Messi rozpoczął niebywałą zadymę w Barcelonie

Klęska zespołu Barcelony 2:8 z Bayernem Monachium w ćwierćfinale Ligi Mistrzów zapoczątkowała lawinę zdarzeń w katalońskim klubie, których skutków nie da się nawet w tej chwili przewidzieć. Z wieści jakie docierają z Camp Nou zdecydowanie jednak na pierwszy plan wybija się jedna wiadomość, że Leo Messi, któremu za rok kończy się kontrakt z „Dumą Katalonii”, postanowił odejść już tego lata.

To nie jest pierwsza taka przepychanka Messiego z szefami Barcelony, ale każda wcześniejsza zawsze kończyła się ugodą i przedłużeniem kontraktu. Dlatego kwestia zmiany barw klubowych przez argentyńskiego piłkarza był dotąd uważany za piłkarskie science-fiction. Wygląda jednak na to, że tym razem awantura może zakończyć się rozstaniem. Argentyńczyk decyzję o opuszczeniu Camp Nou miał podjąć po porażce 2:8 z Bayernem w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. To nie był żaden „wypadek przy pracy”, tylko trzeci raz z rzędu, gdy zespół „Dumy Katalonii” skompromitował się w tych rozgrywkach. Dwa lata temu ośmieszyła go AS Roma, a rok później to samo zrobił FC Liverpool, który po pierwszym meczu przegrywał 0:3, ale w drugim wygrał 4:0. Messi za te słabe wyniki wini przede wszystkim fatalną politykę kadrową prowadzoną przez szefów klubu, z prezydentem Josepem Bartomeu na czele. I wedle doniesień hiszpańskich mediów po powrocie z Lizbony postawił sprawę na ostrzu noża – zażądał wręcz ustąpienia Bartomeu oraz zatrudnienia w roli trenera dawnego kolegi z boiska Xaviego, na pewno bardziej legendarną postacią Barcelony od Ronalda Koemana, którego Bartomeu wbrew woli Messiego zatrudnił w miejsce zwolnionego Quique Setiena.
Tego było już za wiele i argentyński gwiazdor posłał do klubu oficjalne pismo z żądaniem jednostronnego rozwiązania kontraktu, co miał zagwarantowane w obowiązującej obecnie umowie z katalońskim klubem. Ale władze Barcelony w ogóle nie rozważają odejścia Messiego i przypomniały mu, że jego tzw. klauzula odejścia opiewa na kwotę 700 mln euro. Za taką kwotę transferową Messi może odejść gdzie chce, sęk w tym, że nie ma na świecie klubu, który byłby skłonny zapłacić taką górę pieniędzy za piłkarza co prawda wciąż genialnego, lecz już jednak 33-letniego.
Messi ma w umowie zapis o możliwości rozwiązania kontraktu z Barceloną, ale miał obowiązek poinformować o tym władze klubu do 10 czerwca. Prawnicy piłkarza twierdzą jednak, że wydłużenie przez FIFA i UEFA sezonu z powodu pandemii koronawirusa do 31 sierpnia dotyczy także klauzuli. Obie strony okopały się na swoich pozycjach, co zwiastuje długą wojnę, na której pewnie stracą obie strony.
Konflikt Messiego z szefami Barcelony chce wykorzystać Manchester City, gotowy zaoferować argentyńskiemu gwiazdorowi kilkuletni kontrakt z opcją przeprowadzki do New York City FC – partnerskiego klubu „The Citizens” w amerykańskiej MLS.

Ronald Koeman rzucił kadrę Holandii dla Barcelony

Krótko trwało bezkrólewie w ekipie „Dumy Katalonii” po dymisji trenera Quique Setiena. Już w poniedziałek pojawiły się pogłoski, że jego następcą zostanie były piłkarz Barcelony Ronald Koeman (był zawodnikiem tego klubu w latach 1989-1995), a w środę władze katalońskiego klubu oficjalnie podały, że zawarły z 57-letnim holenderskim szkoleniowcem kontrakt do 30 czerwca 2022 roku.

