Holendrzy zagrali dla Polski

Fot. Holendrzy do 85. minuty przegrywali z Niemcami 0:2, ale zdążyli przed ostatnim gwizdkiem doprowadzić do remisu

 

 

Remis Niemców z Holandią (2:2) na zakończenie zmagań w grupie A1 Ligi Narodów był korzystny dla reprezentacji Polski, bo dawał jej szansę na rozmieszczenie w pierwszym koszyku w losowani grup eliminacji Euro 2020. Ale żeby ten cel osiągnąć, biało-czerwoni musieli jeszcze przynajmniej zremisować z Portugalią, a najlepiej wygrać.

 

Niemcy zaczęli mecz z Holendrami kapitalnie, bo po 20 minutach gry prowadzili już 2:0 po golach Timo Wernera i Leroya Sane. Później mieli jeszcze kilka okazji na podwyższenie prowadzenia, ale bramki w tym meczu zdobywali już tylko Holendrzy. W 85. minucie kontaktowego gola strzelił Quincy Promes, a w doliczonym czasie gry trafienie na wagę remisu zaliczył Virgil van Dijk. Tym samym ekipa „Oranje” potwierdziła, że pod wodzą trenera Ronalda Koemana czas kompromitujących niepowodzeń ma już za sobą. Przypomnijmy, że Holendrzy nie zakwalifikowali się do Euro 2016 i mistrzostw świata 2018 w Rosji. Teraz w pokonanym polu pozostawili aktualnych mistrzów globu Francuzów oraz czempionów z 2014 roku Niemców.
Dla nas jednak najważniejsze było to, że w meczu z Niemcami podopieczni trenera Koemana zagrali w interesie polskiej reprezentacji. Fatalna postawa w końcówce meczu miała bowiem dla reprezentacji Niemiec swoją wymierną cenę. Nie miała ona już szans na poprawę miejsca w grupie, bo już wcześniej było jasne, że zajmie ostatnią lokatę za Holandią i Francją, przez co zostanie zdegradowana do niższej dywizji.
Dla Niemców rzeczywistą stawką potyczki z pomarańczowymi było miejsce w pierwszym koszyku losowania eliminacji Euro 2020. Żeby się w nim znaleźć mistrzowie świata z 2014 roku musieli wygrać z Holendrami, ale ponieważ tylko z nimi zremisowali, pozostało im liczyć, że Polacy przegrają we wtorkowym meczu z Portugalią. Zwycięstwo lub remis biało-czerwonych (spotkanie w Guimares zakończyło się po zamknięciu wydania) zapewniało biało-czerwonym miejsce w pierwszym koszyku.
Przy ustaleniu koszyków przed losowaniem eliminacji mistrzostw Europy 2020 w pierwszym z nich znajdzie się 10 z 12 drużyn rywalizujących w elicie Ligi Narodów. Po remisie Niemców z Holendrami Polacy zajmują w nim przedostatnią, 11. pozycję. Co prawda zespół Jerzego Brzęczka niżej spaść już nie może (Islandia rozegrała już wszystkie mecze), ale żeby uniknąć losowania z drugiego koszyka musiał w swoim ostatnim występie w Lidze Narodów zdobyć przynajmniej jeden punkt. To pozwoliłoby biało-czerwonym wyprzedzić ekipę Joachima Loewa, która miała od Polaków gorszy bilans bramkowy (3-6).
Tylko czy miejsce w koszyku ma dla naszych piłkarzy jakieś istotne znaczenie? Na mundialu w Rosji kuglowanie z miejscem w światowym rankingu nic biało-czerwonym nie dało, a teraz na domiar złego nasza reprezentacja popadła w głęboki kryzys. Nie zatem większego znaczenia czy w losowaniu grup eliminacyjnych Euro 2020 trafi np. na Niemców z pierwszego, czy drugiego koszyka. O awansie i tak przecież przesądzą bezpośrednie starcia na boisku. Także z rywalami z niższych koszyków.

 

Holendrzy rozbili Niemców

Holandia pokonała Niemcy 3:0 w meczu trzeciej kolejki grupy 1 dywizji A Ligi Narodów. Drużyna Joachima Loewa pogrąża się w kryzysie, bo w swoim czwartym z pięciu ostatnich meczów o punkty nie strzeliła nawet gola.

 

Liderem grupy 1 dywizji A Ligi Narodów jest Francja. Aktualni mistrzowie świata pokonali dotychczas Holandię 2:1 i zremisowali bezbramkowo z Niemcami. Tak więc zarówno Holendrzy, jak i Niemcy mieli o co walczyć w bezpośrednim starciu. Pierwsi walczą ponadto o powrót do światowej elity po nieobecności na dwóch ostatnich dużych imprezach, zaś mistrzowie świata z 2014 roku chcieli zatrzeć fatalne wrażenie po nieudanym mundialu w Rosji, w którym nie wyszli nawet z grupy. Ale ekipa trenera Joachima Loewa znów zawiodła swoich kibiców i przegrała w fatalnym stylu, spadając na ostatnie miejsce w grupie i praktycznie tracąc szanse na awans do półfinałów. Niespodziewanie stali się też kandydatem do spadku z dywizji A.
Porażka popsuła selekcjonerowi niemieckiej kadry radość faktu, że prowadził reprezentację Niemiec w 168. meczu i poprawił rekord legendarnego Seppa Herbergera (prowadził kadrę Niemiec w latach 1936-42 i kadrę RFN w latach 1950-64, z którą w 1954 roku zdobył mistrzostwo świata w Szwajcarii).

Loew ma kontrakt do MŚ 2022 i poparcie władz niemieckiej federacji, ale spora część kibiców domaga się jego dymisji, a media nie szczędzą mu krytyki. Inna sprawa, że daje powody. W meczu z Holandią postawił w ataku na debiutanta Marka Utha, który w tym sezonie w 10 meczach Schalke 04 nie zdobył jeszcze bramki, zaś w roli środkowego pomocnik wystawił Joshuę Kimmicha, który na co dzień gra w Bayernie Monachium jako prawy obrońca. Wynik nie do końca jednak odzwierciedla przebieg spotkania. Ze statystyk wynika, że Niemcy oddali więcej strzałów (13:11), dominowali w posiadaniu piki (58:42), mieli więcej rzutów rożnych (12:4), powinni też dostać dwa rzuty karne, ale turecki arbiter nie był dla nich łaskawy. O wysokiej porażce niemieckiej jedenastki przesądziły indywidualne błędy zawodników.

Co do Holendrów, to zwycięstwo tylko potwierdza, że pod wodzą Ronalda Koemana pomarańczowi są na dobrej drodze do przerwania trwającej od czterech lat bessy. Najwyższa pora, bo kibice odwrócili się od reprezentacji i dzisiaj nie ma szans na powtórkę z 1988 roku, kiedy to 10 milionów Holendrów wyszło na ulice aby świętować pokonanie Niemców w półfinale mistrzostw Europy. W sumie była to już 41. potyczka tych drużyn – 15 z nich wygrali Niemcy, 11 Holendrzy, a 15 zakończyło się remisami. Po zwycięstwie na Niemcami ekipa „Oranje” zajmuje drugie miejsce w grupie 1 dywizji A Ligi Narodów, z trzema punktami na koncie (wcześniej Holendrzy przegrali z Francją 1:2). Niemcy mają natomiast na koncie tylko jeden punkt po bezbramkowym remisie z Francuzami i są na trzecim miejscu.