My decydujemy kogo zlustrować

Prawo i Sprawiedliwość pod pretekstem rzekomej lustracji dokonało skutecznego zamachu na niezależność Rady Dialogu Społecznego.
Przypomnijmy, że Senat wystąpił w obronie niezależności Rady Dialogu Społecznego i usunął z ustawy o tarczy antykryzysowej zapis, wprowadzony tam po cichu przez Prawo i Sprawiedliwość, dający premierowi prawo dowolnego odwoływania partnerów z Rady.
Niestety, po poprawkach Senatu ustawa wróciła do Sejmu, gdzie PiS-owska większość już czuwała – i w ramach swych totalitarnych zapędów, przywróciła ów zapis.
Tak więc, za sprawą Prawa i Sprawiedliwości , tarcza antykryzysowa zamieniła się w tarczę antyzwiązkową i antyspołeczną.
Oburzyło to Solidarność – i słusznie. Szkoda jednak, że ten związek wciąż nie chce dostrzec, jak bardzo antypracowniczą i wymierzoną przeciw związkom zawodowym politykę prowadzi PiS.
„Decyzja Sejmu RP o odrzuceniu poprawek Senatu RP dotyczących zapisów o Radzie Dialogu Społecznego podważa zaufanie „Solidarności” do Rządu i reprezentującej go większości parlamentarnej. W ramach walki ze skutkami kryzysu spowodowanego epidemią, tylnymi drzwiami wprowadzono do ustawy zapisy podważające suwerenność i ograniczające niezależność partnerów społecznych w RDS poprzez przyznanie Prezesowi Rady Ministrów uprawnienia do odwoływania członków Rady, niestety nie tylko z powodów lustracyjnych, ale także innych, bliżej nieokreślonych (czytaj: niepokornych). Tym samym zawłaszczono uprawnienia przysługujące wyłącznie Prezydentowi RP” – pisze w swoim oświadczeniu Piotr Duda, przewodniczący KK NSZZ „Solidarność”.
Szef „S” przypomina, iż „Solidarność” od roku zabiegała o lustrację w Radzie, naciskając na Rząd w celu zainicjowania niezbędnych zmian. Dotychczas nie spotkało się to z żadną reakcją, pomimo tego że na znak protestu „Solidarność” nie bierze udziału w plenarnych posiedzeniach z udziałem obecnego przewodniczącego. Jednak umieszczanie tej kwestii w „tarczy antykryzysowej” jest według Piotra Dudy zwyczajnym nieporozumieniem.
Przewodniczącemu „Solidarności” należy wyjaśnić, że tu nie może być mowy o żadnym nieporozumieniu. Po prostu Prawo i Sprawiedliwość wykorzystuje kwestię lustracji, jak wszelkie inne, wyłącznie instrumentalnie, do rozszerzana swojego panowania nad Polską.
Jeśli więc PiS, szermując rzekomą potrzebą lustracji, ma możliwość ograniczenia demokracji, dialogu społecznego, niezależności innych organów, to oczywiście sięga po argument lustracji, jak było na przykład w przypadku Sądu Najwyższego. Gdy zaś nie jest to przydatne, to PiS-owi lustracja nie jest do niczego potrzeba i woli się na nią nie powoływać, aby nie straszyć swych działaczy mających za sobą PRL-owską karierę i aktywne członkostwo w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
I dlatego właśnie, jak przypomniał Piotr Duda, zlustrowanie Rady Dialogu Społecznego nie budziło dotychczas żadnego zainteresowania prominentów PiS. Nie budziło, bo lustracja nie była potrzebna do zamachu na Radę Dialogu Społecznego. Gdy natomiast okazała się przydatna, to po nią sięgnięto.
Piotr Duda w swym oświadczeniu stwierdza: „Oczekujemy od Prezydenta RP Andrzeja Dudy zdecydowanej reakcji, na ten bezprecedensowy atak na niezależny dialog społeczny w Polsce oraz bezsensowne podważenie prerogatyw Prezydenta RP”.
W ten sposób chce zagrać prezydentowi RP na ambicji, licząc, iż ten się poskarży do prezesa Kaczyńskiego, który poleci premierowi Morawieckiemu wydanie jakiegoś glejtu, czyli gwarancji nieodwołalności dla członków Rady Dialogu Społecznego. Akurat! Prezydent zna swoje miejsce w szyku i natychmiast bez zastrzeżeń podpisał ustawę o tarczy kryzysowej.
Żeby jednak pokazać rzekomą niezależność polskiej głowy państwa, jego rzecznik Błażej Spychalski poinformował (w prima aprilis), że Andrzej Duda skieruje do Trybunału Konstytucyjnego przepisy ze specustawy dotyczące funkcjonowania Rady Dialogu Społecznego.
Podobno prezydent dostał zgodę na ów krok, gdyż ta kwestia była jednym z punktów narady jaką prezes Jarosław Kaczyński odbył ze swymi bliskimi współpracownikami. No cóż, może i kiedyś skieruje, co oczywiście nie będzie mieć najmniejszego znaczenia – ale być może uratuje prezydentowi trochę głosów w wyborach.
Natomiast szef „Solidarności” Piotr Duda dał wyraz swemu uzasadnionemu niezadowoleniu i stwierdził, że oburza nie tylko sam fakt wprowadzonych zmian, ale również ich tryb, miejsce i czas – czyli fakt, że stało się to w ramach niezwykle potrzebnej i pilnej ustawy łagodzącej skutki kryzysu wywołanego pandemią.
Zauważył też: „W poczuciu odpowiedzialności za szybkie uruchomienie wsparcia dla przedsiębiorców i pracowników, oraz świadomi koniecznych ograniczeń w codziennym funkcjonowaniu, zostaliśmy praktycznie pozbawieni możliwości jakiekolwiek reakcji na bezpardonowy zamach na niezależny dialog społeczny”.
Wypada dodać, że dokładnie taki był cel działania prominentów PiS: właśnie dokonanie bezpardonowego zamachu na niezależny dialog społeczny, w sposób, który uniemożliwia jakąkolwiek reakcję.
Przewodniczący Piotr Duda podkreśla, że niestety – i to jest w tym wszystkim najgorsze – podważono zaufanie, a podważonego zaufania nie da się łatwo odbudować. Zapowiada więc, dość enigmatycznie, że: „„Solidarność” takich rzeczy nie zapomina i będzie to miało swoje negatywne konsekwencje w przyszłości”.
I tu się trzeba nie zgodzić z szefem „Solidarności”. Jego związek zapomni to raz dwa – i nie będzie to mieć żadnych konsekwencji dla rządzących. Przy najbliższych wyborach jak zawsze dostaną oni pełne poparcie od wiernych związkowców.

