Paragraf debilny

W Polsce najłatwiej jest obrazić prezydenta RP.  Najlepiej robić to publicznie, po pijaku, albo w Internecie. Potem, po chwilowych przykrościach, szybko zyskujesz mołojecką sławę i aureolę bojownika o wolność słowa.

Prezydenta RP obraża się łatwo, bo paragraf 2 art.135 kodeksu karnego: „Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczpospolitej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”, nie pozostawia prokuraturze drogi odwrotu. Zawiadomiona o popełnionym musi wszcząć postępowanie, nawet w głupiej sprawie, a sąd też musi zarzuconą „obrazę” osądzić. Waga artykułu 135 paragraf 2 kk nie zachęca prokuratur i sądów do oddalania oskarżeń.

Bezkarnie

W sojuszniczych USA sądy tego nie muszą, bo tam za znieważenie prezydenta zwyczajnie nie karze się. To gwarantuje przyjęta jeszcze w 1791 roku I poprawka do Konstytucji. Gwarantująca swobodę wypowiedzi i wolność prasy. W 1964 roku Sąd Najwyższy dodatkowo orzekł, że media mogą być sądzone za znieważenie funkcjonariuszy publicznych tylko wtedy, gdy udowodni się im działanie w „faktycznie złej wierze”.

W Wielkiej Brytanii też można już królową znieważać bezkarnie. Potwierdza to wypowiedz Prokuratora Generalnego z 2004 wykluczająca prowadzenie jakichkolwiek postępowań karnych dotyczących obrazy królowej. Gdyby ktoś koniecznie chciał być skazanym za obrazę królowej to musiałby swe obelgi połączyć z nawoływaniem do nienawiści rasistowskich lub religijnych.

Obowiązujący w Watykanie kodeks prawa kanonicznego nie przewiduje przestępstwa znieważenia papieża. Zapiekły znieważający mógłby zostać skazany, gdyby władze Watykanu zażądały zastosowania obowiązującego tam włoskiego kodeksu karnego. Od ponad 50 lat takiego wniosku nie było.
 Sankcje za obrazę głowy państwa nie obowiązują już w Republice Korei. Zniesiono je w 1998 roku, po kompromitującym władze procesie dziennikarza skazanego za krytykę poglądów prezydenta Kim Dae Junga. Nie karze się za takie przestępstwa na Ukrainie od 2001 roku i w Rosji od 2002 roku.

Można być w Rosji skazanym za „publiczną obrazę władz w czasie w wykonywania przez nich obowiązków służbowych”. Sankcje są niższe: grzywna, praca przymusowa, kolonia karna. Do tej pory za obrazę Putina ani Miedwiediewa nikogo jeszcze nie skazano.

Podobnie jest w Chinach. Kodeks karny nie zawiera już „przestępstw kontrrewolucyjnych”, oznaczających kiedyś też obrazę władz najwyższych. Dziś głowa państwa traktowana jest jak inni znieważani obywatele. Można za to dostać nawet 3 lata więzienia. Ale od 2000 nie było informacji o sankcjach za znieważenie prezydenta. Może dlatego, że do Chin powrócił konfucjanizm, zakładający, że dobrze wychowany człowiek swego szefa publicznie nie znieważa.

Niekaralność

Prawo niemieckie przewiduje karę, nawet do 5 lat więzienia, za znieważenie prezydenta republiki. Ale ściganie za obrazę uzależnione jest od zgody prezydenta. Podobnie w Japonii od zgody cesarza. Najstarsi niemieccy prawnicy nie pamiętają takiej zgody, a japońscy przypominają, że wedle zwyczajów cesarzowi nie wypada jej udzielać.
Dodatkowo, w 1990 roku, niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny uznał, że „nawet poważne ataki na funkcjonariuszy państwowych, w tym satyryczne, mieszczą się w konstytucyjnie chronionej wolności wypowiedzi”.

Teraz trzeba przypomnieć, że w naszym porządku prawnym polski prezydent nie może zastopować, nawet głupiego prokuratorskiego postępowania, nawet kiedy nie czuje się być obrażonym.

