Polskie meble radzą sobie z pandemią

Marzec, kwiecień i maj to były dramatyczne miesiące dla branży, ale czerwiec przyniósł już wyraźne odbicie.

Polski przemysł meblarski został mocno dotknięty przez kryzys związany z epidemią koronawirusa. Niemniej nieco szybsze, niż pierwotnie planowano, otwarcie handlu pomogło ograniczyć skalę spadków. Pewną nadzieję dla branży stanowi również rezygnacja z wyjazdów urlopowych mieszkańców Europy (dzięki czemu mają więcej pieniędzy na kupowanie mebli) czy tania złotówka. Dużą rolę w poprawie sytuacji odegrać też może
ekspansja na nowe rynki – zwłaszcza amerykański. Jak więc wygląda obecnie kondycja polskiego meblarstwa i prognozy na przyszłość?
W przededniu kryzysu wyniki firm meblarskich w Polsce były dobre. W czwartym kwartale 2019 r. przychody firm średnich i dużych były o 6,2 proc. wyższe rok do roku, a stopa zysku netto wyniosła 4,9 proc., co oznacza wzrost o 1,1 proc.
– Polska to światowy lider w dziedzinie produkcji mebli. Według ostatnich dostępnych danych w roku 2019 zajmowaliśmy 6. miejsce na świecie pod względem wartości wyprodukowanych mebli, a także 2. miejsce na świecie za Chinami i pierwsze w Europie w eksporcie mebli. Na tak wysoką pozycję naszego sektora pracuje ponad 29 000 przedsiębiorstw meblarskich, gdzie pracę znajduje blisko 170 000 osób – mówił Michał Strzelecki, dyrektor biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.
Wedle jego ocen, w ubiegłym roku branża meblarska w Polsce wyprodukowała meble za ponad 50 mld złotych, z czego około 90 proc. z nich trafiło na eksport. Meblarstwo miało blisko 2,3 proc. udziału w polskim produkcie krajowym brutto, a w handlu zagranicznym nasze meble osiągnęły ponad 36 mld zł dodatniego salda. Niestety sytuacja zaczęła się diametralnie zmieniać w marcu 2020 r.
W związku z restrykcjami wprowadzonymi w wyniku epidemii, sytuacja w polskiej branży meblarskiej stała się dramatyczna – i to praktycznie z dnia na dzień. Zamknięcie możliwości handlu i zalecenia pozostania w domach spowodowały, że 16 i 17 marca wydarzyło się „trzęsienie ziemi”, które zatrzymało polską lokomotywę eksportową – powiedział Michał Strzelecki.
Skala utraty obrotów w okresie marzec – maj szacowana jest na 4 mld złotych. Natomiast zatrudnienie zostało zmniejszone do 153 tys. etatów – głównie poprzez ograniczanie czasu pracy, jednak ponad 7 tys. osób trwale straciło zatrudnienie. Powody kryzysu w branży meblarskiej to brak popytu wynikający z ograniczeń w handlu, zalecenia pozostawania w domach oraz spadek wskaźników ufności konsumenckiej.
Początkowo eksperci oceniali, że spadek obrotów branży meblarskiej w 2020 r. może wynieść nawet 17 mld złotych, czyli około 35 proc. w stosunku do roku 2019. Skalę spadków pomogło jednak ograniczyć szybsze otwarcie handlu. Kolejny, niespodziewany i pozytywny impuls przyniósł boom remontowy, którego pojawienie przypisuje się rezygnacji z wyjazdów wakacyjnych dużej grupy Europejczyków. Niepewność, jak będzie się rozwijać sytuacja z koronawirusem jesienią, wciąż jednak przekłada się na trudną sytuację w branży. – Sytuacja jest poważna i zdajemy sobie sprawę, że powrót do normalności potrwa jeszcze długo. Udało nam się przetrwać najtrudniejszy okres, ale wciąż w przypadku wielu firm sytuacja jest wręcz dramatyczna. Przez lata w Polsce mieliśmy do czynienia z wieloma sytuacjami kryzysowymi, jednak takiej skali i tego rodzaju załamania w naszej historii jeszcze nigdy nie było. Głównym problemem jest zatrzymanie popytu dotyczące zarówno rynku krajowego, jak i eksportowego – ocenia Jan Szynaka, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.