Koniec dialogu społecznego?

W cieniu ustaw antykryzysowych, które najsilniej obciążają pracowników i praktycznie zostawiają na lodzie zatrudnionych na śmieciówkach, PiS przepchnął jeszcze zmianę w ustawie o dialogu społecznym.

Na mocy poprawek nr 180 i 200 zaproponowanych podczas nocnego głosowania premier uzyskał dodatkowe uprawnienia w zakresie kształtowania składu Rady Dialogu Społecznego. W okresie stanu zagrożenia epidemicznego oraz stanu epidemii będzie mógł odwołać dowolnego członka Rady, czy to reprezentującego stronę rządową, czy to przedstawiciela biznesu, czy związków zawodowych. O wykluczenie dowolnej osoby będą mogły zawnioskować reprezentowane w radzie organizacje, ale premier będzie też mógł działać bez niczyjego wniosku.

Związki i biznes: to skandal

Organizacje pracodawców i związki zawodowe są zgodne: to skandal. Zwłaszcza w kontekście powodów, na jakie będzie mógł się powołać premier, decydując o wyeliminowaniu członka Rady. Wskazano dwa: złożenie fałszywego oświadczenia lustracyjnego oraz „sprzeniewierzanie się działaniom Rady” i doprowadzenie do „braku możliwości prowadzenia przejrzystego, merytorycznego i regularnego dialogu”.

– Władza PiS, w obliczu pandemii koronawirusa, postanowiła jeszcze bardziej zewrzeć swoje szeregi – nie ma wątpliwości Piotr Ostrowski z OPZZ. W końcu tzw. tarcza antykryzysowa rządu Morawieckiego była krytykowana zarówno przez organizacje pracownicze, jak i przez przedsiębiorców. Nietrudno sobie teraz wyobrazić sytuację, w której bardziej konsekwentni i mniej ulegli wobec rządowej propagandy przedstawiciele strony społecznej będą wypraszani za drzwi, oskarżani o uniemożliwianie „dialogu”.

Rząd zaś będzie kontynuował swoje „negocjacje” np. tylko z przedstawicielami bardziej spolegliwych organizacji biznesowych i z „Solidarnością”, która swoją lojalność wobec PiS udowadnia na każdym kroku.

