Zarzuty za strajk kobiet

Kolejny lokalny działacz lewicowy z powodu zaangażowania w protesty kobiet usłyszał zarzuty na komisariacie.

Kamil Mitera jest koordynatorem Młodej Lewicy w Tarnowie. Demonstracje przeciwko wyrokowi pseudotrybunału współorganizował na przełomie października i listopada. Gromadziło się na nich po kilkaset obywatelek i obywateli.

Jak relacjonuje lewicowy aktywista, demonstracje były organizowane z zachowaniem wymogów bezpieczeństwa w czasach pandemii. Uczestniczki zachęcano do chodzenia w pięcioosobowych grupach i trzymania dystansu między nimi. Obowiązkowe były maseczki.

Obywatelki protestowały m.in. z transparentami „Rząd nie ciąża, da się usunąć”, „Urodzę wam lewaka”, „Myślę, czuję, decyduję” i wieloma innymi, często kreatywnymi i mocnymi hasłami wymierzonymi w prawicowe władze. Kamil Mitera, który podczas protestów ostrzegał przed powrotem do średniowiecza, został uznany przez policję za organizatora zgromadzenia i spisany przez policję już pierwszego dnia. Jeszcze mniej ciekawie, jak relacjonuje działacz, było na kolejnej demonstracji.
– Ludzi przyszło zdecydowanie więcej (około 200) niż dzień wcześniej. Reakcją policji były przypadkowe legitymowania, straszenie mnie kajdankami oraz zatrzymaniem dwóch osób. Jeden z zarzutów dotyczy sytuacji z tego dnia – mówił nam Mitera. – Następnego dnia zrobił się delikatny szum wokół zatrzymań i policja zaczęła zachowywać się w całkiem inny sposób. Nawet odśpiewaliśmy im krótką piosenkę kilka dni później i podziękowaliśmy za ochronę. Ten stan utrzymywał się przez długi czas, jednak w połowie listopada znów zaczęły się masowe legitymowania uczestników.

Czy to z centrali przyszły polecenia, by policja nie była już wyrozumiała dla manifestujących? Kamil Mitera jest przekonany, że tak musiało być. Dlatego krótko przed świętami otrzymał wezwanie na przesłuchanie, zaś 5 stycznia usłyszał pięć zarzutów. W tym – o nierespektowanie obowiązku zasłaniania nosa i ust, co, jak podkreśla, zawsze na demonstracjach robił.

– Zważywszy na obowiązujące prawo, spacerowanie po miejscach publicznych nie jest zabronione. Dlatego uważam, że nie zrobiłem nic złego. Z wszystkimi postanowionymi zarzutami się nie zgadzam, ponieważ rozporządzenie jest aktem niższym niż konstytucja bądź ustawa – mówi działacz Młodej Lewicy.

Na łamach „Dziennika Trybuna” pisaliśmy już o wzywanych na komisariat demonstrantkach z woj. kujawsko-pomorskiego oraz o Annie Sikorze z Sieradza, której wlepiono grzywnę w wysokości 400 zł za przyklejenie na drzwiach biura poselskiego kartki papieru z protestacyjnym hasłem. Wnioski, czemu to służy, można wyciągnąć samodzielnie.