Dubois: „interesują mnie dowody”

„Proszę zwrócić uwagę, że większość okoliczności, w oparciu o które sformułowany jest zarzut, jest potwierdzone przez nagrania na taśmach” – z mecenasem Jackie Dubois rozmawia Justyna Koć (wiadomo.co).

JUSTYNA KOĆ: Złożyliście państwo zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Jakiego i wobec kogo?
MEC. JACEK DUBOIS: Zawiadomienie dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstwa oszustwa, którego mógł się dopuścić pan Jarosław Kaczyński. Miało ono polegać na tym, że w celu uzyskania korzyści majątkowej dla spółki Srebrna wprowadził w błąd naszego klienta poprzez wywołanie w nim przekonania, że zamierza zapłacić za usługę, którą mu zlecił.
W ten sposób doprowadził go do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez to, że nasz klient przez ponad rok pracował wykonując zlecenie o wartości, zgodnie z ustaleniami opartymi o ceny rynkowe, ok. 5 mln zł. Kwota ta nie została mu zapłacona.
Rozumiem, że została wystawiona faktura? Pojawiły się wątpliwości co do tej kwestii.
Ten czyn ma charakter bardzo złożony. W momencie kiedy nasz klient wykonał zlecenie, zaczął domagać się zapłaty. Wtedy wskazano mu podmiot, na który ma wystawić fakturę. Kiedy wystawił ją zgodnie ze wskazaniami, okazało się, że firma ta nie dysponuje środkami finansowymi i nie może mu zapłacić. Natomiast faktyczny zleceniodawca, czyli spółka Srebrna, oznajmił, że nie może zapłacić, bo faktura wystawiona jest na inny podmiot.

Faktycznym zleceniodawcą był Jarosław Kaczyński, a faktura została wystawiona na Srebrną?
Pan Kaczyński, powołując się na to, że jest uprawniony do podejmowania wszystkich decyzji związanych ze Srebrną, zlecił naszemu klientowi wykonanie pracy na rzecz Srebrnej, a następnie wskazał inny podmiot, na który ma być wystawiona faktura. Podmiot ten został utworzony przez Srebrną w celu realizacji inwestycji budowy dwóch wież i miał docelowo przejąć własność nieruchomości. W międzyczasie jednak pan Kaczyński wstrzymał tę inwestycję i do przeniesienia własności nieruchomości nie doszło. W konsekwencji podmiot, który miał realizować inwestycję i na który została wystawiona faktura, nie posiadał żadnego majątku. Nie mógł więc opłacić wystawionej faktury.

Czyli gdyby udało się wybudować wieżowce, to fakturę udałoby się zapłacić?
Ja nie wiem, co by było, gdyby. Pan Kaczyński chciał, żeby spółka Srebrna wybudowała wieżowce. On utożsamiał się ze spółką i przedstawiał się jako osoba, która w tym zakresie podejmuje wszelkie decyzje. On w imieniu Srebrnej dał konkretne zlecenie, które było realizowane, i on poszczególne elementy tego zlecenia odbierał.
Gdy nadszedł czas rozliczeń za wykonane etapy, wskazał, aby wystawić fakturę na spółkę, do której zgodnie z planem miała być przeniesiona nieruchomość.
Ta faktura została wystawiona i wówczas okazało się, że do przeniesienia własności nie doszło, bo wstrzymano inwestycję, spółka nie ma środków i nie może zapłacić.

Czyli pan Gerald Birgfellner pracował przez ponad rok dla Kaczyńskiego, a ten na koniec powiedział, że mu nie zapłaci?
Pan Kaczyński zapewniał, że zlecenie zostanie opłacone, ale po wystawieniu faktury zapłata nie została zrealizowana. To przypomina scenariusz filmu sensacyjnego.

