Syndrom suwalski, sankcje i geopolityka

Z końcem lutego dowódca stacjonującego w Turcji, w Izmirze, Połączonego Dowództwa Wojsk Lądowych NATO (LANDCOM) generał broni Roger L.Cloutier odwiedził, wśród jednostek i terenów państw bałtyckich, także i Polskę.

Przeprowadził m.in. rekonesans tzw. przesmyku suwalskiego. Gdyby ktoś nie wiedział, o co chodzi, to rzecz idzie o odcinku połaci terenu Pojezierza Suwalskiego graniczącego z Okręgiem Kaliningradzkim Federacji Rosyjskiej. Stamtąd, wedle koncepcji naszych strategów, mogło by wyjść uderzenie potencjalnego agresora.
W związku z tym należy bacznie ten obszar obserwować, umacniać i czynić go jaknajmniej zachęcającym taktycznie dla ewentualnego najeźdźcy. Zresztą dzielni zagończycy z WOT (Wojsk Obrony Terytorialnej) na pewno by go powstrzymali, używając amunicji krążącej, dronów, granatników, broni strzeleckiej, przeciwlotniczych „Piorunów“ i dobijając grzęznące w mokradłach czołgi wroga przeciwpancernymi pociskami kierowanymi.
Wszystko pięknie tyle, że słowa, poza tymi biblijnymi, mają ograniczoną moc sprawczą i od ich ciągłego powtarzania rzeczywistość materialna nie ulega zmianie. A od czasu, gdy ukuto ten miły sercu naszych sztabowców i dobrze sprzedający się medialnie termin, uległa zmianie, i to radykalnej, sytuacja militarna na naszych wschodnich rubieżach.
Nie ujmując niczego prodemokratycznym i suwerennościowym dążeniom społeczeństwa białoruskiego, trzeba chłodno i bez emocji stwierdzić, że w związku z ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi na Białorusi ćwiczono wariant kolorowej rewolucji, która udała sie na Ukrainie. Różne siły były tu czynne ale do Majdanu w Mińsku nie doszło.
Łukaszenka, „baćka“, solidnie się okopał i trwał na stanowisku mimo protestów , demonstracji, twierdzeń opozycj tudzież Unii Europejskiej i USA o zwycięstwie Cichanouskiej. Należało więc tego niepokornego człowieka, z którym wcześniej Zachód wiódł dworski taniec w stylu menueta (krok do przodu, dwa do tyłu i na odwrót) z nadzieją „wyłuskania“ go z orbity wpływów Moskwy , obłożyć sankcjami. Jego, jego otoczenie i całe instytucje białoruskie.
Lecz sankcje i eksterioryzacja prawa państwowego, w czym do dużej perfekcji doszły Stany Zjednoczone, są bronią obosieczną. I nie chodzi tu wcale o „lustrzaną odpowiedź“ obłożonych nimi podmiotów. Raczej o to, że mogą dać rezultaty wręcz przeciwne od oczekiwanych.
Osaczony Łukaszenka, jego pretorianie i zwolennicy ( bo i tacy się ostali) zwrócili się zdecydowanie ku Rosji. To, co do niedawna wydawało się nie do osiągnięcia w ramach działań integracyjnych Państwa Związkowego Białorusi i Federacji Rosyjskiej nagle nabrało intensywności. I to nie tylko w sferze gospodarczej ale, i tu – szczególnie, współpracy wojskowej. Na nic apele słane z Litwy przez ( mającą ponoć nie tylko białoruskie obywatelstwo, co by tłumaczyło jej relatywnie delikatne traktowanie przez „baćkę“) Cichanouską, którą Wilno uznało za prawowitego prezydenta – elekta. Należy przyznać, że to, co zostało z dobrej i efektywnej kiedyś polskiej dyplomacji, uniknęło popełnienia podobnego faux pas.
W dialogu z Władimirem Putinem Aleksander Łukaszenka rozwija twórczo stosowane przez Zachód działania na wschodniej flance NATO.
W Polsce szkolą się stacjonujące u nas jednostki Wielonarodowej Dywizji Północny – Wschód ? Proszę bardzo. Powstaną wspólne centra szkoleniowe armii białoruskiej i rosyjskiej, w tym jedno we włościach „baćki“. Pakt Północnoatlantycki prowadzi „air policing“ w przestrzeni powietrznej Litwy, Łotwy i Estonii? Teraz patrole białoruskiego lotnictwa wzmocnią ich sojusznicy rosyjscy na myśliwcach generacji 4++. Zresztą dodać należy, że oba kraje mają zintegrowany system obrony przeciwlotniczej i antyrakietowej.