Godne płace w budżetówce

Rada Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych negatywnie ocenia rządowe propozycje dotyczące wzrostu minimalnego wynagrodzenia za pracę i zamrożenia średniorocznego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w 2019 roku.

 

Zwracamy uwagę, że rząd, zamiast działać na rzecz poprawy sytuacji dochodowej pracowników i podnoszenia zamożności społeczeństwa, podejmuje działania sprzeczne ze Strategią na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która wskazuje na konieczność szybszego wzrostu płac i wyrwania się Polski z pułapki średniego rozwoju. Rząd wprowadza w błąd społeczeństwo tymi decyzjami. W tej sytuacji Rada czuje się oszukana i uznaje, że przedłożone partnerom społecznym do negocjacji propozycje nie są dobrą podstawą do osiągnięcia porozumienia w Radzie Dialogu Społecznego. Apelujemy do strony rządowej o zweryfikowanie swojego stanowiska w kwestii wzrostu płac.
W ocenie Rady wynagrodzenia powinny odzwierciedlać rosnącą wydajność pracy i tempo wzrostu produktu krajowego brutto. Uwzględniając, że przez okres transformacji płace rosły wolniej niż wydajność, istnieje przestrzeń do podnoszenia wynagrodzeń, w tym płacy minimalnej. Potrzebna jest zmiana modelu rozwojowego naszej gospodarki i odejście od konkurowania niskimi kosztami pracyi wynagrodzeniami. Model ten skazuje bowiem rodzime przedsiębiorstwa na rolę podwykonawców w globalnym łańcuchu dostaw. Dlatego niezbędne są większe inwestycje i wyższe płace, które pozwolą wprowadzić na rynek innowacyjne produkty o wysokiej wartości dodanej.
Zaproponowany przez rząd wzrost minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2019 roku o 5,7 proc. (120 złotych brutto), do poziomu 2220 zł miesięcznie i 14,50 zł za godzinę pracy, spowoduje pogorszenie prognozowanej relacji płacy minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Relacja ta ukształtuje się na poziomie 46,6 proc.. To mniej niż w 2017 roku (46,8 proc.) i zarazem mniej niż prognozowana wartość relacji na rok 2018 (47,3 proc.). Tak niskiej podwyżki OPZZ nie może zaakceptować, tym bardziej, że dotyczy ona kilku milionów pracujących. Jej zaaprobowanie oznaczałoby zgodę na to, aby płaca minimalna zwiększyła się o 83 zł netto a wydatki osób ją pobierających o niecałe 3 zł dziennie.
Mając na uwadze niezrealizowane dotąd zobowiązanie rządu wynikające z zawartego w 2009 roku Pakietu Działań Antykryzysowych, jak również złożoną przez Prezesa Rady Ministrów deklarację dotyczącą opracowania i przedstawienia partnerom społecznym skutecznego mechanizmu zapewniającego osiągnięcie przez płacę minimalną poziomu połowy przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, Rada uznaje propozycję wzrostu minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2019 roku za dalece niewystarczającą i podtrzymuje przekazane rządowi 21 maja 2018 roku stanowisko w tej sprawie, zgodnie z którym płaca minimalna w kolejnym roku powinna wzrosnąć do poziomu 50 proc.prognozowanego na rok 2019 przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej tj. o 13,5 proc. (o 283 zł), do kwoty 2383 zł (1727 zł netto), a minimalna stawka godzinowa do wysokości 15,50 zł.
Rada negatywnie ocenia także nieuwzględnienie propozycji OPZZ, aby wynagrodzenia w państwowej sferze budżetowej wzrosły w 2019 roku o co najmniej 12,1 proc.. W odpowiedzi na ten postulat rząd zapowiedział zamrożenie wskaźnika wzrostu wynagrodzeń na poziomie 100,0 proc. i przeznaczenie dodatkowych środków na wzrost funduszu wynagrodzeń na poziomie prognozowanej na rok 2019 inflacji (2,3 proc.), przy zachowaniu prawnie zdeterminowanych indeksacji dla poszczególnych grup pracowniczych.
Kolejny raz przypominamy rządowi, że istnieje zależność pomiędzy oczekiwaną poprawą jakości funkcjonowania państwa i wzrostem wynagrodzeń pracowników sfery budżetowej. Przyjazne podatnikom urzędy i sądy, wysokiej jakości opieka zdrowotna i edukacja oraz bezpieczeństwo są konieczne, aby zapewnić postęp, innowacyjność i konkurencyjność, a tym samym zrealizować Strategię na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Nie da się osiągnąć ww. celów bez zagwarantowania pracownikom sfery budżetowej godnych wynagrodzeń.
Zauważamy ponadto, że rządowa propozycja w zakresie wzrostu funduszu płac o wskaźnik inflacji stanowi próbę obejścia ustawy z dnia 23 grudnia 1999 r. o kształtowaniu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej oraz o zmianie niektórych ustaw, ponieważ pozbawia Radę Dialogu Społecznego ustawowego uprawnienia negocjowania wysokości wskaźnika wzrostu wynagrodzeń dla sfery budżetowej. Rodzi także dowolność w rozdziale tych środków i antagonizuje grupy zawodowe i pracowników. Z powyższych względów nie może zostać zaakceptowana przez OPZZ.
Rada podtrzymuje równocześnie stanowisko OPZZ dotyczące wzrostu płac w sferze budżetowej w 2019 roku oraz ponawia oczekiwanie, że rząd przedstawi partnerom społecznym propozycję systemowych rozwiązań zapewniających wszystkim pracownikom budżetówki wzrost ich wynagrodzeń.
Rada zobowiązuje członków Rady Dialogu Społecznego z ramienia OPZZ do prowadzenia dalszych negocjacji z rządem w tej sprawie. Wyzywa ponadto organizacje członkowskie OPZZ do:
• mobilizowania załóg,
• informowania społeczeństwa o szkodzących pracownikom decyzjach rządu,
• rozpoczęcia przygotowań do akcji protestacyjnych.