Rozumiem, że nie ma pan wątpliwości, skoro podjął się pan sprawy, że zostało popełnione przestępstwo?
Ja nigdy nie mogę zastąpić sądu i nie wyrokuję. Tu decyzję zawsze podejmuje organ do tego powołany. Natomiast rolą prawnika jest zweryfikowanie, czy istnieją dowody pozwalające potwierdzić formułowane zarzuty.
Gdyby coś było ewidentnie „wzięte z powietrza”, to tym tropem prawnik podążać nie powinien, bo to by działało na szkodę klienta. Z informacji, które otrzymaliśmy od klienta, i dokumentów, które nam pokazał, jasno wynika, że praca była wykonywana i odbierana, a za pracę nie było zapłaty.
Zebranie tych okoliczności w całość pozwala przyjąć wersję, że prawdopodobne jest, że do zabronionego czynu doszło. Weryfikować to mogą jednak tylko organy ścigania i sądy, natomiast każdy obywatel, który ma podejrzenie, że doszło do czynu zabronionego, ma obowiązek zawiadomić o tym.

W Sejmie z ust rzeczniczki PiS-u Beaty Mazurek słyszeliśmy, że taśmy są dowodem, że prezes wykazał się wyjątkową uczciwością. Jak pan to skomentuje?
Taśmy są zapisem godzinnej rozmowy, będącej częścią zdarzeń trwających ponad rok.
Jeżeli ktoś ocenia sprawę na podstawie jednego nagrania, w momencie kiedy wie, że w prokuraturze złożone są dwie pękate skrzynki dokumentów, to znaczy, że mówi to, co jest mu wygodnie powiedzieć, a nie odnosi się do całości dowodów w sprawie.
Ja nie wiem, czy pan Kaczyński na co dzień charakteryzuje się wyjątkową uczciwością, natomiast w tej sprawie jasne jest, że zatrudnił człowieka, który poświęcił ponad rok swojego życia zawodowego dla zrealizowania jego wizji i za to nie dostał wynagrodzenia. Jeżeli według pani Mazurek tak wygląda uczciwość, to rzeczywiście może tak mówić. Ja się z tym nie zgadzam.

Czy ma pan wiedzę, czy nagrania są z całego roku pracy dla Kaczyńskiego?
Ja w tej sprawie jestem prawnikiem i reprezentuję mojego klienta w określonej sprawie karnej. Nie wchodzę w sferę polityki czy innych kwestii niż zlecenie.
Interesują mnie dowody i te złożyliśmy w prokuraturze.

Ale rozumiem, że nie miał pan wątpliwości po przeanalizowaniu dokumentów, żeby zająć się sprawą.
Wysłuchałem całej historii zdarzenia, którą mi przedstawił klient, zapoznałem się z dokumentami. Historia ta jest logiczna i spójna. Takie działanie może wyczerpywać znamiona ustawy karnej.
Proszę zwrócić uwagę, że większość okoliczności, w oparciu o które sformułowany jest zarzut, jest potwierdzone przez nagrania na taśmach.
Fakt wykonania zlecenia nie budzi wątpliwości, kwestia niezapłacenia za nie również. Pan prezes wprost przyznaje, że zlecenie było zrealizowane i nie zostało opłacone.

Co grozi za taki czyn?
Zgodnie z Kodeksem karnym przestępstwo oszustwa dotyczące mienia znacznej wartości jest zagrożone sankcją do 10 lat pozbawienia wolności. To jedno z najbardziej społecznie niebezpiecznych i typowych przestępstw, które paraliżuje gospodarkę, zaufanie między przedsiębiorcami, zaufanie do obrotu gospodarczego.
Proszę zwrócić uwagę, że często takie zachowania są przyczyną bankructw i ludzkich tragedii.

