„Ostateczne… posunięcie państwa”…

„Wprowadzenie na całym terytorium PRL stanu wojennego ze względu na bezpieczeństwo państwa stanowi ostateczne- po wyczerpaniu wszystkich możliwych środków i metod politycznych – posunięcie państwa w obronie konstytucyjnych podstaw ustrojowych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a jedynym celem jest odtworzenie naruszonego prawa konstytucyjnego, w tym głównie przywrócenia normalnego rytmu pracy, porządku wewnętrznego i bezpieczeństwa publicznego, niezbędnego zaopatrzenia ludności oraz ogólnego ładu, dyscypliny i spokoju społecznego”

Myśl przewodnia…

„Myśl przewodnia wprowadzenia na terytorium PRL stanu wojennego, ze względu na bezpieczeństwo państwa”, to jeden z trzech dokumentów, opracowanych przez zespoły sztabowe MSW oraz MON. Przedyskutowany wraz z innymi dokumentami podczas gry decyzyjnej 16 lutego 1981 r. Skorygowany po „bydgoskim wstrząsie”, m.in. o stwierdzenie, że stan wojenny obejmie cały kraj.(pisałem w „Na progu”). Wraz z dwoma pozostałymi tj.

-„Centralny plan działania organów politycznych, władzy i administracji państwowej”;
– „Ramowy plan działania Sił Zbrojnych w przypadku wprowadzenia stanu wojennego”- zostały doręczone premierowi. Proszę zauważyć-pisałem w „Na progu”, iż notatkę informacyjną o ich treści, zabrał premier 22 lutego, gdy wraz z I Sekretarzem KC PZPR udawał się do Moskwy na obrady XXVI Zjazdu KPZR.

Ocena Polski w Moskwie

Już podczas otwarcia obrad, nasza delegacja usłyszała od Leonida Breżniewa m.in.- że „przeciwnicy socjalizmu przy poparciu sił z zewnątrz, wywołując anarchię, dążą do odwrócenia rozwoju wydarzeń i skierowania go w nurt kontrrewolucyjny…Towarzysze polscy pracują obecnie nad tym, aby przezwyciężyć kryzysową sytuację. Dążą do zwiększenia zdolności bojowej partii, umocnienia (jej) więzów z klasą robotniczą, ludźmi pracy, opracowują konkretny program uzdrowienia polskiej gospodarki”. Przypomniał spotkanie przywódców państw Układu Warszawskiego w Moskwie, w grudniu 1980 r. (o nim i niedoszłym „ćwiczeniu” napiszę niebawem). Spotkanie to wykazało jasno- „komuniści polscy, polska klasa robotnicza, ludzie pracy tego kraju mogą absolutnie polegać na swoich przyjaciołach i sojusznikach; socjalistycznej Polski, bratniej Polski, nie opuścimy w biedzie i nie damy jej skrzywdzić!”

Po otwarciu obrad, premier z I Sekretarzem poinformowali władze radzieckie o pracach koncepcyjnych nad wprowadzeniem stanu wojennego. Niektórzy z Państwa mogą się solennie obruszyć. Uznać za zbytnią nadgorliwość, „poddaństwo” władzy ZSRR. Może cierpkie słowa padną pod adresem Generała- żołnierza, za „taką pokorę”. Nie mam zamiaru ani rozstrzygać „kto ma rację”, ani tym bardziej usprawiedliwiać tamtego faktu. To już się stało. Mam zamiar i proszę Państwa o cenę ówczesnej sytuacji. Wiem, że będziecie ją Państwo powtórnie czynić z pozycji „dzisiejszego oglądu”, gdy znany jest „ciąg dalszy”, nie tylko po 22 lutego 1981 r., ale do kwietnia 2021 r. Znane jest mnóstwo komentarzy, ocen, głównie „narracji uczonych”, do tego tych „lepiej wiedzących”. Stąd tym bardziej proszę o wczucie się w ówczesną sytuację, atmosferę i dokonanie możliwie obiektywnej oceny także tego faktu. 7 lutego 1981 r. szef MSW składa wizytę w ZSRR. Wiadomo, że gen. Mirosława Milewskiego „darzą uczuciem”. Czy pytać co powiedział „przyjaciołom” o zamiarach władzy, swoich bądź co bądź przełożonych, dyskusjach, sporach i pierwszych, roboczych zapisach odnośnie wprowadzenia stanu wojennego? Jak duży popełnimy błąd gdy powiemy, że powiedział wszystko co usłyszał, ze swoim krytycznym komentarzem? Że wszelkie rady i sugestie „przyjaciół” przyjął z uznaniem, „do skrupulatnego wykonania”? Stąd mam do Państwa pytanie- czy Generał i I Sekretarz mogli jechać do Moskwy nie przygotowując się do dyskusji na temat stanu wojennego? Pewnie, że mogli, tylko jaką sobie wystawiliby ocenę, gdyby gospodarze postawili konkretne pytania? Opowiadaliby frazesy o „bezgranicznej miłości” do ZSRR i komunizmu, jak np. Dubczek 13 lat wcześniej? Chyba aż tak nisko nie oceniają Państwo inteligencji i wyobraźni Generała i I Sekretarza, mimo ciągłego pokazywania ich w „czarnych barwach”. Proszę wziąć pod uwagę poprzedni tekst, „Bydgoski wstrząs”, gdzie piszę o „Notatce” z rozmowy z gen. Janem Łazarczykiem. Nie tylko jeden płk Czetwiertnikow „miał na oku wnętrze” Polski i Wojska.

Nie chcę obrazić Państwa inteligencji!

Nie trudno się domyśleć, że „temat Polski” był w kuluarach Zjazdu wiodącym. Jedni rozpytywali co się stało, inni, np. Erich Honecker tłumaczył Fidelowi Castro – „na nas, bratnich krajach, można polegać. Powiedzieliśmy towarzyszowi Jaruzelskiemu, że byłoby najlepiej, gdyby uregulowali sytuację własnymi siłami. Towarzysz Kania oświadczył mi, że prowadzą przygotowania do stanu wyjątkowego. Opierają się na wojsku, organach bezpieczeństwa i milicji, a także na najlepszych siłach partii. Powiedzieliśmy mu, że teraz nie wolno już dalej się cofać, ponieważ wtedy utraciliby resztki zaufania… Jeśli polska partia nadal będzie tolerowała takie ekscesy, sojusznicy zainterweniują. Jesteśmy odpowiednio przygotowani”( zwracam uwagę na „gotowość do interwencji” NRD i innych). Nie muszę Państwu pisać, że Premier z I Sekretarzem KC PZPR wrócili po dwóch dniach w minorowych nastrojach i sięgnęli po te dokumenty, by raz jeszcze je przemyśleć.