We Francji istnieje za obrazę prezydenta odpowiedzialność karna, ale sankcje są łagodniejsze niż w Polsce. Grozi grzywna do 7500 euro lub 6 miesięcy więzienia. Jeśli obraza jest zbiorowa, jak gwałt, kara ulega podwojeniu. W przeciwieństwie do gwałtów, w praktyce sankcje za obrazę prezydenta pozostają we Francji na papierze.

Podobnie jest w Hiszpanii, we Włoszech, w krajach skandynawskich. Obraza głowy państwa zagrożona jest też więzieniem, nawet do lat pięciu. Ale wszędzie tam od przynajmniej trzydziestu lat nikt za taki czyn nie został skazany. Od dawna nie było tam za takie przestępstwo procesów sądowych. W Danii ostatni zanotowano w 1930 roku .

Karalność

Za obrazę głowy państwa karze się nadal na Białorusi, w Tadżykistanie i Kazachstanie. Najlżej w Kazachstanie, bo tam władze nakładają grzywny w wysokości kilkuset euro, co czasem też bywa dotkliwe. W Turkmenistanie od 2002 roku znieważenie głowy państwa równoznaczne jest zdradzie stanu i dożywotniemu więzieniu. Nie wiadomo ilu skazano.

Ochronę czci Domu Panującego Tajlandii wpisano do Konstytucji. W tajskim kodeksie karnym mamy aż dziesięć typów zniewag króla i odpowiednią drabinę sankcji. W kwietniu 2006 roku skazano dziennikarza gazety „Fah Diew Kan” jedynie za wywiad z osobą wypowiadającą się obraźliwie. W Tajlandii jest cenzura prewencyjna, widać musiała zaspać. Nie zaspała w przypadku filmu „Anna i król” z Jodie Foster, bo Tajlandzka Rada d/s Filmów orzekła, że scenariusz znieważa króla Mongkuta panującego w XIV wieku. Nie dopuściła do jego projekcji.

Bezmyślność

W III RP próbowano karać za zniewagi prezydentów Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego i Komorowskiego. Wydarzenia zyskiwały medialny rozgłos, ale żaden z oskarżonych w więzieniu nie siedział. W październiku 2006 roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że przestępstwem ściganym przez prokuraturę może być jedynie znieważenie funkcjonariusza państwowego w trakcie pełnienia przez niego czynności służbowych.  Warto dodać, że wedle obowiązującego w RP prawa każdy funkcjonariusz publiczny RP i nawet „osoba do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem  obowiązków służbowych” podlegają innej ochronie przed znieważeniem. Artykuł 226 paragraf 1 kodeksu karnego przewiduje za to sankcje w wysokości: grzywny, karze ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do roku.

Prezydent RP jest formalnie najważniejszym z funkcjonariuszy publicznych w naszym kraju, choć największego zakresu władzy nie ma. Nietrudno dziś zauważyć, że chroniący urząd prezydenta przed obrazami paragraf 2 art.135 kodeksu karnego nie spełnia swego zadania. Nie chroni faktycznie powagi głowy państwa. Zmusza jedynie prokuraturę i sądy do marnowania swego czasu i pieniędzy podatników na analizę wypowiedzi mieszcząca się w obecnych normach politycznej polemiki.

W 2007 roku, kiedy byłem posłem RP, złożyłem do laski marszałka Sejmu RP, popierany przez SLD,  projekt ustawy  uchylający paragraf 2 art.135. Wnosiłem też o uchylenie  paragrafów 3 i 4 art.136. Tam trzy lata więzienia grożą za obrazę głowy obcego państwa.

Gdyby polscy miłośnicy  prezydentów Aleksandra Łukaszenki, Kim Dzong Una i Władimira Putina byli bardziej aktywni, to mogliby nasłać prokuraturę na liczne polskie media. Regularnie obrażające tych prezydentów.

Jedynym do tej pory skazanym w III RP z tych paragrafów jest redaktor Jerzy Urban. Za „obrazę” ówczesnej głowy państwa watykańskiego, papieża Jana Pawła II, w felietonie satyrycznego tygodnika „Nie”.

Mój projekt pozostał w „zamrażarce” marszałka Sejmu RP. Nie wzbudził entuzjazmu posłów rządzącego wówczas PiS ani PO, myślących wtedy o prezydenturze dla Donalda Tuska.

