Listy do Mikołaja

Nie mieszka w Laponii, a w Poznaniu, nie ma bujnej, długiej i białej brody, lecz gładką twarz. Nie nosi też charakterystycznego czerwonego stroju, ale jego znakiem rozpoznawczym jest coś o niebo piękniejszego: wielkie, gołębie i z całą pewnością czerwone serce, które gotowe jest bezinteresownie pomagać. Słowem: pomysłodawca i założyciel akcji Listy do Mikołaja – Zbigniew Reiss.

Biorąc pod uwagę niniejszą prezentację, naszą rozmowę chciałabym zacząć od próby zdefiniowania altruizmu i empatii. Jaki Pana zdaniem mają one wydźwięk obecnie?

Nie będę tutaj cytował sztampowych definicji empatii czy altruizmu, bo przecież każdy je zna. Choć bez wątpienia to cechy, które w obecnych czasach są na wagę złota.


Czy Grinch chce popsuć Gwiazdkę tylko po to, by Mikołaj mógł ją uratować? Nie bez przyczyny zadaję to pytanie w z pozoru tylko żartobliwym tonie, wszak uratował Pan już – zwłaszcza dzieciom – niejedne Święta Bożego Narodzenia…

Przyznam szczerze, że nie wiem kto to jest Grinch… Nie jestem miłośnikiem telewizji, a zapewne tę postać mógłbym tam zobaczyć. Natomiast bez względu na to, co zamierza zrobić owy Grinch, ja osobiście zamierzam sprawić dzieciom i rodzinom ogromną radość na święta, co czynię już faktycznie wiele lat.

Wszystko to niezbicie dowodzi, że święty Mikołaj mieszka w Polsce i zobowiązał się już od ponad dwóch dekad czytać wiele listów. Gdzie bije źródło powołanej przez Pana do życia akcji Listy do Mikołaja?

Historia akcji jest z pozoru banalna: około 20 lat temu kupiłem komputer. Ustanowienie połączenia z netem było dla mnie wielkim problemem, ale w końcu udało się. Początki to przeglądanie właśnie powstających portali, czytanie tekstów o tym, jak buduje się strony internetowe; nie ukrywam, było to dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Po jakimś czasie, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, postanowiłem razem z synem napisać list do świętego Mikołaja właśnie przez Internet. I co? I nic, nie ma takiej strony w polskim Internecie…

Przespana noc, a rano pomysł: to przecież my możemy taką stronę sami zbudować! I zaczęło się szukanie w necie informacji na temat budowy prostych stronek www. Oczywiście, proste informację na ten temat były dostępne: jakiś html, jakieś serwery, domeny… Ojej… Co za koszmar!

W końcu to pojąłem: pierwsza strona pt. Listy do św. Mikołaja była dostępna dla wszystkich użytkowników Internetu. Ale była radocha: tylko listów nie było… Skąd teraz wziąć listy do świętego? Jak dobrze pamiętam, te pierwsze to były moje i syna. Na wszelki wypadek umieściłem też adres poczty elektronicznej dla odwiedzających. Nie minęło kilka godzin, a te zaczęły napływać z całej Polski. Były to teksty od dzieci, rodziców, czasem też od mniej lub bardziej zdesperowanych osób…

Robiło się ciężko, dodawanie listów na stronę zajmowało kilka godzin dziennie. Teraz strona jest zautomatyzowana, wystarczy, że zatwierdzę dany tekst, a ten pojawia się na portalu, oczywiście bez danych osobowych – te są ukryte po stronie administracyjnej. Oczywiście system jest bardzo złożony, ale to zbyt skomplikowane i na tłumaczenie trzeba by poświęcić wiele godzin.

Przychodziły też listy od dzieci, które nawet nie mogły pomarzyć o prezentach na Święta; bardzo mnie to bolało, bardzo się wzruszałem, kiedy czytałem te wszystkie, jakże dziecięce prośby. Trudno było tak żyć ze świadomością, iż strona ta istnieje, bo istnieje. Postanowiłem wiec podziałać: wysyłałem prośby wraz z listami od dzieci do znajomych, aby ci kupili chociażby jakikolwiek prezent dla danej osoby. Zdziwienie wielkie: ludziom jednak przed Świętami serca się otwierają – nie otrzymałem ani jednej odpowiedzi negatywnej! Ale radość: nie tylko ja wraz z rodziną będę się cieszyć w te cudowne dni, ale także inne dzieci.