Podpisy i zbieg okoliczności

27 marca zatwierdził je Premier. Ponadto, dwa pierwsze- parafował I Sekretarz KC PZPR. Patrząc na datę, nie trudno spostrzec, że opisany „wstrząs bydgoski”, przyspieszył ich redakcję. To jego „wiekopomna zasługa”, a głównie pana Jana Rulewskiego. Czy potrzebna?- oceńcie Państwo. Czytelnik zwrócił mi uwagę, że nie napisałem, iż Pan Jan w więziennym uniformie paradował w Senacie, nawet było mu „do twarzy”! Odczytał ten fakt jako strój, na który sam zapracował. I przyznał się! Szkoda, że po latach, ale to też „coś”! Nawet Senat spełnił rolę tak kształcącą! (wobec kogo- pomyślcie Państwo). Naganę przyjąłem z pokorą.
Zgodnie z zapowiedziami Solidarności, 27 marca kraj zamarł na cztery godziny. W strajku ostrzegawczym wzięli udział pracownicy większości zakładów. Też 27 marca, ok. południa, do I Sekretarza KC zadzwonił Leonid Breżniew. Rozmowa dotyczyła zakończonego protestu. Jego zdaniem sytuacja weszła w fazę krytyczną, bo „wrogowie rwą się do władzy i w związku z tym powstało śmiertelne zagrożenie dla socjalizmu”.

Przekonywał, że „trzeba wykazać męstwo, ponieważ jest to ostatni moment, aby podjąć decyzje związane z ogłoszeniem stanu wojennego”. Rozmowa była bardzo emocjonalna, Breżniew dosłownie krzyczał na mnie. Wściekał się, że władzę przejmuje kontrrewolucja i bez przerwy naciskał na wprowadzenie stanu wojennego – opowiada Stanisław Kania w książce „Powstrzymać konfrontację”.

Kilka godzin po rozmowie Kani z Breżniewem, 27 marca w Warszawie wylądował samolot specjalny, którym przyleciał dowódca Zjednoczonych Sił Zbrojnych Państw Stron Układu Warszawskiego marsz. Wiktor Kulikow. Teraz przybywał w roli osobistego wysłannika sekretarza generalnego KC KPZR. To dawało mu większe prawa niż wszystkie posiadane przez niego stanowiska i tytuły razem wzięte. Z nim przybyło blisko 30 wysokich rangą przedstawicieli wojska i KGB, m.in. adm. Władimir Michajlin (zastępca Głównodowodzącego Zjednoczonych Sił Zbrojnych ds. Marynarki Wojennej), gen. Antolij Gribkow (Szef Sztabu ZSZPS UW), gen. Anatolij Mereżko (zastępca Szefa Sztabu ZSZPSUW), gen. Titow, gen. Katricz a także gen. Władimir Kriuczkow, I zastępca przewodniczącego KGB. W grupie był wiceprzewodniczący Państwowej Komisji Planowania ZSRR- Inoziemcow, który miał skontrolować stan polskiej gospodarki. „Przyjechali, m.in. ludzie, którzy pracowali nad przygotowaniem operacji wojskowych oraz politycznych na Węgrzech i w Czechosłowacji”- wspomina gen. Wojciech Jaruzelski.

„Presja na wprowadzenie stanu wojennego rosła. Radzieccy wojskowi niemal od razu po przylocie rozpoczęli kontrolę stanu prac nad przygotowaniami i dokumentami związanymi z tą opcją. Sztab Generalny wizytował m.in. gen. Nikołajew, mający z duże doświadczenie w akcjach specjalnych, związanych m.in. z inwazją na Czechosłowację w 1968 r. Przeczytał dokumenty, które przygotowywaliśmy, ale nie wyglądał na zachwyconego efektem naszych działań. Zaproponował on m.in. zawieszenie Konstytucji i przejęcie władzy w kraju przez Wojsko” – wspomina gen. Franciszek Puchała, członek zespołu opracowującego plany wprowadzenia stanu wojennego.

Radzieccy „konsultanci” nie byli zadowoleni z przedłożonych im dokumentów. Na tę okoliczność przywieźli swoje plany, opracowane w radzieckim Sztabie Generalnym. Odmówiono im „przyjemności”, nie przyjęto! Musieli przyjąć do wiadomości nasze racje i warianty działań.
Wizyta radzieckich generałów nie miała na to żadnego wpływu na treść i czas podpisu tych trzech dokumentów. Stanisław Kania wspomina, że „podpisanie nie powodowało powstania żadnej nowej sytuacji. Te dokumenty były formą prezentacji tego, co zrobił od października 1980 roku zespół pracujący nad stworzeniem rozwiązań prawnych umożliwiających wprowadzenie stanu wojennego. Chodziło o to, żeby te przepisy były zgodne z Konstytucją PRL. Wtedy naprawdę nie mieliśmy zamiaru wykorzystywać tej możliwości… Samo ogłoszenie stanu wojennego było uzależnione od zupełnie innych decyzji, niż te, które zapadły 27 marca”. Dalej pisze b. I Sekretarz – „Ta sprawa rozgrywała się nie w MON czy w MSW, ale w rozmowach na moim szczeblu. Bez mnie, czyli bez akceptacji pierwszego sekretarza, nikt nie mógł w tej kwestii niczego zdecydować. A ja wówczas nie miałem zamiaru, ani w bliższej, ani w dalszej przyszłości, wprowadzać stanu wojennego, nawet mimo ogromnej presji ze strony Moskwy” – zapewnia, we wspomnianej książce.

