Ministerstwo nie pomoże opiekunkom

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpowiedziało na list Związkowej Alternatywy z propozycją objęcia polskich opiekunek i opiekunów pracujących w Niemczech układem zbiorowym. Z odpowiedzi wynika, że w przekonaniu ministerstwa ich sytuacja wcale nie jest tak trudna, jak wynika z doświadczeń pracowników, trudne za to byłoby podjęcie przez resort działań w ich obronie.

– Obecnie zdecydowana większość opiekunek pracuje w szarej strefie lub w ramach niskopłatnych i niestabilnych umów cywilno-prawnych. Nawet gdy opiekunki są zatrudniane na etat, mają bardzo niskie zarobki, a ich prawa, w tym dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy, są mocno ograniczane – napisały do minister Maląg pracownice zrzeszone w Związkowej Alternatywie Opiekunek. Wskazywały również, że zwykle pracują w oparciu o umowy z kilkudniowym okresem wypowiedzenia, więc ich ich zatrudnienie jest skrajnie niestabilne. Powszechną praktyką jest również zmuszanie opiekunek do pracy na rzecz rodzin seniorów przekraczającej zakres opieki nad osobą starszą. Do tego znaczną część zarobków pochłania prowizja dla agencji pośrednictwa pracy, jeśli to z jej udziałem zawarta została umowa z rodziną seniorki lub seniora. Opiekunki proponowały, by ministerstwo podjęło się stworzenia własnej agencji rządowej, dbającej o interes polskich obywateli, a nie tylko o własny zysk.

Odpowiedź ministerstwa rozczarowała działaczy i działaczki Związkowej Alternatywy. Podpisana pod listem podsekretarz stanu Alina Nowak wyraziła przekonanie, że agencje pośrednictwa same skorygują swoje postępowanie, jeśli zauważą, że pracownicy i pracownice poszukują zatrudnienia bez ich pomocy. Jeśli tak będzie, przekonuje ministerstwo, „agencje same zdecydują się na obniżenie swoich zysków i jednoczesne zapewnienie opiekunkom umów zapewniających nie tylko lepsze warunki płacowe, ale również zapewniających bezpieczeństwo i higienę pracy”. Dodatkowo resort radzi, by korzystać z usług EURES (Europejskich Służb Zatrudnienia) i pamiętać o tym, że zadania związane z pracą w Unii Europejskiej realizują też urzędy wojewódzkie.

Co do podjęcia rozmów ze stroną niemiecką w sprawie zawarcia układu zbiorowego dla opiekunek i opiekunów, ministerstwo w liście w zasadzie rozkłada ręce, kwitując, że uregulowanie warunków pracy takich osób byłoby „trudne”.

– Najwyraźniej rząd nie dba o polskie opiekunki w Niemczech, a przy okazji nie zna przepisów niemieckich w sektorze opieki, które wymagają pracy etatowej dla każdego pracownika opieki – komentuje przewodniczący Związkowej Alternatywy, Piotr Szumlewicz.

Związkowca jeszcze bardziej uderzyła niewiedza na temat realnej sytuacji polskich pracownic opieki, warunków, jakie są im oferowane podczas starań o pracę w Niemczech i to, że zamiast przynajmniej spróbować działać na poziomie instytucjonalnym, ministerstwo woli tylko pouczać.

– Z uwagi na to, że osoby starsze stanowią jedną piątą społeczeństwa niemieckiego, zapotrzebowanie na pracę opiekunów osób starszych w Niemczech jest bardzo duże. W związku z tym polskie opiekunki, decydujące się na wykonywanie swojej ciężkiej pracy w Niemczech, powinny mieć świadomość, że ich pozycja negocjacyjna przy zawieraniu umowy z agencją zatrudnienia jest dobra, a oferowane przez agencje wynagrodzenie powinno być wyraźnie wyższe od minimalnych stawek – czytamy w piśmie resortu.

Ministerstwo wyraża zatem niezachwiane przekonanie, że rynek wszystko ureguluje, byle pracownicy odpowiednio się o to starali. Związkowa Alternatywa zapowiada ze swojej strony, że będzie nadal występować w obronie wyzyskiwanych polskich opiekunek.

Esej o pierwszym razie

Na szczęście projekt ustawy o przemocy w rodzinie poszedł do kosza. W tymże projekcie jeżeli mężczyzna pobił kobietę pierwszy raz to się nie liczyło. Nawet jak bił częściej, ale bita nie zgłaszała tego to też pobicie się ni liczyło. Tak więc pierwszy raz zaczynał liczyć się dopiero kiedy bijący został zadenuncjowany przez pobitą. Ponieważ PiS i kościół lubią, by wszystko zostawało w rodzinie, to kobieta mogła być bita często, a w świetle nowej ustawy bijący byłby przykładnym ojcem rodziny.
Taki sposób widzenia można by rozciągnąć na inne przypadki. Złapany po raz pierwszy pijany kierowca mógł by powiedzieć: owszem często spożywam tanie wino przed jazdą, ale nikt do tej pory mnie nie złapał, teraz jest pierwszy raz więc się nie liczy. Notoryczny złodziej, ale złapany po raz pierwszy, też mógł by zasłaniać się casusem „pierwszego razu”.
Dziewica, która zdecydowała się na pierwszy stosunek z żonatym zawsze mogła by się wytłumaczyć na spowiedzi, że był to jej pierwszy raz więc żadnego grzechu nie ma. Drugi raz kochała się, ale z innym mężczyzną i do tego kawalerem. Był to też pierwszy raz, bo z innym partnerem, więc też spowiadać się nie musi. Trzeci raz był już z świeżo poślubionym, ale z nim było to po raz pierwszy i z czystym sumieniem mgła mu to oświadczyć.
Te „pierwsze razy” można rozszerzyć np. na polityków. Pierwsza zmiana partii politycznej nie byłaby grzechem. Pierwsze kłamstwo także. Jednak politycy kłamią notorycznie, szczególnie ci wierzący. Pewne dlatego, że po spowiedzi dostają rozgrzeszenie i mogą zaczynać kłamać od nowa. Niewierzący muszą ten garb kłamstwa dźwigać sami. Biznesmeni mogliby mieć prawo do pierwszego oszustwa podatkowego. Trzeba by było tylko wyznaczyć jakiś limit, powyżej którego „pierwszy raz” już nie byłby brany pod uwagę. Nawet mordercy, którzy zamordowali po raz pierwszy, mogliby się ubiegać o łagodniejszy wyrok. Że też dopiero w rządzie PiS zrodził się tak nowatorski pomysł „pierwszego razu”. Niestety wredna opozycja pomysł odkryła i storpedowała. „Pierwszy raz” został wrzucony do kosza.