Czy partia może prowadzić działalność gospodarczą?
My nie rozmawiamy o partii, tylko o spółce, w imieniu której działa poseł. Natomiast ja jestem pełnomocnikiem w sprawie, w której zostało złożone zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa oszustwa. Nie jest moją rolą doszukiwanie się innych aspektów sprawy, bo wtedy stałbym się politykiem, a nie prawnikiem. Ja reprezentuję konkretną osobę w konkretnej sprawie. Od odpowiedzi na takie pytania są media. Moje pełnomocnictwo dotyczy wątku mojego klienta, któremu nie zapłacono ponad 5 mln zł.

Co dalej? Czekacie na ruch prokuratury?
Z naszej strony wszystko zostało już złożone. Teraz prokuratura musi się z tymi materiałami zapoznać i zakładamy, że w najbliższym czasie zostanie wszczęte postępowanie.

Bigos tygodniowy

„Czy PiS może wygrać wybory?” – tak brzmi tytuł jednego z artykułów z przedostatniego numeru propisowskiego tygodnika „Do Rzeczy”. Jak prawdziwy galernik-masochista przeczesuję co tydzień najważniejsze media tego nurtu, ale wystarczy tylko przytoczyć ten tytuł, by dać czytelnikom wyobrażenie nastroju, jaki zaczyna coraz bardziej narastać w znaczącej części pisowskich mediów. Oni jeszcze się śmieją, ale coraz częściej przez łzy. A przecież ten tytuł powstał jeszcze przed zatrzymaniem „Misiewicza-Pisiewicza” oraz medialnym ujawnieniem „taśm Kaczyńskiego” i „afery Srebrna”. Tylko w TVPiS, którego przekaz jest adresowany do najszerszych kręgów pisowskiego ludu, bezwzględnie obowiązuje urzędowy optymizm. Jedna oczywista oczywistość wynika z tych nagrań: gadanie o „chińskim murze” między spółką Srebrna a prezesem PiS można między bajki włożyć. W zdartych butach czy pomiętym garniturze, jest tak czy owak nadprotektorem politycznym tego szemranego biznesu. W tej sprawie wszystkie ścieżki prowadzą na Nowogrodzką.

Mecenas Robert Nowaczyk zeznając przed komisją Jakiego opowiedział nie tylko wiele ciekawych szczegółów z życia ulicy Srebrnej i o machinacjach pisiorskich namiestników służb specjalnych, ale także o pijanych pocałunkach z psem, odstawianych w pozycji na czworakach przez obecnego koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego. Nie całowanie się z psem jest jednak problemem. Całowanie się z psem w ogóle nie jest problemem. Jest nim fakt, że osoba pełniąca niezwykle ważną funkcję związaną z ochroną bezpieczeństwa państwa ma mózg o fizjologii tak bardzo bezbronnej w konfrontacji z alkoholem. To źródło potencjalnego zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa. Ja nie żartuję ani trochę.

Pożal się Boże – ministerium kultury Glińskiego i Sellina zastosowało szantaż w stosunku do Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku i zapowiedziało radykalne zmniejszenie obiecanej dotacji. Niezwykle skuteczna krawcowa z Gdańska Patrycja Krzymińska, ta sama, która zebrała dodatkowe 16 milionów złotych do ostatniej puszki Pawła Adamowicza, zebrała także brakującą kwotę i to z naddatkiem. Miejmy nadzieję, że wyżej wspomnianych – pożal się Boże – dżentelmenów od kultury po pisowsku wystarczająco to upokorzyło, a może i otrzeźwiło, uświadamiając im, że w razie potrzeby „kulturalny naród sam się wyżywi”, bez pomocy ich zakichanego resortu.

Robert Biedroń wystąpił na warszawskim Torwarze – z wielkim rozmachem, ze swoją inicjatywą polityczną, której nadano nazwę „Wiosna”. Pod literą i duchem jego programu chętnie podpiszę się obiema dłońmi. Zaklinam tylko Roberta Biedronia, którego darzę ogromną sympatią i uznaniem, na wszystkie świętości, aby baczył, by ta jego inicjatywa w konsekwencji nie przedłużyła faszyzujących rządów Kaczyńskiego i jego kamaryli.

