Socjaliści o sytuacji powyborczej

Porozumienie Socjalistów z uwagą śledziło ostatnią parlamentarną kampanię wyborczą i przeanalizowało wyniki wyborów pod kątem szans zaistnienia i praktycznej realizacji wartości lewicowych w polityce państwa. Z satysfakcją przyjęliśmy fakt, że w odróżnieniu do poprzednich wyborów z 2015 roku, w roku 2019 do Sejmu i Senatu weszła grupa osób reprezentujących wartości lewicowe w ramach kilku ugrupowań.

Utworzono jeden wspólny klub parlamentarny, który stwarza realną, socjaldemokratyczną alternatywę na polskiej scenie politycznej.

Jednocześnie z niepokojem odnotowujemy wzrost wpływów i znaczenia prawicy w Sejmie RP oraz zdobycie niestabilnej i kruchej przewagi środowisk umiarkowanych w Senacie V kadencji. Rządząca Polską partia Prawo i Sprawiedliwość utrzymała się samodzielnie przy władzy i zapowiedziała kontynuację polityki rozpoczętej w poprzedniej kadencji. Do parlamentu weszły także środowiska skrajnie prawicowe, co wzbudza nasz niepokój i rodzi obawy o przyszłość naszego systemu demokracji parlamentarnej.

Jako socjaliści widzimy potrzebę pogłębienia w polskim życiu publicznym i w systemie rządzenia treści odzwierciedlających zasady sprawiedliwości społecznej i odrzucenia neoliberalnego modelu społeczno-gospodarczego na rzecz społecznej gospodarki rynkowej, z perspektywą jej doskonalenia i socjalizacji.

Doceniając powrót centrolewicy do Parlamentu liczymy, że wybrani posłowie i senatorowie lewicy nie zapomną o przedłożonych przed wyborami obietnicach a także poważnie potraktują postulaty dotyczące modernizacji państwa i odnowy społeczeństwa wysuwane przez środowiska Porozumienia Socjalistów.

Za szczególnie istotne uważamy:

– obronę i konsekwentnie egzekwowanie zapisów obowiązującej Konstytucji.
– obiektywizowanie ocen dotyczących dorobku Polski Ludowej, likwidacja IPN, a na tym tle zmiana polityki historycznej państwa
– zmianę konfrontacyjnej polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa na politykę opartą o idee współpracy i pokoju; ograniczenie wydatków na zbrojenia wyłącznie do systemów obronnych, przeznaczenie powstałych nadwyżek na służbę zdrowia i edukację.
– uporządkowanie relacji państwa przede wszystkim z Kościołem katolickim i przywrócenie neutralności światopoglądowej państwa.
– nadanie nowych impulsów idei porozumienia narodowego, celem zakończenia sztucznie podtrzymywanych konfliktów i podziałów w Polsce, osłabiających nasz kraj i naród wewnętrznie oraz w relacjach międzynarodowych.

W związku ze zmianami organizacyjnymi następującymi w ramach szerokiej formacji lewicowej uważamy za konieczne wypracowanie nowej, bardziej adekwatnej do rzeczywistych potrzeb formuły współpracy lewicy parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Zwracamy szczególną uwagę na widoczny w ostatnich latach w publicznych działaniach lewicy przerost formy nad treścią, odejście od zasad twardej walki o interesy świata pracy. Niepokoi nas złudna wiara w skutki działań medialnych niepopartych konsekwencją na wszystkich innych obszarach funkcjonowania państwa.
Za ważne uważamy upowszechnianie dorobku II Kongresu Polskiej Lewicy, w tym zwłaszcza powołanej Rady Dialogu i Porozumienia Lewicy. Postulujemy zwołanie w ciągu roku, kolejnego III Kongresu Lewicy, celem wypracowania wspólnego, lewicowego programu rozwoju i odrodzenia Polski z perspektywą na ćwierćwiecze.

W tym obszarze deklarujemy otwartość na dyskusję i potraktowanie tej materii jako priorytetowej w najbliższych miesiącach.

Śmierć mózgowa PiS

Jak zapowiadałem, wielkie polityczne skrobanie Prawa i Sprawiedliwości rozpoczęło się. Z obu stron naraz. Przez Lewicę i Konfederację. I nagle okazało się, że elity PiS nie mają na to lekarstwa.
Liderzy polityczni, zwłaszcza dużych, rządzących partii często zachowują się jak starzy generałowie. Przygotowując się do przyszłej wojny gromadzą amunicję skuteczną w tamtej, minionej. I tak też zachowali się prominenci PiS. Naostrzyli szabelki na kolejne starcia z „totalną opozycją” z Koalicji Obywatelskiej. Na znane im od lat pojedynki z harcownikami Schetyny. A tu siurpryza. Zamiast zwyczajowych solówek PiS – PO, wpadli w rój jeszcze nierozpoznanego wojska.

Od czasów kampanii prezydenckiej w 2005 roku liderzy PiS zaczęli stosować nową taktykę polityczną. Dzielić pole walki, i przy okazji też polskie społeczeństwo, na dwa obozy. Patriotycznego solidaryzmu walczący z zdegenerowaną kastą liberalizmu. Milionerzy z PiS zaczęli przebierać się w szaty prowincjonalnego Polaka – szaraka. Widząc, że w miejskich metropoliach nie zdobędą większości, rozpoczęli swą narodowo – katolicką kontrrewolucję od zdobywania rządów dusz na prowincji.

Wytrwale, cierpliwie jeździli po polskich gościńcach. „Tu jest Polska”, słodzili napotykanym tam przysłowiowym wąsatym Januszom i bazarowo odzianym Grażynkom. Cierpliwie wysłuchiwali ich, spisywali listy najważniejszych ich potrzeb. Dostrzegli, że większość polskiego społeczeństwa nie zasmakowała dostatecznie słodyczy transformacji ustrojowej. Czuje się obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju.„Panowie w stolicy palą cygara” i gardzą prawdziwym polskim ludem, przekonywali ich PiS-owscy emisariusze. I tak jak kiedyś ekipa Pol Pota, zwanego tam Bratem Numer Jeden, podburzali społeczność wiejską i małomiejską przeciwko „zdegenerowanym” elitom wielkomiejskim.