I już tak pozostało: akcję Listy do świętego Mikołaja prowadzę od wielu już lat z dużym powodzeniem.

Z roku na rok przedsięwzięcie to prowadzi Pan z coraz większym rozmachem, dlatego teraz, czyli na ogólnopolską już skalę, święty Mikołaj korzysta z pomocy zaufanych Elfów. Z nieskrywaną radością przyznam, że jestem jednym z nich. Ile osób liczy cała gromada Elfów i co należy do ich obowiązków?

Przez te wszystkie lata siłą rozpędu akcja stała się ogólnopolską, a wręcz i światowa, ponieważ Polonia mieszkająca na całym świecie przyłącza się do niej w charakterze Darczyńców. Zatem sam święty Mikołaj nie dałby rady podołać tej całej pędzącej machinie.

Elfy towarzyszą mi na każdym kroku, zwłaszcza te z najbliższego domowego zacisza, bez których na co dzień nie byłbym w stanie czytać ogromu listów, jakie przychodzą, prowadzić korespondencji z Darczyńcami czy rozmów czysto organizacyjnych związanych z akcją.

Pragnę tutaj wymienić Agnieszkę Kapitan-Jesionek, Marysię Szymańską czy Macieja Borowskiego. Oczywiście, jest tez grupa niezliczonych Elfów, które na różnych etapach włączają się we wszelaką pomoc i każdy z nich ma przydzielone zadania.


Dołączają także media i ludzie świata kultury. Kto zgodził się zostać ambasadorami w tym roku i czy jeszcze możliwym jest, aby się przyłączyć? Jakie warunki należy spełnić, by móc patronować akcji?

Zarówno media, jak i ludzie kultury od lat są naszymi ambasadorami. Niezmiennie towarzyszy nam Kasia Bujakiewicz czy Mieczysław Hryniewicz. Przez kilka lat wspierali nas też już nieżyjący, niestety Marek Jackowski czy Bohdan Smoleń.

A w tym roku dołączyła do nas Pani Renata Dancewicz. Mamy również pewne niespodzianki, w tym muzyczną bardzo znanego zespołu, ale o tym trochę później. Zachęcamy do śledzenia naszego profilu na Facebooku.

Oczywiście, jest nam niezmiernie miło, że mamy tak zacne grono ambasadorów, choć przyznam szczerze, że dość selektywnie dobieramy osoby, wybierając te z ogromnymi sercami, które wielokrotnie to udowodniły pomagając innym.

Warto tutaj wspomnieć, że nasi patroni stają się również często Darczyńcami dla nadawców listów.

Proszę przybliżyć jej przebieg, bo przecież od napisania listu wszystko dopiero się zaczyna…

To prawda. Proces jest bardzo prosty: dziecko, rodzina czy jakakolwiek osoba wchodząc na naszą stronę: www.listydomikolaja.pl, pisze list, w którym zawiera swoje skrywane życzenia świątecznych prezentów i wysyła je do świętego Mikołaja.

Następnie Elfy lub ja osobiście, po weryfikacji umieszczamy ten list na naszej stronie. Warto tutaj podkreślić, że Darczyńca sam wybiera sobie list, a tym samym osoby, które chce obdarować. Nie muszą to być spełnione dokładnie wszystkie oczekiwania nadawcy listu, ale tę sferę pozostawiamy już konkretnemu Darczyńcy.

Korzystając z okazji, wszystkich zachęcam do odwiedzania naszej strony i pisania listów na www.listydomikolaja.pl.

Który z dotychczas nadesłanych listów wzbudził w Panu największe emocje, przez co może Pan uznać, że na zawsze go zapamięta?

Wiele listów wzbudza emocje, dlatego trudno wybrać jeden konkretny. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć dwa nadesłane w tym roku:

  • Kochany święty Mikołaju! Mam ma imię Nadia, mam 11 lat i mam jeszcze trzy siostry: Julia 14 lat Gaja 3 latka i Liwia 10 miesięcy. Moja mama nie pracuje, bo opiekuje się nami, a tata teraz pracuje tylko dorywczo. Bardzo chciałybyśmy dostać coś w prezencie pod choinkę .Ucieszymy się ze wszystkiego. Serdecznie Cię pozdrawiamy.
  • Drogi Mikołaju! Proszę abyś odwiedził moją starszą, schorowana sąsiadkę i dał jej trochę słodyczy i jedzonka. Proszę, będzie się cieszyć na same święta, bo jest samotna, Ola.