Powstała kolejna inicjatywa komitetu na rzecz świeckości państwa. W składzie komitetu znaleźli się przedstawiciele kilkudziesięciu organizacji, w tym Kongresu Świeckości, a także partii politycznych: SLD, Partii Razem, Zielonych, ugrupowania Wolność i Równość oraz Inicjatywy Feministycznej.

Wszyscy zajęci są niedoszłą „K-Tower” przy Srebrnej (Duck-Tower, jako to określił Władysław Frasyniuk). Tymczasem bliżej centrum stolicy powstaje „Nycz Tower” arcybiskupstwa warszawskiego, kto zaręczy, że czy nie zainicjowana w nie mniej szemranych okolicznościach niż ta niedoszła?

Jeśliby jednak tak na aferę Srebrnej spojrzeć – by tak rzec – filozoficznie, abstrahując od wszelkich powszechnie znanych konotacji i z maksymalnie wysoko szybującego drona, to można by postawić pytanie: co to za dyktator z tego Kaczora, że rządząc przeszło trzydziestomilionowym krajem, nie jest w stanie doprowadzić do budowy dwóch głupich 49-piętrowych wież.

Jeszcze co do afery Srebrnej. Pisiorska propaganda czepiła się określenia, że to nie bomba, ale „zmoczony kapiszon”. Niech się tak pocieszają i uspokajają swój elektorat, skoro taką mają potrzebę, ale po co w takim razie grożą procesami tym, którzy rzecz ujawnili? No to w końcu – „kapiszon” czy „zniesławienie”? No i skąd grożenie procesami za naruszenie dóbr osobistych i zakwestionowanie uczciwości Prezesa, skoro wspomniane nagrania są podobno dla niego – jak twierdzą pisiory z Terleckim (nie mylić z psem, z którym całował się Mariusz Kamiński) na czele – „laurką” i świadectwem uczciwości? Ta chwiejna taktyka obrony nie rządzi się żadną normalną logiką.

Paweł Olechnowicz, współtwórca sukcesu „Lotosu” został zatrzymany przez CBA pod straszliwymi zarzutami, a następnie ot tak sobie zwyczajnie wypuszczony. Za te szemrane, bezprawne zatrzymania, których inspiratorzy grają ludzką wolnością i godnością jak tanimi fantami, ktoś powinien w przyszłości ciężko odpokutować. Są przecież podpisy na wydawanych decyzjach.

Magdalena Ogórek została skrzyczana przez demonstrujących pod siedzibą TVP przy placu Powstańców Warszawy. Przypomniano jej między innymi, że jest „kłamczuchą”. Policja już przesłuchuje uczestników zajścia. Nadwiślańskich nazioli bijących i kopiących kobiety, które zasiadły na drodze tzw. marszu niepodległości 11 listopada 2017, policja szukała długo, po czym pisowska prokuratorka sprawę umorzyła pod groteskowym pretekstem.

PiS, które zrezygnowało ze z góry przegranej walki o prezydenturę Gdańska, oddało pole trzem ciekawym kontrkandydatom Aleksandry Dulkiewicz: „Czerwonemu Korsarzowi”, chuliganowi, który atakuje turystów, pewnemu bezrobotnemu oraz wielkiemu reżyserowi Grzegorzowi Braunowi, twórcy wiekopomnego arcydzieła dokumentalistyki, „Zamachu Smoleńskiego”. Najbardziej do Gdańska pasuje „Czerwony Korsarz”. Czy to ten z powieści Jamesa Fenimore Coopera?

