Dlaczego za prąd płacimy z góry?

Nie ma tu dobrego wytłumaczenia. Po prostu, tak jest lepiej
dla firm sprzedających i dostarczających energię.

Rachunki za prąd są nieczytelne, a firmy energetyczne nic nie robią, aby uczynić je choć odrobinę bardziej zrozumiałymi. Co do tego nie ma wątpliwości, ale dobrze byłoby jednak wiedzieć, za co płacimy i czy możemy mieć wpływ na wysokość opłat?.
Od razu należy odpowiedzieć, że raczej nie możemy – ale dla własnej samowiedzy warto poznać choćby niektóre tajniki otrzymywanych faktur energetycznych.

Prognozy i rzeczywistość

Taka faktura składa się z bardzo wielu elementów, a zazwyczaj poprzestajemy na sprawdzeniu dwóch informacji – jakiego okresu rozliczeniowego dotyczy faktura i ile mamy zapłacić.
Kwestia okresu rozliczeniowego jest warta sprawdzenia, bowiem jest on najczęściej związany z systemem prognozowanego zużycia energii.
Prognoza ustalana jest na podstawie dotychczasowego zużycia energii w podobnym okresie, np. zimą ubiegłego roku.
A przecież sytuacja mogła być zupełnie inna – zima była bardzo mroźna i dogrzewaliśmy wtedy mieszkanie elektrycznym piecykiem, teraz nie i dlatego dzisiejsza prognoza może być zawyżona. Będziemy płacić więcej, niż w rzeczywistości powinniśmy. Powstała nadpłata w stosunku do faktycznego zużycia może być nam zwrócona lub zaliczona na poczet przyszłych faktur, jeżeli nie zażądamy jej wypłacenia.
Dlatego Federacja Konsumentów sugeruje, że warto śledzić prognozowane zużycie energii oraz rzeczywiste, z odczytu – nie tylko biorąc pod uwagę rachunki z kilku okresów rozliczeniowych, ale również samemu co jakiś czas spisując stan licznika wraz z datą i porównując go z danymi z faktury.
W razie zbyt dużych różnic można alarmować firmę przysyłającą nam fakturę za prąd. Firma oczywiście nigdy nam nie odda ani grosza z tytułu zawyżonej prognozy, ale jest nadzieja, że w przyszłości, wiedząc, że jesteśmy czujni, może będzie nieco rzetelniej prognozować nasze zużycie. Rzeczywisty odczyt z licznika przez inkasenta może być dokonywany co 12 miesięcy, 6 lub dwa miesiące – wybór należy do nas, ale im krótszy okres, tym więcej zapłacimy opłaty abonamentowej za obsługę i wizyty inkasenta.

Żeby nas łatwiej oszukać

Nie wiadomo dlaczego za prąd musimy płacić z góry a nie z dołu, skoro inkasenci i tak sprawdzają stany liczników. Nikt nie jest w stanie tego pojąć, tak po prostu musi u nas być, żadnej organizacji konsumenckiej to nie przeszkadza i żaden urząd nie próbuje tego zmienić.
Jedyne racjonalne wytłumaczenie brzmi, że za prąd płacimy z góry dlatego, by sprzedawcy i dostarczyciele prądu mogli nas oszukiwać na prognozach zużycia.
Prognozowane zużycie energii składa się z dwóch elementów:
– ile zostanie nam sprzedanej energii i ile za nią zapłacimy?
– ile zapłacimy w tym okresie za jej dystrybucję do nas, czyli dostarczenie jej do domu siecią energetyczną?
Co jakiś czas dostajemy rozliczenie sprzedaży i dystrybucji energii elektrycznej. Jest to zestawienie poniesionych przez nas opłat wskazanych w prognozach, z należnością za faktyczne zużycie, wyliczoną na podstawie odczytu inkasenta. Nie jest to satysfakcjonujący system i na pewno utrudnia panowanie nad budżetem domowym i efektywnym zużyciem energii w gospodarstwie domowym.
Z faktury za prąd wynika, że mamy tak naprawdę dwa odrębne rachunki na jednej fakturze, płacone innym przedsiębiorcom – sprzedawcy energii oraz jej dystrybutorowi czyli dostarczycielowi.
Tak to jest z prądem: jeden go wytwarza, drugi nam sprzedaje, a trzeci dostarcza. Interesują nas dwaj ostatni.