Potem, korzystając ze zmęczenia społeczeństwa ośmioletnią polityką PO – PSL, tworzoną wedle neoliberalnych dogmatów, na zadawane im pytanie „Jak żyć?”, za proponowali nową, socjalną alternatywę. Tym wytrwale powiększali poparcie społeczne.

Szczęśliwym dla nich trafem po wyborach 2015 rok Sejm i Senat stały się politycznym duopolem. Żwawy, zwycięski PiS zepchnął odwykłą od walki politycznej koalicję PO – PSL, na wyznaczone im pole. Przeznaczone dla zdegenerowanych, kosmopolitycznych i anty socjalnych elit. PiS sprawnie wykorzystywał też głupotę liberalnych mediów trzęsących się z oburzenia już na sam widok programów socjalnych. I mobilizując kolejnych anty elitarnych, anty liberalnych wyborców zaczął osiągać stabilną większość. Wygrywać na głosy wszystkie pojedynki polityczne, a z czasem nawet medialne.

Koniec monopolu

Ale teraz dawne polityczne pole walki zmieniło się radykalnie. Pojawił się nowy przeciwnik na lewej flance PiS. Teraz parlamentarzyści lewicy gromko deklarują, że 500+ i inne świadczenie socjalne były społeczeństwu potrzebne. Ale niewystarczające. I jeśli elity PiS naprawdę są takie propolskie, czyli prosocjalne, to muszą dalej kroczyć drogą ku socjalnemu państwu dobrobytu. Spełniać obiecane w czasie kampanii wyborczej „piątki” i „pakiety”. Jeśli tego nie uczynią i przybiorą maskę surowych strażników budżetu państwa, to polityczny łomot z lewej strony mają zagwarantowany. A także alternatywny program lewicowego, polskiego państwa dobrobytu. Demokratycznego dodatkowo.

Ale to nie koniec politycznych kłopotów PiS. W tym samym czasie i na tym samym polu walki mogą spodziewać się ataków z prawej strony. Wojsk mniej licznych, ale desperacko kąśliwych. Konfederatów bijących w ospałych, tłustych milionerów z PiS. Rozliczających ich z obietnic dokończenia kontrrewolucji narodowo – katolickiej. I tak jak Lewica będzie udowadniać fałszywą i koniunkturalną socjalność elit PiS, tak Konfederaci będą obnażać i demaskować ich koniunkturalny katolicyzm i konserwatyzm. Ich fałszywą polskość, klęskę obiecanej „polityki wstawania z kolan”. Dojdą jeszcze kąśliwe ataki klubu parlamentarnego Polskiej Zjednoczonej Partii Ludowców i Kukizowców. Z centro-prawej flanki. No i tradycyjny ostrzał z centrum od liberalnej Koalicji Obywatelskiej, najmniej może szkodliwy. Ale kiedy walczy się na tylu frontach na raz, to nawet poślizg na skórce od ośmiorniczki może okazać się zabójczy. Zwłaszcza kiedy batalia rozpocznie się na polu ogólnopolskiej kampanii prezydenckiej.

Przez ostatnie cztery lata elity PiS działały w warunkach korzystnego dla siebie duopolu. Po jednej stronie polscy patrioci dzielący się kruszyną chleba z każdym potrzebującym. Swojscy i dumni. Po drugiej nieczuli na społeczną biedę kosmopolityczni, tęczowi liberałowie zasiedlający zamknięte, wielkomiejskie apartamenty. Gardzący wielodzietnymi Grażynkami i biało – czerwonymi Januszami.
Przez ostatnie cztery lata dawni, żwawi kontrrewolucjoniści z PiS przemienili się w tłuste polityczne, złote karpie. Powtarzające jak mantry nadsyłane im z Nowogrodzkiej centrali kolejne „przekazy dnia”. Standardowo atakujące „totalną opozycję PO-stkomunistyczną”. Przez cztery ostatnie lata nie przeczytali oni żadnej nowej książki, nie liznęli nawet jednej, nowej idei. Ich ideową i intelektualną bezradność wobec nowych czasów i sił politycznych zauważyli już ich najzdolniejsi publicyści. Piotr Semka, Rafał Ziemkiewicz, Dawid Wildstein.

W analizie „PiS w świecie bez duopolu” zamieszczonej w tygodniku „Do rzeczy” Piotr Semka opisując sukcesy Lewicy i Konfederatów, celnie zauważa: „Po drugiej stronie mamy młode generacje prawicy, które zostały wyssane przez aparat PiS-owski z całym jego systemem bardzo powolnego awansu. W tym systemie młodzi przekonali się, że luźne dywagowanie i wypowiadanie własnych opinii nie służy ich karierze. Z kolei liczni młodzi, którzy via instytucje i banki zasilają dzisiaj rząd Morawieckiego, mają coś na kształt syndromu Ryszarda Petru. W ciągu lat spędzonych przy bankowych biurkach i biznesowych instytucjach nie mieli czasu przeczytać iluś książek i nie umieją z podobną swadą co lewicowcy poruszać się w świecie idei i pomysłów na kształt systemu społecznego./…/ Zapotrzebowanie na prawicowe kadry wypchnęło dużą cześć liderów opinii z prawej strony do mediów publicznych i spowodowało paradoksalnie regres w dynamizmie intelektualnym grup”.

Ten „regres w dynamizmie intelektualnym” widać też w samym tekście Piotra Semki. Autor w potoku nowomowy cenzuruje się. Zamiast od razu napisać, że starzy liderzy PiS nie potrafią poradzić sobie intelektualnie z nową Lewicą i Konfederacją. A młodzi awansowani wedle zasad „ Bierny, Mierny, ale Wierny” oraz „Nie matura lecz chęć szczera…” okazują się w konfrontacji ze swoimi lewicowymi i prawicowo radykalnymi rówieśnikami zwyczajnie za głupi.

PiS pozbawiony politycznego duopolu zaczyna tonąć. Na razie intelektualnie. Ale to początek politycznego zjazdu. Dla Boga, panie Kaczyński! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz?

