Biedniejsi krewni w Europie

Polskie regiony nie mogą się pochwalić wysokim stopniem rozwoju społecznego.
W grudniu ubiegłego roku został opublikowany, dopiero po raz drugi od 2016 r., raport Grupy Badawczej Komisji Europejskiej poświęcony pomiarowi postępu społecznemu w regionach oraz związany z nim Ranking 2020
Indeks postępu społecznego w skali globalnej, w którym Polska zajęła 31 miejsce omawialiśmy szeroko już w Trybunie wcześniej.
Indeks europejski unijny, obecnie prezentowany, wzorowany na globalnym indeksie, służy jako kryterium do klasyfikowania regionów Unii Europejskiej według ogólnego poziomu ich rozwoju społecznego w danym roku i jest obliczany obecnie dla 240 regionów.
Są to regiony w rozumieniu statystyki europejskiej jako tzw. NUTS-2 (Nomenclature Unite for Territorial Statistics): czyli w naszym praktycznym rozumieniu, województwa – ale z jednym wyjątkiem. Mianowicie, na wniosek Polski z 2014 r. utworzono jeszcze jeden region (statystyczny, czyli nie administracyjny), tj. Warszawski stołeczny, wyodrębniając go statystycznie z regionu mazowieckiego.
Uczyniono tak z obawy o możliwość utraty części środków unijnych. Nastąpiło to formalnie z dniem 1 stycznia 2018 r. Także inne kraje członkowskie złożyły stosowne wnioski w sprawie korekty wewnętrznego terytorialnego układu statystycznego, a więc niekonieczne administracyjnego.
Indeks regionów nie jest tak szeroko znany jak zbliżony do niego intencjonalnie i treściowo HDI (Human Development Index). W odróżnieniu jednak od HDI, który zawiera tylko formalnie cztery a faktycznie trzy wskaźniki monitorujące (gdyż wskaźniki edukacyjne połączone są w jeden) to indeks postępu społecznego (Social Progress Index) w opcji unijnej złożony jest z 12 komponentów.
Unijny SPI ocenia przy ich pomocy nie tylko zagregowane poziomy postępu społecznego, ale także mocne i słabe strony regionów we wszystkich ich, różnych aspektach. Komponenty te systematyzowane są dalej w trzy szersze wymiary opisujące odpowiednio podstawowe, pośrednie i bardziej zaawansowane aspekty postępu społecznego.
Analogicznie, jak w przypadku globalnego Indeksu Postępu Społecznego, publikowanego corocznie, na poziomie kraju i świata, założeniem struktury indeksu unijnego jest podział kryteriów na: podstawowe potrzeby, fundamenty dobrobytu i szanse (możliwości), aby uzyskać, jak piszą autorzy w Raporcie, wyraźniejszy obraz tego jak naprawdę wygląda nasze życie codzienne.
Indeks nie mierzy wprawdzie szczęścia i zadowolenia z życia ludzi, ale koncentruje się na rzeczywistych warunkach życiowych, w obszarach od schronienia i wyżywienia po prawa i edukację. Śledzi zmiany zachodzące w regionach europejskich i społeczeństwie w czasie.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy) na który składają się trzy subindeksy i jest ich średnią ważoną. Został wprowadzony dla porównań międzyregionalnych i określa poziom rozwoju społecznego integrując czynniki ekonomiczne i społeczne danego regionu.
Indeks jest uzupełniającym względem produktu krajowego brutto, syntetycznym miernikiem opisującym efekty w zakresie rozwoju społecznego w skali czasowej i przestrzennej. Indeks pokazuje regiony osiągające bardzo różne ogólne poziomy społecznego i bardzo różniące się wzorce postępu społecznego wg wymiarów i komponentów. Pokazuje również, że regiony o wysokich dochodach zwykle osiągają wyższy postęp społeczny niż te o niskich dochodach. Jednak zależność ta nie jest ani prosta ani liniowa.
Edycja indeksu unijnego SPI zawiera analitycznie biorąc aż 55 wskaźników monitorujących. Odnotowano, jak twierdzą autorzy wyraźną poprawę wiarygodności szacunków regionalnych dzięki czternastu nowym wskaźnikom w tej edycji, z których większość wzbogaca i dotyczy segmentu „Szansy”.
Te trzy subindeksy, które składają się na podstawowy Indeks UE SPI to:

