Klose potrenuje Lewego

Kadra Bayernu Monachium szykuje się do restartu rozgrywek 1. Bundesligi, ale wydarzeniem minionego weekendu w ekipie mistrzów Niemiec była wiadomość, że od lipca asystentem trenera Hansiego Flicka będzie 41-letni Miroslav Klose, najskuteczniejszy napastnik w historii reprezentacji Niemiec.

Urodzony w Opolu Miroslav Klose w 1987 roku jako dziewięcioletni chłopak wyemigrował z całą rodziną do Niemiec, gdzie został jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii reprezentacji tego kraju. Zadebiutował w niej 24 marca 2001 roku w meczu z Albanią i od razu strzelił swoją pierwszą bramkę. W sumie do 2014 roku rozegrał w niemieckich barwach aż 137 meczów i zdobył w nich 71 goli, co czyni go najskuteczniejszym strzelcem w historii piłkarskiej reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów. Przed nim przez kilka dziesięcioleci rekordzistą z dorobkiem 68 trafień był legendarny Gerd Mueller.
Imponująca jest też lista jego osiągnięć z niemiecką drużyną. W 2002 roku na mundialu w Korei i Japonii zdobył z nią wicemistrzostwo świata, a sam zdobywając w tym turnieju 5 bramek został wicekrólem strzelców. Cztery lata później w mistrzostwach świata rozegranych w Niemczech wywalczył z ekipa gospodarzy brązowy medal, ale z pięcioma bramkami na koncie został królem strzelców turnieju. Ponownie brązowy medal reprezentacja Niemiec zdobyła w 2010 roku w Republice Południowej Afryki, a Klose powiększył swój łączny bramkowy dorobek w światowych czempionatach o kolejne cztery trafienia. W 2012 roku znalazł się w kadrze na rozgrywany w Polsce i na Ukrainie mistrzostwa Europy (Niemcy zdobyli w tym turnieju trzecie miejsce, a cztery lata wcześniej, na Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii wywalczyli wicemistrzostwo). 7 września 2013 roku w wygranym 3:0 spotkaniu z Austrią w eliminacjach MŚ 2014 Klose strzelił gola i było to jego 68 trafienie w barwach niemieckiej reprezentacji, co oznaczało, że wyrównał rekord Gerda Muellera. 21 czerwca 2014 na mundialu w Brazylii w meczu Niemcy – Ghana zaliczył 15 bramkę i wyrównał rekord strzelonych goli w finałach mistrzostw świata należący do Brazylijczyka Ronaldo, ale już 8 lipca w słynnym spotkaniu Brazylia – Niemcy (1:7) zdobył jedną z bramek bramkę i z 16. trafieniami do dzisiaj jest samodzielnym rekordzistą w liczbie goli strzelonych w turniejach o mistrzostwo globu. Po rozegranym 13 lipca 2014 roku meczu finałowy z Argentyną, wygrany przez Niemców po dogrywce 1:0, mógł w wieku 36 lat świętować w końcu mistrzowski tytuł. Po tym spotkaniu zakończył reprezentacyjna karierę z imponującym dorobkiem 137 występów – lepszy od niego jest tylko Lothar Matthaeus, który rozegrał 150 meczów. W liczbie strzelonych goli jest jednak rekordzistą.
W swojej piłkarskiej biografii Klose ma też bogaty w sukcesy kilkuletni okres występów w Bayernie Monachium. Trafił do tego klubu z Werderu Brema latem 2007 roku jako król strzelców Bundesligi z sezonu 2005/2006 i piłkarz roku 2006 w Niemczech. W klubie z Bremy rozegrał łącznie 131 meczów, strzelił w nich 63 gole i zanotował 47 asyst. Ale dopiero w Bayernie mógł święcić największe klubowe sukcesy w swojej karierze – dwukrotnie zdobywał z bawarska drużyną mistrzostwo Niemiec i Puchar Niemiec, a po razie Superpuchar Niemiec i Puchar Ligi, zaś w sezonie 2009/2010 doszedł do finału Ligi Mistrzów, w którym Bayern przegrał z Interem Mediolan. W barwach monachijskiego klubu Klose we wszystkich rozgrywkach rozegrał 150 meczów, w których strzelił 53 gole i zaliczył 28 asyst.