Trudno też powiedzieć, kiedy i w jakim stopniu sytuacja wróci do stanu sprzed pandemii oraz co zrobią klienci. Meble nie są produktem pierwszego wyboru i mimo letniego boomu remontowego trudno odpowiedzieć, kiedy i czy w ogóle klienci wrócą do wielkości zakupów sprzed wybuchu epidemii koronawirusa.
Badanie sytuacji polskiej branży meblarskiej prowadzone od marca do końca czerwca wykazało, że po wielu tygodniach spadków zamówień sytuacja przestała się pogarszać i widać oznaki odbicia od dna. Niemały wpływ na poprawę ocen ze strony przedstawicieli firm miały powracające zamówienia oraz rozwiązania tarcz antykryzysowych. Odsetek ocen dobrych dla tarcz wzrósł w tym czasie z 3 proc. do 48 proc., zaś ocen słabych spadł z 40 proc. do 19 proc.
Jeśli chodzi o poziom deklarowanych przychodów rok do roku, to spadł on w marcu do 85 proc. poziomu marca ubiegłego roku, a w kwietniu do zaledwie 50 proc. kwietnia 2019. Maj był już nieco lepszy – spadek wyniósł 70 proc. Czerwiec okazał się zaś rekordowo dobry – przychody osiągnęły aż 118 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku. Nie wyrównało to spadków z poprzednich trzech miesięcy, ale ożywienie w branży jest już faktem.
Sytuacja zaczęła się poprawiać w drugiej połowie maja. Zamówienia rosły i w większości firm przywrócono pełnowymiarowy wymiar czasu pracy. Przedstawiciele branży przewidują jednak, że powrót do obrotów na poziomie około 50 mld zł rocznie może trwać nawet do 1,5 roku. Wiele zależy od tego, jak będą reagowały poszczególne państwa w przypadku kolejnych fal epidemii. Analitycy oczekują ograniczenia popytu w ciągu kilkunastu nadchodzących miesięcy.
– Jest jeszcze za wcześnie, aby oszacować długoterminowy wpływ koronawirusa zarówno na branżę meblową, jak i inne sektory krajowej i światowej gospodarki. Miejmy nadzieję, że możliwie szybko wszystko wróci do normy – dodaje Jan Szynaka.
W dłuższej perspektywie po instrumentach poprawiających płynność finansową, branży potrzebny jest impuls pobudzający popyt krajowy i zagraniczny. Firmy chciałyby np. wprowadzenia stawki preferencyjnej VAT na meble (obniżonej do 8 proc.) czy konsumenckiej ulgi podatkowej (np. remontowej).
Ważne są też działania międzynarodowe, zwłaszcza ewentualna ekspansja za oceanem. Wejście na nowe rynki może pomóc wielu firmom. – Rynek USA ma wielki potencjał. Uważam, że w dłuższej perspektywie polscy meblarze wciąż będą zdolni do zwiększania swoich obrotów, ponieważ mamy szereg fundamentalnych atutów, takich jak dostęp do surowca, zainstalowane moce produkcyjne, wysoką kulturę techniczną i korzystną lokalizację – podkreśla analityk Tomasz Wiktorski z B+R Studio.
Duże szanse dla polskich firm meblarskich w Stanach Zjednoczonych widzi też Jeff Holmes, amerykański specjalista w obszarze międzynarodowego rynku meblarskiego: – Sprzedaż mebli w USA jest napędzana przez rynek mieszkaniowy, a ten nadal trzyma się mocno. W związku z tym mamy teraz idealny czas na to, aby inteligentni i przedsiębiorczy polscy producenci „załapali się” na falę rosnącego ożywienia gospodarczego. Potencjalne korzyści zależą od dobrego planu i jego wdrożenia, a różnorodne kanały dystrybucji mebli w USA zapewniają wiele możliwości.