  1. Podstawowe potrzeby ludzkie (Basic Human Needs): zapewnienie wyżywienia i podstawowej opieki medycznej, woda i kanalizacja, zamieszkanie i ochrona osobista,
  2. Podstawy dobrobytu i samopoczucia (Foundations of Wellbeing): dostęp do podstawowej wiedzy, dostęp do informacji i komunikacji, zdrowie i dobra kondycja, jakość środowiska,
  3. Szanse (Opportunity): prawa osobiste, osobista wolność wyboru, tolerancja i włączenie, dostęp do zaawansowanej edukacji.
    Czołówka rankingu UE-SPI 2020 to dziesięć regionów nordyckich: szwedzkich, fińskich i duńskich, na czele z regionem szwedzkim Ovre Norrland, podobnie jak w edycji Indeksu z 2016 r. Ten najbardziej wysunięty na północ region Szwecji, z jego słabo zaludnionym terytorium, ponownie okazał się liderem rozwoju społecznego w Europie.
    W tych regionach synergiczny wysiłek przedsiębiorstw, instytucji akademickich i publicznych jest w stanie rzucić wyzwanie warunkom klimatycznym i geograficznym, takim jak mroźne, ciemne zimy, odległość i rzadkość zaludnienia aby generować integrację, innowacje i przedsiębiorczość.
    Jeśli przyjrzeć się bliżej, jak wyniki różnią się pomiędzy poszczególnymi subindeksami (np. pomiędzy subindeksem „Podstawowe potrzeby człowieka” a subindeksem „Szanse”), to zauważamy dużą zmienność pomiędzy krajami, ale nawet wyższą zmienności w ramach poszczególnych krajów.
    Co interesujące, regiony stołeczne są ogólnie uważane za ośrodki niezwykle korzystnie aglomeracyjnie prowadzące do wymiany wiedzy poprzez wzajemną wymianę i radykalne innowacje. Ale czy życie w stolicy kraju – zapytują autorzy raportu – zapewnia większy postęp społeczny? Odpowiedź nie jest prosta.
    Tylko w 10 przypadkach region stołeczny uzyskuje lepsze wyniki niż pozostałe regiony w kraju. Warto odnotować, że Bruksela, Paryż, Berlin czy Madryt nie osiągają najlepszych wyników w swoich krajach, choć jednak okazują wyższość w subindeksie „Szanse”.
    Odzwierciedla to sytuację, w której obszary metropolitalne oferują swoim obywatelom więcej możliwości zatrudnienia, lepszy dostęp do opieki zdrowotnej i szkolnictwa wyższego. Mieszkańcy miast mają również tendencję do rozwijania większego zaufania do innych i bardziej inkluzywnego spojrzenia na mniejszości.
    Subindeks „Szanse” ujawnia większe zróżnicowanie, przy czym niektóre regiony osiągają bardzo dobre wyniki, a inne, dość słabe. Subindeks ten obejmuje bardziej wyrafinowane aspekty postępu społecznego, które trudniej jest poprawić, takie jak walka z korupcją w instytucjach publicznych, pomoc kobietom w wejściu na rynek pracy i pozostaniu na nim.
    Budowanie podstaw integracyjnego i spójnego społeczeństwa, w którym zaufanie i udział w życiu społecznym są wspólnymi wartościami, jest procesem powolnym, ale może okazać się ostateczną przewagą konkurencyjną społeczeństwa. Raport przytacza tutaj wypowiedź amerykańskiego uczonego Stephena Coveya, że zaufanie jest „jedyną rzeczą, która zmienia wszystko” i dodaje, że „zwiększenie zaufania społecznego nie tylko sprawia, że ludzie są szczęśliwi, ale organizacje i społeczeństwa działają sprawniej, a co za tym idzie, wydajniej”.