Kolejne presje

Późnym popołudniem 3 kwietnia na Okęciu wylądował tajemniczy radziecki samolot. Na kadłubie i skrzydłach nie było ani czerwonej gwiazdy, symbolu radzieckich sił powietrznych, ani napisu „Aeroflot”, który znajdował się na maszynach cywilnych i tych, z których korzystali radzieccy przywódcy. Wsiedli do niego ok. godz.19-ej: I Sekretarz KC PZPR Stanisław Kania, premier Wojciech Jaruzelski i adiutant Generała, chor. Marian Stepnowski.

Stanisław Kania wspomina, że o tej misji powiedział Kazimierzowi Barcikowskiemu oraz Kazimierzowi Rokoszewskiemu i również żonie. Generał o miejscu i celu podróży powiedział gen. Michałowi Janiszewskiemu. Poprosił on do siebie chor. Mariana Stepnowskiego. Polecił mu „podnieść dwa palce i złożyć przysięgę, że to, co powie, zostanie tajemnicą”. Dziś „Generał i Stanisław Kania udają się do ZSRR. Nie można wykluczyć, że mogą zostać zatrzymani, a w kraju będzie wprowadzony tzw. porządek. Następnie objął mnie, ucałował i powiedział ->trudno, taki wybrałeś etat, mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy<”- wspomina Chorąży. Może to po latach brzmi „tajemniczo śmiesznie”, ale wtedy było „wyczuwalne zagrożenie”- dla gości w ZSRR i dla części członków władzy w Polsce, gdyby ZSRR chciał złożyć „gościnną wizytę”. Samolot wylądował w Brześciu nad Bugiem. Były dwa zasadnicze tematy rozmowy- sytuacja gospodarcza i stan wojenny. Rozmówcy gości – Jurij Andropow i Dmitrij Ustinow m.in. zagrozili wstrzymaniem dostaw surowców, o ile sytuacja w Polsce będzie nadal się zaogniać. I przypomnieli, że całość polskiego importu ropy naftowej pochodzi z ZSRR, którą sprzedają Polakom za połowę wartości rynkowej. Podobnie jest z ceną bawełny, rud żelaza i wielu innych towarów. Radzili, by użyć tych argumentów w rozmowach z Solidarnością, akcentując jakie konsekwencje mogą mieć ich działania (napiszę o tym wkrótce). Seria zarzutów, wręcz oskarżeń spadła na gości za wykręcanie się, zwlekanie ze stanem wojennym. Jurij Andropow przypomniał – „z wyrazem wyrzutu” wobec Generała, że dokumenty są gotowe, radzieccy doradcy gotowi są służyć pomocą – „wystarczy podpis”. Stanisław Kania stwierdził, że nie jest to możliwe, gdyż zdecydować o tym może tylko Sejm. Mimo to- pamięta I Sekretarz- „namawiano nas do zdecydowanych siłowych działań. Ale my mogliśmy jasno powiedzieć o konsekwencjach potencjalnej wojskowej interwencji w Polsce. Nikt by nas nie zrozumiał. Bylibyśmy bezsilni wobec masowych strajków, by cokolwiek zrobić, nawet z pomocą sąsiadów. Podkreślaliśmy, że zaprowadzimy porządek własnymi siłami. To spotkanie oddaliło zagrożenie, może trochę innego rodzaju niż to z w grudnia 1980, ale również bardzo poważne”( o „grudniu” napiszę niebawem). Wreszcie, po długich dyskusjach i gorących sporach- Andropow podsumował rozmowę: „No, niech będzie. Nie wprowadzajcie stanu wojennego”. Zaznaczył dobitnie- „Nie spóźnijcie się z decyzją. To też kosztuje”. Rosjanie byli zdecydowanie mniej zadowoleni z przebiegu brzeskiej wizyty niż strona polska – ocenił Generał. Kilka dni później, 9 kwietnia, na posiedzeniu BP KPZR, relacjonując „brzeskie spotkanie”, marsz. Dmitrij Ustnow, mimo wielu krytycznych uwag m.in. ocenił – „trzeba nam tę dwójkę, Kanię i Jaruzelskiego utrzymać i umocnić więź między nimi”. Ogólny wniosek-„obecnie bardzo ważne jest utrzymanie prawidłowego tonu w stosunkach z naszymi przyjaciółmi. Z jednej strony nie trzeba ich przyhamowywać bez potrzeby, nie potęgować nerwowości, aby nie opadały im ręce. A z drugiej – wywierać ciągłą presję, taktownie zwracać uwagę na błędy i słabości ich polityki, w towarzyskim duchu doradzać, co należy zrobić”. Słowa podziękowania usłyszeli Andropow i Ustinow, że „odbyli bardzo pożyteczne spotkanie z Kanią i Jaruzelskim”. Proszę Państwa o obiektywną, racjonalną ocenę tej „wizyty”, o wnioski dla swoich dzieci i wnuków. Generał 21 maja poinformował BP KC PZPR, że kilka dni wcześniej odwiedzili go gen. Jurij Zarudin, dowódca stacjonującej w na terenie Polski Północnej Grupy Wojsk, oraz ambasador ZSRR Boris Aristow. Powiedział, że „rząd ZSRR zwraca uwagę kierownictwu PRL na przypadki prowokacyjnego zachowania się obywateli polskich w stosunku do radzieckich wojskowych oraz zjawiska antysowietyzmu występujące w całym kraju”. Ambasador skarżył się, że 19 marca w Legnicy napadnięto na sześciu żołnierzy Armii Radzieckiej. Oświadczył również, że 13 maja pijany członek Solidarności zaatakował radziecki patrol, a milicja, mimo wezwań, nie pojawiła się na miejscu. Opowiadał także o przykładach „antyradzieckiej propagandy