Wiem już, że nie wszystkim listom można sprostać… Czy jednak istnieje nadzieja na mikołajową rekompensatę i choć cień szansy na uśmiech na twarzy tego, kto o niemożliwe prosi?

Niestety nie.

Gdyby spojrzeć na wszystkie nadesłane przez lata listy, jaki Pana zdaniem maluje się w nich obraz człowieka i świata?

Na to pytanie nie znajduję uniwersalnej odpowiedzi, ale warto, by odpowiedzieć na nie w swoim sercu, bo przecież zarówno człowiek jak i świat pokazują różne oblicza.

Dlatego stań przed lustrem i zadaj sobie pytanie: kim jestem? Czy moja postawa wobec drugiego człowieka zasługuje na pochwałę? Odpowiedzi te nierzadko mogą zaskoczyć burząc nasz zdawałoby się pod każdym względem idealny wizerunek, ale wierzę, że zawsze warto podjąć próbę naprawy świata zaczynając każdego dnia na nowo właśnie od siebie…

Popuśćmy wodze fantazji i załóżmy, że jest Pan w stanie podarować jeden globalny prezent dla wszystkich. Co by nim było?

Byłoby to zdrowie.

Mówimy głównie o prezentach, które za przyczyną Pańskiej akcji ma szansę otrzymać wielu ludzi, a co chciałby Pan dostać wyłącznie dla siebie, załóżmy – od świątecznego Aniołka?

Przyznam szczerze, że taki świąteczny Aniołek zawitał do mnie w tym roku trochę wcześniej i dostałem farby do malowania akrylowe i olejnenajlepszych firm na świecie. Do tego podobrazia z naturalnego lnu. Moje świąteczne życzenie w kwestii prezentu spełniło się na 120 procent i już je używam, ale o tym cicho sza 

Każdy z nas inaczej pojmuje szczęście. Czy w Święta jak i w pozostałe dni roku kalendarzowego należy upatrywać go wyłącznie w prezentach?

Absolutnie nie. Szczęściem jest obudzić się rano obok ukochanej osoby, spędzać wspólnie cudownie chwile, cieszyć się życiem czy wyjściem na spacer z psami.

Dla mnie to też możliwość ucieczki w świat obrazów i malowania, zamknięcia się w swojej pracowni i tworzenia.

Co Pan czuje, kiedy szczęśliwi zarówno obdarowani, jak i darczyńcy piszą do Pana w Wigilię?

Takie podziękowania płyną już od pierwszych tygodni trwania akcji w danym roku. To cudowne uczucie spełnienia i czynienia dobra towarzyszy mi jeszcze długo po Świętach, kiedy już wiem, że po krótkim urlopie muszę zakasać rękawy i myśleć o przygotowaniach do kolejnych.

Czy właśnie owo uczucie jest największą nagrodą za wszystkie trudy związane z przewodnictwem akcji Listy do Mikołaja?

Bez wątpienia tak. Szczęście innych jest moim szczęściem. Nie ma nic piękniejszego niż pochylić się i pomóc osobie potrzebującej.

Co Pan robi po zakończeniu przedsięwzięcia w danym roku? Wyjeżdża na urlop i na takiż sam wysyła swoje Elfy, czy wręcz przeciwnie – rozpoczyna się planowanie kolejnej edycji?

Na pewno musimy wszyscy odespać ten czas. W tych najaktywniejszych tygodniach śpimy po 3 – 4 godziny na dobę. To jednak trochę mało. Myślę, że po trzech intensywnych miesiącach pracy zarówno z moją narzeczoną (już wkrótce żoną) i resztą Elfów, zasługujemy na mały odpoczynek. Nie wiem, dokąd teraz uciekniemy na chwilkę, ponieważ pandemia trochę to utrudnia. Na szczęście nie jesteśmy z Agnieszką wymagający i wystarczy nam własne towarzystwo, odrobina samotności i spokoju w naszym domu, w obecności naszych uroczych psów.

Jak przedstawia się Mikołaj w Pana dziecięcych wspomnieniach?

Oczywiście bajkowo. Potężny starszy pan, z długą białą brodą, w czerwonym przebraniu i z ogromną czapą na głowie. No i najważniejsze – z workiem przepełnionym prezentami. Do tego sanie, renifery i mnóstwo śniegu.