OIGPM wiąże spore nadzieje z wspólnym udziałem rodzimych producentów w największych targach branży meblarskiej w USA, w High Point (Karolina Północna). To miejsce ma ponad 100-letnią tradycją handlu meblami w Stanach Zjednoczonych. Udział w tych targach niesie duży potencjał biznesowy, ponieważ wydarzenie jest obowiązkową pozycją w kalendarzu osób decydujących o wprowadzaniu mebli do sprzedaży w amerykańskich sieciach handlowych. Na targi, mające odbywać się od 13 do 21 października 2020 r. wyjedzie siedem polskich marek meblarskich.

Meblarze liczą na wsparcie

Nasza sztandarowa gałąź przemysłu musiała raptem zwolnić – i teraz próbuje wyjść z pandemicznego impasu.
Każdy tydzień trwającej pandemii przynosi dotkliwe straty dla polskiej branży meblarskiej. Produkcja została zatrzymana bądź znacznie ograniczona, sklepy meblowe były zamknięte do maja, popyt jest mniejszy niż w ubiegłym roku, a firmy w dalszym ciągu walczą o przetrwanie. Głównym problemem dla polskich przedsiębiorstw produkujących meble jest właśnie ograniczenie popytu zarówno w Polsce, jak i za granicą.
Nagle nasze firmy musiały stawić czoło niespotykanym dotąd wyzwaniom, takim jak utrzymanie stabilności, ochrona miejsc pracy, ale i całych społeczności.związanych z branżą. W związku z tym producenci mebli oczekują systemowego wsparcia od administracji państwowej.
Ta gra jest warta świeczki, gdyż przemysł meblarski w Polsce jest bardzo rozwinięty – byłoby więc szkoda, gdyby padł w starciu z pandemią. Nasz kraj jest największym w Europie eksporterem mebli (a drugim na świecie za Chinami). Firmy meblarskie wypracowują ok. 3 procent polskiego produktu krajowego brutto. W tej branży pracuje prawie 180 tys. osób. Najnowszy angielskojęzyczny katalog eksportowy naszego przemysłu meblarskiego liczy 88 stron, a swą ofertę prezentują w nim polskie marki, które już są rozpoznawalne na całym świecie.
Bieżący rok miał stanowić kolejny okres ekspansji mebli z Polski. Prognozy mówiły, iż wartość sprzedaży w 2020 r. wzrośnie o 5 – 6 proc. Koronawirus pokrzyżował jednak te oczekiwania. Podczas walnego zgromadzenia członków Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli branża przedstawiła swoje oczekiwania pod adresem władz.
Pierwszym postulatem przemysłu meblarskiego wobec rządu jest przeprowadzenie i sfinansowanie skoordynowanej akcji promocyjnej polskich mebli na rynkach zagranicznych, na przykład w USA. Za jej organizację powinny być odpowiedzialne izby gospodarcze, mające wiedzę i ludzi do realizacji takich zadań. Chodzi m.in. o targi, misje gospodarcze, materiały reklamowe czy zatrudnienie ekspertów ze wskazanych rynków zagranicznych.
Najbliższą okazją do podjęcia podobnych działań będzie polska obecność na wielkich amerykańskich targach meblarskich w High Point w październiku 2020 r. (oraz na następnej edycji tych targów w kwietniu 2021), co pozwoliłoby na systematyczne budowanie korzystnych relacji z partnerami biznesowymi i tworzenie pozytywnego wizerunku naszej branży meblarskiej.
Warto tu dodać, że, przykładowo, w ubiegłym roku zawarte zostało porozumienie pomiędzy OIGPM a Ukraińskim Stowarzyszeniem Meblarzy. Porozumienie ma na celu właśnie budowanie partnerstwa i dobrej współpracy pomiędzy stroną polską a ukraińską
Ważne byłoby także przygotowanie narzędzi, wspierających prowadzenie działalności eksportowej przez nasz przemysł meblarski. Duże znaczenie pomocowe miałoby tu wprowadzenie ulg podatkowych dla zgrupowań firm eksportujących meble. Pożądane byłoby bowiem zawiązywanie grup sprzedażowych, przejmowanie oraz budowanie własnych struktur handlowych na rynkach zagranicznych, tworzenie tam polskich centrów logistycznych.