w formie plakatów, ulotek, wystaw karykatur, napisów itd”. Stwierdził, że Solidarność przestała być związkiem zawodowym i zaczyna się przekształcać w siłę polityczną. Pretensje ambasadora dot. również obchodów 9 maja, rocznicy zakończenia II wojny światowej. Według niego świadczą „o niedostatecznej pracy polityczno-propagandowej i partyjnej na rzecz przyjaźni”. Jak z tego widać – radziecka presja rosła. Pretensje były właściwie o wszystko. Partia wobec „stanu” To oczywiście odrębny, złożony temat. Tu jedynie proszę Państwa o powtórne spojrzenie na cytat rozpoczynający tekst. Mając przed sobą zarysowany obraz radzieckiej presji – tylko w okresie 3 miesięcy pierwszego półrocza 1981 r. – proszę zwrócić uwagę na istotę „myśli”. Że „po wyczerpaniu wszystkich możliwych środków i metod politycznych”. Cóż to wtedy znaczyło? Że władza, szczególnie Partia i rząd rozmawiając i przekonując Solidarność do rozsądku, co czynił także Kościół- przypomnę Prymasa-„Pamiętajcie, serce, chociaż ważne, jest niżej, trochę wyżej jest głowa”, zawsze mogła powiedzieć, że toczy żmudne spory, przyznaje się do błędów czy zaniedbań. Tak postąpił Stanisław Kania, gdy „przyciśnięty do muru” w Brześciu, stwierdził -„ostatnie wydarzenia, strajk ostrzegawczy z 27 marca i wydarzenia bydgoskie pokazały, że Solidarność jest silniejsza od władz” (o rozsądku Solidarności, niebawem). Co więcej-władza inaczej niż sąsiedzi, niż ZSRR postrzega stan wojenny. Nie jako walkę, użycie siły wobec Polaków, podkreślam, ale jako ostateczność, do której nie chce dopuścić przez swój brak ostrożności czy zniecierpliwienie odrzucaną wolą porozumienia. To także denerwujący ich – ale nasz argument, na który mogą krzyczeć, wyklinać, wreszcie muszą zacisnąć zęby i czekać… Jak długo? Kto z Państwa może wskazać granicę „cierpliwości sąsiedzkiej” w 1981 r. z dystansu 40 lat? A kto zechciałby wskazać taką granicę dla Solidarności, po przekroczeniu której, nastąpi użycie siły? Nie wstydźcie się Państwo, przecież wśród nas jest jeszcze kilka milionów Polaków, którzy 40 lat temu „dziarscy i zadziorni, pełni werwy” wygrażali władzy, szykowali się do obrony zakładów pracy. Przed kim, na jak długo, z jaką pewnością swoich, tylko swoich racji? Proszę też o zastanowienie się i krytyczną ocenę – czy partia, władza, wystawiając „swój grzbiet” pod „polityczne ciosy” i obelgi sąsiadów, nie broniła w ten sposób „grzbietu, skóry” Solidarności przez jej „wygarbowaniem” wciąż chętnymi rękoma sąsiadów (oczywiście, ta „chęć” falowała, ale ciągle była). Wrócę do tych kwestii w kolejnych tekstach. Po co ten „stan”? Przeczytaliście Państwo, że „jedynym celem jest odtworzenie naruszonego prawa konstytucyjnego… głównie przywrócenia normalnego rytmu pracy… niezbędnego zaopatrzenia ludności”. Znów cisną się pytania- kto „naruszał prawo konstytucyjne”? Czyżby ZSRR, który w Brześciu groził ograniczeniem dostaw surowców, „sprawiał” brak „normalnego rytmu pracy”? A kto odpowiadał za brak „niezbędnego zaopatrzenia ludności”? Tu niektórzy gotowi są krzyknąć- władza się wyżywi! Zapamiętaliśmy to. A czy członkowie Solidarności, a głównie jej bojowi działacze, inspiratorzy i autorzy „patriotycznych wezwań” nie potrzebowali „zaopatrzenia”, nie musieli jeść? Zapomnieli, gdy Lecha Wałęsa wołał- „wszyscy mamy jednakowe żołądki”. Cóż, zapomniał i więcej nie przypomniał, że „wszyscy”, bez wyjątku- mają dbać o ich napełnienie! Właśnie, co i jak poczynać, by przekonać poprzez rzeczowe argumenty i racje o potrzebie pracy dla siebie, nie dla „ruskich”, jak długo trzeba było czynić, by masy robotnicze „przejrzały na oczy” i zrozumiały, że stan wojenny będzie ostatecznym posunięciem państwa. Od strony tzw. politycznej, społecznej i gospodarczej jest mnóstwo opracowań, nie szczędzących krytycznych ocen władzy. Rzadko znajdziecie Państwo wśród nich oceny wyważone, zachęcam do sięgnięcia po książkę „Modzelewski-Werblan Polska Ludowa”, Wyd. Iskry, Warszawa 2017. Sygnalizowane wyżej, zaledwie cząstkowe problemy i dylematy były w nieustannym zainteresowaniu sztabów pracujących nad kompleksowym przygotowaniem dokumentacji tego stanu. Szeroko, jak wspomniałem wcześniej – ciekawie, z przywołaniem wielu szczegółów, także różnych niuansów i zawiłości, jakie napotykali planiści w sztabach i wszystkich ministerstwach, opisuje gen. Franciszek Puchała w książce „Kulisy stanu wojennego”. Wrócę do tej problematyki jesienią, gdy I Zjazd Solidarności i zorganizowane strajki postawiły Polskę na kolejnym progu do stanu wojennego, a którego w grudniu – niestety, ale nie udało się uniknąć.