To z pewnością dobra wiadomość dla selekcjonera reprezentacji Polski Jerzego Brzęczka, bo Ronald Koeman dla pracy z zespołem FC Barcelona porzucił z dnia na dzień posadę trenera reprezentacji Holandii, z którą biało-czerwoni już 4 września zmierzą się w pierwszym meczu Ligi Narodów. Ponoć szefowie Barcelony tak bardzo chcieli powierzyć zespół Koemanowi, że zdecydowali się na wykupienie jego kontraktu z holenderską federacją, za co wedle niektórych hiszpański mediów zapłacili około pięciu milionów euro. Ale z kolei dziennik „Mundo Deportivo” podał, że kontrakt Koemana z federacją Holandii zawierał klauzulę wcześniejszego rozwiązania umowy, jeśli dostanie on ofertę… poprowadzenia zespołu Barcelony. Jak było naprawdę, pewnie nigdy się nie dowiemy.
Gwoli przypomnienia – Koeman przejął drużynę w stanie głębokiego kryzysu wywołanego przez klęskę 2:8 w ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Poza tym Barcelona w tym sezonie przegrała z Realem Madryt walkę o mistrzostwo Primera Division i odpadła też z Pucharu Króla. Za brak sukcesów utratą posady zapłacił nie tylko trener Setien, ale także dyrektor sportowy Eric Abidal, którego zastąpił Roman Planes. To wszystko zapowiada kadrową rewolucję w zespole Barcelony, ale jakie przyniesie ona skutki, na razie niesposób przewidzieć. W ostatniej dekadzie działacze katalońskiego klubu wydali na transfery nowych zawodników prawie miliard euro, ale siła Barcelony nadal zależy wyłącznie od aktualnej dyspozycji Leo Messiego. Nowy trener ma to zmienić, ale czy potrafi?
Koeman był piłkarzem Barcelony w latach 1989-1995. Zanim trafił do Barcelony, z powodzeniem występował w holenderskiej lidze w zespołach Groningen, Ajaksu Amsterdam, PSV Eindhoven i Feyenoordu Rotterdam. Z drużyną PSV triumfował w Pucharze Mistrzów (poprzednik Ligi Mistrzów). Z reprezentacją Holandii wywalczył w 1988 roku mistrzostwo Europy.
Jako trener także notował sukcesy. Z Alaksem i PSV zdobył mistrzostwo Holandii, prowadził też zespoły Benfiki Lizbona, Valencii, AZ Alkmaar, FC Southampton i Evertonu. Od ponad dwóch lat pracował jako selekcjoner holenderskiej reprezentacji, z którą wywalczył awans do turnieju Euro 2020, który ostatecznie z powodu pandemii odbędzie się w przyszłym roku. Drużyna pomarańczowych nie zagra jednak o europejski czempionat pod wodzą Koemana, a nawet nie powalczy z nim tej jesieni w meczach Ligi Narodów. Magia Camp Nou była silniejsza.

Otarł się o śmierć

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Holandii Ronald Koeman po przejażdżce rowerem zasłabł i trafił do szpitala w Amsterdamie z podejrzeniem zatoru żylnego. Lekarze musieli ratować mu życie.

Holenderskie media donosiły, że 57-letni szkoleniowiec w niedzielę po południu zaczął odczuwać silny ból w klatce piersiowej i rodzina wezwała karetkę pogotowia. W oficjalnym komunikacie podanym przez federację piłkarską tego kraju (KNVB) podano, że juz w szpitalu lekarze przeprowadzili „udane cewnikowanie serca” oraz wstawili mu stenty pozwalające na przywrócenie drożności zatkanych naczyń krwionośnych. Rodzina Koemana poinformowała w poniedziałek, że jego stan jest stabilny i lekarze planują wypisać go do domu.
Koeman musi teraz przejść rehabilitację, ale ma na to dużo czasu, bo z powodu pandemii jako trenera kadry narodowej nie ma nic do roboty. W najbliższym czasie reprezentacja Holandii nie ma zaplanowanych zgrupowań ani meczów towarzyskich. Koeman, który jako piłkarz zaliczył w drużynie narodowej 78 występów i strzelił strzelił 14 goli, selekcjonerem kadry Holandii jest od 2018 roku.

Holendrzy zagrali dla Polski

Fot. Holendrzy do 85. minuty przegrywali z Niemcami 0:2, ale zdążyli przed ostatnim gwizdkiem doprowadzić do remisu

 

 

Remis Niemców z Holandią (2:2) na zakończenie zmagań w grupie A1 Ligi Narodów był korzystny dla reprezentacji Polski, bo dawał jej szansę na rozmieszczenie w pierwszym koszyku w losowani grup eliminacji Euro 2020. Ale żeby ten cel osiągnąć, biało-czerwoni musieli jeszcze przynajmniej zremisować z Portugalią, a najlepiej wygrać.

 