    Jak przedstawiają się regiony w Polsce? Pierwsze miejsce w Polsce pod względem Indeksu Postępu Społecznego zajmuje region Warszawski Stołeczny. Ale w rankingu regionów europejskich lokuje się dopiero na 132 miejscu na 240 regionów. Wartość indeksu dla naszego stołecznego regionu wynosi 67,2 i zamiast komentarza, powiedzmy, że PKB tworzony w tym regionie stanowi 153 proc. średniej unijnej.
    Na drugim miejscu lokuje się województwo pomorskie ze 148 miejscem w rankingu europejskich regionów. Na trzecim i czwartym – województwa małopolskie i podlaskie z wartością indeksu 63,3. Mimo, że w PKB mieszkańca, w porównaniu ze średnią europejską, małopolskie stanowi 64 proc., a podlaskie tylko 50 proc. To ostatnie odstaje w stosunku do pomorskiego tylko w odniesieniu do aspektu „Szanse” ale przeważa w pierwszych dwóch subindeksach.
    Na ostatnim, 16. miejscu znalazło się województwo świętokrzyskie, zajmując 201 miejsce w rankingu regionów europejskich z wartością indeksu 57,7 i z PKB ma poziomie 50 proc. średniej unijnej (podobnie jak podlaskie).
    Jeśli już mowa o PKB, to jak widać rozpiętości są bardzo duże: od 153 proc. średniej unijnej jak w Stołecznym Warszawskim, do 48 proc. (woj. lubelskie) i 49 proc. (warmińsko-mazurskie i podkarpackie). Drugie miejsce pod tym względem ma dolnośląskie (77 proc.), a zaraz po nim – 76 proc. – wielkopolskie.
    Natomiast rozpiętości pod względem zasadniczego indeksu są mniejsze: od 57,7 (świętokrzyskie) do 67,2 (Stołeczny Warszawski). Rozpiętość wynosi zatem 9,5 pkt.
    W ramach pierwszego subindeksu „Podstawowe potrzeby”, rozpiętości są następujące: od 74,2 (lubelskie) do 79,3 (Stołeczny). W ramach drugiego, „Podstawy dobrobytu”, rozpiętości wynoszą od 51,1 (śląskie) do 61,7 (zachodniopomorskie). Rozpiętość aż 10,6 pkt.
    Natomiast w ramach trzeciego, „Szanse”, rozpiętości wahają się w widełkach od 43,6 (świętokrzyskie) do 62,6 (Stołeczny Warszawski) – i różnica wynosi aż 13 pkt. I tu mamy rażącą rozpiętość, i tu aż 9 województw lokuje się poniżej 50! Przy średniej dla tego subindeksu wynoszącej 57,3.
    Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: ec.europa.eu/regional_policy/en/information/maps/social_progess
    Indeks Postępu Społecznego polskich regionów 2020
    Region Miejsce w UE Ilość punktów
    Małopolski 158 63,3
    Śląski 180 60,4
    Wielkopolski 167 61,9
    Zachodniopomorski 174 61,2
    Lubuski 188 59,7
    Dolnośląski 169 61,9
    Opolski 185 60,1
    Kujawsko-pomorski 189 59,7
    Warmińsko-mazurski 181 60,4
    Pomorski 148 64,7
    Łódzki 197 58,5
    Podkarpacki 182 60,3
    Podlaski 158 63,3
    Warszawski Stołeczny 132 67,2
    Mazowiecki 176 60,9
    Lubelski 175 61,1
    Świętokrzyski 201 57,7