Pan prezydent Duda ma inicjatywę ustawodawczą i mógłby owe debilne paragrafy znieść. Ale nie deklaruje tego.

Dlatego apeluję do Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy. Usuńcie paragrafy 135 i 136 z polskiego kodeksu karnego.

Paragraf debilny

W Polsce najłatwiej jest obrazić prezydenta RP. Najlepiej robić to publicznie, po pijaku, albo w Internecie. Potem, po chwilowych przykrościach, szybko zyskujesz mołojecką sławę i aureolę bojownika o wolność słowa.
Prezydenta RP obraża się łatwo, bo paragraf 2 art.135 kodeksu karnego: „Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczpospolitej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”, nie pozostawia prokuraturze drogi odwrotu. Zawiadomiona o popełnionym musi wszcząć postępowanie, nawet w głupiej sprawie, a sąd też musi zarzuconą „obrazę” osądzić. Waga artykułu 135 paragraf 2 kk nie zachęca prokuratur i sądów do oddalania oskarżeń.
Bezkarnie
W sojuszniczych USA sądy tego nie muszą, bo tam za znieważenie prezydenta zwyczajnie nie karze się. To gwarantuje przyjęta jeszcze w 1791 roku I poprawka do Konstytucji. Gwarantująca swobodę wypowiedzi i wolność prasy. W 1964 roku Sąd Najwyższy dodatkowo orzekł, że media mogą być sądzone za znieważenie funkcjonariuszy publicznych tylko wtedy, gdy udowodni się im działanie w „faktycznie złej wierze”.
W Wielkiej Brytanii też można już królową znieważać bezkarnie. Potwierdza to wypowiedz Prokuratora Generalnego z 2004 wykluczająca prowadzenie jakichkolwiek postępowań karnych dotyczących obrazy królowej. Gdyby ktoś koniecznie chciał być skazanym za obrazę królowej to musiałby swe obelgi połączyć z nawoływaniem do nienawiści rasistowskich lub religijnych.
Obowiązujący w Watykanie kodeks prawa kanonicznego nie przewiduje przestępstwa znieważenia papieża. Zapiekły znieważający mógłby zostać skazany, gdyby władze Watykanu zażądały zastosowania obowiązującego tam włoskiego kodeksu karnego. Od ponad 50 lat takiego wniosku nie było.
Sankcje za obrazę głowy państwa nie obowiązują już w Republice Korei. Zniesiono je w 1998 roku, po kompromitującym władze procesie dziennikarza skazanego za krytykę poglądów prezydenta Kim Dae Junga. Nie karze się za takie przestępstwa na Ukrainie od 2001 roku i w Rosji od 2002 roku.
Można być w Rosji skazanym za „publiczną obrazę władz w czasie w wykonywania przez nich obowiązków służbowych”. Sankcje są niższe: grzywna, praca przymusowa, kolonia karna. Do tej pory za obrazę Putina ani Miedwiediewa nikogo jeszcze nie skazano.
Podobnie jest w Chinach. Kodeks karny nie zawiera już „przestępstw kontrrewolucyjnych”, oznaczających kiedyś też obrazę władz najwyższych. Dziś głowa państwa traktowana jest jak inni znieważani obywatele. Można za to dostać nawet 3 lata więzienia. Ale od 2000 nie było informacji o sankcjach za znieważenie prezydenta. Może dlatego, że do Chin powrócił konfucjanizm, zakładający, że dobrze wychowany człowiek swego szefa publicznie nie znieważa.
Niekaralność
Prawo niemieckie przewiduje karę, nawet do 5 lat więzienia, za znieważenie prezydenta republiki. Ale ściganie za obrazę uzależnione jest od zgody prezydenta. Podobnie w Japonii od zgody cesarza. Najstarsi niemieccy prawnicy nie pamiętają takiej zgody, a japońscy przypominają, że wedle zwyczajów cesarzowi nie wypada jej udzielać. Dodatkowo, w 1990 roku, niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny uznał, że „nawet poważne ataki na funkcjonariuszy państwowych, w tym satyryczne, mieszczą się w konstytucyjnie chronionej wolności wypowiedzi”.
Teraz trzeba przypomnieć, że w naszym porządku prawnym polski prezydent nie może zastopować, nawet głupiego prokuratorskiego postępowania, nawet kiedy nie czuje się być obrażonym.