Na zakończenie. Korzystam z sugestii wielu serdecznych, oddanych i życzliwych dzieciom, wśród Państwa i uprzejmie proszę o pozytywne odniesienie się do inicjatyw wsparcia Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Podaję- Fundacja na rzecz rozwoju Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki – konto: Bank PKO SA 49 1240 1545 1111 0010 6173 3991 Mam na uwadze czas rozliczeń dochodowych za 2020 r., który pozwala przekazać 1% podatku na wskazany cel. Niech to będzie Państwa szlachetny, serdeczny gest tym, którzy przywracają nadzieję na zdrowie i szczęśliwe życie najmłodszych, cierpiących. Dają nadzieję na macierzyństwo tysiącom młodych Matek.

„Krzywdy” stanu wojennego

Kierownictwo radzieckie oczekuje zdecydowanych i pilnych działań w walce z kontrrewolucyjną Solidarnością… W istniejącej sytuacji międzynarodowej, jeśli tego kryzysu sami nie rozwiążecie, czeka was nieuchronna wojna domowa lub typowe dla Polaków powstanie. Możliwe, że zginie w niej od 300 do 500 tysięcy waszych obywateli. Wtedy i wy i Zachód poprosicie nas o interwencję i przywrócenie w Polsce spokoju”.
Jan Chyliński

„Nie wykorzystujmy przeszłości jako narzędzia walki. To bardzo niebezpieczne. Wyrządza nieobliczalne szkody wychowawcze, moralne. A najgorsze, że skłóca społeczeństwo, trwoni tak dziś potrzebne – zapał i energię narodu”
gen. Wojciech Jaruzelski

Nikomu nie trzeba wyjaśniać czym jest krzywda, zarówno w wymiarze ludzkim, jak i materialnym, przyrodniczym, często zastępowana określeniami szkoda, strata. Zważywszy na 40 lat, jakie 13 grudnia 2021 roku upłynie od wprowadzenia stanu wojennego, na znaczącą ilość publikacji, opracowań, oficjalnych wystąpień, w tym procesu sądowego Generała i tzw. autorów, warto przypomnieć fakty i wydarzenia, które do tego stanu doprowadziły. Będę o nich pisał w kilku kolejnych publikacjach, licząc- jak dotychczas- na życzliwość Redakcji, w zamieszczaniu ich na łamach Trybuny. Swoistym otwarciem tego umownego cyklu, jest ta publikacja. Akcent szczególny kładę właśnie na „krzywdy”- ofiary, przed którymi nas przestrzegano, a których uniknęliśmy. Pytanie – kto i co, jakimi sposobami do nich prowadziło oraz dzięki komu do nich nie doszło, będzie swoistą nicią, myślą przewodnią tekstów przez cały rok, do grudnia 2021.
Zginie 300-500 tys. obywateli

Przed Plenum KC PZPR, jesienią 1981 r., do Józefa Czyrka, jako szefa MSZ i członka BP, zgłosił się ambasador Polski w Bonn Jan Chyliński (syn Bieruta). Odwiedził go ambasador ZSRR w RFN, Siemionow i odbył z nim długą, poważną rozmowę, oceniając sytuację w Polsce po VIII Zjeździe PZPR- oczywiście z pozycji Moskwy. Na zakończenie, prosił o przekazanie takiej informacji „odpowiedzialnym członkom kierownictwa partii i rządu, że kierownictwo radzieckie oczekuje zdecydowanych i pilnych działań w walce z kontrrewolucyjną Solidarnością. Wasze niezdecydowanie a nawet oczekiwanie, że przed takim zagrożeniem uchroni was radziecka pomoc, są nierealne. W istniejącej sytuacji międzynarodowej, jeśli tego kryzysu sami nie rozwiążecie, czeka was nieuchronna wojna domowa lub typowe dla Polaków powstanie. Możliwe, że zginie w niej od 300 do 500 tysięcy waszych obywateli. Wtedy i wy i Zachód poprosicie nas o interwencję i przywrócenie w Polsce spokoju”. (Józef Czyrek. Rozmowy z synem, Wyd. A. Marszałek, Toruń 2012). Zachęcam Państwa do przeczytania tej, osobliwej rozmowy, do zastanowienia się wyciągnięcia wniosków z dystansu 40 lat dla naszej młodzieży.

Jest to pierwszy dokument dyplomatyczny, zawierający ocenę ówczesnej sytuacji w Polsce i szacunki ofiar, do jakich może dojść w wyniku naszych, polskich błędów. Ostre słowa, stanowcze-„kierownictwo radzieckie oczekuje zdecydowanych i pilnych działań”- u Państwa wywołają wściekłość. Ale radzieccy mówią wprost-„jeśli tego kryzysu sami nie rozwiążecie”, proszę zauważyć, że tym przypominają co władze Polski od kilku miesięcy im mówiły -„sami rozwiążemy problem” (tylko się nie wtrącajcie- to miały „w myśli”, co radzieccy wyczuwali) np. Kania mówił wprost. Nie grożą interwencją, ale ostrzegają, że o nią poprosi ich Zachód. Kiedy, gdy dojdzie do bratobójczej walki między samymi Polakami, będą ofiary, poleje się krew. U tych z Państwa, co wierzą w „ miłosierną opiekę nad nami Zachodu, a USA szczególnie”- mogą się pojawić ostre słowa. Możecie Państwo kląć do woli, tylko przypomnijcie sobie, ujawnione ponad 20 lat temu dokumenty NATO, z których jasno wynika, że nikt tam nie zamierzał w Polsce interweniować, gdyby doszło do bratobójczej walki, NKT. Ktoś może zapytać – dlaczego? Prosta jest odpowiedź- czym mogliby interweniować, jeśli nie wojskiem? Należałoby dla ich wjazdu na teren Polski otworzyć granice, by przejechali przez NRD i CSRS. Załóżmy, że tak by się stało, ZSRR otworzyłby granice i bacznie obserwował. Kto więc by przyjechał- żołnierze USA, W. Brytanii, czy Francji i Niemiec-wątpliwe, gdyż szefowie tych państw wyraźnie ostrzegali, co przedstawię w oddzielnym tekście- Zachód wobec sytuacji w Polsce. Pytam po co-przywieźliby negocjatorów, którzy ubezpieczani przez ich żołnierzy, zaczęli by szukać „chętnych do rozmowy z nimi” o przerwaniu walk. Kto ma tu pewność, że właśnie nie doszłoby do potyczek, walk z polskimi grupami zbrojnymi, które zwróciłyby się przeciwko nim? Szczególnie Niemcom, przypominając lata wojny. A może wierzycie Państwo w otrzeźwiającą „moc słowa pokoju”, jakie głosiłyby do bijących się Polaków RWE, Głos Ameryki, i „misję” burzenia bloku ZSRR „od środka”? itp. Ważne jest pytanie-kiedy nastąpiłby „przyjazd” Zachodu do Polski, co dotąd czyniłyby nasz rząd i Wojsko Polskie? Czy powstałyby władze Solidarności i „jej Wojsko”? To po co wtedy Zachód?