Wojna o pamięć

Bitwa o pomniki i pamięć to nie wyłącznie polska specjalność. Burzliwe dyskusje o przeszłości toczą się we wszystkich współczesnych społeczeństwach, jako część tzw. debaty tożsamościowej. Tym, czym Polska wyróżnia się na ich tle, to bezwzględna dominacja jednej wizji historii.

 

Rodzimą debatę o przeszłości kreują rządzący, głównie za pośrednictwem Instytutu Pamięci Narodowej. Od początku swojego istnienia, czyli od 1999 r., IPN niepodzielnie stoi na straży właściwej interpretacji historii najnowszej. Najnowszym osiągnięciem jego pracowników jest nakaz zdjęcia tablicy w nadmorskim Dziwnowie, która upamiętniała ofiary wojny domowej w Grecji. Zdaniem instytutu, fragment „Pamięci bojowników o demokratyczną Grecję” jest „zwyczajnym kłamstwem”. Pewnie w innej rzeczywistości taka decyzja wywołałaby sprzeciw i protest ze strony historyków czy rozsądniejszych polityków. Jednak w obecnej Polsce można co najwyżej parsknąć śmiechem. Czym bowiem jest usunięcie jednej tablicy w porównaniu z niedawną „dekomunizacją” miejsc pamięci poświęconych walkom o Wał Pomorski czy usunięciem pomników upamiętniających szlak bojowy 1. Armii Wojska Polskiego?

 

Monumenty

są stawiane i obalane na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych od kilku już lat trwa gorąca dyskusja na temat dziedzictwa Konfederacji i jej roli w kształtowaniu amerykańskiej tożsamości. W sierpniu zeszłego roku decyzja władz miasta Charlottesville w Virginii o usunięciu pomnika gen. Roberta E. Lee – głównodowodzącego wojsk Konfederacji i właściciela pokaźnej liczby niewolników – wywołała burzliwe protesty ze strony skrajnie prawicowych środowisk. Podczas jednej z demonstracji, w której nacjonaliści starli się z antyfaszystami, jedna osoba zginęła a 19 odniosło poważne rany. Spór o historię ogarnął cały kraj. Podobne starcia, choć nie tak tragiczne jak w Charlottesville, odnotowano we wszystkich południowych stanach, gdzie znajduje się większość pomników poświęconych bohaterom „przegranej sprawy”.
Dyskusja o przeszłości rozgrzewa także sąsiednią Kanadę. Od kilku miesięcy tamtejsi politycy i historycy spierają się o dziedzictwo Johna A. Macdonalda, pierwszego premiera, który nadał państwu jego współczesny kształt. Obok jednak wielu niewątpliwych osiągnięć, Macdonald przeforsował w 1876 r. tzw. Indian Act, tworzący dla rdzennej ludności specjalne rezerwaty i wprowadzający jej przymusową asymilację. Wielu Indian do tej pory określa ustawę mianem „eksterminacyjnej”. Tymczasem imię pierwszego premiera noszą szkoły w całym kraju, zaś upamiętniające go pomniki można spotkać niemal w każdym kanadyjskim mieście. W sierpniu 2018 r. władze Wiktorii zdecydowały się usunąć podobiznę Macdonalda z głównego placu miasta, wywołując tym samym ogólnokrajową debatę.
Nie od miesięcy, lecz dobrych kilku lat w Wielkiej Brytanii i całym dawnym brytyjskim imperium toczy się dyskusja nad tym czy warto wciąż upamiętniać Cecila Rhodesa. Ten urodzony w 1853 r. polityk i awanturnik odegrał kluczową rolę w budowie potęgi brytyjskiej Afryki Południowej. W podziękowaniu za wkład w rozwój imperium, od jego imienia nazwano Rodezję (obecnie Zimbabwe), zaś w metropolii i licznych koloniach postawiono mu pomniki. Dzisiaj o dziedzictwo Rhodesa upomnieli się dawni poddani brytyjskiej monarchii, podkreślając, że był on rasistą, uważającym czarnoskórych za podludzi. Najwięcej emocji budzi pomnik Rhodesa na uniwersytecie w Oksfordzie. Studiuje tu wielu Afrykanów, których zdaniem pomnik jedynie umacnia kolonialne dziedzictwo i stereotypy.

