Udany początek mistrzostw

W inauguracyjnym meczu mistrzostw Europy siatkarzy Polacy pokonali Estonię 3:1, ale nie był to dobry występ biało-czerwonych. Trener Vital Heynen trochę zaryzykował rezygnując przed turniejem ze spotkań sparingowych, ale solennie zapewniał, że forma jego podopiecznych będzie rosła z każdym kolejnym rozegranym spotkaniem.

Wcześniej nasi siatkarze grali z Estończykami dwa lata temu, w fazie grupowej poprzedniej edycji mistrzostw Europy. Wygrali wtedy z nimi gładko 3:0. Tym razem oddali im seta, a w trzech wygranych musieli się nieźle napocić na zwycięstwo. W estońskiej drużynie grało trzech dobrze znanych polskim kibicom zawodników – Renee Teppan, który miniony sezon spędził w PGE Skrze Bełchatów, Ardo Kreek, w przeszłości zawodnik kilku klubów PlusLigi i Robert Taht, w latach 2015-18 siatkarz zespołu Cuprum Lubin. Także selekcjoner kadry Estonii Gheorghe Cretu nie jest u nas postacią anonimową, bo był szkoleniowcem Cuprum Lubin, AZS Olsztyn oraz Asseco Resovii Rzeszów. To jednak nie tłumaczy skutecznego oporu jaki znacznie niżej notowani rywale postawili aktualnym mistrzom świata.

Biało-czerwoni zaczęli spotkanie całkiem nieźle i bez większych problemów zwyciężyli w pierwszym secie. Potem jednak w ich poczynania wkradł się chaos. „Zagraliśmy dobrze na początku, ale potem popełniliśmy sporo błędów. Uważam jednak, że nic w tym meczu nie zdarzyło się takiego, czego byśmy się nie spodziewali” – stwierdził Vital Heynen przed kamerami TVP Sport.

Bez meczów sparingowych

Belgijski szkoleniowiec po sierpniowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio zamknął się z kadrą na zgrupowaniu w Arłamowie, a przez ten czas nasi siatkarze aż do meczu z Estonią nie rozegrali żadnego spotkania kontrolnego. Heynen uznał, że rywale w grupie nie są na tyle mocni i w spotkaniach z nimi jego podopieczni dojdą do wysokiej formy, której apogeum ma przypaść akurat na mecze o medale. Nikt w polskiej ekipie nie rozważał przed turniejem innego celu, jak walka o złoty medal.
W starciu z Estończykami Heynen posłał do gry aż 12 zawodników, co nie jest niczym dziwnym, bo do jego zamiłowania do rotacji zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Z niejasnych powodów na parkiecie nawet na moment nie pojawiła się Wilfredo Leon, co jest o tyle dziwne, że kubański gwiazdor z polskim paszportem gra na pozycji przyjmującego, a właśnie przyjęcie najbardziej w grze polskiej drużyny w piątkowe popołudnie szwankowało. Kiepsko też nasi siatkarze radzili sobie w grze blokiem, a ten element do tej pory był jednym z ich najmocniejszych atutów. Zaskoczyło to nawet Heynena, który po meczu szczerze przyznał: „Mówią, że jesteśmy najlepiej blokującą drużyną na świecie, ale w meczu z Estonią mieliśmy aż 26 nieudanych bloków, co jest teraz naszym niechlubnym rekordem. Ten element musimy poprawić już w następnym spotkaniu”.

Belgijski trener niejasno też tłumaczył absencję Leona. „Jego nieobecność to żadna kara. Po prostu mam w zespole 14 równorzędnych graczy i każdy z nich czasem musi usiąść na ławce. Ale zapewniam, że Wilfredo na pewno w tym turnieju zagra. Przed nami jeszcze wiele spotkań” – powiedział Heynen.