Skrobanie PiS

Kiedy tylko parlament zorganizuje się, opozycja zacznie skrobać rządzącą większość. Systematycznie i dotkliwie, bo tym razem z obu stron.

Kreująca się na najbardziej antysystemową formację polityczną Konfederacja zacznie skrobać rządzącą PiS z prawej strony.

Testować zgodność głoszonych przez elity PiS ideowych deklaracji z ich parlamentarnymi czynami. Będzie podsuwać PiS – owskim marszałkom projekty ustaw wprowadzających w życie głoszoną przez elity PiS kontrrewolucję narodowo-katolicką. Kontrrewolucję tym razem bezkompromisową.

Zatem jeśli postulujemy zakaz aborcji, to wprowadzamy z życie zakaz absolutnie pełen, bez żadnych jego wyjątków.

Jeśli ogłaszamy krucjatę przeciwko „ideologii LGBT” albo islamskim migrantom, to nie może ona się kończyć na efekciarskich debatach w mediach. Oznaczać ma całkowite wykluczenie ideowych wrogów prawicy z wszelkiego życia publicznego.

Dodatkowo Konfederaci mają szansę zostania efekciarskimi reprezentantami ideologii ortodoksyjnego liberalizmu gospodarczego. Stale atakującymi PiSowskie pomysły wprzęgania instytucji państwa w działalność gospodarczą, kreowania nowoczesnego przemysłu przez agencje rządowe.

Jednocześnie obecna znów w parlamencie lewica zacznie skrobać politycznie PiS od lewej, socjalnej strony.

Skoro PiS tyle pomocy państwa wyborcom naobiecywał, skoro prominenci PiS przysięgali publicznie, że pieniądze na „socjal” dla wszystkich obywateli w budżecie państwa są i nadal będą, to niech teraz nadejdzie ten obiecany przez nich „dzień wypłaty”.

I zaraz to co pan prezes Kaczyński w czasie kampanii wyborczej naobiecywał, lewica zapisze w formie projektów ustaw. Przekaże je marszałkom PiS, aby poddali je pod sejmowe debaty i głosowania.

W szranki z konfederatami o miano najbardziej ideowych Polaków-katolików staną zapewne ludowcy/kukizowcy. Oni też chętnie udowodnią miałkość ideową rządzącego PiS i swój narodowy i katolicki pryncypializm.

Najtrudniej będzie odnaleźć się ideowo w tym froncie skrobiącym PiS parlamentarzystom z PO. Ale coraz dłuższa ich opozycyjna kwarantanna będzie sprzyjać odzyskiwaniu przez nich wiarygodności.

Skrobanie polityczne PiS byłoby nieskuteczne gdyby nie opanowany przez opozycję Senat. To prawda, że Senat nie może odrzucić ustaw forsowanych przez sejmową większość. Ale może przez przynajmniej miesiąc wnikliwie i publicznie debatować o ich treściach skutkach. Zwłaszcza szkodliwych skutkach. I trudno będzie takie wyciszyć senackie debaty grupie trzymającej władzę.

Senat ma też inicjatywę ustawodawczą. To sprawia, że powszechna w poprzedniej kadencji Sejmu i Senatu praktyka przetrzymywania w marszałkowskich szafach, przysłowiowych „zamrażarkach”, opozycyjnych projektów ustaw nie uda się w tej kadencji.

Senat będzie nie tylko surowym recenzentem sejmowych projektów, ale też aktywnym miejscem pracy politycznej. Tworzącym rozwiązania alternatywne wobec projektów PiS. Tak aktywny, opozycyjny Senat będzie przyprawiał wielki ból konstytucyjnej głowie państwa polskiego. Panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

Przemawiając podczas inauguracyjnego posiedzenia Sejmu RP pan prezydent Duda rozpoczął swą kampanię wyborczą. Zaprezentował się jak „Prezydent Wszystkich Polaków”. Istny gołąbek politycznego pokoju. Przewidując, że tylko w takim kostiumie politycznym może dalej powalczyć o drugą kadencję.

Jednak w trójkącie: kaczystowski Sejm RP, opozycyjny, demokratyczny Senat RP i prezydent RP, nie ma miejsca na takiego neutralnego prezydenta.

Dlatego pan prezydent Duda będzie musiał wspierać kaczystowski Sejm RP, wchodzić w konflikt z „demokratycznym” Senatem RP. To przyhamuje nieco opozycyjną działalność Senatu, ale też zmniejszy szanse pana prezydenta na jego reelekcję.

Chyba, że pan prezydent wreszcie zbuntuje się przeciwko swemu panu prezesowi.

Wszelkie znaki na ziemi wskazują, że czeka nasz kraj spowolnienie gospodarcze. Już w wielu jego regionach, w samorządach brakuje pieniędzy na bieżącą działalność i jednoczesne wypełnianie obietnic wyborczych. Tych publicznie obiecanych „piątek”, „szóstek”, „jarkowych”.

Wielce licznych, bo elity PiS pragnąc parlamentarnej większości, licytowały je. I złożyły ich stanowczo za wiele. Pragnąc aby ich partia zagospodarowała nie tylko posiadaną już ideową prawicę, ale przede wszystkim, też liczne, pragmatyczne centrum polskiej sceny politycznej.

Systematyczne skrobanie PiS, z tej prawej strony, i z tej lewej strony, sprawić może, że zwolenników partii pana prezesa Kaczyńskiego zacznie stopniowo ubywać. Zwłaszcza kiedy sejmowa większość PiS będzie zmuszona odrzucać podsyłane jej przez opozycję ustawy zawierające PiS – owskie obietnice wyborcze. W imię ocalenia jak najmniejszego deficytu budżetowego.

Walcząc z opozycyjną sforą lewacko – narodowo – patriotyczno – konfederacką, pan prezes Kaczyński nieraz zatęskni za poprzednią kadencją Sejmu i Senatu. Kiedy przed sobą miał tylko demokratyczno – liberalną opozycję z PO, która łatwo mógł tłuc narodowo – katolicką, medialną pałką.

Czarne dni dopiero przed nim. Jeśli zjednoczona opozycja wygra przyszłoroczne, wiosenne wybory prezydenckie, jednocząc się wzorem senackim, to wówczas pan prezes Kaczyński może rzeczywiście poczuć się wyskrobywanym.