Proszę nieco ochłonąć, wyjść na balkon i porzucić wszelkie iluzje! Proszę wyobraźnię i myślenie przestawić na „inne tory”. Po pierwsze- porozumienie! Władze starały się uzyskać z Solidarnością kompromis- nawet z pomocą Kościoła i Papieża, np. Spotkanie Trzech, co opiszę odrębnie. A czy Solidarność także chciała tego porozumienia, czy ku temu zmierzał jej I Zjazd we wrześniu 1981? Wspólne jest pytanie-na jakich zasadach, warunkach możliwych do przyjęcia dla obu stron – też odpowiem odrębnie. Po drugie- wątpliwe, by Zachód chciał z bronią w ręku interweniować, tracąc nie tylko pewną liczbę żołnierzy, stając się tym wrogiem, dla części Polaków, wikłając się w splot spraw, trudnych do rozwiązania oraz ponosząc tego koszty. Jak długo by to trwało, kto zapewniłby powodzenie tej „operacji” po myśli Solidarności i Zachodu. Ale co szczególnie ważne dla niego -traciłby pozycję mentora, „dobrego wujka” dla Polaków- „ale z daleka”, bez ponoszenia kosztów. Po trzecie- zapewne czekacie Państwo na odpowiedź- czy ZSRR dopuściłby do takiego „wejścia” Zachodu, czy cytowana wyżej informacja nie jest bluffem- tego nawet najstarsi górale nie wiedzą! Czego więc należy się spodziewać. Publikacji „lepiej wiedzących” historyków, którzy plując na władze PRL i ubierając Solidarność w kostium „wolności i patriotyzmu”, walczącej ze „zniewoleniem” władz ZSRR, za cenę krwi Rodaków.
3000 kontrrewolucjonistów.

Czytając fragment informacji Jana Chylińskiego, warto zastanowić się nad oceną- „Wtedy i wy i Zachód poprosicie nas o interwencję”. Odnośnie Zachodu, podsunąłem Państwu wyżej kilka myśli i scenariuszy pod rozwagę. Tu zachęcam do zatrzymania uwagi na pytaniu- czy sami Polacy mogliby poprosić o interwencję ZSRR, rozumiemy, że wojskową? Oczywiście, przecież nie kto inny jak sam Generał prosił o nią, ale radzieccy stanowczo nie chcieli! Skąd to wiadomo? Taką ocenę od wielu lat lansuje grupa historyków z IPN, pokrętnie tłumacząc dyskusję na posiedzeniu BP KC KPZR w dniu 10 grudnia 1981 r. Jej przywołanie i komentarz to osobna, obszerna publikacja. Przedstawię ją Państwu jesienią br., spodziewając się, że będzie to „koronny dowód” publicystów opluwających Generała. Zobaczymy, poczekamy.

Tu natomiast fakt mało znany, choć już go przywoływałem. W książce pt. „Archiwum Mitrochina” (Wyd. Zachodnie, 2004), jest taka informacja- „W czerwcu grupa dziewięciu polskich generałów zwróciła się do KGB z planem usunięcia Jaruzelskiego z uwagi na jego niechęć wprowadzenia stanu wojennego i zastąpienia go przez nowego ministra obrony (prawdopodobnie jeden ze spiskowców), który by aresztował pozostałych członków rządu, przejął kontrolę nad strategicznymi punktami, zatrzymał do 3000 kontrrewolucjonistów, których deportowano by gdzieś do Bloku Radzieckiego… Następnie >zespół akcji< pod kierownictwem ministra obrony >zaapelowałby do reszty Bloku Radzieckiego< o pomoc wojskową aby bronić socjalizmu w PRL”. Co tu Państwo myślą? W pewnym sensie, mógłby podważać wiarygodność ostrzeżenia, jakie przywiózł Jan Chyliński Józefowi Czyrkowi. Zwracam uwagę – oczywiste jest- że „plan generałów” do KGB jako wywiadu ZSRR był ściśle tajny, także wobec władz Polski- byłby odczytany jako ewidentna zdrada, a 9 generałów(nazwiska są znane) niechybnie stanęłoby przed sądem. Ten „plan” mogły wykorzystać władze ZSRR. Była okazja, zbliżał się VIII Zjazd PZPR (lipiec 1981), tzw. beton partyjny czynił znane zabiegi, by odsunąć od władzy Stanisława Kanię, a tym samym tandem Kania-Jaruzelski.

Dlaczego nie skorzystano, wyjaśnienia mogą być dwa. Pierwsze- beton partyjny okazał się za słaby na VIII Zjeździe i radzieccy nie zdecydowali się na „uruchomienie” tego „planu”. Drugie- grupa 9 generałów, jako „rozłamowców” w Wojsku, w ocenie radzieckich okazała się za słaba w sensie ew. poparcia u części kadry. Zaś Generał, jako szef MON i rządu- mimo wielu krytycznych uwag „betonu Kremla”(taki też był) i samego Breżniewa miał w Polsce autorytet i jeszcze dość mocną pozycję, która podlegała wahaniom. To niektórzy piaskowi krytycy mogą eksponować. Jaki stąd wniosek- radzieccy od dłuższego czasu dość wnikliwie rozpoznawali i penetrowali wewnętrzną sytuację w Rządzie, Wojsku, MSW, Partii, także w gospodarce i Solidarności. Mieli dobre, bieżące, rzeczywiste rozeznanie oraz je wykorzystywali do różnych nacisków w rozmowach partyjno-rządowych, nie ujawniając źródła. Mimo upływu 40 lat, temat ten jest wciąż mało znany, choć wiele tajemnic już ujawniono, np. tę o „planie”, dopiero po upadku ZSRR. Patrząc na informację dot. 3000 kontrrewolucjonistów-co dziś, z perspektywy 40 lat można powiedzieć? Że Breżniew i radzieccy, „pozbawili” 3000 naszych, pięknego „zwiedzenia Bloku Radzieckiego” i to na jego koszt! A ile straciła przez to „polityka historyczna”, brak tablic, kamieni wspomnień itp. bo przecież ich cierpieniami i ich rodzin kto chciałby zakłócać „taką sielankę”. Inaczej mówiąc- w tym przypadku Breżniew okazał się„krzywdzicielem” Polaków, i to jakim. Może w chwili wolnego czasu zechcieliby Państwo sporządzić listę tych niedoszłych „turystów”, tak dotkliwie „skrzywdzonych”. Że spośród działaczy Solidarności – tego nie muszę pisać! A może takim pomysłem zaszczepicie uczonych IPN, ku pamięci przyszłych pokoleń. Półtora miliona na 2-3 lata.