W 2011 roku odszedł z Bayernu i podpisał kontrakt z Lazio Rzym. W barwach włoskiego klubu występował już do końca piłkarskiej kariery, którą zakończył oficjalnie 1 listopada 2016 roku. W Lazio rozegrał łącznie 171 meczów, w których strzelił 64 bramki i zaliczył 35 asyst.
Gdy tylko zawiesił buty na kołku, selekcjoner niemieckiej reprezentacji Joachim Loew natychmiast zaproponował mu posadę swojego asystenta, obok już współpracującego z nim w tej roli Hansiego Flicka. Obecny trener Bayernu Monachium nie miał nic przeciwko temu, bo Klose już wcześniej, u schyłku swojej reprezentacyjnej kariery, miał w kadrze Niemiec specjalny status i często uczestniczył w taktycznych naradach z Loewem i Flickiem. Ponoć potrafił zaskoczyć swoich szefów błyskotliwymi spostrzeżeniami i sugestiami.
Klose jeszcze jako aktywny zawodnik nie ukrywał, że zamierza zostać trenerem. Realizacji marzeń nie odkładał na później. Dlatego bez wahania przyjął ofertę Loewa, a w 2018 roku po ukończeniu odpowiednich kursów podjął pierwszą samodzielną pracę – poprowadził juniorską drużynę Bayernu U-17 i zaczął z nią osiągać bardzo obiecujące wyniki. Gdy Hansi Flick na poczaąku listopada ubiegłego roku przejął po Niko Kovacu pierwszy zespół bawarskiego potentata, a w następnych miesiącach umocnił swoją pozycje na tyle, że władze klubu podpisały z nim trzyletni kontrakt, od razu zaczął zabiegać o włączenie Klosego do swojego sztabu szkoleniowego. „Z Hansim znamy się dobrze z pracy w sztabie reprezentacji, więc ufamy sobie zawodowo i prywatnie. To dla mnie kolejny krok w mojej trenerskiej karierze. Chciałbym pomóc Bayernowi osiągnąć wytyczone cele dzieląc się w swojej pracy doświadczeniem jakie zebrałem przez lata na boisku” – podkreślił z kolei Klose.
Niemieckie media natychmiast zaczęły spekulować jak Klose ułoży sobie współpracę z Robertem Lewandowskim. Raczej nikt nie przewiduje komplikacji, nie tylko dlatego, że obaj są Polakami. Klose do tej pory w publicznych wypowiedziach oceniał „Lewego” bardzo dobrze, nawet potrafił przyznać, że pod względem piłkarskich umiejętności reprezentant Polski znacznie go przewyższa. „On jest wyjątkowy, łączy w swojej grze po trochu wszystko, co powinien mieć klasowy napastnik. Naprawdę trudno znaleźć u niego jakąś słabszą stronę” – komplementował Lewandowskiego w jednym z wywiadów. Czy będzie w stanie jeszcze ulepszyć maszynę do strzelania goli, jaką jest kapitan reprezentacji Polski? Będzie to trudne, bo Lewandowski to w tej chwili już w pełni ukształtowanym piłkarz, uważany za najlepszego na świecie na swojej pozycji, a niedocenianego poza Niemcami tylko dlatego, że Bayern w ostatnich latach nie odnosił sukcesów w europejskich pucharach, a reprezentacja Polski poziomem znacznie odstaje od europejskiej i światowej czołówki. Z pewnością jednak Klose będzie w stanie jakieś niuanse poprawić – może grę głową, może umiejętność wychodzenia na pozycję, a może dostrzeże coś, z czego nawet „Lewy” nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Przekonamy się o tym jeszcze w tym roku, bo Klose ma zacząć pracę w sztabie pierwszego zespołu od 1 lipca.