Jan Szynaka, prezes OIGPM, zwrócił uwagę na to, że ze strony samorządów brakuje niestety dobrych chęci jeśli chodzi o odroczenia podatku od nieruchomości lub zwolnienia z niego. To istotna pozycja w kosztach branży, bo przedsiębiorstwa meblarskie zajmują zwykle dość znaczne obszary. Także w przypadku banków (w tym nawet państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego mającego przecież stymulować gospodarkę) wsparcie jest znikome.
Kolejny postulat dotyczy stworzenia i uruchomienia programu zachęt do zakupów mebli przez klientów indywidualnych – żeby ożywić popyt. Można by to osiągnąć poprzez np. różnego rodzaju „bony” wartościowe dla nabywców, obniżenie podatku VAT na meble czy wprowadzenie ulg podatkowych na zakup mebli i wyposażenia wnętrz. Wartoby też włączyć wyposażenie jako standardowy element mieszkań oferowanych w programie Mieszkanie Plus (koszt mebli byłby rozłożony w ratach czynszowych).
Te propozycje producentów mebli wydają się już jednak zbyt utopijne. Trzeszczący w szwach budżet państwa nie wytrzyma wprowadzenia jakichkolwiek ulg podatkowych, choćby miały przynieść w przyszłości nie wiadomo jakie korzyści. Program Mieszkanie Plus okazał się zaś zwykłą propagandową lipą, o której rządzący nie chcą już mówić.
Inne rekomendacje Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli to między innymi stworzenie i uruchomienie kampanii promocyjnej polskiego meblarstwa w telewizji publicznej, zachęcającej do zakupu mebli; finansowe wspieranie przez instytucje państwowe (takie jak BGK) ubezpieczeń transakcji handlowych; stworzenie i uruchomienie oferty tanich pożyczek dla mniejszych firm, które nie prowadzą pełnej księgowości; zawieszenie obowiązku naliczania składek na pracownicze plany kapitałowe przez podmioty, które są do tego zobowiązane.
OIGPM interweniowała również w sprawie planowanej zmiany w ustawie o odnawialnych źródłach energii. Chodzi o projekt finansowego traktowania drewna przemysłowego tak jak energetycznego – co grozi powtórzeniem sytuacji z 2004 roku, kiedy to ceny drewna wzrosły prawie dwukrotnie. Systemy wsparcia spalania biomasy mogą zaś doprowadzić do znacznych podwyżek kosztów drewna dla przemysłu meblarskiego już w 2021 r.
Dużo tych propozycji wsparcia, formułowanych przez branżę – ale duże jest także znaczenie przemysłu meblarskiego dla polskiej gospodarki.

Drewniana dźwignia sukcesu

Meble z naszego kraju trafiają na wszystkie kontynenty, ale na wielkim rynku amerykańskim mają jeszcze sporo do zdobycia.
Polska to ważny producent mebli w skali światowej. Wartość rocznej produkcji naszej branży meblarskiej przekracza 10 mld euro. W Unii Europejskiej najwięcej producentów mebli w UE znajduje się we Włoszech i właśnie w Polsce. Od 2003 r. znajdujemy się niezmiennie w czołowej 10 pod tym względem.
Największy udział (46 proc.) w polskim eksporcie meblarskim mają szeroko pojęte meble do siedzenia (w tym również przekształcane w miejsca do leżenia), oraz elementy mebli.
W ubiegłym roku eksport mebli z Polski osiągnął wartość 13,1 mld euro (dane International Trade Centre, maj 2020). Główny odbiorca to Niemcy (4,5 mld). Zgodnie z raportem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości„Strategia marki polskiej branży meblarskiej” (luty 2019) w ciągu ostatnich 10 lat najdynamiczniej rozwija się eksport polskich mebli do Czech, Holandii i USA. Spośród czołowych producentów mebli w Europie nasz kraj odnotowuje największą dynamikę wzrostu eksportu. Od 2006 do 2017 r. wyniosła ona 111 proc.