W sobotę reprezentacja Polski miała wolne, ale do rywalizacji wróciła w niedzielę, mierząc się z ekipa gospodarzy grupy D, Holandią. „Powiedziałem moim zawodnikom, że dla mnie to bardzo ważny mecz. Członkowie mojej rodziny spędzają w Holandii sporo czasu, bo w tym kraju się uczą lub pracują. Nie ma więc takiej opcji, żebym tu przegrał” – zapowiedział przed meczem belgijski selekcjoner biało-czerwonych. Polacy byli faworytami, bo w tym sezonie dwukrotnie pokonali „Pomarańczowych” w sparingowych potyczkach w Opolu 3:0 i 3:1. Ale Holendrzy już w kwalifikacjach olimpijskich zagrali dużo lepiej, a mistrzostwach Europy wygrali po 3:0 dwa pierwsze mecze – z Ukrainą i Czarnogórą. Co ciekawe, tak dzielnie walczący przeciwko Polakom Estończycy w sobotę nieoczekiwanie przegrali z debiutującymi w europejskim czempionacie Czarnogórcami 0:3, natomiast Czesi, z którymi Polacy zmierza się w poniedziałek, przegrali z Ukrainą 1:3.

Leon włączył się do gry

W niedzielnym meczu z Holandią biało-czerwoni zagrali już z Wilfredo Leonem w wyjściowej szóstce. Oprócz Kubańczyka trener Heynen postawił jeszcze na Michała Kubiaka, Mateusza Bieńka, Fabiana Drzyzgę, Piotra Nowakowskiego, Macieja Muzaja, oraz Pawła Zatorskiego i Damiana Wojtaszka w roli libero. Holendrzy próbowali stawić naszej drużynie skuteczny opór, ale mistrzowie świata robili swoje. Pierwszego seta wygrali 25:19, drugiego 25:18 i nic nie zapowiadało, żeby mieli nie wygrać w podobnym rozmiarze także trzeciej partii, którą rzeczywiście wygrali 25:19.

Przypomnijmy, że do 1/8 finału z każdej sześciozespołowej grupy awansują po cztery drużyny. W grupie D biało-czerwoni rywalizują z Estonią, Holandią, Czechami, Czarnogórą i Ukrainą. W takiej też kolejności będą grać z nimi mecze.
Drużyny z grupy A zmierzą się z drużynami z grupy C, natomiast ekipy z grupy D, czyli z naszymi siatkarzami, walczyć będą z czterema najlepszymi ekipami z grupy B, według schematu: B1-D4, B2-D3, D1-B4 i D2-B3. Potyczki ćwierćfinałowe rozegrane zostaną 23 i 24 września, zaś mecze półfinałowe (w Lublanie i Paryżu) oraz o medale (tylko w Paryżu) w dniach 26-29 września.

 

Leon już może grać

W środę 24 lipca upłynęła dwuletnia karencja nałożona przez FIVB na kubańskiego siatkarza Wilfredo Leona po zmianie przez niego barw narodowych. Jeden z najlepszych obecnie siatkarzy na świecie ma już teraz prawo występować w reprezentacji Polski. Zadebiutuje w niej w najbliższy weekend w towarzyskich meczach z Holandią w Opolu.

Leon wystąpił o polskie obywatelstwo w połowie 2015 roku, trzy lata po tym jak zrezygnował z gry w reprezentacji Kuby i pozostał w Europie. Oficjalny wniosek o zmianę przez niego barw narodowych i zgodę na występy w reprezentacji Polski działacze PZPS złożyli w 2017 roku. Po wyrażeniu zgody przez kubańską federacje siatkarską, FIVB na podstawie swoich przepisów ustalił dwuletni okres karencji, który zakończył się 24 lipca tego roku.

„Oto dzień, od kiedy mogę oficjalnie reprezentować Polskę. Wielkie podziękowania dla wszystkich ludzi, którzy mi to umożliwili. Bardzo cieszą mnie wszelkie pozytywne reakcje, które do mnie dotarły od osób, które czekały na ten dzień tak samo, jak ja. Mogę wam obiecać, że zostawię całe swoje serce na boisku, grając dla kraju, w którym znalazłem swój nowy dom” – napisał na swoim profilu na Facebooku 25-letni przyjmujący.

Oficjalny debiut Leona w reprezentacji Polski zaplanowano w towarzyskich meczach z Holandią w Opolu (w sobotę i w niedzielę, początek godz. 16:30).

