Najazd skoczków na Sapporo

Kadra polskich skoczków na dwa konkursy w Sapporo wyruszyła w najmocniejszym składzie. Nasi skoczkowie po niezbyt udanym występie w Zakopanem muszą teraz w Japonii powalczyć o utrzymanie wysokich pozycji w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Biało-czerwoni po słabym występie na Wielkiej Krokwi w Zakopanem muszą odrabiać straty i do Japonii polecieli w najmocniejszym składzie. Na pokład czarterowego samolotu wsiedli zatem Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Stefan Hula i Jakub Wolny. Ostatnie konkursy w Japonii były bardzo udane dla Polaków. W 2017 roku zakończyły się podwójnym zwycięstwem Polaków – pierwszego dnia zwyciężył Maciej Kot ma spółkę ze Słoweńcem Peterem Prevcem, a drugiego najlepszy w stawce był Kamil Stoch. W ubiegłym roku zawodów Pucharu Świata w Sapporo nie organizowano.
W tym roku gwiazdą zawodów w Kraju Kwitnącej Wiśni będzie rzecz jasna idol japońskich kibiców, lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi. W Zakopanem Japończyk co prawda sprawiał wrażenie, jakby złapał zadyszkę, ale drugim skokiem w niedzielnym konkursie indywidualnym dał sygnał, że nadal może daleko skakać.

Na swoim terenie japoński skoczek na pewno będzie chciał pokazać, że jego przewaga z pierwszej części sezonu nie była dziełem przypadku. Tak więc Kamil Stoch raczej w Sapporo nie zniweluje ogromnej różnicy punktowej (504 pkt) jaka dzieli go w „generalce od Kobayashiego. Ale celem naszej ekipy jest utrzymanie stanu posiadania – trzeciego miejsca Piotra Żyły i piątej lokaty Dawida Kubackiego.

W Sapporo nie wystartuje Norweg Daniel Tande. Trzeci zawodnik ubiegłego sezonu zdobył do tej pory zaledwie 17 punktów. Trener Alexander Stoeckl nie zabrał go do Predazzo i Zakopanego, teraz także do Sapporo. Niemcy z kolei są niemile zaskoczeni kiepską formą Andreasa Wellingera. Złoty i srebrny medalista olimpijski z Pjongczangu zaczął sezon od drugiego miejsca w Kuusamo, potem popadł w przeciętność. Kryzys dopadł też Petera Prevca. Słoweniec, który trzy sezony temu wygrał 15 konkursów, jest cieniem samego siebie. Do Sapporo nie przyjedzie też rewelacyjny jeszcze kilka tygodni temu Rosjanin Jewgienij Klimow.

Zmagania w Sapporo rozpoczną się w piątek 25 stycznia od serii treningowej (początek godz. 8:00 czasu polskiego), a o godz. 10:00 rozpoczną się kwalifikacje do sobotniego konkursu. Początek sobotnich zawodów zaplanowano na godz. 8:00, do których seria próbna zacznie się godzinę wcześniej. Wyzwaniem dla fanów skoków narciarskich w Polsce będzie konkurs niedzielny, do którego kwalifikacje rozpoczną się godzinę po północy polskiego czasu, a o 2:00 zacznie się konkurs indywidualny.

 

To nie kryzys, tylko wpadka?

W miniony weekend polscy kibice nie doczekali się sukcesu naszych skoczków narciarskich na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni zajęli trzecie miejsce, ale w niedzielnym indywidualnym najlepszy z Polaków Dawid Kubacki był dopiero dwunasty.

To był najgorszy konkurs indywidualny w Zakopanem w wykonaniu polskich skoczków od dziesięciu lat. Zawiedli oczekiwania właściwie wszyscy, także Kubacki, który przecież dzień wcześniej ustanowił nowy rekord Wielkiej Krokwi, ale najbardziej rozczarował swoją postawą lider naszej kadry Kamil Stoch. Trzykrotny złoty medalista olimpijski nie zakwalifikował się nawet do drugiej serii, skacząc ledwie 122,5 metra i po raz pierwszy w obecnym sezonie nie wywalczył punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Zawody przebiegły pod dyktando Stefana Krafta. Austriak w pierwszej serii skoczył 133 metry i miał punkt przewagi nad Japończykiem Yukiyą Sato, który lądował dokładnie w tym samym miejscu. W finałowej rundzie Kraft uzyskał 132,5 m i wygrał pierwszy konkurs PŚ w tym sezonie. Powtórzy tym samym sukces z 2016 roku, kiedy również triumfował na Wielkiej Krokwi. Drugie miejsce zajął Norweg Robert Johansson, a trzeci był Sato. Na siódmej pozycji sklasyfikowany został lider klasyfikacji generalnej Ryoyu Kobayashi, który na półmetku był dopiero 23.

Najlepszy z biało-czerwonych był Kubacki, który w drugiej serii skoczył 130 m i awansował z 16. na 12. pozycję. Siedemnastą lokatę zajął Stefan Hula, 19. Piotr Żyła, 22. Jakub Wolny, 27. Paweł Wąsek, a 30. Maciej Kot. Był to najgorszy występ Polaków w zawodach Pucharu Świata w Zakopanem od 17 stycznia 2009 roku, kiedy to dwunaste miejsce zajął Adam Małysz, a czternasty był Stoch.

Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner nie robi jednak z tego problemu. Jego zdaniem ten słabszy występ to nie jest efekt jakiegoś kryzysu formy, tylko ogromnej presji jakiej ulegają w Zakopanem nasi zawodnicy. Tak bardzo chcą nie zawieść oczekiwań fanów, że tracą na skoczni luz i pewność siebie. Tajner uważa, że w kolejnych konkursach, już poza Polską, znów zaczną skakać na swoim normalnym, czyli wysokim poziomie. Podobnego zdania jest Adam Małysz, pewny formy swoich podopiecznych jest też austriacki trener naszej kadry Stefan Horngacher.

Jak jest naprawdę, przekonamy się już wkrótce. Do rozpoczynających się 19 lutego w austriackim Seefeld mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym czasu coraz mniej. Przypomnijmy, że nasi skoczkowie będą tam bronić złotego medalu w drużynówce wywalczonego dwa lata temu w Lahti, zaś Piotr Żyła trzeciego miejsca w konkursie indywidualnym na dużej skoczni.
Słaby występ w Zakopanem nie zachwiał też pozycjami Polaków w klasyfikacji generalnej PŚ. Prowadzi Ryoyu Kobayashi przed Kamilem Stochem i Piotrem Żyłą, czwarty jest Stefan Kraft, a piąty Dawid Kubacki. W Pucharze Narodów biało-czerwoni są na czele z przewagą 30 punktów na Niemcami i 638 na Japończykami.