Polscy przedsiębiorcy, skoncentrowani na utrzymaniu międzynarodowej konkurencyjności, nie są jednak w stanie podjąć większego wysiłku na rzecz budowania silnej polskiej marki. Dobrze to pokazują wyniki badań przeprowadzonych pod nadzorem PARP na rynku niemieckim, czyli głównym importerze polskich mebli. Nasze rodzime produkty często są sprzedawane pod markami sklepów meblowych, w których są wystawiane. W ten sposób sklepy budują swoje marki, a klienci niemieccy nie mają świadomości, że urządzają swoje domy polskimi meblami. Wielu rozmówców nie było w stanie wymienić konkretnych polskich marek, choć zdawali sobie sprawę z tego, że Polska jest jednym z najważniejszych krajów produkujących meble. Odnotowano także rosnącą obecność polskich firm na targach meblowych, co świadczyć może o profesjonalizmie firm oraz jakości produktów (niekiedy jednak kwestionowanej przez rozmówców).
Jak zatem wzmocnić wizerunek polskich marek? Branża wskazuje, że kluczem jest organizacja narodowych stoisk na najważniejszych targach meblowych. Obecne programy rządowe nie dają takiej możliwości, a z uwagi na rozdrobnienie, nasze firmy nie mają wystarczającej siły, aby walczyć o markę. Stąd też pomysł Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli na wspólne stoisko i prezentację produktów polskich producentów podczas trzech edycji ważnych targów meblarskich w mieście High Point w Karolinie Północnej w Stanach Zjednoczonych. Pozwoli to na systematyczne budowanie relacji z partnerami biznesowymi i pozytywnego wizerunku polskiej branży meblarskiej.
Skąd ten wybór? Miejski kompleks targowo-wystawienniczy w High Point może poszczycić się ponad 100-letnią tradycją handlu meblami w Stanach Zjednoczonych. Każdego roku gromadzi profesjonalistów, designerów, architektów wnętrz i handlowców ze wschodniego wybrzeża USA. High Point odróżnia się od ośrodków targowych w Europie tym, że wystawy są rozmieszczone w niemal 160 obiektach na terenie całego miasta (łączna powierzchnia wystawiennicza wynosi ponad 1,1 mln mkw.), a miasto żyje głównie z organizowanych dwa razy do roku wystaw poświęconych branży meblarskiej. Udział w tych targach ma ogromny potencjał biznesowy, ponieważ wydarzenie jest obowiązkową pozycją w kalendarzu osób decydujących o wprowadzaniu mebli do sprzedaży w amerykańskich sieciach handlowych
Polskie firmy w poprzednich latach uczestniczyły już w targach w High Point. Teraz ma to być jednak nasze narodowe stoisko. Wspólny polski udział w tych targach zaplanowano na trzy edycje targów: kwiecień i październik 2020 r. oraz kwiecień 2021 r. Edycja kwietniowa nie doszła do skutku z powodu pandemii, zastąpiły ją targi wirtualne w maju. Co z październikiem 2020 r. – na razie nie wiadomo.
Wiadomo, że z naszym potencjałem eksportowym, polskie meblarstwo może coraz lepiej radzić sobie za oceanem. USA to ogromny rynek. To nie tylko meble do domów i mieszkań, lecz także biur, hoteli, restauracji oraz wszelkich obiektów użyteczności publicznej. Amerykanie najchętniej importują meble drewniane, siedziska tapicerowane z drewnianymi ramami (w tym krzesła), meble do sypialni oraz kuchni. Takie produkty znajdują się w ofercie licznych polskich producentów.
– Jeśli polscy wytwórcy poświęcą czas na to, by lepiej poznać i zrozumieć rynek amerykański (który jest zupełnie inny niż europejski!), a także dostosują się do nowej sprzedaży detalicznej związanej z pandemią, mają wielkie szanse na sukces. Warto uniknąć trzech błędów, które popełniają zagraniczni producenci, wchodząc na rynek amerykański: nie mają świadomości wielkości rynku, czasu potrzebnego na jego penetrację oraz kosztów z tym związanych. Z perspektywy produktu, polski rynek oferuje każdy rodzaj i styl mebli sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych – podkreślił Jeff Holmes, amerykański specjalista zajmujący się rynkiem meblarskim.