Kto niszczy demokrację

Polska demokracja staje się coraz bardziej koślawa, a gwarantowana konstytucyjnie równość wobec prawa czy trójpodział władz już teraz jest fikcją. Agresywne i niczym nieuzasadnione próby przejęcia Senatu przez PiS są tylko ukoronowaniem wielu antydemokratycznych i bezprawnych działań, które władza podejmowała przez ostatnie cztery lata.

Prawo i Sprawiedliwość jest partią głęboko antydemokratyczną, która nie akceptuje pluralistycznej debaty publicznej, podziału władzy i konsensualnego podejmowania decyzji. To jeden z kluczowych atrybutów partii rządzącej, który ma destrukcyjny wpływ na polską politykę i całe życie publiczne.
Już na początku kończącej się kadencji Sejmu PiS brutalnie przejął Trybunał Konstytucyjny, łamiąc Konstytucję i zasady parlamentaryzmu. Jarosław Kaczyński nie mógł pogodzić się z myślą, że jakakolwiek ustawa uznana przez niego za pożądaną zostanie zablokowana. Prezes zadekretował, że władza musi być totalna i nikt ani nic nie może stanąć jej na drodze. Potem już poszło łatwo – kolejne wymiary systemu sprawiedliwości były niszczone, w tym w Sądzie Najwyższym powołano nową komórkę do stwierdzania ważności wyborów. W ten sposób PiS przyznał sobie możliwość zmiany niekorzystnych dla siebie wyników głosowania. Jednocześnie stopniowo dochodzi do zawłaszczenia całego wymiaru sądownictwa i prokuratury, aby móc zastraszyć niewygodnych polityków, związkowców czy działaczy pozarządowych.
Sejm za rządów PiS stał się maszynką do przepychania ustaw. W wielu kluczowych sprawach były naginane procedury, powtarzane głosowania w komisjach, omijano ekspertyzy sejmowe, lekceważono głosy ekspertów i interesariuszy, a posłom opozycji, którzy protestowali, wyłączano mikrofon albo nakładano kary dyscyplinarne. Parlamentarzyści opozycji konsekwentnie są traktowani przez władzę jako posłowie gorszego sortu. Równolegle został zlikwidowany pluralizm w mediach publicznych. Telewizja Polska za rządów PiS stała się obrzydliwą, nienawistną propagandą, która nie dopuszcza nawet śladu pluralizmu czy obiektywności. Jest demonstracyjnie stronnicza, dobiera tematy wygodne dla władzy, wspiera przedstawicieli obozu rządzącego. Polityka medialna władzy opiera się na jasnej zasadzie: media mają w 100 proc. służyć władzy i nie ma być w nich nawet śladu pluralizmu.
Państwo likwiduje też pluralizm w świecie kultury, dofinansowując tylko te projekty, które wyrażają perspektywę władzy. Rząd nawet nie kryje się z jawnym wspieraniem podległych sobie środowisk takich jak organizacje Tadeusza Rydzyka, które otrzymują olbrzymie środki na każdy swój projekt, niezależnie od tematyki.
Zamordystyczny model zarządzania przenika też do stosunków pracy. PiS-owscy prezesi traktują spółki skarbu państwa jak swoje folwarki, wyrzucając z pracy niewygodnych związkowców, arbitralnie przyznając swoim znajomym wysokie stanowiska, premie i dodatki. Również Rada Dialogu Społecznego jest całkowitą fikcją. Rząd nie tylko nie uwzględnia głosu partnerów społecznych w RDS-ie, ale kluczowe rozwiązania przyjmuje bez jakiejkolwiek dyskusji.
PiS rozpowszechnia model państwa, zgodnie z którym władza jest autorytarna, niedemokratyczna, nieudolna i bezkarna, a poparcie części społeczeństwa czerpie z selektywnych świadczeń pieniężnych przekazywanych dla części elektoratu, a przede wszystkim z nagonkowych akcji przeciw opozycji i uchodźcom lub LGBT. To wyjątkowo odrażająca wizja rządzenia, której cała opozycja powinna stawić stanowczy opór. Lewicowa opozycja deklaruje ambitne plany w tym zakresie. Czekamy na ich realizację.

Nielegalne zawieszenie

Brytyjski Sąd Najwyższy uznał, że premier Boris Johnson zawieszając parlament dopuścił się złamania prawa i wprowadził królową w błąd. W brytyjskich realiach dyskwalifikuje go to jako polityka.