„Oczywiście, że mam tremę, bo to będzie mój pierwszy występ w zespole narodowy po długiej przerwie. Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań kibiców, ale przede wszystkim moich kolegów. Wciąż pracuję nad tym, żeby jak najlepiej dostosować moją grę do gry siatkarzy, którzy w kadrze Polski są od wielu lat i stanowią o jej sile” – zapewniał Leon w licznych wywiadach udzielanych podczas zgrupowania reprezentacji z Zakopanem.

Siatkarski talent czystej wody

Umiejętności urodzonego 31 lipca 1993 roku w Santiago de Cuba Wilfredo szybko został zauważony. W reprezentacji Kuby zadebiutował już w wieku 14 lat, a w 2010 roku został nawet jej kapitanem. Dziewięć lat temu wywalczył z zespołem Kuby wicemistrzostwo świata, dwa razy triumfował w mistrzostwach Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów (2009, 2011), a w 2012 roku zajął trzecie miejsce w Lidze Światowej. I właśnie występ w Lidze Światowej był, jak się później okazało, jego pożegnaniem z kubańską reprezentacją, gdyż nieco wcześniej wraz z kolegami zaliczył nieudany występ w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Londynie.

Mierzący 201 cm zawodnik dostawał wiele atrakcyjnych ofert z czołowych klubów w Europie. Skorzystania z którejś z nich zabraniały mu jednak obowiązujące na Kubie przepisy. Zrezygnował więc z dalszego reprezentowania ojczyzny. Do Polski przyjechał za ukochaną, Małgorzatą Gronkowską, która została potem jego żoną. Mają dwuletnią córkę Natalię i zbudowali dom w Rzeszowie.

Żadnego polskiego klubu nie było stać na jego zatrudnienie, bo Leon już pięć lat temu miał opinię jednego z najlepszych przyjmujących na świecie. Kubańczyka pozyskał ostatecznie rosyjski potentat, Zenit Kazań, który zaoferował mu ponoć zarobki na rzadko spotykanym w siatkówce poziomie półtora miliona euro rocznie. Występując w tej ekipie w latach 2014-2018 w każdym sezonie potwierdzał, że wart jest tych pieniędzy.

W barwach zespołu z Kazania cztery razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów i tyle samo razy zdobył mistrzostwo Rosji. Dwa lata temu jego zespół triumfował w klubowych mistrzostwach świata, a w latach 2015 i 2016 zajął w tej imprezie drugie miejsce. W okresie gry w kubańskiej kadrze i drużynie z Kazania zdobył wiele nagród indywidualnych. Między innymi uznano go dwukrotnie za najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) Ligi Mistrzów i czterokrotnie za najlepszego przyjmującego tych rozgrywek.
Po wypełnieniu czteroletniego kontraktu w Zenicie latem ubiegłego roku Leon przeniósł się do włoskiego klubu Sir Sicoma Colussi Perugia. W pierwszym roku występów w tej ekipie wywalczył Puchar Włoch i wicemistrzostwo Italii. Od jesieni trenerem tego zespołu ma być belgijski selekcjoner biało-czerwonych Vital Heynen, o ile na przeszkodzie nie staną przeszkody natury formalnej (władze włoskiej ligi kwestionują uprawnienia Belga do prowadzenia zespołów w tym kraju) .

Kubańska wartość dodana

Z reprezentacją Polski Leon jest już de facto od roku, bo ubiegłego lata Heynen zaprosił go na zgrupowanie. Pojawił się wówczas na kilka dni w Zakopanem, a później mentalnie wspierał przyszłych kolegów z kadry podczas ich marszu po drugie z rzędu mistrzostwo świata.

„Jako drużyna mamy utworzoną grupę na WhatsAppie, do której należy także Wilfredo. Kilka godzin przed meczem z Serbami w drugiej rundzie grupowej napisał bardzo długą wiadomość skierowaną do całego zespołu. Nie zdradzę co w niej było, bo to nasza wewnętrzna tajemnica, ale to była bardzo długa, pełna wsparcia i mobilizująca wiadomość. Już wtedy pokazał, że czuje się częścią naszego zespołu” – wyjawił w jednym z wywiadów trener Heynen. A gdy biało-czerwoni odbierali złote medale, Leon w mediach społecznościowych napisał: „Jestem dumny, że mogę być częścią tej drużyny. Choć jeszcze nie na boisku, to przez cały turniej byłem sercem z chłopakami”.