We Francji istnieje za obrazę prezydenta odpowiedzialność karna, ale sankcje są łagodniejsze niż w Polsce. Grozi grzywna do 7500 euro lub 6 miesięcy więzienia. Jeśli obraza jest zbiorowa, jak gwałt, kara ulega podwojeniu. W przeciwieństwie do gwałtów, w praktyce sankcje za obrazę prezydenta pozostają we Francji na papierze.
Podobnie jest w Hiszpanii, we Włoszech, w krajach skandynawskich. Obraza głowy państwa zagrożona jest też więzieniem, nawet do lat pięciu. Ale wszędzie tam od przynajmniej trzydziestu lat nikt za taki czyn nie został skazany. W Danii ostatni proces zanotowano w 1930 roku .
Karalność
Za obrazę głowy państwa karze się nadal na Białorusi, w Tadżykistanie i Kazachstanie. Najlżej w Kazachstanie, bo tam władze nakładają grzywny w wysokości kilkuset euro, co czasem też bywa dotkliwe. W Turkmenistanie od 2002 roku znieważenie głowy państwa równoznaczne jest zdradzie stanu i dożywotniemu więzieniu. Nie wiadomo ilu skazano.
Ochronę czci Domu Panującego Tajlandii wpisano do Konstytucji. W tajskim kodeksie karnym mamy aż dziesięć typów zniewag króla i odpowiednią drabinę sankcji. W kwietniu 2006 roku skazano dziennikarza gazety „Fah Diew Kan” jedynie za wywiad z osobą wypowiadającą się obraźliwie. W Tajlandii jest cenzura prewencyjna, widać musiała zaspać. Nie zaspała w przypadku filmu „Anna i król” z Jodie Foster, bo Tajlandzka Rada d/s Filmów orzekła, że scenariusz znieważa króla Mongkuta panującego w XIV wieku. Nie dopuściła do jego projekcji.
Bezmyślność
W III RP próbowano karać za zniewagi prezydentów Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego i Komorowskiego. Wydarzenia zyskiwały medialny rozgłos, ale żaden z oskarżonych w więzieniu nie siedział. W październiku 2006 roku Trybunał Konstytucyjny uznał, że przestępstwem ściganym przez prokuraturę może być jedynie znieważenie funkcjonariusza państwowego w trakcie pełnienia przez niego czynności służbowych. Warto dodać, że wedle obowiązującego w RP prawa każdy funkcjonariusz publiczny RP i nawet „osoba do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych” podlegają innej ochronie przed znieważeniem. Artykuł 226 paragraf 1 kodeksu karnego przewiduje za to sankcje w wysokości: grzywny, karze ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do roku.
Prezydent RP jest formalnie najważniejszym z funkcjonariuszy publicznych w naszym kraju, choć największego zakresu władzy nie ma. Nietrudno dziś zauważyć, że chroniący urząd prezydenta przed obrazami paragraf 2 art.135 kodeksu karnego nie spełnia swego zadania. Nie chroni faktycznie powagi głowy państwa. Zmusza jedynie prokuraturę i sądy do marnowania swego czasu i pieniędzy podatników na analizę wypowiedzi mieszcząca się w obecnych normach politycznej polemiki.
W 2007 roku, kiedy byłem posłem RP, złożyłem do laski marszałka Sejmu RP, popierany przez SLD, projekt ustawy uchylający paragraf 2 art.135. Wnosiłem też o uchylenie paragrafów 3 i 4 art.136. Tam trzy lata więzienia grożą za obrazę głowy obcego państwa. Gdyby polscy miłośnicy prezydentów Aleksandra Łukaszenki, Kim Dzong Una i Władimira Putina byli bardziej aktywni, to mogliby nasłać prokuraturę na liczne polskie media. Regularnie obrażające tych prezydentów.Jedynym do tej pory skazanym w III RP z tych paragrafów jest redaktor Jerzy Urban. Za „obrazę” ówczesnej głowy państwa watykańskiego, papieża Jana Pawła II, w felietonie satyrycznego tygodnika „Nie”.
Mój projekt pozostał w „zamrażarce” marszałka Sejmu RP. Nie wzbudził entuzjazmu posłów rządzącego wówczas PiS ani PO, myślących wtedy o prezydenturze dla Donalda Tuska.Pan prezydent Duda ma inicjatywę ustawodawczą i mógłby owe debilne paragrafy znieść. Ale nie deklaruje tego.
Dlatego apeluję do Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy. Usuńcie paragrafy 135 i 136 z polskiego kodeksu karnego.

