48 godzin sport

Konarski chce grać za granicą
Jastrzębski Węgiel stracił grającego na pozycji atakującego Dawida Konarskiego. nasz reprezentacyjny siatkarz jeszcze kilka tygodni temu szykował się do przedłużenia kontraktu z tym klubem i nawet zdołał porozumieć się co do warunków płacowych. Po wybuchu epidemii szefowie Jastrzębskiego Węgla musieli jednak dość radykalnie zmniejszyć budżet klubu i w tej sytuacji nie byli już w stanie sprostać oczekiwaniom finansowym Konarskiego. Siatkarz nie zamierzał się godzić na radykalną obniżkę wynegocjowanego już kontraktu i wszystko wskazuje, że najbliższy sezon spędzi za granicą. „Kilka klubów szuka atakującego, więc nie obawiam się, że pozostanę bez pracy” – stwierdził Konarski w jednym z wywiadów.

Oddali premie dla amatorów
Piłkarze reprezentacji Portugalii zgodzili się oddać połowę premii za awans na Euro 2020. Chodzi o kwotę 4,7 mln euro, która ma zostać przekazana na fundusz wspierania futbolu amatorskiego futbolu. Pieniądze trafią do lokalnych stowarzyszeń oraz amatorskich klubów piłkarskich. Piłkarze i trenerzy będą z nich korzystać do zakończenia sezonu 2019/2020. O szlachetnym geście reprezentantów poinformowała w poniedziałek Portugalska Federacja Piłki Nożnej (FPF). Reprezentacja tego kraju to aktualny mistrz Europy. Do turnieju Euro 2020 awansowała z drugiego miejsce w grupie B (lepsza była Ukraina). W przełożonych na przyszły rok finałach mistrzostw Europy zagra w jednej grupie z Niemcami, Francją oraz zwycięzcą jednego z baraży.

Skoczył 5,70 m w ogrodzie
Francuski tyczkarz Renaud Lavillenie, mistrz olimpijski z Londynu, podczas przerwy spowodowanej epidemią koronawirusa podtrzymuje sportową formę trenując w swoim domu. Ma przy tym tę jeszcze wygodę, że posiada duży ogród, w którym bez trudu zmieścił skocznię, zeskok i rozbieg. W takich komfortowych warunkach mógł jednak rywalizować tylko sam ze sobą. Ale żeby jego trud nie poszedł na marne, swoje najlepsze skoki nagrywał i zamieszczał na Twitterze. Pierwszy filmik dokumentował udaną próbę na wysokości 5,61 m, a najnowszy, opublikowany w świąteczny weekend, już 5,70 m. 33-letni Lavillenie ma nadzieję, że pod koniec odbędą się mistrzostwa Europy w Paryżu (ostateczna decyzja w tej kwestii ma zapaść 7 maja). Francuz jest jednym z faworytów konkursu tyczkarzy. Jego najlepszy rezultat to 6,16 m.

Drogba udostępni szpital
Znakomity przed laty iworyjski piłkarz Didier Drogba po zakończeniu sportowej kariery w 2018 roku rzucił się w wir rozlicznych interesów, a jednym z nich jest stworzona przez niego w ojczystym Wybrzeżu Kości Słoniowej sieć szpitali. Niedawno jeden z nich oddał do dyspozycji władzom swojego kraju. 42-letni gwiazdor futbolu, który największe sukcesy święcił w barwach Chelsea Londyn (2004-2012), którym to zespołem wygrał w sezonie 2011/2012 Ligę Mistrzów, przekazał iworyjskim służbom medycznym swoją placówkę medyczną w Abidżanie na cele walki z epidemią koronawirusa, która w Wybrzeżu Kości Słoniowej dopiero się zaczyna.

Szwedzko-amerykański geniusz tyczki

Podczas mistrzostw Europy w Berlinie objawił się skoczek o tyczce z talentem na miarę legendarnego Sergieja Bubki. Nazywa się Armand Duplantis i ma dopiero 18 lat.

 

Dla Armanda Duplantisa Bubka jest postacią z zamierzchłej historii. Jego sportowym idolem jest bardziej współczesny hegemon w tej widowiskowej lekkoatletycznej konkurencji Francuz Renaud Lavillenie. W niedzielę pokonał go w wielkim stylu, uzyskując wysokość 6,05 m. Słynny francuski tyczkach wynikiem 5,95 m zdobył jedynie brązowy medal, bo tego wieczoru lepszy od niego był jeszcze genialnie skaczący Rosjanin Timur Morgunow, który zdobył srebro przeskakując poprzeczkę na wysokości 6,00 m. Za tym tercetem uplasowali się dwaj nasi zawodnicy – Piotr Lisek (5,90 m) i Paweł Wojciechowski (5,80 m). Wyniki pokazują, że konkurs stał na niebotycznym poziomie.

