Jak trzeba grać podczas pandemii?

Hubert Hurkacz weźmie udział w turnieju UTR Pro Match Series rozgrywanym w West Palm Beach na Florydzie. Dla naszego tenisisty będzie to pierwszy start w zawodach od czasu zawieszenia rozgrywek z powodu pandemii koronawirusa. Trzydniowe zmagania w West Palm Beach odbywać się będą bez udziału publiczności i z zachowaniem wszelkich środków ostrożności.

Turniej męski odbędzie się w dniach 8-10 maja. Poza Polakiem, który przebywa w Stanach Zjednoczonych od połowy marca, do rywalizacji przystąpi także trzech Amerykanów – Reilly Opelka, Tennys Sandgren i Tommy Paul. W turnieju kobiet (22-24 maja) zagrają natomiast Alison Riske, Amanda Anisimova, Danielle Collins i Ajla Tomljanović. Podczas meczu obecny będzie tylko sędzia główny, a każdy z zawodników otrzyma własny zestaw piłek i wyznaczony obszar poza kortem. Ponadto gracze będą odpowiedzialni za zapewnienie sobie we własnym zakresie napojów oraz ręczników.
Także Polski Związek Tenisowy opublikował zbiór procedur, które trzeba będzie przestrzegać na kortach po ich otwarciu. Na jednym korcie będą mogły przebywać maksymalnie trzy osoby, grać będzie można bez zmian stron, a piłki mają być znaczone i przyporządkowane do danej osoby lub kortu.
PZT wraz z Polskim Związkiem Jeździeckim i Polskim Związkiem Golfa zwrócił się do rządu z prośbą o zniesienia ograniczeń dla uprawiania tych sportów. Zaznaczono, że to bezkontaktowe dyscypliny praktykowane na świeżym powietrzu, które można uprawiać przy zastosowaniu odpowiednich rygorów sanitarnych i zachowaniu bezpiecznej odległości.
Tenisowa federacja poszła nawet dalej i w stosownym komunikacie poleciła już szykować obiekty tenisowe z zachowaniem niezbędnych wymogów sanitarno-epidemiologicznych.
W pierwszej kolejności zaznaczono, że treningi mogą odbywać się tylko na obiektach otwartych, a wyjątek stanowią hale mające rozsuwane ściany boczne. Na korcie mogą przebywać maksymalnie trzy osoby – dwóch zawodników i trener, ale tylko szkoleniowiec będzie musiał zakładać maskę ochronną. Wymagane będzie zachowanie wskazanej odległości – podczas gry minimum 5 metrów, a podczas przerw – 2 m. Zawodnicy cały czas mają przebywać na tej samej połowie pola gry, bez zwyczajowej zmiany stron. Odległość między kortami ma wynosić minimum 5 m, a jeśli nie uda się spełnić tego wymogu, to dwa używane musi oddzielać jeden pusty. PZT sugeruje też, by ustawić ławki dla graczy po przeciwnych stronach, a jeśli to niemożliwe do zrealizowania, to by odległość między nimi wynosiła minimum 5 m.
Duży nacisk położono także na systematyczną dezynfekcję pomieszczeń oraz konieczność udostępnienia takich płynów na korcie, w toaletach i szatniach. Zalecane jest całkowite zamknięcie tych ostatnich, a w przypadku ich udostępnienia przebywać w niej może w danym momencie tylko jedna osoba. PZT zarekomendował również, by wprowadzić 15-minutowy odstęp czasowy między opuszczeniem kortu przez jednych graczy, a wejściem na niego kolejnych.

Kant przy zielonym stoliku

Nic nie dały naszym tenisistom trzy zwycięstwa odniesione w ubiegłym roku. Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) odebrała biało-czerwonym awans do Grupy I Strefy Euroafrykańskiej przy zielonym stoliku.

Reprezentacja Polski prowadzona przez Radosława Szymanika dzielnie walczyła w 2018 roku. Biało-czerwoni pokonali kolejno Słowenię, Zimbabwe i Rumunię i dzięki tym zwycięstwom powinni awansować do Grupy I Strefy Euroafrykańskiej Pucharu Davisa.

Tak się jednak nie stanie, bo ITF we współpracy z należącą do piłkarza FC Barcelona agencją Kosmos dokonała zmiany formatu zmagań w Pucharze Davisa. Zamiast tradycyjnych weekendowych meczów między dwiema drużynami w nowej formule triumfatora wyłaniać się będzie w turnieju z udziałem 18 zespołów, które zostały do niego zakwalifikowane na podstawie aktualnego miejsca w rankingu narodów ITF. A w nim reprezentacja Polski jest na odległej, 69. pozycji. Ta niska lokata to efekt kary nałożonej na Polski Związek Tenisowy za nieprzepisowo szybką nawierzchnię kortu przygotowanego na mecz w Grupie Światowej z Argentyną, rozegrany w Gdańsku w 2016 roku. Wówczas ITF odebrała naszej drużynie 2000 punktów rankingowych.

