Remis PGE Vive Kielce na Zaporożu

W rozegranym na wyjeździe pierwszym mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych zespół PGE Vive Kielce remisował z ukraińskim Motorem Zaporoże 33:33. Rewanżowe spotkanie odbędzie się w sobotę 30 marca w kieleckiej Hali Legionów.

Szczypiorniści Motoru Zaporoże w tym sezonie Ligi Mistrzów stwarzali problemy wielu teoretycznie mocniejszym od siebie zespołom. Wygrywali u siebie z Celje Pivovarną Lasko, PP Zagrzeb i mistrzem Niemiec Flensburgiem, a nawet urywali punkty finaliście z poprzedniego sezonu Nantes HB. Kielczanie mieli więc podstawy do obaw przed konfrontacją z ukraińskim zespołem i faktycznie, przebieg spotkania potwierdził opinie, że na swoim boisku Motor potrafi być równorzędnym przeciwnikiem dla najlepszych ekip. Od początku mecz był zacięty i do ostatniego gwizdka arbitrów żadna z drużyn nie uzyskała większej przewagi niż dwoma bramkami. PGE Vive prowadziło w pierwszej połowie 9:7 i 10:8, a Motor w drugiej 28:26 i 29:27.

W ekipie mistrzów Polski kapitalne spotkanie, chyba najlepsze odkąd w niej występuje, rozegrał Luka Cindrić, autor ośmiu bramek. Chorwacki rozgrywający, o którego zabiegają FC Barcelona Lassa i Paris Saint-Germain HB, nie tylko trafiał do siatki, ale też popisywał się znakomitymi podaniami, zaliczając w sumie aż osiem asyst. Cindić miał zatem wydatny udział w niemal połowie goli strzelonych przez kielecki zespół. Świetne zawody rozegrał też Alex Dujszebajew, syn trenera PGE Vive, który półtora miesiąca nie grał z powodu kontuzji więzadeł. On też zdobył osiem bramek.

W końcówce PGE Vive miało nawet szanse na odniesienie zwycięstwa, ale remis na gorącym terenie w Zaporożu też trzeba uznać za korzystny wynik. Faworytem w walce o awans do ćwierćfinału w tej parze są jednak kielczanie i w rewanżu we własnej hali w sobotę 30 marca powinni to bez problemu potwierdzić. A na zwycięzcę czeka już chyba najbogatszy klub w piłce ręcznej na świecie – Paris Saint-Germain HB. W starciu z tym zespołem kielczanie nie będą faworytami, ale nie są też tak całkiem bez szans.

 

Druga lokata nie dla PGE Vive Kielce

Szczypiorniści PGE Vive Kielce nie wywalczą drugiego miejsca w grupie A Ligi Mistrzów EHF. W przedostatniej 13. kolejce spotkań kielczanie przegrali z niemieckim Rhein-Neckar Loewen 29:30 i spadli w tabeli na piątą pozycję. To oznacza, że w przypadku awansu do ćwierćfinału PGE Vive czeka walka o Final Four z faworytami zmagań – Barceloną lub Paris Saint-Germain HB.

Przedostatnie spotkanie w fazie grupowej miało dla przetrzebionego kontuzjami kieleckiego zespołu duże znaczenie, bowiem w przypadku zwycięstwa mistrzowie Polski pozostawali w grze o drugą lokatę w tabeli, ostatecznie nawet trzecią, bo zespoły z tym miejsc po ewentualnym przebrnięciu przez 1/8 finału w ćwierćfinale na pewno nie trafią na potentatów – dominująca w grupie A Barcelonę i równie dominującą w grupie B ekipę Paris Saint-Germain. Piąte miejsce w fazie grupowej jest pod tym względem najgorszą z lokat, bo nieuchronnie skazuje na starcie z którąś z tych kapitalnie grających w tym sezonie drużyn. Poza tym niesie ryzyko trafienia w 1/8 finału na mocnego przeciwnika.

