O wolności gospodarczej – dokończenie

Temat swobody prowadzenia działalności gospodarczej w naszym kraju żywy był od dawna, a przynajmniej od lat osiemdziesiątych. Pamiętamy przecież słynne wtedy słowa premiera prof. Messnera w Sejmie: „co nie jest zakazane to dozwolone”.
Gdy dwa lata temu wspólnie z naczelnym i kierownikiem działu rozpocząłem serię publikacji poświęconych międzynarodowym indeksom społecznym i ekonomicznym w „kąciku” w Trybunie, najbliższej mi ideowo i sentymentalnie gazecie nie spodziewałem się takiego odzewu, z jakim spotkał się mój artykuł na temat indeksu wolności gospodarczej, w rezultacie artykułu prof. Tadeusza Klementewicza. I bardzo się cieszę z tego powodu. Dziękuję.
Celem tej skromnej serii moich publikacji jest ukazywanie miejsca Polski w świecie w najrozmaitszych dziedzinach życia społecznego i gospodarczego, na podstawie publikowanych przez renomowane organizacje międzynarodowych indeksów. A jest ich kilkadziesiąt. Ukazywanie w sposób rzetelny i bezstronny, i bez wdawania się w ocenę oraz ideologiczne klasyfikowanie autorów tych indeksów. Ważne jest dla mnie przede wszystkim „co mówią”, zwłaszcza o nas, a nie tyle „kto mówi”. Oraz na podstawie jakich metod badawczych i źródeł danych. Ważne i ciekawe jest to co o nas piszą Inni. A nie są oni byle kim: uniwersytety, organizacje pozarządowe, poważne zespoły badawczo-analityczne.
Zwracam przy tej okazji uwagę na publikację specjalnie poświęconą indeksom – podręcznik wydany swego czasu przez OECD pt. Handbook on Constructing Composite Indicators: Methodology and User Guide.
Temat wolności gospodarczej – czy częściej w Polsce, swobody prowadzenia działalności gospodarczej w naszym kraju – żywy był od dawna, a przynajmniej od lat osiemdziesiątych: okresu reformy gospodarczej. Pamiętamy (przynajmniej kto chce to pamięta), słynne wtedy słowa premiera prof. Messnera w Sejmie „co nie zakazane to dozwolone”, czy projekty regulacji profesorów Baki i Sadowskiego, czy wreszcie inicjatywy ministra Wilczka. No i lata dziewięćdziesiąte. Reformę Balcerowicza, ustawy przyjęte wtedy przez Sejm, z decydującym udziałem głosów lewicy. A więc nic nowego. I nie ma wielkiego praktycznego sensu odgrzebywanie dzisiaj ówczesnych celów i okoliczności tych inicjatyw.
Wolność gospodarcza jest ważnym tematem o ogromnym znaczeniu dla życia społecznego i gospodarczego. Mówią o tym zwłaszcza wysokie współczynniki korelacji przytoczone w moim artykule: między wolnością gospodarczą a wzrostem gospodarczym, konkurencyjnością, innowacyjnością czy także demokracją.
Może zastanawiać wysoka efektywność i wysokie tempo rozwoju w powiązaniu z systemem autokratycznym w niektórych krajach ale to nie musi oznaczać rekomendowania tych autokracji. Kraje z pierwszej piątki czy dziesiątki rankingu wolności gospodarczej cechują jednocześnie wysokie miejsca w rankingu demokracji. I wysoki produkt krajowy brutto na mieszkańca. Bez pokusy na autokrację.
„Liberał” w tekście mojego adwersarza brzmi prawie jak jakaś inwektywa, obelga, a ja ani kierownik działu do nich nie należymy. Wniosek jest zatem całkowicie chybiony.
To, że przedstawiony Indeks jest od 25 lat autorstwa znanej organizacji, zresztą pod auspicjami Światowego Forum Gospodarczego nie musi oznaczać, że ten kto ją przedstawia (czyli tym razem ja), zachwala i rekomenduje jej kierunki myślenia. Natomiast ważne jest, aby poznać te kierunki, sposób podejścia do oceny stopnia wolności gospodarczej, kryteria tej oceny, sposoby pozyskiwania danych do tejże oceny.
Dobry przykład wybrał Profesor do określenia sposobów podejścia do tych ocen, to jest wolność w zakresie rynku pracy. Pokazałem te kryteria zarówno z punktu widzenia pracodawcy, jak i pracownika. Nie musimy się z nimi zaraz identyfikować, czy tym bardziej zachwalać ale trzeba je poznać, zobaczyć jak te kryteria są wyceniane ilościowo w indeksach, subindeksach itp. I stwierdzić, że na przykład w krajach Europy Zachodniej, czy w krajach skandynawskich wolność w tej dziedzinie nie jest przez autorów Indeksu zbyt wysoko oceniana. Właśnie przez wzgląd na jej ograniczenia wprowadzone swego czasu przez rządy pod wpływem związków zawodowych. I ja tu nic nie polecam „klasom pracowniczym świata”, gdzieżbym zresztą śmiał, zwłaszcza „amerykańskiego modelu stosunków pracy”.
Znane są mi poglądy Profesora wyrażone w książce „Stawka większa niż rynek” (z koszmarnie małą czcionką, trudną do czytania) wydanej z „polecenia” Le Monde diplomatique – a to przecież nie musi oznaczać, że przypisuję Mu profil czy poglądy tego cennego czasopisma i jego proweniencji. I nie przypisuję. Mimo, że są mi także dość bliskie.
A Autor mi tu od liberałów!… Jestem człowiekiem lewicy od małego i właśnie jak najbardziej wrażliwym społecznie. Znane mi są dobrze z autopsji dylematy „plan centralny a rynek”. Dwadzieścia lat pracowałem w gospodarce na poziomie makro, zresztą także 30 lat na poziomie mikro. Reszta życia zawodowego spędzona w nauce. Mógłbym tu przytoczyć ładne słowa mojego profesora jeszcze ze studiów, Włodzimierza Brusa z przedmowy do jego fundamentalnej książki „Podstawowe problemy funkcjonowania gospodarki socjalistycznej” – „Bom smutny i sam pełen winy”. Trochę tak tu też jest w moim przypadku. I ja tu nic nie przemilczam „ukrywając się pod inicjałami”, ani się nie ukrywam. Tak przyjęliśmy w porozumieniu z kierownikiem działu. I chyba to profilowi Trybuny nie szkodzi. A mnie tym bardziej.

