln euro.
Urodzony w 1987 roku Nagelsmann jest tylko o rok starszy od Roberta Lewandowskiego, ale jego trenerska kariera to ewenementem na skalę światową. W wieku 33 lat ma już za sobą pięcioletnia karierę w zespołach Bundesligi – w latach 2016-2019 prowadził TSG Hoffenheim, a w dwóch ostatnich sezonach RB Lipsk. Nagelsmann zapisał się w historii futbolu jako najmłodszym trener w Bundeslidze (debiutował w wieku 28 lat) oraz w Lidze Mistrzów (zadebiutował w wieku 31 lat).