Obecne władze PZT próbowały naprawić błędy poprzedników i wystosowały wniosek do ITF o uchylenie kary, argumentując, że gdy ITF ją nakładała, nie było jeszcze wiadomo, jak wielkie będzie znaczenie rankingu w 2019 roku. Apelacja została jednak odrzucona.

Nasi tenisiści nie zagrają więc nie tylko w Grupie I Stefy Euroafrykańskiej, ale nawet w Grupie II, tylko będą musieli rywalizować na zupełnych peryferiach rozgrywek o Puchar Davisa, w Grupie III Strefy Euroafrykańskiej, w której grają tylko bardzo słabe zespoły. W najlepszym przypadku o awans do turnieju finałowego Pucharu Davisa polscy tenisiści będą mogli zagrać dopiero za trzy lata.

Reprezentacja Polski prowadzona przez Radosława Szymanika dzielnie walczyła w 2018 roku. Biało-czerwoni pokonali kolejno Słowenię, Zimbabwe i Rumunię i dzięki tym zwycięstwom powinni awansować do Grupy I Strefy Euroafrykańskiej Pucharu Davisa.
Tak się jednak nie stanie, bo ITF we współpracy z należącą do piłkarza FC Barcelona agencją Kosmos dokonała zmiany formatu zmagań w Pucharze Davisa. Zamiast tradycyjnych weekendowych meczów między dwiema drużynami w nowej formule triumfatora wyłaniać się będzie w turnieju z udziałem 18 zespołów, które zostały do niego zakwalifikowane na podstawie aktualnego miejsca w rankingu narodów ITF. A w nim reprezentacja Polski jest na odległej, 69. pozycji. Ta niska lokata to efekt kary nałożonej na Polski Związek Tenisowy za nieprzepisowo szybką nawierzchnię kortu przygotowanego na mecz w Grupie Światowej z Argentyną, rozegrany w Gdańsku w 2016 roku. Wówczas ITF odebrała naszej drużynie 2000 punktów rankingowych.
Obecne władze PZT próbowały naprawić błędy poprzedników i wystosowały wniosek do ITF o uchylenie kary, argumentując, że gdy ITF ją nakładała, nie było jeszcze wiadomo, jak wielkie będzie znaczenie rankingu w 2019 roku. Apelacja została jednak odrzucona.

Szarpanina PZT z ITF

Apelacja Polskiego Związku Tenisowego, który spiera się ze światową federacją (ITF) o miejsce naszej męskiej reprezentacji w obecnej edycji Pucharze Davisa, została oddalona.

Poinformował o tym szef wyszkolenia PZT Rafał Chrzanowski. „Niezależny panel działający przy ITF, funkcjonujący pod nazwą Independent Tribunal, oddalił wszystkie nasze argumenty. Wnioskowaliśmy, by przy ustalaniu składu Grupy I Strefy Euro-Afrykańskiej po wyłonieniu uczestników, którzy przegrają lutowe baraże o awans do turnieju finałowego elity, dołączyć do tego grona ekipy, które awansowały w ubiegłym roku z Grupy II oraz te, które się wówczas utrzymały w Grupie I. Dopiero gdyby się okazało, że zespołów z Europy jest za dużo, czyli więcej niż 12, to wówczas należałoby zastosować kryterium miejsca w rankingu. W takim przypadku mielibyśmy na pewno większe szanse na występ w Grupie I i nasze wrześniowe zwycięstwo nad Rumunią miałoby jakiekolwiek znaczenie. A przy obecnych zasadach nawet matematycznie jest to nierealne, a może się zdarzyć i tak, że do Grupy I trafi Rumunia, a my nie” – wyjawił Chrzanowski.

W myśl reformy zatwierdzonej w ubiegłym roku obowiązujące przy ustalaniu składu grup będą klucz geograficzny oraz ranking ITF. Polska na światowej liście zajmuje 69. miejsce. Niska pozycja biało-czerwonych to efekt kary nałożonej na PZT za nieprzepisowo szybką nawierzchnię w meczu z Argentyną w Gdańsku w Grupie Światowej w 2016 roku. Wówczas ITF odebrał Polakom 2000 punktów rankingowych. A trzy lata temu nikt jeszcze nie wiedział, że w 2019 roku miejsce w rankingu będzie miało takie kluczowe znaczenie. O korzystną dla PZT decyzje będzie trudno.