Jedenastu sędziów było w tej sprawie jednomyślnych. „Sąd zmuszony jest dojść do wniosku, iż decyzja premiera, aby doradzić królowej zawieszenie parlamentu była nielegalna. Jej efektem było bowiem utrudnienie lub powstrzymanie parlamentu przed wykonywaniem swych konstytucyjnych funkcji bez rozsądnego uzasadnienia” – powiedziała przewodnicząca sądu Lady Brenda Hale. Sędzia wyjaśniła, że zgodnie z orzeczeniem parlament w istocie wcale nie został zawieszony, gdyż wniosek o zawieszenie parlamentu z którym premier zwrócił się do królowej był nieważny i pozbawiony skutków prawnych. „Równie dobrze mogła to być pusta kartka papieru” – dodała.
Jakie będą konsekwencje werdyktu sędzia nie wyjaśniła, stwierdzając, że odpowiedź na to pytanie nie należy do kompetencji sądu. Ale że będą one poważne, nie ulega wątpliwości. Liderzy opozycji wezwali Borisa Johnsona do złożenia rezygnacji z funkcji premiera. Parlament zatem zbiera się dziś i dziś mogą już zapaść w kluczowych sprawach rozstrzygnięcia, jakie one będą – trudno przewidzieć, bo poza wezwaniem Johnsona do ustąpienia wypowiedzi polityków są dość niekonkretne co do tego, jak wyobrażają sobie dalszy kierunek.
Wskutek okołobrexitowej rozgrywki dążący ewidentnie do bezumownego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – bo jego działania mające robić wrażenie podejmowania prób wznowienia negocjacji wokół sprawy tzw. „bezpiecznika” należy uznać za pozorowane – Boris Johnson stracił większość w Izbie Gmin i w starciach z parlamentarzystami poniósł szereg porażek, z których zasadniczą było przyjęcie ustawy uniemożliwiającej „twardy” brexit 31 października i przymuszającej go o zwrócenie się do UE o przesunięcie terminu, gdyby do 19 października nie wynegocjonowano nowej umowy. W takiej sytuacji Johnson faktycznie nie ma chyba już żadnej możliwości ruchu i trudno sobie wyobrazić jego dalsze funkcjonowanie jako szefa rządu. Boris Johnson przebywa tymczasem w Nowym Jorku na sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. Jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu zapowiadał, że nawet w przypadku przegranej nie zamierza rezygnować.
Co się stanie – zależy w dużej mierze od stanowiska opozycji, ale podziały wobec kwestii brexitu przebiegają w poprzek podziałów partyjnych. Zakończony dopiero co kongres najsilniejszej partii opozycyjnej – Partii Pracy udzielił w tej sprawie poparcia neutralnemu stanowisku zajmowanemu przez jej lidera – Jeremy’ego Corbyna. Nie zapominajmy wszakże, że stało się to jeszcze przed orzeczeniem sądu, które stwarza zupełnie nową sytuację. Choć w brytyjskiej polityce panuje obecnie zupełnie bezprecedensowy chaos, należy zwrócić uwagę, że werdykt Sądu Najwyższego, przełamujący wzajemne blokowanie swoich działań przez rząd i parlament, pomimo wszystko jest elementem pozwalającym na jakąś formułę nowego otwarcia, w sytuacji, gdy wydawałoby się, że wszystkie możliwości zostały już wykorzystane. W ten zaś sposób całą rozgrywka może być o kilka pól cofnięta. O ile – nie sposób powiedzieć, choć całkiem rozsądnym rozwiązaniem wydawać by się mogło powtórne rozpisanie referendum.

SLD+

Podstawowym politycznym obowiązkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej
jest zdobycie mandatów do Sejmu i Senatu RP.

Aby reprezentować tam interesy swoich lewicowych Wyborców. Mieć możliwość uprawiania realnej polityki.
Aby stworzyć tam lewicowy parlamentarny klub. Który będzie pełnił rolę „lewicowego Piemontu”.

Teraz dygresja.

Ci, którzy jeszcze nie rozumieją, czym może być „lewicowy Piemont”, mogą wpisać do internetowych wyszukiwarek hasła: „Piemont XIX wiek”, „Marks – Zjednoczenie Włoch”, „Wiosna Ludów w Europie XIX wiek”. Poguglać sobie i poczytać.

Koniec dygresji.

SLD nie idzie do polskiego parlamentu aby „zdobyć stołki” dla grona swoich kandydatów. Jak to piszą w Internecie ludzie uważający się za stuprocentową, „prawdziwą lewicę”.
I w swej politycznej naiwności pełnią tam rolę „pożytecznych idiotów” pana prezesa Kaczyńskiego.
Bo przecież już teraz wzbudzają zbiorową zawiść – nienawiść do przecież nieznanych im jeszcze kandydatów na parlamentarzystów z list SLD.
Już teraz ciężko pracują, aby pro-lewicowi Wyborcy w czasie jesiennych wyborów pozostali w domu. Albo dumnie oddali głos na kandydatów z politycznych kanap, którzy nie przekroczą progu wyborczego.
W ten sposób ich głosy zwiększą potencjał polityczny PiS. Tak, jak to było w 2015 roku, kiedy brak kandydatów Zjednoczonej Lewicy w Sejmie RP, dał więcej mandatów dla klubu parlamentarnego PiS. I tym dał im pełną władzę.

Teraz druga dygresja.

Byłem posłem Sejmu RP w latach 1997 -2007. Mogę porównać tamtejsze uposażenia poselskie z obecnymi. Obciętymi w mijającej kadencji przez PiS, aby osłabić materialnie parlamentarzystów z opozycji. Bo „władza zawsze się wyżywi”, cytuję klasyka Jerzego Urbana.
Dlatego jeśli ktoś myśli, że w przyszłym Sejmie i Senacie będzie się można pieniężnie nachapać, albo i nakraść, to grubo się myli. Jeśli ktoś naiwny szuka łatwego i pieniężnego chleba, to nie tam powinien. Jest wiele lepszych pieniężnie i mniej odpowiedzialnych posad w naszym kraju.
Zwłaszcza, kiedy jest się w opozycyjnym klubie parlamentarnym.

Koniec drugiej dygresji.

Podstawowym politycznym obowiązkiem SLD jest zdobycie mandatów w Sejmie i Senacie RP. Wtedy lewica polska będzie wygraną. Nawet jeśli reprezentacja Sojuszu będzie siedziała w ławach opozycji parlamentarnej.
Po majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego wszyscy już zauważyli, że nie wolno lekceważyć PiS. Nie wolno też ufać obietnicom i deklaracjom narodowo-katolickich elit.
Przypomnijcie sobie jak jeszcze w maju stroili się oni we flagi Unii Europejskiej. Czas wyborów minął i flagi po cichutku zostały zwinięte.
Wynik jesiennych wyborów nie jest jeszcze przesądzony. Popularny PiS może znów je wygrać. Nie wolno go lekceważyć jak to uczyniło wielu wyborców Koalicji Europejskiej podczas majowych wyborów.
Ale nawet kiedy PiS znów wygra, to lewica i prodemokratyczna koalicja partii centrowych nie musi wyborów przegrać.
Prodemokratyczna koalicja, z udziałem SLD i innych lewicowych ugrupowań, musi mieć tak silną reprezentację w Sejmie i Senacie, aby PiS i jego satelici nie uzbierali tam konstytucyjnej większości. Nie podporządkowali sobie całego państwa na własność.
Dlatego Sojusz Lewicy Demokratycznej, wraz z popierającymi go ugrupowaniami lewicowymi, na przykład z Porozumieniem Socjalistów, czyli takie SLD+, powinien stworzyć wspólną listę wyborczą z prodemokratycznymi partiami centrum. Platformą Obywatelską, Nowoczesną, Zielonymi.
I razem wystartować w październikowych wyborach.
Alternatywą mogłaby być lewicowo-centrowa lista wyborcza. Czyli SLD+ i jeszcze Wiosna, Zieloni, Partia Razem, RSS.
Niestety, kiedy słyszę buńczuczne wypowiedzi liderów Wiosny i dalej zadowolonego chóru przegranych w majowych wyborach generałów lewicowych kanap i szezlongów, to trudno dostrzec polityczny sens takiego porozumienia.
Zwłaszcza, że ordynacja wyborcza, zarówno do Sejmu, jak i Senatu, przede wszystkim premiuje listy wyborcze przekraczające 25-30 procent społecznego poparcia.
Reszcie pozostawia wyborczą klęskę, osładzaną samooszukiwaniem się rzekomym „moralnym zwycięstwem”.
A przecież podstawowym politycznym obowiązkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest zdobycie mandatów do Sejmu i Senatu RP.