Niespotykana mnogość opłat

Sprzedawcy płacimy opłatę za zużyty prąd. Tę kwotę znajdziemy w części faktury „sprzedaż energii elektrycznej” pod pozycją „energia czynna”. Sprzedawca prądu ponadto jeszcze nalicza „opłatę handlową” (choć nie wszyscy tak robią) za tzw. bieżącą obsługę konsumenta (która nie wiadomo na czym polega).
Dostarczycielowi energii płacimy natomiast za koszty dostarczenia prądu do gospodarstwa domowego. Tu sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana i więcej składowych jest na fakturze, a ich łączny koszt stanowi 50-60 proc. wartości naszego rachunku. Wymieńmy je:
Opłata przesyłowa (sieciowa) stała – to opłata za utrzymanie w dobrym stanie urządzeń energetycznych przez operatora. Ta opłata jest niezależna od ilości pobranej przez nas energii. W skład tych urządzeń wchodzi np. nasz licznik – jest on własnością operatora, który legalizuje lub wymienia go właśnie w ramach tej opłaty.
Opłata przesyłowa (sieciowa) zmienna, zależąca od ilości zużytej energii. Ta opłata pokrywa koszty przesyłu energii siecią.
Opłata abonamentowa, która pokrywa koszty odczytu liczników i ich kontroli, czyli wizyt inkasenta.
Opłata jakościowa – za utrzymanie standardów jakości prądu (żeby miał odpowiednie napięcie i nie było wahań). Ustala ją monopolistycznie państwowa firma Polskie Sieci Elektroenergetyczne, która zarządza liniami energetycznymi w naszym kraju.
Opłata OZE – na wspieranie producentów tzw. zielonej czyli odnawialnej energii. Wysokość opłaty OZE zależy od ilości skonsumowanej przez nas energii. Czyli, im więcej prądu zużyjemy, tym większej pomocy udzielimy producentom OZE.
Opłata przejściowa – która jest zupełnie niezwiązana z funkcjonowaniem systemu dystrybucji. Jest to swoisty haracz za przywilej korzystania z krajowego systemu elektroenergetycznego.

Porzućmy wszelką nadzieję

Na żaden ze składników faktury za prąd nie mamy wpływu i nie jesteśmy w stanie ich zmniejszyć.
Sprzedawca i dostarczyciel energii mogą je ustalać dowolnie jak chcą, Rynek energii w Polsce jest faktycznie zmonopolizowany, ceny są po cichu ustalane, nikt nic z tym nie robi.
Porzućmy więc wszelką nadzieję, że możemy zmniejszyć rachunek za prąd w jakikolwiek inny sposób, niż ograniczając jego zużycie. W dodatku, nawet jeżeli nie będziemy korzystać z prądu, bo np. wyjedziemy na dłużej, to za „gotowość” dostarczyciela energii do świadczenia nam usług i tak będziemy musieli zapłacić.
Teoretycznie mamy niby wpływ na opłaty za sam prąd – możemy zmienić sprzedawcę prądu, porównując oferty opłaty za energię czynną u różnych przedsiębiorców, aby wybrać najtańszą. Wtedy za dostarczenie (dystrybucję) będziemy płacić tyle samo, ale za zużyty prąd mniej.
Szczerze mówiąc, dla przeciętnego gospodarstwa domowego różnice są jednak praktycznie niezauważalne, a przede wszystkim trudno stwierdzić czy nowy sprzedawca prądu będzie rzeczywiście tańszy. W dodatku system płacenia za energię stanie się jeszcze bardziej niejasny, bo zmieniając sprzedawcę prądu, często podpisujemy tzw. umowę kompleksową, co oznacza, że nadal będziemy dostawać jedną fakturę od dwóch przedsiębiorców, zaś sprzedawca rozliczy się w naszym imieniu z dostarczycielem.
Możemy też wybrać taryfę, dzięki której w określonych godzinach (zwykle w nocy i wczesnym popołudniem) za prąd będziemy płacić mniej. Za to w pozostałych godzinach zapłacimy więcej, więc ewentualne korzyści będą minimalne – tym bardziej, że nie mamy przecież możliwości sprawdzenia, co będzie dla nas lepsze. Nawet jeśli bowiem przez jeden miesiąc będziemy korzystać z taryfy standardowej, a przez drugi z taryfy ze zróżnicowanymi cenami, to nie ma dwóch porównywalnych miesięcy. W każdym zużycie energii układa się nieco inaczej.
Tak więc, praktycznie jesteśmy w Polsce skazani na cenową samowolę i wszechwładzę firm sprzedających oraz dostarczających prąd – i nic nie możemy z tym zrobić.