Prezydent – obywatel lepszego sortu

Zgodnie z artykułem 32 Konstytucji RP „wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. Mimo to okazuje się, że polski system prawny jest niespójny, bo Kodeks karny zakłada, że prezydent RP jest obywatelem lepszego sortu, którego prawo chroni w większym stopniu niż innych obywateli.

Istnieje bowiem paragraf, który nie tylko chroni prezydenta przed krytyką, ale wręcz grozi więzieniem za znieważanie go. Zgodnie z artykułem 135 Kodeksu karnego „kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Każdy obywatel może chronić swoich praw w procesie cywilnym o naruszenie dóbr, ale prezydent ma prostą ścieżkę do procesu karnego. Innymi słowy prawo ostrzega przed krytyką głowy państwa.

Błyskawiczna interwencja

W tym kontekście niepokoi, ale nie dziwi fakt, że 65-letniemu mężczyźnie, który na spotkaniu z Andrzejem Dudą w Łowiczu miał baner z hasłem „Mamy durnia za prezydenta”, prokuratura już w kilka godzin po zatrzymaniu postawiła zarzut. Mężczyzna odpowie właśnie z artykułu 135.
Skądinąd gdyby konsekwentnie stosować przepis dotyczący znieważenia prezydenta, prokuratura musiałaby interweniować tysiące razy dziennie na facebooku, youtubie czy twitterze, gdzie w zasadzie non stop pada wiele, delikatnie mówiąc, nieprzychylnych określeń wobec Andrzeja Dudy.

Kara nieproporcjonalna?

Blisko 10 lat temu Sąd Okręgowy w Gdańsku zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem prawnym, czy wysoka kara za znieważenie prezydenta nie narusza prawa do wolności wypowiedzi. Sąd podkreślił, że przepis Kodeksu karnego w obowiązującym kształcie stanowi podstawę do zbyt dużej ingerencji państwa w prawo do debaty politycznej i wyrażania własnej opinii. Sąd stwierdził wtedy, że tak wysoka kara jest nieproporcjonalna do wymiaru kary.

W oświadczeniu z 6 lipca 2011 roku Trybunał Konstytucyjny nie zgodził się ze stanowiskiem Sądu Okręgowego. Stwierdził, że przepis art. 135 par.2 Kodeksu karnego jest zgodny z Konstytucją oraz nie narusza przepisów zawartych w umowach międzynarodowych, których Polska jest stroną. TK argumentował wtedy między innymi, że „Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji”.

PiS kiedyś był przeciw

Co ciekawe, wtedy to politycy PiS opowiadali się za usunięciem art. 135. „Jestem zdecydowanym zwolennikiem zniesienia tego artykułu. Złożymy taki wniosek na początek nowego sezonu politycznego” – zapowiedział Jarosław Kaczyński w lipcu 2012 roku. Lata mijają, a przepis pozostał.

Niebezpieczny przepis

Artykuł 135 Kodeksu karnego jest archaiczny i niebezpieczny. Polityk to zawód zaufania publicznego, a obywatele powinni mieć pełną swobodę w ocenie najważniejszych osób w państwie. Dlatego prezydent, premier, poseł to osoby, które powinny liczyć się z ostrą i stanowczą krytyką ze strony społeczeństwa. Gdy władza nie dotrzymuje słowa, gdy ludzi krzywdzi, oszukuje, frustruje, to jej ostra krytyka jest w pełni zrozumiała.
Prezydent powinien budować swoją pozycję nie groźbami kar dla swoich krytyków, lecz wiarygodnością, charyzmą, wiedzą, przekonującą wizją kraju. A grożenie więzieniem za nazywanie prezydenta durniem nie zmieni przekonania części społeczeństwa, że prezydent durniem jest, a raczej je umocni.