Wynik Duplantisa to zarazem rekord świata juniorów i rekord Szwecji. Wyżej w historii skoczyli tylko Bubka, który w 1994 roku na otwartym stadionie uzyskał 6,14 m oraz Lavillenie, który pod dachem podczas halowych zawodów w Doniecku w 2014 roku skoczył aż 6,16 m. Szwedzki tyczkarz stał się jedną z największych gwiazd berlińskiego czempionatu i nową sportową gwiazdą Szwecji. Ale z jego osiągnięć mają prawo czuć się dumni także Amerykanie, bo Armand jest synem ich rodaka Grega Duplantisa, także wyśmienitego tyczkarza. Pochodząca ze Szwecji matka Helen Hedlund uprawiała siedmiobój.

Armand od dziecka był jednak zafascynowany sportem, który uprawiał jego ojciec i poświęcał mu każdą wolną chwilę. Do niego należą najlepsze wyniki na świecie od siedmiolatków (2,33 m) do dwunastolatków (3,97 m). Gdy stało się jasne, że będzie w przyszłości wybitnym tyczkarzem, rodzice pozwolili mu wybrać kraj, którego barwy chce reprezentować. I Armand zdecydował się startować dla Szwecji. Sukces w Berlinie otwiera mu drzwi do wielkiej kariery, także w wymiarze finansowym. Szwedzkie media informują, że młody Duplantis mógłby już teraz podpisać kilka lukratywnych kontraktów reklamowych.

Świeżo upieczony mistrz Europy na razie do tego się jednak nie kwapi, bo jest studentem Louisiana State University, a przepisy obowiązujące na uczelniach w USA zabraniają sportowcom akademickim posiadania sponsorów. Dlatego do igrzysk w Tokio Armand Duplantis pozostanie amatorem, ale w 2020 roku z pewnością będzie jednym z faworytów do złota.

 

Deszczowy memoriał na Śląskim

Najbardziej utytułowana uczestniczka 64. Memoriału Kusocińskiego Allyson Felix, sześciokrotna mistrzyni olimpijska i jedenastokrotna mistrzyni świata na 400 m, przegrała sensacyjnie z Polką Justyną Święty-Ersetic.

 

Memoriał Kusocińskiego to najstarsza lekkoatletyczna impreza w naszym kraju. Jej 64. edycja odbyła się w miniony piątek na Stadionie Śląskim. Niestety, pogoda nie dopisała i na mogącym pomieścić 55 tysięcy widzów obiekcie zmagania lekkoatletów oglądało tylko 20 tysięcy fanów „królowej sportu”. Obfite opady deszczu sprawiły, że rywalizacja zaczęła się z godzinnym opóźnieniem i nie stała na zbyt wysokim poziomie. Wydarzeniem mityngu było zwycięstwo Justyny Święty-Erestic , któa w biegu na 400 m wynikiem 51,11 s pokonała Allyson Felix (51,35 s). „Nie spodziewałam się, że z nią wygram. Bardzo się z tego cieszę, zwłaszcza że zwyciężyła u siebie, na oczach mojej rodzina i znajomych” – skomentował swój występ polska biegaczka. Osiągnięty wynik oceniła jako obiecujący w kontekście startu w mistrzostwach Europy.

Innym naszym lekkoatletycznym gwiazdom na Śląskim wiodło się ze zmiennym szczęściem. Ze swojego startu może być zadowolona sprinterka Ewa Swoboda. Był to jej pierwszy tegoroczny start na otwartym stadionie i od razu zakończony zwycięstwem. Wyniku 11,30 s zapewnił Swobodzie minimum na mistrzostwa Europy w Berlinie. Swój najlepszy wynik w tym roku uzyskał też płotkarz Damian Czykier, który zajął drugie miejsce z czasem 13,42 s. Drugi na 800 m był również Adam Kszczot. Naszego multimedalistę wyprzedził Kenijczyk Ferguson Rotich.