 

Podobne emocje

wywołują rozmowy o historii w Niemczech, Francji, Włoszech czy Hiszpanii. W tej ostatniej decyzja lewicowych władz o przeniesieniu zwłok gen. Franco z dotychczasowego mauzoleum rozbudziła dyskusję, której wszystkie demokratyczne rządy starały się do tej pory unikać. Nawet na Słowacji historia dała ostatnio o sobie znać. Kiedy państwowa telewizja zaczęła reklamować show poświęcone bohaterom słowackiej niepodległości podobizną ks. Tiso, część polityków uznała, że przekroczono pewną granicę. Ostatecznie z głosowania na najwybitniejszą postać wykluczono wszystkich skazanych za zdradę, a więc i katolickiego przywódcę faszystowskiej Słowacji.
Wydaje się więc, że Polska wcale nie różni się tak bardzo od pozostałych państw. Czy, aby jednak na pewno? Wszystkie powyższe przykłady łączy nie tylko wysoka temperatura sporu, ale także jego względny pluralizm. W USA i Kanadzie ostateczną decyzję o przyszłości kontrowersyjnych pomników pozostawiono władzom i społecznościom lokalnym. Chociaż zatem głos w debacie o dziedzictwie Konfederacji zabrał sam prezydent Donald Trump, to nawet on nie mógł narzucić swojej interpretacji historii. Także w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii media i politycy dopuszczają różnorodne głosy. Jak to możliwe? W żadnym z tych państw nie funkcjonuje instytucja, która posiada niemal nieograniczoną i – co najważniejsze – prawnie umocowaną władzę decydowania o narracji historycznej.

 

Pomysłodawcy

Instytutu Pamięci Narodowej przekonywali, że będzie to instytucja naukowa, prowadząca obiektywne badania i wspierająca świadomość społeczną na temat najnowszej historii Polski. W rzeczywistości jednak od początku IPN pełnił przede wszystkim funkcje propagandowe, nie tyle inspirując debatę publiczną, co nią sterując i wyznaczając jej główne kierunki. Okres dobrej zmiany, która szybko zawitała też do IPN-u, jeszcze bardziej wynaturzył tę instytucję. Prowadzona właśnie „dekomunizacja” Ziem Zachodnich, gdzie praktycznie zlikwidowano wszelkie miejsca pamięci związane z powojenną historią, już przyniosła nieodwracalne straty dla polskiej tożsamości tych terenów. Nie mówiąc już o szkodach dla całego państwa i jego pozycji międzynarodowej, które spowodowała nowelizacja ustawy o IPN ze stycznia tego roku.

 

Zachodnie społeczeństwa

już dawno zrozumiały, że nie ma jednej pamięci narodowej. Każde bowiem państwo, także tak jednolite etnicznie jak Polska, składa się z różnorodnych grup, które mogą dzielić ogólne wyobrażenie o przeszłości, lecz zarazem różnią się w ocenie ważności pewnych wydarzeń i postaci. Mieszkańcy Kaszub czy Wielkopolski postrzegają drugą wojnę światową nie przez pryzmat powstania warszawskiego, lecz doświadczeń własnych przodków. Trudno też nakłonić społeczność Ziem Zachodnich, aby podziwiała żołnierzy wyklętych, skoro fundament jej tożsamości stanowi wspomnienie o pionierach i odbudowie powojennego państwa w nowych granicach.
Nie ma nic złego, ani tym bardziej niemoralnego, w prowadzeniu polityki historycznej. Każda władza – czy nam się to podoba, czy nie – posiada prawo do lansowania własnej narracji o przeszłości. Tak dzieje się we wszystkich wspomnianych powyżej państwach. Problem jednak rodzi się wówczas, gdy wszelkie odmienne poglądy są nie tylko marginalizowane, ale wręcz poddawane prawnym restrykcjom. W naszym podejściu do historii bardziej więc przypominamy Ukrainę i Rosję niż Zachód, do którego aspirujemy. To właśnie w tych państwach dominująca interpretacja historii podlega prawnej ochronie, zaś próby jej podważenia grożą więzieniem. Do czego to prowadzi widać chociażby na Ukrainie, gdzie nad kultem Bandery czuwa tamtejszy IPN, tak jak jego polski odpowiednik strzeże dziedzictwa żołnierzy wyklętych. Sposób kształtowania pamięci zbiorowej jest miarą respektowania zasad demokratycznych. Także w przypadku polityki historycznej oddalamy się od zachodnich standardów.