Z kim do Sejmu

Za rok w Polsce może być tak. PiS wygrywa wybory, ale będzie miało w Sejmie 220 parlamentarzystów. Aż dwustu dwudziestu. I tylko dwustu dwudziestu, bo do zwykłej większości, do powołania rządu zabraknie im przynajmniej jedenastu.
Jeśli w Sejmie znajdzie się reprezentacja Kukiz15, albo wyrosłej z Kukiza reprezentacji narodowców, to pan prezes Kaczyński zmontuje z nimi koalicję. I będzie rządził Polską nadal. I wtedy, bez skrępowania pójdzie drogą Wiktora Orbana. Skutecznie spacyfikuje opozycję i ustanawia rządy PiSowskiej oligarchii.
Może mu się to szybko udać, jeśli na fali jesiennego zwycięstwa reprezentant pana prezesa Kaczyńskiego wygra latem 2020 roku wybory prezydenckie. Wygra, jeśli zdołowana przegraną opozycja zacznie szukać winnych klęski w szeregach swych partnerów politycznych. I we własnych też. Każdy rozkład opozycyjnego bloku będzie sprzyjał szansom Kaczyńskiego kandydata.
Wariant drugi to kolejne rządy PiS i wielka mobilizacja opozycji w czerwcu 2020 roku. Dającą wygraną kandydata zjednoczonej opozycji w wyborach prezydenckich. Wtedy będziemy mieli rządy PiS stale blokowane przez prezydenckie weta. Co doprowadzić może do eskalacji politycznej wojny lub rozpisania nowych wyborów parlamentarnych.
Jeśli pan prezes Kaczyński uzna, że następnym razem PiS wygra tak wysoko, że będzie miał w Sejmie wystarczająca większość do odrzucania prezydenckich wet.
W wariancie trzecim sytuacja będzie podobna. Tylko wtedy zjednoczona opozycja, czyli „PO, Nowoczesna, PSL, SLD +” wygrywają wybory parlamentarne. I po przepychankach z panem prezydentem Andrzejem Dudą montują koalicyjny rząd.
Ale nie są już w stanie wystawić jednego, silnego kandydata w wyborach prezydenckich. I potem o jeden procent przegrywają z kandydatem pragnącej rewanżu narodowo-katolickiej prawicy. Znów zjednoczonej wokół pana prezesa Kaczyńskiego.
Wariant czwarty to wygrana zjednoczonej, antypisowskiej opozycji w wyborach parlamentarnych i przyszły rząd koalicji. I jeszcze wygrana w wyborach prezydenckich kandydata zjednoczonej opozycji. Dzięki nadal jej zgodnej współpracy latem 2020 roku.

Kaprysy Wiosny

Wszystkie wymienione warianty politycznej przyszłości są wielce prawdopodobne dzięki zaistnieniu nowej siły politycznej. Partii Roberta Biedronia zwanej „Wiosną”. Ma ona sondażowe notowania na poziomie 14 procent, co skłania jej lidera do kreowania się na trzecią siłę polityczną.
Dlatego partia Biedronia wystartuje samodzielnie w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Chce poznać rzeczywisty poziom swego poparcia. Wybory do Parlamentu Europejskiego odbywają się wedle ordynacji sprzyjającej dużym i średnim ugrupowaniom. Dlatego przy notowaniach na poziomie kilkunastu procent partia Biedronia może zyskać 5-8 mandatów w Parlamencie Europejskim. Co dla partii debiutującej na scenie politycznej jest wyjątkowo cenne.
Inaczej będzie w wyborach do Sejmu i Senatu. Te odbywają się wedle większościowej metody D’Hondta. Ta preferuje ugrupowania, które mają przynajmniej piętnaście procent poparcia.
Partie osiągające wynik poniżej 10 procent mogą liczyć na trzydzieści – czterdzieści mandatów, czyli własny klub poselski w przyszłym Sejmie.
Ale jednocześnie każde ugrupowanie osiągające wynik na poziomie 5-8 procent poparcia wzmacnia też wynik partii zwycięskiej w wyborach. Pod warunkiem, że te mniejsze ugrupowania nie podbierają wyborców zwycięskiemu ugrupowaniu.
Jeśli wierzyć sondażom na partię Roberta Biedronia chcą głosować wyborcy sympatyzujący z PO i Nowoczesną, Partią Razem oraz wyborcy, którzy nie głosowali wcześniej. Bo nie mieli swoich reprezentantów.
Nic dziwnego, że najsilniejsza krytyka spadła na Roberta Biedronia ze strony środowisk liberalnych i radykalnej lewicy.
Wynik wyborczy wiosennego Biedronia jest dzisiaj trudny do oszacowania. Jeśli zdobędzie przynajmniej 15 procent poparcia, to ma szansę być trzecią siłą polityczną.
Jeśli dostanie poniżej 10 procent, to uzyska swój klub parlamentarny w Sejmie. Będzie jednak tylko radykalną opozycją. Co gorsza, wtedy taki wynik może nabić dodatkowe poparcie dla narodowo- katolickiej PiS.
Takie są efekty metody D’Hondta.

Z kim SLD?