Słynny piłkarz pedofilem?

Niemieckie media donoszą, że były reprezentant tego kraju, a także gracz Borussii Dortmund, Schalke i Realu Madryt Christoph Metzelder, został oskarżony o posiadanie filmów z dziecięcą pornografią.

Niemiecka policja aresztowała 38-letniego obecnie Christopha Metzeldera w ośrodku szkoleniowym w Hennef, gdzie zdawał egzaminy na licencję trenerską. Oskarżono go o posiadanie i rozpowszechnianie filmów z dziecięcą pornografią. Jak donosi dziennik „Bild”, stosowne służby zaczęły interesować się 47-letnim reprezentantem kraju po doniesieniu złożonym przez kobietę, do której Metzelder miał wysyłać nielegalne zdjęcia. W jego telefonie komórkowym i komputerze także znaleziono takie zdjęcia. Na efekty upublicznienia oskarżeń nie trzeba było długo czekać. Pierwsza zareagowała telewizja ARD, w której Metzelder pracował jako piłkarski ekspert. „W związku z poważnymi oskarżeniami został odsunięty od tego zajęcia” – poinformował szef sportowej redakcji Axel Balkausky.

Metzelder profesjonalną karierę piłkarską zaczynał w zespole Preussen Muenster, z któego w 2000 roku przeszedł do Borussii Dortmund. W 2002 w jej barwach wywalczył mistrzostwo Niemiec, a z reprezentacją kraju zdobył wicemistrzostwo świata na mundialu w Japonii i Korei Południowej. W 2007 został zawodnikiem Realu Madryt, z którym rok później sięgnął po tytuł. Z powodu licznych kontuzji stracił jednak miejsce w składzie i w 2010 wrócił do Bundesligi, podpisując kontrakt z Schalke 04 Gelsenkirchen. Z reprezentacją Niemiec wywalczył jeszcze trzecie miejsce na mundialu w 2006 roku i wicemistrzostwo Europy w 2008. Ostatnio pracował jako trener drużyn młodzieżowych, ale o tym zajęciu do wyjaśnienia zarzutów musi zapomnieć.

 

Holendrzy rozbili Niemców

Holandia pokonała Niemcy 3:0 w meczu trzeciej kolejki grupy 1 dywizji A Ligi Narodów. Drużyna Joachima Loewa pogrąża się w kryzysie, bo w swoim czwartym z pięciu ostatnich meczów o punkty nie strzeliła nawet gola.

 

Liderem grupy 1 dywizji A Ligi Narodów jest Francja. Aktualni mistrzowie świata pokonali dotychczas Holandię 2:1 i zremisowali bezbramkowo z Niemcami. Tak więc zarówno Holendrzy, jak i Niemcy mieli o co walczyć w bezpośrednim starciu. Pierwsi walczą ponadto o powrót do światowej elity po nieobecności na dwóch ostatnich dużych imprezach, zaś mistrzowie świata z 2014 roku chcieli zatrzeć fatalne wrażenie po nieudanym mundialu w Rosji, w którym nie wyszli nawet z grupy. Ale ekipa trenera Joachima Loewa znów zawiodła swoich kibiców i przegrała w fatalnym stylu, spadając na ostatnie miejsce w grupie i praktycznie tracąc szanse na awans do półfinałów. Niespodziewanie stali się też kandydatem do spadku z dywizji A.
Porażka popsuła selekcjonerowi niemieckiej kadry radość faktu, że prowadził reprezentację Niemiec w 168. meczu i poprawił rekord legendarnego Seppa Herbergera (prowadził kadrę Niemiec w latach 1936-42 i kadrę RFN w latach 1950-64, z którą w 1954 roku zdobył mistrzostwo świata w Szwajcarii).

Loew ma kontrakt do MŚ 2022 i poparcie władz niemieckiej federacji, ale spora część kibiców domaga się jego dymisji, a media nie szczędzą mu krytyki. Inna sprawa, że daje powody. W meczu z Holandią postawił w ataku na debiutanta Marka Utha, który w tym sezonie w 10 meczach Schalke 04 nie zdobył jeszcze bramki, zaś w roli środkowego pomocnik wystawił Joshuę Kimmicha, który na co dzień gra w Bayernie Monachium jako prawy obrońca. Wynik nie do końca jednak odzwierciedla przebieg spotkania. Ze statystyk wynika, że Niemcy oddali więcej strzałów (13:11), dominowali w posiadaniu piki (58:42), mieli więcej rzutów rożnych (12:4), powinni też dostać dwa rzuty karne, ale turecki arbiter nie był dla nich łaskawy. O wysokiej porażce niemieckiej jedenastki przesądziły indywidualne błędy zawodników.