Przywołane wyżej dane, pochodzą z różnych źródeł i ocen sprzed stanu wojennego. Są też inne oceny szeroko rozumianego zagrożenia, ale nie zawierają szacunkowych liczb. Stąd dla wielu ogólnikowe, mało wiarygodne, nie przemawiają do wyobraźni. Zaś podane liczby skłaniają do porównań liczby ofiar, strat, np. Powstanie Warszawskie ok. 180-200 tys., zamordowanych w Auschwitz ok. 3 mln.- od kilku lat niektórzy dodają: w tym 1,5 mln. obywateli polskich. Ale są też dane szacunkowe ofiar, czynione wiele lat po stanie wojennym. Oto przykład. Profesor Ryszard Reiff, przed Sejmową Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej (SKOK), zeznając 4 listopada 1992 r., mówił, „Natomiast wiadomo, co znaczy wkroczenie wojsk radzieckich do Polski. To znaczy ogromna ilość cierpień, to ogromna liczba wywózek, tak, jak z tego małego węgierskiego kraiku, gdzie zginęło 60 tys. osób, ale 300 tys. było wywiezionych. Tu trzeba byłoby wywieźć z półtora miliona na 2-3 lata. Do czasu zanim nowa władza okrzepłaby i można byłoby dawkami tych ludzi zwracać”.(„Sąd nad autorami”…s.57) Proszę zwrócić uwagę- wywieść półtora miliona na 2-3 lata. To mało? Kto zapewniłby, że tylko tyle, na taki czas, czy wróciliby wszyscy? Czy „nowa władza”, przychylna ZSRR chciałaby o nich, „kontrrewolucjonistów”- nie zapominajmy tego- upomnieć się, a po co? Profesor w nocy 12-13 grudnia jako członek Rady Państwa był przeciw decyzji o stanie wojennym. Z biegiem czasu zmieniał – nie tylko on- optykę widzenia stanu wojennego.

Nasuwa się oczywiste pytanie. Kogo by wywożono? Tylko dla ślepych i głuchych nie jest wiadome, że „właściwe służby” ZSRR, CSRS i NRD, penetrujące Polskę miały sporządzone listy proskrypcyjne, kogo- działaczy i aktywistów Solidarności, by na sygnał zabrać delikwenta na „zwiedzanie Syberii”, czy innych, zapewne ciekawych miejsc. Ktoś zapyta, gdzie te listy są? W archiwach tych służb, głęboko ukryte. Rąbek tajemnicy STASI został uchylony po rozwiązaniu NRD. Powiedzmy wprost- są w IPN, gdyż niektóre komórki SB także je sporządzały. Nie udajmy więc naiwnych, swego rodzaju „historycznych dziewic”. Znacie Państwo taką wagę i historyka, który chciałby zrozumieć, wyważyć, porównać cierpienia tych wywiezionych ludzi i ich rodzin? Gdybyście Państwo mieli trudności z wyrobieniem sobie własnego zadania o sile bólu, rozpaczy konkretnych ludzi, może osobiście znanych, poddaję pod rozwagę „argumentację” Zbigniewa Bujaka. Zeznając 25 kwietnia 1995 r. jako świadek przed SKOK (czyli 12 lat po stanie wojennym – moje, G.Z) stwierdził, wręcz: „Nawet, gdyby nastąpiła interwencja sowiecka, to oczywiście byłaby ona złem. Lecz, czy oznaczałoby to koniec państwa, koniec narodu? Nie takie rzeczy narody przeżyły”. I dalej – „czy po 1956 r. zniknął naród węgierski i państwo węgierskie? Nie, nie zniknęło. Czy po 1968 r. zniknęła Czechosłowacja?”. Prawda, że proste to jak konstrukcja cepa, w myśleniu tego- wydaje się rozsądnego działacza Solidarności. Tym razem w roli ewidentnych „krzywdzicieli” wystąpiła Rada Państwa, wprowadzając stan wojenny i Generał, ogłaszając tę decyzję. Co najmniej 3 miliony ofiar Kolejny przykład przewidywanych strat, ofiar Polaków.

Czechosłowacki gen. Stanisław Prochazka, udzielając „Polityce” wywiadu (15.09.1990), czyli prawie 20 lat po stanie wojennym- oceniał, że w Polsce w wyniku interwencji doszłoby do starć na wielką skalę i „należało się liczyć z co najmniej 3 milionami ofiar, w tym również, oczywiście, wśród półmilionowych sił interwencyjnych”. Powtórzcie Państwo głośno i dobitnie – co najmniej 3 mln ! Wielu polityków i wojskowych tę wypowiedź pomija. Jedni, jako przesadzoną, mało realną, wręcz niedorzeczną, inni po prostu jako nie wygodną. Pójdę „pod prąd”, zachęcając Czytelników do zastanowienia się nad pewnym rozsądnym prawdopodobieństwem tej liczby. Po pierwsze – gen. Prochazka jest osobą wojskową, pamiętał interwencję zbrojną wojsk Układu Warszawskiego (1968) w CSRS. Obyło się bez „rozległego” rozlewu krwi-armia i ludność nie stawiały oporu. Znał on poziom wyszkolenia Wojska Polskiego, poczucie patriotyzmu, honoru, godności i dumy Polaków. Doskonale wiedział, że polscy żołnierze nie staliby bezczynnie. Po drugie- Nie mógł mieć chyba wątpliwości, że bez względu na wewnętrzne animozje i urazy – wszyscy wraz z Wojskiem staną do walki. Wkraczające wojska Układu Warszawskiego, bez względu na polityczne deklaracje najprawdopodobniej nowego kierownictwa partyjno- państwowego, które mogłoby „poprosić o pomoc”, czy „pokojowe, braterskie” zapewnienia tych wojsk – potraktowane zostałyby wrogo, a przynajmniej bardzo nieufnie. Nie można wykluczyć, iż wprowadziłoby to pewną skalę dezorientacji wśród ludności i Wojska. Generalnie nastąpiłyby jednocześnie dwa wzajemnie podsycające się potężne wybuchy – nienawiści do sojuszniczych wojsk, traktowanych jak agresorzy oraz patriotyzmu. Przecież romantyzm powstań narodowych i walk niepodległościowych tkwi w każdym z nas. Skutek – natychmiastowe podjęcie walki i nieobliczalne ofiary. Po trzecie – kto powiedział, obliczył, jak długo trwałaby ta interwencja? Wojsko zapewne walczyłoby do całkowitego zniszczenia lub zużycia amunicji. Chyba, że ze strony Zachodu bardzo szybko nastąpiłyby kroki mediacyjne, na tyle skuteczne by przerwać walki. Jest pewne, że Watykan, że Papież-Polak zareagowałby natychmiast!- z jakim skutkiem?