Bank odda pieniądze USŁUGI FINANSOWE

Jeżeli bank wprowadza opłaty za konto powiązane z kredytem, musi zagwarantować, że konsument może bez kosztów zrezygnować z tego rachunku.

 

Takie obowiązują u nas reguły. Jednak zapomniał o tym widocznie Deutsche Bank Polska. Dlatego teraz będzie musiał oddać obecnym i byłym klientom opłaty za rachunki. To wynik postępowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Decyzja w tej sprawie została podjęta w lipcu tego roku.
Postępowanie przeciwko Deutsche Bank Polska urząd wszczął w maju 2017 r. Wątpliwości UOKiK wzbudziło to, że bank pobierał podwyższone opłaty od konsumentów oraz uniemożliwiał im rezygnację z umowy bez kosztów. Praktyka ta trwała co najmniej od 2012 r.
Klienci banku biorąc kilka lat temu kredyt lub pożyczkę hipoteczną, otwierali rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe, które były też przeznaczone do obsługi tych kredytów. W zamian za to dostawali niższą marżę kredytu – czyli płacili mniejsze raty. Deutsche Bank Polska jednak podwyższył opłaty za prowadzenie rachunków – przykładowo, z 0 zł do 8 zł czy z 2 zł do 12 zł. Konsumenci, którzy nie chcieli płacić i wypowiadali umowę prowadzenia rachunku – narażali się na podwyższenie oprocentowania kredytu. A osoby, które chciały przekształcić rachunek na inny – mogły być obciążane przez bank dodatkowymi kosztami.
Zdaniem UOKiK postępowanie niemieckiego banku może naruszać dobre obyczaje, ale jednocześnie godzi w zbiorowy interes konsumentów, naruszając art. 24 ust. 1 i 2 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów,
– Uznaliśmy, że bank nie może pogarszać sytuacji konsumenta. Jeżeli instytucja finansowa wprowadza lub zwiększa opłatę za prowadzenie konta powiązanego z umową kredytu, powinien umożliwić konsumentowi rozwiązanie umowy bez dodatkowych kosztów. Klient Deutsche Bank Polska często nie miał wyboru – musiał płacić za obsługę konta wyższą opłatę, gdyż rozwiązanie umowy oraz jej zmiana wiązały się z kosztami – mówi Marek Niechciał, prezes UOKiK.
Deutsche Bank Polska zrekompensuje klientom straty i zwróci pieniądze. Uniknął więc kary finansowej od UOKiK. Zobowiązanie banku dotyczy byłych i obecnych jego klientów.
Ci, którzy mieli w tym banku konto db NET, db Konto, db Fokus, Pakiet Inwestor, Pakiet status, db Open, db Start powiązane z umową kredytu, a bank kiedyś podwyższył im opłaty za prowadzenie rachunku, powinni więc złożyć do tego banku wniosek o zwrot pobranych opłat za konto (dla byłych i obecnych klientów) oraz o bezpłatną zmianę rodzaju konta na dowolne oferowane przez Deutsche Bank Polska.
Klienci tego banku nie będą już musieli posiadać w nim rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego – a mimo to bank nie może zwiększyć im marży kredytu.

Polacy to urodzeni posesjonaci

Z praktycznego punktu widzenia, użytkowanie wieczyste niemal nie różni się od własności, ale przecież każdy z nas wolałby być właścicielem.