Co do Holendrów, to zwycięstwo tylko potwierdza, że pod wodzą Ronalda Koemana pomarańczowi są na dobrej drodze do przerwania trwającej od czterech lat bessy. Najwyższa pora, bo kibice odwrócili się od reprezentacji i dzisiaj nie ma szans na powtórkę z 1988 roku, kiedy to 10 milionów Holendrów wyszło na ulice aby świętować pokonanie Niemców w półfinale mistrzostw Europy. W sumie była to już 41. potyczka tych drużyn – 15 z nich wygrali Niemcy, 11 Holendrzy, a 15 zakończyło się remisami. Po zwycięstwie na Niemcami ekipa „Oranje” zajmuje drugie miejsce w grupie 1 dywizji A Ligi Narodów, z trzema punktami na koncie (wcześniej Holendrzy przegrali z Francją 1:2). Niemcy mają natomiast na koncie tylko jeden punkt po bezbramkowym remisie z Francuzami i są na trzecim miejscu.

 

MŚ 2018: Łzy mistrzów świata

Niemieckie media kpiły z polskiej reprezentacji po jej klęsce w meczu z Kolumbią. Teraz robią to samo ze swoją drużyną, która sensacyjnie przegrała 0:2 z Koreą Południową i także odpadła w mundialu.

 

To trzecie z rzędu finały mistrzostw świata, w których obrońca tytułu odpada w już po fazie grupowej. W 2010 roku w RPA łzy rozpaczy ronili Włosi, w 2014 roku w Brazylii Hiszpanie, a teraz robią to Niemcy, dla których klęska na rosyjskich boiskach oznacza też koniec pięknej serii, bo od 12 lata każdy wielki turniej kończyli w strefie medalowej. Tym razem muszą wracać jak niepyszni do domu już po trzech rozegranych meczach, z których dwa przegrali – z Meksykiem 0:1 i Koreą Południową 0:2. Podopieczni Joachima Loewa okazali się lepsi jedynie w spotkaniu ze Szwecją, wygranym przez nich w dość szczęśliwych okolicznościach 2:1, ale rywalizację w grupie F ostatecznie zakończyli na ostatnim miejscu. Dla kibiców aktualnych mistrzów świata to przykre do przetrawienia upokorzenie, dlatego na reprezentację sypią się gromy.

Działaczy niemieckiej federacji klęska na rosyjskim mundialu też zaskoczyła. Według wstępnych szacunków będą musieli dopłacić do ustalonego na turniej budżetu blisko dwa miliony euro. Za udział w finałach mistrzostw świata FIFA wypłaci DFB tylko 9,1 mln euro, natomiast jak obliczają tamtejsze media, wydatki na przygotowania reprezentacji do mundialu pochłonęły kwotę 10,8 mln euro. Uniknąć debetu pozwoliłby dopiero awans do półfinału, co zakładano i na co po drugiej stronie Odry liczono. Nie bez powodu, bo w poprzednich startach ani razu nie zdarzyło się, żeby reprezentacja Niemiec musiała wracać do domu już po pierwszej fazie turnieju.

Gdy minął pierwszy szok w tamtejszych mediach rozpętało się jeszcze większe piekło, niż w polskich po porażce z biało-czerwonych z Kolumbią. Zwykle wyważony w opiniach „Die Welt” tym razem napisał: „To nie wstyd, to jest hańba!”.
Nie oszczędzał piłkarzy Joachima Loewa też zawsze skory do używania ostrych słów tabloid „Bild”: „To największy blamaż w historii występów Niemiec na mistrzostwach świata. Ale właśnie na taki koniec nasi piłkarze sobie zapracowali”.
Na rzeczową analizę zdobył się natomiast „Der Spiegel”, który napisał: „Trener Joachim Loew dokonał pięciu zmian w wyjściowej jedenastce w porównaniu ze zwycięskim meczem ze Szwedami. Mesut Oezil wrócił do drużyny, Thomas Mueller powędrował na ławkę, po raz pierwszy od 2010 roku. Tyle zmian chyba rozbiło niemiecką drużynę”.

Media zastanawiają się też nad przyszłością trenera Joachima Loewa, z którym niedawno szefowie DFB przedłużyli umowę do 2022 roku.