Natomiast ludność cywilna, młodzież i rozbite, rozproszone jednostki wojskowe walczyliby długo – mamy bogate doświadczenia partyzanckie – obficie płacąc krwią. Kto w takiej sytuacji chciałby prognozować wysokość strat i podważać kalkulacje gen. Prochazki? Warianty politycznego zakończenia takiej interwencji każdy może sobie wyobrazić. I każdy będzie miał rację, kierując się racjonalną oceną sytuacji, wyobrażając sobie wizje jej zakończenia, ze skutkami- strat ludzkich i materialnych. A teraz kwestia – dla kogo liczba 3 mln. ofiar (bez względu na stopień zawyżenia) jest bardzo nie„na rękę”, nie wygodna. Dla całej opozycji, nie tylko ekstremy Solidarności, doradców i ekspertów, gdyż ofiary obciążyłyby jej sumienie. Współwinnym byłby konserwatywny krąg partii i władzy. Nie ulega wątpliwości, że ocalała opozycja obarczyłaby odpowiedzialnością Rząd, osobiście Generała, za nieudolną politykę i doprowadzenie do tak ogromnych ofiar. Nie znam natomiast przypadku, by tą liczbą ofiar – nawet przesadną, posłużył się Generał, a przecież ją znał, pochodziła z obcego źródła, pokazywała Polakom przed jaką gehenną uchronił Naród. Postawmy zatem pytanie – gdzie skumulowałyby się te 3 mln. ofiar? Głównie w miastach, wielkich miejsko-przemysłowych aglomeracjach, wokół których i w których toczyłyby się główne walki obronne, a później działania partyzanckie. Proszę więc według własnego uznania określić jakie liczebnie straty osobowe mogłyby ponieść dla przykładu Warszawa, Trójmiasto, Szczecin, Poznań, Kraków, Katowice i aglomeracja śląska.

Proszę więc, by Czytelnicy rozejrzeli się wokół siebie, miejsca zamieszkania i zechcieli oczami wyobraźni zobaczyć zniszczone ulice, kwartały budynków-w nich ludzkie pamiątki, dobytek, dobra kultury, infrastruktura przemysłowa i komunikacyjna. Na jakim poziomie społecznym, gospodarczym, politycznym bylibyśmy dziś, 40 lat później? Niech każdy Czytelnik spróbuje wskazać imiennie, kto z jego Rodziny, bliskich, znajomych, mógłby wówczas zginąć. Niech pomyśli i logicznie wyjaśni młodzieży, jakiej hekatomby-dzięki Generałowi i milionom Polaków, uniknęliśmy. W 1981 r. Generał nie był sam! Na zakończenie. Od pewnego czasu spotykam się z uwagami, że pomijam, nawet lekceważę krytycznych historyków związanych z b. Solidarnością, co zdaniem części Państwa nosi znamiona ukrywania takich ocen, a stąd próby „obrony” stanu wojennego i Generała. Faktycznie, nie nawiązuję do tych uczonych. Proszę, by Państwo sami ocenili rzetelność naukową i wiarygodność oceny prof. Jerzego Eislera. W książce „Siedmiu wspaniałych” pisze- „Należy jednak wyraźnie podkreślić, iż nie zależnie od tego, czy generał Jaruzelski był wtedy wprowadzony w radzieckie plany wobec Polski, czy nie był, faktem pozostaje, że głównymi beneficjentami realizowanego polskimi rękoma stanu wojennego mieli być i byli przede wszystkim gospodarze Kremla. Chodziło przede wszystkim o to, >żeby porządek zapanował w Warszawie<. Skoro bunt Polaków spacyfikowali sami Polacy, Sowieci nie testowali w Polsce scenariusza wypróbowanego już w 1956 r. na Węgrzech i 12 lat później w Czechosłowacji. Realizowany polskimi siłami stan wojenny – nie zależnie od intencji jego autorów- wychodził więc tym oczekiwaniom naprzeciw. W Warszawie zapanował tak oczekiwany przez Kreml porządek, co nie kosztowało Związku Radzieckiego nie tylko ani kropli krwi, ale nawet ani kropli paliwa pochodzącego z własnych zapasów”. Książka została wydana w 2014 r., czyli 33 lata po stanie wojennym. Autor rozmawiał z Generałem, kilka razy byłem świadkiem.

Proszę, by Państwo jeszcze raz przeczytali uważnie, zwrócili uwagę na logikę wywodu i odpowiedzieli na pytania – ile kropli krwi zapłaciliby Polacy, za kroplę krwi ZSRR? Kto byłby beneficjentem i jakim kosztem, gdyby ZSRR testował w Polsce scenariusz węgierski (proszę sięgnąć do wypowiedzi prof. Reiffa) i CSRS. Czujecie się dobrze- gratuluję! Może zechcecie Państwo w eleganckich słowach publicznie skomentować, wyjaśnić młodzieży zawiłości „światłych myśli i ocen” Profesora. Oszczędzam moje zdrowie po przeczytaniu dzieła tego „uczonego”. Dlatego serdecznie zachęcam Państwa do zapamiętania sentencji Generała – „Nie wykorzystujmy przeszłości jako narzędzia walki. To bardzo niebezpieczne. Wyrządza nieobliczalne szkody wychowawcze, moralne. A najgorsze, że skłóca społeczeństwo, trwoni tak dziś potrzebne – zapał i energię narodu”. Unikajmy treści zaprawionych jadem nienawiści, przez cały ten rok, by nie nabawić się następnego wirusa wrogości-może być nieuleczalny, głównie dla młodzieży.