Kielczanie jednak nie tylko z tych powodów bardzo chcieli w środę wygrać z Rhein-Neckar Loewen. Niemiecki klub został stworzony dopiero w XXI wieku, z wielkim rozmachem i za ogromne pieniądze. W jego barwach grało wielu polskich szczypiornistów – Grzegorz Tkaczyk, Mariusz Jurasik, Krzysztof Lijewski, Karol Bielecki, Sławomir Szmal. Ich występ w 2010 roku w Kielcach w barwach „Lwów” był wielkim sportowym wydarzeniem (Vive przegrało wtedy 32:35), ale potem grupa tych wielkich graczy hurtem przeszła do kieleckiego klubu i wygrała w jego barwach Ligę Mistrzów. Przed rokiem niemiecki klub przysłał do Kielc trzecioligowe rezerwy, bo w tym samym terminie miał mecz w Bundeslidze. To był wielki skandal, ale PGE Vive skorzystało z prezentu i wygrało wysoko u siebie, a potem także w Loewen.

W tym roku obu zespołom idzie w Champions League EHF jak po grudzie. PGE Vive przegrało sześć spotkań, tyle samo co Rhein-Neckar Loewen. Oba zespoły były zatem są teraz w podobnej sytuacji. Na czele grupy A pozostaje FC Barcelona Lassa (20 pkt) przed Telekomem Veszprem (16 pkt), Vardarem Skopje (15 pkt), Rhein-Neckar Loewen (14 pkt), PGE Vive (14 pkt), Montpellier HB (7 pkt), Mieszkowem Brześć (7 pkt) i IFK Kristianstad (5 pkt), ale poza PGE VIVE i RNL wszystkie pozostałe ekipy miały jeszcze do rozegrania spotkania w 13. kolejce. Po zakończeniu fazy grupowej, przy równej liczbie punktów, decydujący będzie bilans bramek między zainteresowanymi zespołami. PGE VIVE wygrało u siebie 35:32, co oznacza, że ma lepszy bilans od ekipy Lwów.

To ważna informacja, bo jeśli kielczanie nie zdobędą punktów w ostatniej kolejce z Veszprem, a RNL przegra z Barceloną – to oni zajmą ostatecznie czwarte miejsce. Gdyby tak sie stało, to w fazie TOP 16 spotkają się z piątą drużyną grupy B (najprawdopodobniej RK Zagrzeb albo Motor Zaporoże). W przypadku ewentualnej wygranej w ćwierćfinale zagraliby z PSG, faworytem do końcowego triumfu. Spadek na piątą pozycję oznacza natomiast perspektywę ćwierćfinałowego starcia z Barceloną, z którą kielczanie w grupowych zmagania dwukrotnie przegrali.

 

Motor skarcił PGE Vive

Szykujący się do nowego sezonu szczypiorniści PGE Vive Kielce w meczach sparingowych zmiatali rywali z parkietu. Ale w przededniu rozpoczęcia rozgrywek nieoczekiwanie przegrali z Motorem Zaporoże 29:32.

 

Kielczanie na ostatni sprawdzian formy wybrali udział w turnieju Dniepr Cup. Najpierw po bardzo dobrym występie pokonali węgierski MOL-Pick Szeged, a potem białoruski SKA Mińsk. W finałowej potyczce z gospodarzami imprezy Motorem Zaporoże aktualni mistrzowie Polski byli murowanymi faworytami, zwłaszcza że w niedawnym turnieju Szczypiorno Cup pokonali ukraińska ekipę 36:33. Na własnym terenie mistrz Ukrainy, prowadzony przez Polaka Patryka Rombla i z polskimi zawodnikami, Pawłem Paczkowskim i Mateuszem Kusem w składzie, nieoczekiwanie postawił się drużynie trenera Tałanta Dujszebajewa. Do 25. minuty nic nie zapowiadało porażki kielczan, wśród których rej wodzili niezawodni w okresie przygotowawczym Luka Cindrić i Alex Dujshebaev. W ostatnich minutach pierwszej części gry coś się jednak w zacięło i gospodarze schodzi na przerwę z prowadzeniem 17:15.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ już zmianie. Mistrzom Polski nie pomogła ani zmiana w ataku (trener Dujszebajew postawił na dwóch obrotowych, Julena Aguinagalde i Artioma Karaleka), ani rotacja na flankach. W grze kieleckiego zespołu było zbyt dużo błędów, niedokładności i nieporozumień, żeby osiągnąć zwycięstwo. Dla PGE Vive była to pierwszą i zarazem jedyną porażką w serii przedsezonowych sparingów. Do 31 sierpnia, czyli do inaugurującej nowy sezon naszej ekstraklasy piłkarzy ręcznych potyczki z Gwardią Opole, kielczanie nie zagrają już żadnego sparingu. Ich kibice będą więc z niepokojem czekać na wieści o wyniku.