Leon udziela już wywiadów po polsku, więc ostatnią niewiadomą jest to, co pokaże na parkiecie jako zawodnik mistrzowskiej drużyny biało-czerwonych.

 

 

Kadra koszykarzy na Włochów i Holendrów

Selekcjoner reprezentacji Polski koszykarzy Mike Taylor ogłosił nazwiska 24 zawodników, których powołał do szerokiej kadry na najbliższe mecze kwalifikacyjne do MŚ 2019. Na liście powołanych jest kilku debiutantów.

 

Po ostatni serii gier sytuacja naszej reprezentacji w grupie J nie wygląda najgorzej. Podopieczni Mike’a Taylora przegrali wprawdzie wyjazdowe spotkanie z Włochami (82:101), ale zdołali przed własną publicznością pokonać silną ekipę Chorwacji 79:74, która miała w składzie grających na co dzień w lidze NBA Bojana Bogdanovicia i Dario Saricia. Ta wygrana sprawiła, że biało-czerwoni plasują się na trzecim miejscu, dającym awans do przyszłorocznych mistrzostw globu. Ale przed naszymi koszykarzami jeszcze daleka droga do zapewnienia sobie prawa gry w światowym czempionacie w grupie 12 zespołów z Europy.
W listopadzie i grudniu czekają ich mecze z Holandią i Włochami. Z ekipą „Oranje” zagrają 29 listopada na wyjeździe w Den Bosch, natomiast z reprezentacja Italii zmierzą się w gdańskiej Ergo Arenie 2 grudnia. Będzie to okazja do rewanżu za wysoką wrześniowa porażkę w pierwszym 82:101.

Do kadry po przerwie wracają przede wszystkim nieobecni w niej ostatnio Łukasz Koszarek oraz Przemysław Karnowski. Taylor pominął natomiast tym razem Damiana Kuliga. Brakuje też kontuzjowanego Tomasza Gielo, uznania selekcjonera nie zdobył także po raz kolejny wicelider klasyfikacji strzelców polskiej ligi Paweł Kikowski. Co do nowych graczy w kadrze, na pierwszy plan wysuwają się podkoszowi Dariusz Wyka i Michał Nowakowski. Wśród 24 koszykarzy znalazł się także awaryjnie powołany ostatnio Krzysztof Sulima.

„Mamy nadzieję na zbudowanie mocnego zespołu na kolejne mecze kwalifikacyjne do mistrzostw świata w Chinach. Po rewelacyjnym zwycięstwie nad Chorwacją jeszcze bardziej cenimy zawodników, którzy pokazali, że chcą być częścią drużyny narodowej” – podkreślił trener Taylor komunikacie opublikowanym na stronie internetowej PZKosz.

 

Kadra na mecze z Holandią i Włochami:

Przemysław Karnowski (Polski Cukier Toruń), Aaron Cel (Polski Cukier Toruń), Jakub Garbacz (Asseco Arka Gdynia), Karol Gruszecki (Polski Cukier Toruń), Adam Hrycaniuk (Stelmet Enea BC Zielona Góra), Łukasz Kolenda (Trefl Sopot), Mateusz Kostrzewski (Anwil Włocławek), Łukasz Koszarek (Stelmet Enea BC Zielona Góra), Maciej Lampe (Jilin Notheast Tigers, Chiny), Adam Łapeta (Asseco Arka Gdynia), Kamil Łączyński (Anwil Włocławek), Michał Michalak (Anwil Włocławek), Michał Nowakowski (BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski), Marcel Ponitka (Asseco Arka Gdynia), Mateusz Ponitka (Lokomotiw Kubań Krasnodar, Rosja), Jakub Schenk (King Szczecin), AJ Slaughter (ASVEL Lyon-Villeurbanne, Francja), Michał Sokołowski (Stelmet Enea BC Zielona Góra), Krzysztof Sulima (Polski Cukier Toruń), Adam Waczyński (Unicaja Malaga, Hiszpania), Mikołaj Witliński (Asseco Arka Gdynia), Dariusz Wyka (Asseco Arka Gdynia), Przemysław Zamojski (Stelmet Enea BC Zielona Góra), Jarosław Zyskowski (Anwil Włocławek).