Mimo wieku ten obraz jest niezmienny w mojej wyobraźni od dzieciństwa i taki już zapewne pozostanie na zawsze. Kiedy miałem piętnaście lat, a nie jestem już młodym człowiekiem, marzyłem o zegarku elektronicznym – dostałem go i to był najpiękniejszy prezent, jaki otrzymałem w dzieciństwie. Do dzisiaj mogę zanucić wszystkie dziesięć melodyjek, jakie posiadał.

Za sprawą wszechobecnych komercji i reklam, wizerunek świętego Mikołaja jest nieco wypaczony, jednak nie mogę się powstrzymać przed zadaniem tego pytania – mianowicie: czy Pan tak jak on, również preferuje czerwony kolor, ciastka, mleko itp.?

Chyba już trochę niechcący odpowiedziałem na to pytanie. Ale tak, kolor czerwony to symbol tych świąt, a ciasteczka i mleczko zawsze czekają na mnie przygotowane przez Dzieci. Przynajmniej tak wynika ze wszystkich tych listów, które czytam.

Skoro święty Mikołaj zagościł nietypowo na blogu książkowym to grzechem byłoby nie zapytać, czy w natłoku spraw i morzu listów, które muszą przejść przez Pana ręce, udaje się znaleźć czas na lekturę?

Uwielbiam czytać książki i nierzadko uciekam w ten świat, ale nie przed Bożym Narodzeniem. Często zdarza się nam razem z Agnieszką napisać jakieś świąteczne opowiadanie, ale póki co trafiają one wszystkie do szuflady mikołajowego biurka i czekają na publikację.

Czego mogłabym Panu życzyć?

Myślę, że w obecnej sytuacji wirusowej to przede wszystkim zdrowia i sił na kolejne lata działań w mojej akcji. Oczywiście, proszę o więcej listów i Darczyńców, żeby jak najwięcej ludzi poczuło magię świąt, zasiadło do wigilijnego stołu z uśmiechem na twarzach i cieszyło się szczęściem z faktu, że jest ktoś, kto o Nich pamięta i tym kimś jestem ja i moje Elfy.

W ostatnim słowie do Czytelników chciałbym powiedzieć jeszcze…

Drodzy Czytelnicy, serdecznie Państwa zapraszam na naszą stronę www.listydomikolaja.pl . Jeśli tylko potrzebujecie pomocy, piszcie do nas listy lub stańcie się Darczyńcami pomagając spełniać marzenia innych.

Na stronie znajdziecie kilka słów o mnie i o naszej akcji, dlatego również i do tej lektury Państwa zachęcam.

Bardzo dziękuję Panu za czas poświęcony na tę niezwykłą rozmowę.

Ze Zbigniewem Reissem rozmawiała Iwona Niezgoda – pomysłodawczyni i organizatorka niezależnego plebiscytu na polską Książkę Roku Brakująca Litera, prowadząca bloga Góralka Czyta.

Flaczki tygodnia

Bojkotujcie księży przychodzących „po kolędzie”. Odmawiajcie rozmowy z nimi, skoro hierarchia polskiego kościoła katolickiego milczy. Skoro najwyżsi pasterze nie chcą rozmawiać ze swymi owieczkami o zbrodniach pedofilskich.
Milczą niezwykle wymownie.

 

***

Bojkotujcie księży pragnących przyjść do was „po kolędzie”. Tylko taki bojkot zmusi Episkopat polskiego kościoła kat. do zabrania głosu.
Nie liczcie, że przyjmiecie księdza i porozmawiacie z nim o pedofilii.
A potem on napisze raport o tym palącym problemie, apel o ujawnienia prawdy, i prześle go Wyżej.
A to Wyżej prześle jeszcze Wyżej.
I po kolejnych szczebelkach hierarchicznej drabiny wasze rozterki dotrą Najwyżej.

 

***

I wtedy światłe kierownictwo polskiego kościoła kat. zaśpiewa radośnie:
„Abba Ojcze!
Wszyscy jesteśmy braćmi
Jesteśmy jedną rodziną.
Tej prawdy nic już nie zaćmi
I teraz jest jej godzina”.
I podzieli się prawdą z „braćmi”, tą „jedną rodziną”.

 

***

Nie podzielą się. Nawet najbardziej zdeklarowani polscy katolicy nie wierzą w to. Nawet Tomasz Terlikowski, ten który publicznie wyrażał radość z utraty mandatu poselskiego przez redaktora Piotra Gadzinowskiego, bo cieszył się, że posła – antyklerykała w Sejmie już nie będzie, też przestał już wierzyć w prawdomówność hierarchów polskiego kościoła kat.