Panie Romanie, czas na rozstanie

Z polityką. I to już na dobre. Jeszcze Pan nie wrócił, a już Pan smrodzi jak za starych niedobrych lat. Mógłbym tutaj powtórzyć ten słynny cytat z Marksa o cyklach historii i farsie, ale szkoda na Pańską dupę zabytkowego śrutu. Mecenasie Giertych, podobno jest Pan teraz liberałem. Sam przewodniczący Rady Europejskiej korzysta z pańskich usług. Nieźle. Widziałem też, jak podskakiwał Pan jak wesoły konik w obronie polskiej demokracji. Bardzo ładnie. Szkoda tylko, że nadal Pan nie rozumie co to znaczy być demokratą i członkiem demokratycznej wspólnoty.
Napisał Pan na Twitterze: ”Parada Równości pod Jasną Górą wygląda jak durna prowokacja. I oczywiście w Polsce będzie ona bardzo negatywnie odebrana, nawet wśród ludzi dalekich od Kościoła”. No i widzi Pan. Parada Równości to demonstracja ludzi, którzy domagają się rozszerzenia praw obywatelskich. Chcą brać śluby ze swoimi bliskimi osobami, czuć się swobodnie ze swoją orientacją seksualną w przestrzeni publicznej. Może to dla Pana trudne do wyobrażania, bo nikt Pana nie obraża, kiedy obejmuję Pan swoją małżonkę. Ale są w Polsce ludzie, którzy za okazywanie sobie czułości mogą zostać pobici. Tak wytrawny adwokat powinien mieć świadomość niedoskonałości otaczającej go rzeczywistości. A więc to, że w ramach demokratycznego dążenia ktoś chce zmienić ten porządek na lepszy i bardziej sprawiedliwy nie powinno Pana dziwić – jako prawnika, liberała i demokratę. Jak również to, że w demokracji mamy pluralizm światopoglądowy. Każdy może swobodnie demonstrować swoje przekonania i domagać się realizacji swoich potrzeb, zwłaszcza jeśli te potrzeby stanowią ważny element demokratycznego porządku.
Granica wolności afirmacji poglądów jest umiejscowiona tam, gdzie zaczyna się zagrożenie dla samej wolności i pluralizmu. Jako liberał powinien Pan to mieć napisane na piórniku. Uczestnicy Marszu Równości takiego zagrożenia nie stanowią. Jasna Góra zaś nie jest miejscem świętym. Bo Polska to nie Arabia Saudyjska. Tutaj nie ma ziemi świętej. Jako prawnik powinien Pań wiedzieć, że żyjemy w kraju świeckim. Pod Jasną Górą mogą więc demonstrować wszyscy obywatele, którzy szanują demokratyczną wielość.
Nie szanuje jej natomiast Kościół Rzymskokatoliocki, którzy uważa, że ludzie nie powinni mieć równych praw, a dyskryminacja i przemoc wobec inności jest uzasadniona. Kościół podaje ludziom do wierzenia kłamstwa i głupoty. Zresztą Pan również to robił, zanim jeszcze zamienił mundurek wszechpolaka na adwokacką togę. „Jestem tu po to, by przeciwstawić się wstrętnym pederastom” – powiedział Pan na Marszu dla Życia i Rodziny w 2007 roku. Jeśli więc ktoś nie powinien demonstrować pod Jasną Górą to właśnie ojczulkowie z klasztoru i Pan, mecenasie Giertych.
Twierdzi Pan że Parada Równości to zjawisko „Tak samo durne, jak naziole na Jasnej Górze”. Pewnie znakomicie orientuje się pan w durnocie naziolskich aktywistów. W końcu jest Pan dla nich niemal ojcem. To właśnie Pan, mecenasie Giertych odpowiada za powrót epidemii nacjonalizmu w tym kraju. Tych nazioli u Paulinów by nie było, gdyby nie wieloletnia praca u podstaw pewnego prezesa Młodzieży Wszechpolskiej. Świadomość tak perfekcyjnie wykonanej durnoty będzie Panu towarzyszyć do samego końca. Niech Pan jednak wcześniej oszczędzi temu obolałemu społeczeństwu swojej obecności w polityce. Nie stworzył Pan niczego pożytecznego. A teraz znów Pan szkodzi, Wystarczy. Powodzenia w sprawie Amber Gold.