Gang Jarsena

Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury wielokroć publicznie wzywał filmowców polskich, aby wreszcie nakręcili „wielki, hollywoodzki film o najnowszej, chwalebnej historii Polski”.
Nie przypuszczał pewnie, że oto gotowy scenariusz wpada mu do ręki. Super produkcji pod roboczym tytułem „Srebrne wieże”.
Jest tam przecież wszystko co „hollywoodzkiej” produkcji potrzeba. Władca światowego mocarstwa, skłócona rodzina, wielkie pieniądze, wielkie plany, wielkie namiętności, tajne intrygi i podstępna zdrada. Nie ma jedynie seksu i happy endu. Ale to zdolny scenarzysta dopisze.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław Kaczyński wsłuchiwał się w polskie przysłowia, które są przecież mądrością narodu polskiego, to swoich kuzynów Tomaszewskich omijałby szerokim łukiem. Bo każdy prawdziwy Polak wie, że z rodziną, to najlepiej wychodzi się na zdjęciu.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław Kaczyński zachowywał się jak prawdziwy polski szlachcic, do czego już samo nazwisko zobowiązuje, to przecież nie brudziłby sobie rąk deweloperskimi geszeftami. W konszachty z obcym, niepolskim biznesem nie wchodziłby. Od tego polski pan prezes powinien mieć swych zarządców i fornali.
A on, jakby jakimś Żydom pozazdrościł. Rockefellerem, Trumpem albo innym Poroszenką zachciał sobie zostać. Oligarchię finansową w Ojczyźnie naszej, na korzeniu rodów Kaczyńskich- Tomaszewskich, zasadzić. Niepokalane dziedzictwo ojców – Sarmatów przekupczyć. Wstyd i sromotę sprowadzić.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław słuchał co jego premier, pan Morawiecki młodszy, niedawno mówił w położonym na terytorium polskim niemieckim obozie śmierci, to pewnie zapamiętałby, że wszyscy Niemcy to genetyczni naziści. Złoczyńcy.
A Austriacy to przecież zakamuflowani Niemcy. Każdy prawdziwy Polak to wie.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław słyszał słowa Saddama Husajna, też prawnika i polityka jak pan prezes, też władcy kiedyś w Iraku z kolan powstałego, to usłyszałby, że dobry zięć to rozstrzelany zięć.
Ech, gdyby pan prezes Jarosław zainwestował w dobre „szumiała”, zamiast wyrzucać te miliardy złotych w błoto, czyli w telewizję pana prezesa Jacka Kurskiego, to nie zostałby nagrany przez swego przyszywanego zięcia, zakamuflowanego Niemca.
Nie zostałby zdradzony o świcie. I byle wróg nie dowiedziałby się by się z podstępnych nagrań jak to Polak Austriaka wydymał.
Pan prezes Jarosław Kaczyński nie ma konta bankowego. I nie musi. Wystarczy, że ma bank do własnej dyspozycji. I prezesa banku na telefon.
Teraz już wiemy dlaczego elity PiS tak silnie postulowały „repolonizację banków” i odkupiły PKO SA. Wiemy już, że pan prezes to człowiek rodzinny, preferujący program „Rodzina na swoim”. Że skoro ma dwóch kuzynów Tomaszewskich, to dwie wieże chciał wybudować. Każdemu po jednej, aby umiłowana zgoda w rodzinie była.
I wszystko się zwaliło przez totalną opozycję i Bronisława Komorowskiego. On to ziarno zatrute w Polsce zasiał. On chodził i radził „Weź kredyt, zmień pracę”.
No to pan prezes kazał kupić bank, żeby mógł wziąć kredyt i zmienić pracę jak Rockefeller.
Ale potrzebnej jeszcze „wuzetki” kupić mu nie mogli. I zamiast srebrnych wież, wyrósł chytry zięć- Austriak, który dymany być nie chciał i zdradził pana prezesa za srebrniki mecenasa Giertycha.
I co ? Jest materiał na scenariusz panie premierze – ministrze Gliński?
Może nie na „Braveheart. Waleczne serce”, ani na „Krzyżaków”, ale na „Gang Olsena” na pewno wystarczy.
Ja cię nie mogę.