Bez żadnego trybu

PiS tak się uparł na swój Centralny Port, że z tego wszystkiego zapomniał o konsultacjach społecznych.

 

Przewodniczący OPZZ, Jan Guz, skierował do ministra infrastruktury, Andrzeja Adamczyka, protest wobec trybu uchwalenia ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. W sprawie projektu tej ustawy, której realizacja wywoła istotne skutki społeczne nie zostały bowiem przeprowadzone konsultacje społeczne.
Rada Ministrów zatwierdziła 26 kwietnia br. projekt ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym a tej decyzji nie poprzedziły konsultacje społeczne w trybie ustawy o związkach zawodowych. Rząd nie skierował też projektu tej ustawy do Rady Dialogu Społecznego. Mimo to, Prezes Rady Ministrów przekazał Sejmowi RP projekt ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym, który 10 maja br. uchwalił ustawę.
Ustawa o Centralnym Porcie Komunikacyjnym została przygotowana, aby stworzyć ramy prawno-organizacyjne dla realizacji inwestycji portu lotniczego, który decyzją rządu ma powstać w miejscowości Stanisławów w gminie Baranów, 40 km od Warszawy. Działania podejmowane w oparciu o tą ustawę związane z utworzeniem Centralnego Portu Komunikacyjnego będą miały niebagatelny wpływ na lokalne społeczności, w tym lokalne rynki pracy oraz na decyzje pracowników i rozstrzygnięcia majątkowe osób fizycznych i prawnych. Mimo to, według projektodawcy ustawa nie będzie miała wpływu na rynek pracy. A przecież w konsekwencji wykonania tej inwestycji zostanie m.in. przeniesiony cywilny ruch lotniczy z Lotniska Chopina w Warszawie, co będzie oddziaływać na rynek pracy na obszarze funkcjonowania tego lotniska oraz wpłynie na decyzje pracowników i ich rodzin. Społeczny wymiar inwestycji jaką jest budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego powoduje, że ustawa ustanawiająca reguły jej realizacji powinna zostać skonsultowana według OPZZ ze związkami zawodowymi. Rolą związków zawodowych jest przecież reprezentowanie pracowników oraz innych osób, obrona ich godności, praw oraz interesów materialnych i moralnych, zarówno zbiorowych, jak i indywidualnych. RDS, ewentualnie stosowny WRDS także powinny mieć prawo wyrażenia opinii w tej sprawie.
Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, przewodniczący OPZZ zwrócił się do ministra infrastruktury o zajęcie stanowiska w tej sprawie. O problemie związanym z trybem uchwalenia ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym OPZZ powiadomił także przewodniczącą Rady Dialogu Społecznego, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, Elżbietę Rafalską a także wiceministra infrastruktury i pełnomocnika ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla Rzeczypospolitej Polskiej, Mikołaja Wilda.