 

***

W wywiadzie udzielonym w „Dzienniku. Gazeta Prawna” dziś postuluje: „Powinna zostać powołana niezależna komisja do spraw zbrodni pedofilskich. Powinna składać się z ludzi świeckich”.
I dodaje: „Niech to będą prawnicy, etycy… Nie może się ona składać z samych biskupów, księży, lecz także ze świeckich ludzi Kościoła. Amerykanie zrobili to w najprostszy sposób – zlecili zbadanie pedofilii niezależnemu instytutowi kryminologicznemu Johna Jaya. Przygotowano bardzo mocny raport. Zróbmy to, zanim będzie za późno”.

 

***

Terlikowski wierzy w boga i jeszcze wierzy w swój kościół kat. Ale hierarchom swego kościoła nie ufa. Boi się, że pedofile w kościele kat. chronieni są przez związanych z nimi hierarchów.
Przypomina zasługi kardynała Stanisława Dziwisza w tuszowaniu prawdy o ekscesach seksualnych Maciela Degollado i jego Legionu Chrystusa.
Pyta: „Dlaczego Dziwisz chronił Maciela, homoseksualistę, mobbera, oszusta? Tak samo, jak kluczowe jest pytanie o to, dlaczego to Wanda Półtawska, przyjaciółka Jana Pawła II, musiała zanieść papieżowi dokumenty dotyczące abpa Paetza. Nie zwalałbym całej odpowiedzialności na kardynała Dziwisza, ale odpowiedzialni, a więc i współodpowiedzialni, powinni być wskazani. O lawendowej mafii w Watykanie mówi się od dawna”.

 

***

O „Lawendowej mafii” w Watykanie, i w polskim Episkopacie też, od dawna wspominają księża i wierzący nadal w boga publicyści katoliccy. Środowiska lewicowe rzadko. Może dlatego, że wiąże im usta poprawność polityczna. Bo za „Lawendową mafię” uważa się grupę wpływowych hierarchów kościoła kat. o homoseksualnej orientacji seksualnej. Homoseksualizm nie jest w Polsce zakazany, za to polskich kościół kat. uważa go za grzech. Jednocześnie powszechnie znani są homoseksualni hierarchowie polskiego kościoła katolickiego. Podejrzewani, że awansują swych podwładnych za seks. Symbolem postawy „awans, praca za seks” stał się arcybiskup Juliusz Paetz.

 

***

Pasterze – hierarchowie zapewne milczą o problemie pedofilii, bo boją się rozpoczęcia publicznej dyskusji o seksualności w kościele kat. W Polsce „ciemny lud”, jak go określił zdeklarowany katolik pan prezes Jacek Kurski, zwykle nie odróżnia pedofila od homoseksualisty. Zwykle ci i ci to są „pederaści”. Zatem wielu homoseksualnych hierarchów i księży może okryć się infamią, bo zostaną wrzuceni do jednego pedofilskiego worka. Zwłaszcza, kiedy ujawniona zostanie też lista homoseksualnych pedofilii.

 

***

Pastuszkowie – hierarchowie milczą, bo zapewne boją się o swoje pieniądze. Boją się, że kiedy ujawnią prawdę i skalę pedofilskich zbrodni, to ruszy lawina procesów i finansowych odszkodowań.
W polskich kościele katolickim prawdziwym bogiem jest mamona. Dla pieniędzy wielu księży katolickich zrobi wszystko. Bez pieniędzy paluszkiem nie kiwną. Bez tradycyjnego „Co łaska” żadnej „łaski boskiej” nie uświadczysz.

 

***

Dlatego bojkotujcie księży przychodzących do was po kolędzie. Tych, który przychodzą po kopertę z tradycyjnym „co łaska”. Tylko brak kopert uświadomi księżom i hierarchom potrzebę ujawnienia prawdy o pedofilii. O hierarchach akceptujących i tuszujących zbrodnie.

 

***

Hierarchowie i księża polskiego kościoła kat. powinni być wdzięczni władzom Polski Ludowej. Modlić się nawet za nich. Za odsunięcie księży i sióstr zakonnych od instytucji związanych z wychowaniem dzieci. Dzięki temu zbrodnie pedofilskie kościoła kat. zostały ograniczone.

 

***

Nie lękajcie się. Nie przyjmujcie księży na duszpasterskich wizytach. Róbcie to dla dobra waszych dzieci, dobra wszystkich dzieci w naszym kraju.

 

***

Prawda was wyzwoli.