„Czekając na lepsze czasy” – podsumowanie działalności Klubu Trybuny w Otwocku

Rada Powiatowa Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Otwocku zawsze bardzo serdecznie zaprasza na spotkania w ramach Klubu Trybuny, które odbywają się w kawiarni KLUBOWEJ w Otwocku, przy ul.Poniatowskiego 1 /róg ul. Andriollego/

 

Partnerem i patronem medialnym Klubu Trybuny jest Dziennik Trybuna – codzienna gazeta o zasięgu ogólnopolskim .
Tematy spotkań dotyczą istotnych, aktualnych problemów politycznych naszego społeczeństwa. Do niedawna ludzie lewicy gromadzili się w tym miejscu na debatach, w których uczestniczyli zaproszeni goście.
Niektóre z tych debat, jak np. ta o aborcji, na którą zaproszono między innymi prof. Monikę Płatek pozostaje w pamięci uczestników do dziś .Oto krótkie sprawozdanie z tego wydarzenia :
• W czwartek 27 października 2016 roku zainaugurował swoją działalność Klub Trybuny w Otwocku. Jest to powstałe z inicjatywy tamtejszych powiatowych struktur SLD forum debaty na tematy ważne dla każdego obywatela. Pierwsze spotkanie odbyło się pod hasłem „Czy możliwy jest kompromis aborcyjny?”. Jako paneliści wzięli w nim udział: prof. UW dr hab. Monika Płatek – specjalistka w dziedzinie prawa karnego i praw człowieka, Katarzyna Kądziela – liderka Inicjatywy Feministycznej i Piotr Gadzinowski – dziennikarz, publicysta, były parlamentarzysta. Z powodu choroby do grona ekspertów nie mógł dołączyć ks. Wojciech Lemański.
Podobnie wielkim zainteresowaniem cieszyła się debata, na której mówiono o problemach edukacji szkolnej po ostatniej reformie. Wydarzenie miało miejsce w czwartek 26 stycznia w Otwocku – tym razem pod hasłem „Jakiej edukacji potrzebujemy?” z udziałem prezesa ZNP p. Sławomira BRONIARZA, p. prof. Jana HARTMANA i p. Wiesława WŁODARSKIEGO – dyrektora L LO im. Ruy Barbosy, przewodniczącego Stowarzyszenia Dyrektorów Szkół Średnich. Spotkanie odbyło się , tak samo jak poprzednie, w gościnnych wnętrzach Kawiarni Klubowej przy ul. Poniatowskiego 1 w Otwocku.
Następnie , w tym samym miejscu, 27kwietnia 2017 roku odbyła się debata nt „Czy demokracja i prawa człowieka są zagrożone?” Zaproszeni goście: Danuta Przywara – prezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, działaczka społeczna, socjolog, współzałożycielka Komitetu Helsińskiego w Polsce, odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, oraz sędzia Waldemar Żurek – rzecznik prasowy i członek Krajowej Rady Sądownictwa, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie. Było obecnych ponad 40 osób, członków i sympatyków lewicy, oraz osoby zainteresowane tematem.
24 listopada 2017 roku w dyskusji na temat: „Czy jest miejsce dla lewicy w XXI wieku „ wzięły udział : prof. Maria Szyszkowska – polska filozof i polityk oraz Anna-Maria Żukowska – prawniczka, filolożka, wiceprzewodnicząca mazowieckiego SLD i rzeczniczka prasowa Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Mieliśmy też możliwość zapoznania się z opinią p. Władysława Bujwida –wieloletniego dyr. dużego zakładu produkcyjnego, na temat ewolucji lewicy.
Podczas tej debaty odniesiono się do polityki organizacji lewicowych, jak powinna być realizowana , aby umożliwić powrót Lewicy do Sejmu. Dałoby to możliwość powstania V Rzeczpospolitej, życzliwej, bezpiecznej i sprawiedliwej, dla wszystkich obywateli polskich.