O potencjale rynku amerykańskiego najlepiej świadczą liczby. Zgodnie z danymi US Census Bureau w latach 1992-2017 wartość sprzedaży detalicznej sklepów z meblami i artykułami wyposażenia wnętrz wzrosła o ponad 125,3 proc. (z 52,2 mld dolarów do 117,6 mld dolarów). Szacuje się, że w 2018 r. przekroczyła poziom 120 mld dolarów, a więc jest najwyższa w historii. Według U.S. Department of Commerce wydatki Amerykanów na meble i inne produkty wnętrzarskie w 2019 r. wzrosły o 2,8 proc. rok do roku, a w przedziale czasowym 2019-2024 prognozuje się wzrost na poziomie ok. 20 proc.
USA są głównym importerem mebli i artykułów dla domu. Jak czytamy w raporcie PKO Bank Polsk:i „Branża meblarska. Wzrost znaczenia polskich producentów na świecie” (luty 2019), w 2017 r. import amerykański stanowił aż 28,8 proc. importu globalnego. Amerykanie sprowadzają te produkty głównie z Chin (55 proc. importu amerykańskiego), Wietnamu (17 proc.), Kanady i Meksyku, (po 5 proc.) oraz z Włoch (3 proc). W stosunku do 2017 r. wzrost wartości importu meblarskiego z Polski do USA wyniósł w ubiegłym roku 7 proc., a np. z Włoch – 11 proc.
Nie jest zatem przypadkiem, że wybór padł właśnie na USA, czyli rynek o ogromnym potencjale dla polskich produktów. – Wybraliśmy Stany Zjednoczone, bo to właśnie na tym rynku potrzebujemy zaprezentować firmy z Polski jako silną grupę – powiedział Jan Szynaka, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. – To także nowy model promocji, który pozwala połączyć potencjał firm z budowaniem wizerunku Polski jako kraju oferującego markowe produkty.
Jak twierdzą polscy producenci mebli, udział w projekcie OIGPM przyniesie uczestnikom kilka korzyści, które będą zapewne o wiele bardziej wymierne niż próby ekspansji na rynek amerykański każdego z nich oddzielnie. Przede wszystkim projekt daje możliwość wspólnej prezentacji potencjału polskich marek meblowych. Zarówno wśród kupców meblowych z tamtego regionu, jak i potencjalnych klientów detalicznych można budować świadomość, że Polska – jako silny europejski producent mebli – dysponuje nie tylko odpowiednim know-how i zapleczem technologicznym, lecz także świeżym i otwartym podejściem do wzornictwa i designu, tak by zaspokoić indywidualne potrzeby amerykańskiego odbiorcy.
Wspólne stoisko daje szansę na zaprezentowanie szerszego zakresu produktów oraz pokazanie ich w ciekawym i inspirującym kontekście. Staje się też polem wymiany doświadczeń, a także zdobywania nowej wiedzy o potrzebach, gustach i oczekiwaniach klientów z tego rynku. Odpowiednie zdefiniowanie grup docelowych oraz ich cech charakterystycznych pozwoli zaś na przygotowanie oferty w sposób bardziej trafny i precyzyjny.
Ważnym czynnikiem w wymianie handlowej są trudne obecnie relacje pomiędzy USA a Chinami. Przekłada się to na liczby: import z Chin do USA w 2019 r. spadł o 18,5 proc. rok do roku. Jednocześnie zaobserwowane duże wzrosty w przypadku innych krajów. Widać dominację zwłaszcza krajów azjatyckich, ale otwiera to jednak szansę dla innych rynków, w tym polskiego.
– Dla sprzedawców w USA Polska stanowi znaczące źródło zaopatrzenia. Od połowy lat 70. amerykańscy nabywcy mocno interesują się Azją, z której importowane są meble w dobrych cenach ze względu na niskie koszty pracy. Jednak i polscy producenci mają silne atuty, jakimi są styl mebli, cena, materiały, logistyka, obsługa dostaw. Tak więc czas jest sprzyjający – dodał Jeff Holmes.
Polska to drugi po Chinach eksporter mebli na świecie. Nie ma więc powodu, dla którego nie moglibyśmy podbić rynku amerykańskiego.

Płoną góry, płoną śmieci

W przedwieczornej mgle. A dyrektor sortowni śmieci w Olsztynie oświadcza, że płoną „bo 500 plus”.

 

Jak szła ta piosenka Młynarskiego? „Bo kto na co dzień żyje w cyrku, temu cyrkiem zdaje się normalne życie”?