A po rozmowach obu przywódców w Soczi wiewiórki znad Morza Czarnego donoszą, że może strategiczne bombowce rosyjskie będą stacjonowały na lidzkim lotnisku, tak jak amerykańskie w Norwegii. No i ponoć nie będzie ciągłej obecności armii rosyjskiej na Białorusi, tylko stała obecność rotacyjna wojsk wschodniego jej sąsiada.
To zapewni Łukaszence alibi suwerennościowe wobec własnego społeczeństwa. Przecież zawsze twierdził on, że nie wyrazi zgody na ciągłą obecność armii ze wschodu na terytorium państwa. No i dotrzymuje słowa. Bo przecież obecność nie będzie ciągła lecz rotacyjna. A przy rotacji „na zakładkę“, pokaźna.
Dzięki tym subtelnym grom werbalnym Łukaszenka może nawet oświadczyć: „zawsze dotrzymuję słowa“. Niezły chwyt propagandowy.
Czy to czegoś nie przypomina? Był to eufemizm, stosowany przez naszych transatlantyckich partnerów dla zachowania umów bilateralnych zawartych swego czasu między rozpadającym się ZSRR a USA, w których uzgodniono, że nie będzie amerykańskich baz wojskowych na obszarach państw bezpośrednio graniczących z Federacją Rosyjską, powstałą w wyniku rozpadu radzieckiego kolosa, a wcześniej znajdujących się w strefie jego wpływów.
Tak więc w najlepsze trwa i nic nie wskazuje, aby się kończył, proces znacznego wzmocnienia sił rosyjskich wraz z przesunięciem ich o kilkaset kilometrów ku granicy z Polską.
Oto owoce sankcji i pomyłek w działaniach geopolitycznych. Cóż, jak Kuba – Bogu, tak Bóg – Kubie. Przepraszam, jak Zachód – Mińskowi, tak Mińsk – Zachodowi.
Nasi stratedzy wciąż przesmyk i przesmyk, aż do znudzenia. A dlaczego nie (spójrzcie Państwo na mapę) „wyrostek brzesko – siemiatycki“. W końcu bliżej stamtąd do Warszawy i warunki terenowe lepsze. Nową nazwę odstępuję naszym sztabowcom za darmo.
Bo jeśli nie wyzwolimy się z syndromu przesmykowego, to może ( oczywiście w ramach political fiction) powtórzyć się sytuacja z II Wojny Światowej. Po hitlerowskim ataku na Polskę, Francja wypowiedziała wojnę Niemcom 3 września 1939 roku. Tak zaczęła się „ drôle de guerre“, dziwna wojna. Francuskie wojsko w kazamatach Linii Maginota biernie czekało na frontalny atak Wehrmachtu. I jakimż było zdziwienie dowódców, gdy nagle stwierdzili jego obecność na swych tyłach. Naziści przeszli ofensywą prtzez Holandię,Luksemburg i Belgię, zawitali na ziemi Franków i szybko dotarli do Paryża, pozostawiając Linię Maginota w nienaruszonym stanie . Oczywiście to co opisałem to supozycje i gdybania. Oczywiście sytuacja geostrategiczna uległa od tego czasu zasadniczej zmianie. Oczywiście warunki sieciocentrycznego pola walki są inne niż ówczesne. Środki i siły – również.
Lecz najwyraźniej inercja myśli jest wśród tych zmiennych elementem najbardziej stabilnym. I obym się mylił.

PS. A może źródła „syndromu“ są zupełnie inne niż tylko potrzeba zagwarantowania bezpiecznego korytarza łączącego północny wschód RP z Litwą i pozostałymi państwami bałtyckimi? Nie należy zapominać o złożach metali rzadkich. W okolicach Suwałk, także Augustowa, lecz Suwałk w szczególności zasoby te szacowane są na 1,5 miliarda ton. Tylko drugi kraj na świecie – Chiny – posiadają porównywalne rezerwy metali ziem rzadkich, niezastąpionych we wszystkich technologiach przemysłowych – od klasycznych, lotniczych do futurystycznych, w elektronice. Złoża polimetaliczne powinny skutkować koordynacją działań Polski i Chin, w celu zapobieżenia przejęcia nad nimi kontroli i eksploatacji przez konkurentów –m.in z USA (posiadających swój personel militarny na tych obszarach), RFN czy innych hegemonów ościennych, tak aby służyły one budowie suwerenności naszego państwa.