 

Rząd postanowił, że z dniem 1 stycznia 2019 r. prawo użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych budynkami mieszkalnymi zostanie przekształcone w prawo własności. Właścicielami staną się dotychczasowi użytkownicy wieczyści.
Ostateczna decyzja zależy oczywiście od parlamentu, ale trudno przypuścić, by ustawa zmieniająca użytkowanie wieczyste w własność nie spotkała się z dość powszechną aprobatą posłów i senatorów.

 

Już na zawsze

Opinia Polaków jest tu jednoznaczna: znacznie bardziej wolimy własność, niż użytkowanie wieczyste. W istocie różnica między tymi prawami majątkowymi jest znikoma.
Wprawdzie użytkowanie wieczyste wygasa po 99 latach, a własność, o ile nie dojdzie do wywłaszczenia, nigdy, ale w praktyce po wygaśnięciu użytkowania wieczystego aktualny użytkownik może nabyć na własność daną nieruchomość, albo może dojść do ponownego ustanowienia użytkowania wieczystego na kolejne 99 lat.
Właściciel może naturalnie zobowiązać użytkownika wieczystego do określonego sposobu użytkowania nieruchomości, oddanej mu w użytkowanie wieczyste, ale na ogół jest to taki sam sposób użytkowania jaki istniał w momencie ustanawiania tegoż użytkowania wieczystego i nie stanowi dla nikogo żadnego zaskoczenia.

 

Wychodzimy ludziom naprzeciw

Dla władzy także zamiana użytkowania wieczystego na własność będzie korzystna, bo na tym zarobi. Opłata z tytułu użytkowania wieczystego zostanie z czasem zastąpiona podatkiem od nieruchomości.
Różnica między tymi dwiema należnościami jest fundamentalna. Jeśli ktoś nie płaci za użytkowanie wieczyste, to aby ściągnąć od niego taką zaległość, trzeba go pozwać do sądu i przeprowadzić postępowanie egzekucyjne, co trwa długo i jest skomplikowane.
Natomiast podatek może z łatwością, bez żadnego procesu, ściągnąć nie tylko administracja skarbowa, zajmując konta lub wynagrodzenia dłużnika, lecz także i gminy, bo mają one uprawnienia organu podatkowego.
Tak więc, zwłaszcza dla obecnej ekipy, borykającej się z napiętym budżetem, zamiana w przyszłości opłaty za użytkowanie wieczyste na łatwo ściągalny podatek od nieruchomości, byłaby bardzo opłacalna.
Oczywiście, ze względów propagandowych, Rada Ministrów prezentuje całe to przekształcenie jako wyjście naprzeciw oczekiwaniom obywateli i działanie w ich interesie. Dlatego rząd oświadcza, że chodzi tu o: „wsparcie obywateli w uzyskaniu prawa własności nieruchomości gruntowej wykorzystywanej na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych (domki jednorodzinne, mieszkania w budynkach wielolokalowych, w których co najmniej połowa lokali to lokale mieszkalne)”.
W rzeczywistości, zamiana użytkowania wieczystego terenu położonego pod blokiem mieszkalnym na współwłasność tegoż terenu, nie jest do niczego potrzebna mieszkańcom tego bloku. Na pewno wolą oni jednak być właścicielami choćby ułamka takiej nieruchomości, niż jej współużytkownikami wieczystymi. A poza tym, nikt ich nie będzie pytał o zdanie, bo z dniem 1 września użytkowanie wieczyste automatycznie, z mocy prawa, stanie się własnością.

 