Od początku 2018 roku formuła tych spotkań zmieniła się. Teraz zapraszamy najwybitniejszych polskich polityków, Spotkania te cieszą się ogromnym powodzeniem. Frekwencja odpowiada zainteresowaniu życiem politycznym.
4 stycznia 2018 roku odbyło się spotkanie nt. represyjnych i często bardzo niesprawiedliwych zmian uposażenia służb mundurowych z posłem Andrzejem Rozenkiem.
W maju gościem Klubu Trybuny był Senator Marek Borowski, który podjął temat wyborów samorządowych i parlamentarnych. Oczywiście wskazywał korzyści płynące z udziału w wyborach, apelował do postaw obywatelskich, bardzo interesująco rozszyfrował przed zebranymi tajemnice sondaży wyborczych wyjaśniając w jaki sposób ich rzetelność zależy od metody przeprowadzenia sondażu. Senator M. Borowski imponował kompetencją w przedstawianych tematach. Jego wypowiedzi wzbudzały ogromne zainteresowanie, padło sporo pytań, wszystkie doczekały się odpowiedzi.
5 czerwca br. miało miejsce kolejne spotkanie, tym razem z prof. Tadeuszem Iwińskim. Temat wykładu dotyczył czasów, w których żyjemy. Pan profesor zinterpretował naszą współczesność jako czas wielkiego chaosu dla Polski, Europy i Świata. W oczach Pana Profesora wszystko zależy od interesów wielkich graczy, takich jak Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja i państw, które w tej grze uczestniczą lub są jej ofiarami.
Następnie nasz gość przedstawił pozycję i rolę Unii Europejskiej w dzisiejszym świecie, a na tym szerokim tle przedstawił sprawy Polski kierowanej dzisiaj przez rządy Prawa i Sprawiedliwości. Zajął stanowisko bardzo krytyczne wobec polityki kraju, w którym nie ma miejsca dla uchodźców,gdzie łamana jest Konstytucja, Unia Europejska traktowana jest z dystansem i nie pracuje się nad pozytywnymi relacjami z sąsiadami.
W swoim wykładzie prof. Iwiński zarysował możliwości nowych rozwiązań dając nadzieję na pokonanie impasu.
Oba wykłady charakteryzowały się świetnym poziomem wiedzy wykładowców, wynikającym z ich wykształcenia i doświadczeń w pracy politycznej.
Jeszcze przed wakacjami i przed uroczystością w Radwankowie Szlacheckim – na początku września ,chcemy zorganizować kolejne spotkanie. Po czterech Debatach, cztery spotkania z ciekawymi ludźmi.
Prowadziłam rozmowy z profesor Danutą Waniek, zaangażowaną w obchody 100 lat Niepodległości Polski. I tak p. prof. odpisała: Umówmy się na wtorek 3 lipca. Moje wystąpienie może nosić tytuł:”Lewica wobec niepodległości na przełomie XIX i XX wieku”.
Zatem zarezerwujcie czas na spotkanie: wtorek 3 lipca godzina 18 ,kawiarnia Klubowa,
Serdecznie zapraszam!

Lucyna Rutkowska
przewodnicząca RP SLD w Otwocku

 

A oto głos jednej z uczestniczek spotkań Klubu Trubuny :

Szanowni Państwo,

Uczestniczyłam w kilku spotkaniach Klubu Trybuny – żałuję , że nie we wszystkich. Ciekawa tematyka, kompetentni „Goście” i prawdziwa dyskusja. Czasem dosyć burzliwa, bo i trudne pytania wcześniej nie spisane na kartkach i trudne tematy np. tzw. ustawa dezubekizacyjna, która objęła tzw zbiorową odpowiedzialnością grupę prawie 55 tysięcy obywateli. Uzyskałam też wiele informacji na interesujące mnie najbardziej aktualne tematy. Ostatnie spotkanie z prof.Tadeuszem Iwińskim – duża wiedza przekazana w sposób zrozumiały, co nie znaczy prosty, z anegdotami i wieloma cytatami.
Spotkania Klubu Trybuny są bardzo dobrze zorganizowane, no i po wyjściu …….nie muszę pokazywać policji dowodu osobistego .

Sympatyk SLD Renata Pawłowska