Ojciec rodziny

Bynajmniej nie chodzi o Rodzinę Radia Maryja. Aczkolwiek ojciec Rydzyk również jest laureatem zaszczytnej nagrody im. błogosławionego Jerzego Ciesielskiego – „ojca rodziny”. Tak jak Bogdan Chazan, Marek Jurek i Wanda Półtawska.

Najwyraźniej tu w Warszawie przegapiliśmy moment, kiedy Politechnika Krakowska zaczęła być katolicką uczelnią. Pocieszam się jednak, że nie jestem sama w swojej ignorancji. Ludzie z Małopolski również zostawiają w internecie pełne zdziwienia komentarze pod artykułami mówiącymi o tym, że nagrodę „Ojca Rodziny” bł. Jerzego Ciesielskiego otrzymał w obecności rektora tej uczelni prof. Bogdan Chazan. To nie wszystko. Laureatami tego zaszczytnego wyróżnienia, które wymyśliła sobie redakcja katolickiego „Źródła” zostali również tak zasłużeni „ojcowie rodzin” jak Tadeusz Rydzyk czy Wanda Półtawska.
Kim był Jerzy Ciesielski? Absolwentem politechniki, bratem późniejszego jej rektora oraz… znajomkiem Karola Wojtyły. Jak na ojca rodziny pisanego wielką literą i godnego swojej własnej statuetki – nie miał tej rodziny szczególnie licznej, bo dorobił się jedynie trójki potomstwa. Pewną wskazówkę może stanowić fakt, że zginął w katastrofie statku wraz z dwójką swoich młodszych dzieci. I najzupełniej szczerze – nie mi wnikać w sposób, w jaki kościół katolicki dobiera sobie swoich błogosławionych czy świętych, wolałabym jednak, aby robił to nie mieszając w to państwowych uczelni wyższych. Tymczasem rektor Politechniki Krakowskiej, Jan Kazior, nie tylko daje Bogdanowi Chazanowi, symbolowi przemocy wobec kobiet, platformę do wygłaszania tez stojących w sprzeczności z dzisiejszymi standardami medycyny, ale również sam wygłasza płomienne przemówienie o tym, że zadaniem jego uczelni jest wychowywanie i przekazywanie „istotnych” wartości. Istotnie – tegoroczny laureat określił je nad wyraz konkretnie: aby przyjmując młodych lekarzy na studia, a potem do pracy, pozwolić im dokładnie na to samo okrucieństwo, z którego w 2014 roku zasłynął Chazan na całą Polskę.
Prócz tego w laudacji abp Jędraszewskiego, równie płomiennej jak przemówienie rektora, usłyszeliśmy cytat z Levinasa nawiązujący do Holokaustu, który w głowach Niemców „narodził się z obojętności” na los drugiego człowieka – i to prof. Chazan właśnie w tej ciemnej dobie ma być tym, który się owej śmiertelnej obojętności przeciwstawia. Byliśmy więc świadkami kpiny zarówno z nauki, akademickiej powagi technicznej uczelni, norm nowoczesnej medycyny, jak i de facto samej idei ojcostwa. Chyba że do puli wliczymy nagrodzonemu profesorowi wszystkie ciąże, które swego czasu przerwał. Wtedy rzeczywiście miałby szansę na wynik godny Ojca Wirgiliusza. Prócz tego wszystkiego byliśmy również świadkami kpiny z prawa, ponieważ w sprawie Chazana nadal toczy się postępowanie przed warszawskim sądem.
W kraju, w którym minister nauki i szkolnictwa wyższego słyszy głosy mrożonych embrionów, najwyraźniej na porządku dziennym jest sytuacja, w której rektor politechniki ogłasza, że w pakiecie z dyplomem z transportu, gospodarki przestrzennej i materiałoznawstwa powinno się dostawać elementy teologii. W takim razie niech finansuje się z biskupich ściep na tacę i zmieni patrona z Kościuszki na Polaka wszech czasów.