W rzucie młotem mężczyzn Wojciech Nowicki znów pokonał Pawła Fajdka, bijąc przy okazji rekord życiowy wynikiem 80,63 m. Fajdek był drugi z rezultatem 80,04 m. Wśród pań sensacją była druga z rzędu porażka Anity Włodarczyk, która cztery lata nie zaznała smaku porażki, a w tym roku najpierw przegrała 28 maja w Halle, a teraz w Chorzowie. Naszą mistrzynię, która była druga z wynikiem 75,52 m, pokonała Amerykanka Gwen Berry rezultatem 77,78 m. Wielką formę potwierdził natomiast kulomiot Michał Haratyk. Na Śląskim był trzeci z wynikiem 21,58 m. Przegrał z Ryanem Crouserem (22,27) i Tomem Walshem (21,63), w tej chwili najlepszymi w tej konkurencji na świecie, notującymi już wyniki powyżej 22,50. Haratyk we wszystkich sześciu próbach pchał kule powyżej 21 m.

Martwi natomiast słaba forma Konrada Bukowieckiego, który zajął piąte miejsce z wynikiem 20,32 m. W skoku o tyczce najlepszy był rekordzista świata Renaud Lavillenie, który uzyskał 5,91 m i wyprzedził dwóch polskich tyczkarzy – Pawła Wojciechowskiego (5,71 m) i Piotra Liska (5,51 m). W rzucie dyskiem triumfował aktualny mistrz świata Andrus Gudzius z rezultatem 69,30. Piotr Małachowski z wynikiem 64,10 m był czwarty.

Lekkoatletyczne święto na Stadionie Śląskim

Zmodernizowany Stadion Śląski w Chorzowie będzie w piątek areną 64. Memoriału Janusza Kusocińskiego – zawodów upamiętniających legendarnego mistrza olimpijskiego z 1932 roku w biegu na 10 000 metrów.

 

Organizatorzy memoriału zapewniają, że obsada zawodów jest bardzo mocna. Na Stadionie Śląskim ma się pojawić plejada lekkoatletycznych gwiazd z kraju i zagranicy. Wśród nich znakomitą amerykańską sprinterkę Allyson Felix, zdobywczynię aż 25 medali w najważniejszych imprezach, wybraną w 2012 roku na najlepszą lekkoatletką globu w dorocznym plebiscycie IAAF. W Polsce zaprezentuje się po raz pierwszy. „Jestem naprawdę podekscytowana. Zawsze tak mam gdy czeka mnie start w nowym miejscu. Po tylu latach kariery takich miejsc jest coraz mniej, dlatego tym bardziej cieszę się ze startu w Chorzowie. Wiem, że kibice w Polsce są świetni, a bieg na 400 metrów, w którym wystartuję, okaże się ekscytującym wydarzeniem” – podkreślała Felix po przylocie do Polski.

W skoku w dal gwiazdą memoriału będzie rodaczka Felix, Brittney Reese. To czterokrotna mistrzyni świata, mistrzyni olimpijska z Londynu i wicemistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro. Dla niej również będzie to debiut na polskiej ziemi. „Cieszę się z mojej podróży do Polski. Widziałam zdjęcia nowego stadionu w Chorzowie i mogę powiedzieć, że wygląda świetnie. Mam nadzieję, że kibice tłumnie przybędą i każdy będzie mógł zobaczyć jak skaczę siedem metrów. A przynajmniej mam taki zamiar” – zapewnia Reese.

Z kolei niemiecki dyskobol Robert Harting, odwieczny rywal Piotra Małachowskiego, który także wystąpi w 64. Memoriale Kusocińskiego, chciałby przypomnieć polskim kibicom, że jest mistrzem olimpijskim z Londynu i trzykrotnym mistrzem świata. Jego rywalem będzie też inny z naszych specjalistów w rzucie dyskiem Robert Urbanek.

Niezwykle ciekawie zapowiada się także bieg na 110 m przez płotki. Zobaczymy w nim Siergieja Szubienkowa, imponującego techniką trzykrotnego medalisty mistrzostw świata, który na Śląskim będzie się ścigał m.in. z rekordzistą Polski Arturem Nogą. W zawodach tyczkarzy start zapowiedzieli natomiast Piotr Lisek oraz Renaud Lavillenie. Nie zabraknie również Angeliki Cichockiej, Sofii Ennaoui, Adama Kszczota oraz Anity Włodarczyk i Pawła Fajdka. Ostatnia dwójka wystartuje w konkursach rzutu młotem, zaliczanych do prestiżowego cyklu IAAF Hammer Throw Challenge.

Piątkowy mityng będzie debiutem lekkoatletyki na zmodernizowanym Stadionie Śląskim, który już zdążył gościć piłkarską reprezentacje Polski, a w przyszłości chciałby też być największą areną żużlową w Polsce. Lekkoatleci także chcą być tu częściej. Kolejna impreza – Memoriał Kamili Skolimowskiej – odbędzie się 22 sierpnia. W przyszłości zaś Śląski ma zabiegać o organizację największych imprez – z mistrzostwami świata i Europy włącznie.