Od miesiąca media donoszą o coraz to nowych pożarach wysypisk – legalnych i nielegalnych. W 2017 roku spłonęło ich 37, w 2018 – prawie 70. Tak mówią statystyki z Ministerstwa Środowiska. Dwa najbardziej spektakularne pożary to Zgierz pod Łodzią (tzw. wulkan „Zgiezuwiusz”) i właśnie Olsztyn. Dyrektor Zakładu Gospodarowania Odpadami Komunalnymi w Olsztynie Marek Bryszewski, oświadczył natomiast podczas sesji rady miasta, omawiając przyczyny wybuchu ognia 24 maja w nocy: winne jest 500 plus! Jego beneficjenci masowo wymieniają meble. A stare palą. To oni rujnują polski recycling i zatruwają atmosferę!
– Meble zalegają plac, gdyż non stop są dowożone; jest to efekt programu Rodzina 500+. Póki nie będzie zorganizowanej selektywnej zbiórki odpadów, z takimi sytuacjami musimy się liczyć – stwierdził, zaznaczając, że samozapłon mógł zostać spowodowany przez reakcję baterii z laptopa bądź butli z gazem, którą ponoć znaleziono na pogorzelisku.
Akcja gaśnicza na terenie ZGOK w Olsztynie trwała 16 godzin. Spłoną miało 900 ton mebli składowanych na placu należącym do zakładu, ale radni miejscy pozostali sceptyczni wobec teorii lansowanej przez Bryszewskiego. Przypomnieli argument dziennikarzy portalu debata.olsztyn.pl: na placu znajdowało się również 1,5 tys. ton odpadów wielkogabarytowych, które zalegały tam na stałe.
Teoria spiskowa lansowana przez szefa ZGOK obiegła internet i stała się żartem sezonu. Ale tak najzupełniej szczerze, jest dość ordynarnym szukaniem kozła ofiarnego i manipulacyjnym przekierowywaniem gniewu społecznego na rodziny, korzystające z pomocy rządu. Nie znaczy to oczywiście, że problemu nie ma – Polacy palą śmieciami, nierzadko toksycznymi.
W Polsce rocznie średnio produkuje się 58 mln m3 odpadów komunalnych. I służą one jako materiał opałowy, nie ma co się oszukiwać. Szczególnie niebezpieczne dla zdrowia jest wdychanie tego, co wytwarza się ze spalania plastikowych butelek, folii i otoczek kabli. Raport Komisji Europejskiej nie pozostawia złudzeń: co roku na choroby wywołane złym stanem powietrza umiera 28 tys. Polaków.
– Generalnie ta wypowiedź miała odwrócić uwagę od problemu i przekierować dyskusję na nieco inne tory – stwierdził Andrzej Gąsiorowski, adwokat i autor bloga poświęconego przyrodzie – Jakaś część prawdy w tym jest. Rzeczywiście słyszy się, że rodziny, które otrzymują świadczenie wymieniają sobie w domach meble, ale nawet gdybyśmy mówili o „paleniu nimi” na ogromną skalę, to nadal nie jest trujące w tym stopniu, co spalanie plastików, kabli, czy innych opon. Dwa takie pożary wysypisk z odpadami z tworzyw sztucznych przynosi tak szkodliwe skutki jak kilka ładnych lat ekspozycji na smog – bez porównania…
Mój rozmówca był oburzony bezczynnością polskich służb w ostatnich miesiącach, kiedy płonęły składowiska śmieci.
– To jest państwowa afera, w moim przekonaniu dużo większa niż rozdmuchana awantura o Amber Gold. Dlaczego nasze państwo nic z tym nie robi? Dlaczego rząd nadal jest zainteresowany tylko tym, żeby spływały pieniądze na polityków, ich wyborców i beneficjentów ich programów, a problemy, które dotyczą wszystkich Polaków bez wyjątku, ma w nosie?
Mateusz Morawiecki dwa tygodnie temu zapowiedział, że wprowadzi odpowiednie „rozwiązania legislacyjne”… w ciągu dwóch tygodni. Niecierpliwie czekają na nie Polacy, nie tylko ci pobierający 500 plus.