Podstawowym politycznym obowiązkiem SLD jest powrócić do Parlamentu Europejskiego i przed wszystkim do Sejmu i Senatu.
I dlatego wszyscy świadomi Wyborcy i kierownictwo SLD powinni kierować się najbliższych wyborach przede wszystkim pragmatyzmem politycznym.
W wyborach do Parlamentu Europejskiego jeszcze niedawno kierownictwo SLD mogło wybierać. Koalicję lewicową, czyli dotychczasowy sojusz SLD-Lewica Razem wzmocniony porozumieniem z Partią Razem i Zielonymi. Praktyka polityczna ostatnich tygodni pokazuje, że część środowisk Partii Razem i Zielonych może zostać wchłoniętych przez partię Roberta Biedronia.
Zatem bardziej efektywna może być trudniejsza programowo koalicja „Proeuropejska”. Czyli porozumienie PO + PSL+ Nowoczesna + SLD +.
Taki blok ma szansę wygrać wybory do Parlamentu Europejskiego pod jednym warunkiem. Bardzo silnej pracy każdej z tych partii ze swoimi Wyborcami. Uświadomienia im, że nadzwyczajna sytuacja wymaga takich nadzwyczajnych koalicji. Że interes państwa polskiego czasem trzeba postawić ponad interes partii, ponad jej pryncypia ideowe.
Podobny blok wyborczy mógłby wystartować w jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu RP. W tych wyborach obowiązuje metoda D’Hondta. Jeśli przyszła koalicja antypisowska sporządzi uczciwe listy wyborcze, czyli takie które zagwarantują przyszłą reprezentację w Sejmie i Senacie mniejszych od PO partii, to taki plan polityczny wart jest realizacji. Nawet kosztem wspólnych list z przeciwnikami ideowymi.
Podstawowym obowiązkiem SLD, dla dobra Polski i lewicy, jest powrót do Sejmu i Senatu. Nawet dzięki kooperacji z PO. Taka współpraca będzie wymagała od SLD posiadania własnego zwartego programu wyborczego i tożsamości ideowej.
I przede wszystkim wystawieniu wyborach kandydatów reprezentujących patriotyzm SLD-owski.
A nie polityków zmieniających barwy partyjne niczym rękawiczki. Pod wpływem kaprysów politycznej aury.

Droga do Polski Demokratycznej

W Polsce nie ma i nie było pełnej demokracji.

 

Nawiązuję do wyników kongresu PIS i posiedzenia Rady Krajowej PO, na których obie partie przedstawiły swoje zamierzenia. W konkluzji, można je określić, jako zamiar kontynuowania dotychczasowej polityki.
Na ustrój w Polsce złożyły się dwa społeczne systemy: polityczny i gospodarczy.
Polityka PO utrzymywała ustrój nie demokratyczny.
– System społeczno polityczny stosowany przez PO był nie w pełni demokratyczny. Był wielo partyjny, jednak, projekty opozycji wędrowały do zamrażarki lub były odrzucane w pierwszym czytaniu, a intratne stanowiska były rozdzielane miedzy swoich ludzi, niezależnie od kwalifikacji.
– System społeczno gospodarczy był nie demokratyczny. Był kapitalistyczną gospodarką rynkową. W organizacjach gospodarczych był dyktaturą właścicieli nad pracownikami i zawłaszczaniem przez nich zysku wypracowanego przez pracowników. W celu podwyższania bieżącej konsumpcji, bardzo zadłużano Polskę, na koszt przyszłych pokoleń, nie pytając ich o zgodę. Nie skutecznie zwalczano korupcję i przestępczość gospodarczą.
Polityka PIS pogłębia ustrój nie demokratyczny.
– System społeczno polityczny jest nie demokratyczny. Jest podobny do systemu przed Październikiem 1956 r. Władza trafiła w ręce Prezesa (dawniej Sekretarza) jednej partii, która rządzi autorytarnie, według ideologii wyznaniowej, jednego wyznania oraz według zasady: Kto nie z nami ten jest wrogiem, którego należy zwalczać wszelkimi metodami. Podejmuje działania niezgodne z Konstytucją, lekceważąc protesty społeczne i opinie organów międzynarodowych. Szykanuje i znieważa przeciwników politycznych. Przejęła prokuraturę oraz dąży do przejęcia sądownictwa i szkolnictwa. Przejęła publikatory i rozwija intensywną indoktrynację społeczeństwa oraz politykę historyczną zniekształcającą obraz przeszłości. Nadal, podobnie jak PO, postępuje z projektami opozycji oraz intratne stanowiska rozdziela miedzy swoich ludzi, niezależnie od kwalifikacji.
Pozytywnie wyróżnia go rozwijana walka z korupcją.
– System społeczno gospodarczy pozostał nie demokratyczny. Jest to autorytarna, kapitalistyczna gospodarka rynkowa.
Pozytywnie wyróżnia go rozwijana działalność socjalna, na rzecz ubogiej części społeczeństwa, szeroko popierana przez społeczeństwo.
Polityka Lewicy w PRL ukształtowała ustrój częściowo demokratyczny.
– System społeczno polityczny był nie demokratyczny. Władzę sprawowała jedna partia, która rządziła autorytarnie.
– System społeczno gospodarczy od 1957 r. był demokratyczny. W Polskiej Demokracji Ludowej Kierownictwa organizacji gospodarczych powoływały władze, reprezentujące użytkowników wyrobów organizacji i okolicznych mieszkańców, za zgodą samorządu pracowników organizacji, o dużych uprawnieniach w zakresie kontroli działania Kierownictwa. Pracownicy uzyskali prawo do udziału w zysku organizacji.
Niestety. Rozwój zdolności wytwórczych, zaspokajających przyszłe potrzeby społeczne, odbywał się głównie kosztem ograniczania poziomu konsumpcji, zamiast zadłużania kraju, co budziło protesty społeczne. Powstała Solidarność walcząca z władzą o wzrost bieżącej konsumpcji.
Solidarność:
– Obaliła po 1989 r., jedyny w historii Polski, demokratyczny system społeczno gospodarczy.
– Wprowadziła do szkół lekcje religii jednego wyznania, zamiast lekcji praw i obowiązków człowieka i obywatela, które są współczesnym fundamentem demokracji.
Świadectwo Dojrzałości powinno potwierdzać, że obywatel zna i respektuje prawa i obowiązki człowieka i obywatela oraz Konstytucję.
Konkluzja: w Polsce nie było i nie ma pełnej demokracji.
Nasuwa się pytanie: Jak możemy zmienić ustrój na demokratyczny?
Nie zamierza tego zrobić żadna siła polityczna w Polsce.
– Brak takiego celu w programach partii politycznych.
– Lewica socjaldemokratyczna, również zaakceptowała kapitalizm, a w tym, wyzysk pracowników i autorytarne nimi zarządzanie w organizacjach gospodarczych.
Jedyną nadzieją jest aktywizacja sił demokratycznych, nie akceptujących kapitalizmu!
Zachęcam wszystkie organizacje uznające się za demokratyczne lub lewicowe do odpowiedzi sobie na następujące pytania.
Czy nasza organizacja akceptuje:
1. Postępowania nie zgodne z Konstytucją?
2. Dyskryminowanie wybranych grup społecznych?
3. Autorytarne rządzenie państwem przez jedną partię, nie popieraną przez większość społeczeństwa?
4. Dyktaturę właścicieli w organizacjach gospodarczych?
5. Zawłaszczanie przez właścicieli zysku wypracowanego przez pracowników w organizacjach gospodarczych?
6. Kult jednostki w partii rządzącej państwem?
Organizacje, które odpowiedzą przecząco na wszystkie powyższe pytania, można uważać za demokratyczne i lewicowe. To one mogą utworzyć współczesną Lewicę demokratyczną.
W warunkach kapitalizmu realizacja ideałów lewicowych, takich jak wolność, równość i sprawiedliwość społeczna, jest mało prawdopodobna. Wyborcy o tym wiedzą i coraz rzadziej głosują na lewicę akceptującą kapitalizm.
Współczesna Lewica powinna sformułować wizję ustroju do jakiego obecnie będzie dążyć, uwzględniając dotychczasowe doświadczenia.
W opracowaniu zatytułowanym „Doskonalenie Systemu Społeczno Gospodarczego” opisałem projekt – wizję – i uzasadnienie polskiej Społecznej Gospodarki Rynkowej, zgodnej z Art. 20 Konstytucji, która zapewni:
1. Ustrój demokratyczny, w tym, demokratyczne systemy społeczne: polityczny i gospodarczy.
2. Warunki do spełnienia istotnych i powszechnych potrzeb społecznych:
– Wolności od wszelkich dyskryminacji, wyzysku, bezrobocia, nędzy i bezdomności.
– Sprawiedliwego, powszechnego dostępu do: godnej i bezpiecznej pracy, mieszkania, nauki, opieki zdrowotnej, wymiaru sprawiedliwości, kultury i wypoczynku oraz świadczeń społecznych dla ludzi niezdolnych do pracy, w tym, dla dzieci.
Opracowanie to jest oparte o polskie i międzynarodowe doświadczenia. Zawiera również opis sposobów wprowadzania Społecznej Gospodarki Rynkowej i wykorzystywania jej w celu coraz lepszego zaspokajania potrzeb społecznych.
Zachęcam do przeczytania tego opracowania oraz do rozważenia i skorzystania z zawartych w nim propozycji skutecznych działań organizacji lewicowych, prowadzących do coraz lepszego spełniania istotnych i powszechnych potrzeb społecznych.
Taka wizja ustroju oraz załączona Polityka Lewicy, szeroko rozpowszechnione, powinny:
– Zachęcać wyborców do popierania w wyborach kandydatów demokratycznych i lewicowych;
– Zwiększać szanse realizacji po wyborach proponowanej wizji ustroju.