Bez udziału sądu

Takich mieszkańców, którzy dziś są użytkownikami wieczystymi, a staną się właścicielami całą gębą jest, jak ocenia rząd, ponad 2,5 mln. To wszyscy ci, którzy zamieszkują w budynkach mieszkalnych położonych na gruntach publicznych, będących własnością Skarbu Państwa i samorządu terytorialnego.
Zgodnie z obecnymi przepisami, do przekształcenia udziałów w użytkowaniu wieczystym w prawo własności gruntu, niezbędna jest – co do zasady – zgoda wszystkich właścicieli lokali w takim budynku.
Brak takiej zgody, choćby jednego właściciela mieszkania, blokuje nabycie prawa własności gruntu przez pozostałych mieszkańców, którzy wtedy często kierują taką sprawę do sądu. To znakomicie wydłuża proces przekształceń, powoduje niezadowolenie właścicieli lokali oraz dodatkowe obciążenie administracji i sądów.
W dodatku, to postępowanie sądowe wcale nie gwarantuje, że dojdzie do przekształcenia użytkowania wieczystego w własność. Może się zdarzyć, że część właścicieli lokali skutecznie złoży odwołania od podwyżki opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego. Czasami dochodzi wtedy do sytuacji, że w tym samym budynku, opłaty roczne płacone za grunt pod nim są w różnej wysokości. Powoduje to poczucie niesprawiedliwości u tych, co nie pomyśleli w porę, by się odwołać.
Inną korzyścią dla właścicieli lokali w blokach i innych większych budynkach będzie przewidywalność wysokości opłaty przekształceniowej, która zastąpi zmienną, a często dość szybko rosnącą opłatę za użytkowanie wieczyste.
No i, właściciele takich mieszkań uzyskają teoretycznie mocniejsze prawo do gruntu pod budynkiem, jakim jest prawo własności – choć, powtórzmy, do niczego nie jest im ono potrzebne.

 

Zachęta do płacenia

Według nowych przepisów, zamiast obecnych rocznych opłat za użytkowanie wieczyste, przyszli właściciele gruntów będą płacić roczne opłaty przekształceniowe – przez 20 lat od dnia przekształcenia.
Ich wysokość będzie równa opłacie rocznej za użytkowanie wieczyste, jaka obowiązywałaby w dniu przekształcenia (czyli w dniu 1 stycznia 2019 r.). Roczna opłata przekształceniowa ma być wnoszona do 31 marca każdego roku (będzie można wystąpić o jej rozłożenie na raty płatne w ciągu roku).
Ze względu na długi okres wznoszenia opłaty przekształceniowej będzie ona waloryzowana. Waloryzacji będzie można dokonać z urzędu, ale nie częściej niż raz na trzy lata.
Aby uniknąć waloryzacji, będzie można wpłacić wszystkie 20 opłat jednorazowo, w postaci opłaty łącznej. Można zgłosić zamiar jednorazowej płatności w każdym momencie podczas okresu obowiązywania opłat przekształceniowych. Takie większe, jednorazowe zastrzyki gotówki w postaci opłaty łącznej, także będą korzystne dla budżetu.

 

Ułamkowi właściciele

Po przekształceniu użytkowania wieczystego w własność, właściciel lokalu uzyska udział we własności gruntu w takiej wysokości, w jakiej przysługiwał mu udział w użytkowaniu wieczystym. Gdy zaś uiści całą opłatę przekształceniową, zacznie płacić podatek od nieruchomości.
Starostowie, jako reprezentanci dotychczasowych właścicieli nieruchomości, będą wydawali zaświadczenia, potwierdzające przekształcenie prawa użytkowania wieczystego gruntu w prawo własności gruntu.
Takie zaświadczenia będą stanowić podstawę wpisu do księgi wieczystej prawa własności gruntu nabytego z mocy ustawy – i wykreślenia użytkowania wieczystego. Za te wpisy nie będą pobierane opłaty sądowe.
Przewidziano także możliwość udzielania bonifikaty od wpłat rocznych opłat przekształceniowych. Dotychczasowi właściciele gruntów, czyli Skarb Państwa i gminy będą mogli udzielać takiej bonifikaty lokatorom, o ile uznają to za stosowne.
O wysokości bonifikaty i zasadach jej udzielenia decydować będą rady gmin, powiatów lub sejmiki województw albo wojewodowie (w przypadku przekształcania gruntów będących dotychczas własnością Skarbu Państwa).
Z bonifikaty będzie ponadto mógł skorzystać każdy, kto całą należność przekształceniową zapłaci jednorazowo w postaci opłaty łącznej (jeśli budynek stoi na gruncie Skarbu Państwa). Ma to skłonić Polaków do uiszczania opłat przekształceniowych jednorazowo, w całości.