Modlitwa o deszcz

Zdesperowana pani wójt gminy na ścianie wschodniej powiedziała w tv, że w gminie dali na mszę, a deszczu jak nie było tak nie ma.

 

Sprawa jest poważna, bo susza przełoży się na dochody rolników, a potem na ceny żywności w sklepach. Nowy minister rolnictwa zapowiada finansową pomoc dla rolników. Zdesperowany rolnik, też w tv, wątpi w te zapewnienia, bo rząd nie wypłacił jeszcze podobnych zapomóg za ubiegły rok. Związek pomiędzy modłami o deszcz, a deszczem jest dość przypadkowy. Kościół, gdyby był pewien skuteczności mszy o deszcz, zarządził by je w całym kraju. Nie robi tego, bo obserwuje prognozy w Internecie, a tam jak byk stoi, że deszczu nie będzie, więc msze dowodziłyby tylko, że Pan Bóg naszych księży nie słucha. Dlatego też chytry kościół woli poprzez akty ziemskie wymuszać posłuszeństwo wśród swoich wiernych, do czego potrzebne mu jest PiS w naszym parlamencie. Zapisywanie kanonów wiary w prawie ziemskim jest o wiele bardziej skuteczne niż modlenie się o deszcz. Na deszcz kościół wpływu nie ma. Na deszcz nie ma także wpływu budowanie olbrzymich krzyży, czy figur Jezusa Chrystusa.
Można to rozpatrywać następująco. Pan Bóg nie interesuje się pogodą w katolickiej Polsce. Inny punkt widzenia: Boga nie ma, ale to kwestia wiary.
Ale skoro Pan Bóg jest i nasza ściana wschodnia gremialnie jest bardzo prokościelna i propisowska to dlaczego tam panuje taka susza. Może to, dla wierzących jakiś znak z góry? Takie rozważania nie mają większego sensu, bo wierzący będą nadal wierzyć, a niewierzący wierzą w coraz dokładniejsze prognozy pogody. Jednak dla wszystkich obywateli susza da się we znaki i najlepiej zrzucić to na kaprysy pogody.
Ta wersja jest najbezpieczniejsza. Co prawda premier Morawiecki, buńczucznie powiedział, że swego czasu pewien premier, podczas powodzi, powiedział, że obywatele powinni się ubezpieczać, a ten rząd jest lepszy, ale wiadomo, że rolnikom nic nie da, bo jak budżet nie jest z gumy.