Niemcy zaczęli mecz z Holendrami kapitalnie, bo po 20 minutach gry prowadzili już 2:0 po golach Timo Wernera i Leroya Sane. Później mieli jeszcze kilka okazji na podwyższenie prowadzenia, ale bramki w tym meczu zdobywali już tylko Holendrzy. W 85. minucie kontaktowego gola strzelił Quincy Promes, a w doliczonym czasie gry trafienie na wagę remisu zaliczył Virgil van Dijk. Tym samym ekipa „Oranje” potwierdziła, że pod wodzą trenera Ronalda Koemana czas kompromitujących niepowodzeń ma już za sobą. Przypomnijmy, że Holendrzy nie zakwalifikowali się do Euro 2016 i mistrzostw świata 2018 w Rosji. Teraz w pokonanym polu pozostawili aktualnych mistrzów globu Francuzów oraz czempionów z 2014 roku Niemców.
Dla nas jednak najważniejsze było to, że w meczu z Niemcami podopieczni trenera Koemana zagrali w interesie polskiej reprezentacji. Fatalna postawa w końcówce meczu miała bowiem dla reprezentacji Niemiec swoją wymierną cenę. Nie miała ona już szans na poprawę miejsca w grupie, bo już wcześniej było jasne, że zajmie ostatnią lokatę za Holandią i Francją, przez co zostanie zdegradowana do niższej dywizji.
Dla Niemców rzeczywistą stawką potyczki z pomarańczowymi było miejsce w pierwszym koszyku losowania eliminacji Euro 2020. Żeby się w nim znaleźć mistrzowie świata z 2014 roku musieli wygrać z Holendrami, ale ponieważ tylko z nimi zremisowali, pozostało im liczyć, że Polacy przegrają we wtorkowym meczu z Portugalią. Zwycięstwo lub remis biało-czerwonych (spotkanie w Guimares zakończyło się po zamknięciu wydania) zapewniało biało-czerwonym miejsce w pierwszym koszyku.
Przy ustaleniu koszyków przed losowaniem eliminacji mistrzostw Europy 2020 w pierwszym z nich znajdzie się 10 z 12 drużyn rywalizujących w elicie Ligi Narodów. Po remisie Niemców z Holendrami Polacy zajmują w nim przedostatnią, 11. pozycję. Co prawda zespół Jerzego Brzęczka niżej spaść już nie może (Islandia rozegrała już wszystkie mecze), ale żeby uniknąć losowania z drugiego koszyka musiał w swoim ostatnim występie w Lidze Narodów zdobyć przynajmniej jeden punkt. To pozwoliłoby biało-czerwonym wyprzedzić ekipę Joachima Loewa, która miała od Polaków gorszy bilans bramkowy (3-6).
Tylko czy miejsce w koszyku ma dla naszych piłkarzy jakieś istotne znaczenie? Na mundialu w Rosji kuglowanie z miejscem w światowym rankingu nic biało-czerwonym nie dało, a teraz na domiar złego nasza reprezentacja popadła w głęboki kryzys. Nie zatem większego znaczenia czy w losowaniu grup eliminacyjnych Euro 2020 trafi np. na Niemców z pierwszego, czy drugiego koszyka. O awansie i tak przecież przesądzą bezpośrednie starcia na boisku. Także z rywalami z niższych koszyków.

 

Holendrzy rozbili Niemców

Holandia pokonała Niemcy 3:0 w meczu trzeciej kolejki grupy 1 dywizji A Ligi Narodów. Drużyna Joachima Loewa pogrąża się w kryzysie, bo w swoim czwartym z pięciu ostatnich meczów o punkty nie strzeliła nawet gola.

 

Liderem grupy 1 dywizji A Ligi Narodów jest Francja. Aktualni mistrzowie świata pokonali dotychczas Holandię 2:1 i zremisowali bezbramkowo z Niemcami. Tak więc zarówno Holendrzy, jak i Niemcy mieli o co walczyć w bezpośrednim starciu. Pierwsi walczą ponadto o powrót do światowej elity po nieobecności na dwóch ostatnich dużych imprezach, zaś mistrzowie świata z 2014 roku chcieli zatrzeć fatalne wrażenie po nieudanym mundialu w Rosji, w którym nie wyszli nawet z grupy. Ale ekipa trenera Joachima Loewa znów zawiodła swoich kibiców i przegrała w fatalnym stylu, spadając na ostatnie miejsce w grupie i praktycznie tracąc szanse na awans do półfinałów. Niespodziewanie stali się też kandydatem do spadku z dywizji A.
Porażka popsuła selekcjonerowi niemieckiej kadry radość faktu, że prowadził reprezentację Niemiec w 168. meczu i poprawił rekord legendarnego Seppa Herbergera (prowadził kadrę Niemiec w latach 1936-42 i kadrę RFN w latach 1950-64, z którą w 1954 roku zdobył mistrzostwo świata w Szwajcarii).

Loew ma kontrakt do MŚ 2022 i poparcie władz niemieckiej federacji, ale spora część kibiców domaga się jego dymisji, a media nie szczędzą mu krytyki. Inna sprawa, że daje powody. W meczu z Holandią postawił w ataku na debiutanta Marka Utha, który w tym sezonie w 10 meczach Schalke 04 nie zdobył jeszcze bramki, zaś w roli środkowego pomocnik wystawił Joshuę Kimmicha, który na co dzień gra w Bayernie Monachium jako prawy obrońca. Wynik nie do końca jednak odzwierciedla przebieg spotkania. Ze statystyk wynika, że Niemcy oddali więcej strzałów (13:11), dominowali w posiadaniu piki (58:42), mieli więcej rzutów rożnych (12:4), powinni też dostać dwa rzuty karne, ale turecki arbiter nie był dla nich łaskawy. O wysokiej porażce niemieckiej jedenastki przesądziły indywidualne błędy zawodników.

Co do Holendrów, to zwycięstwo tylko potwierdza, że pod wodzą Ronalda Koemana pomarańczowi są na dobrej drodze do przerwania trwającej od czterech lat bessy. Najwyższa pora, bo kibice odwrócili się od reprezentacji i dzisiaj nie ma szans na powtórkę z 1988 roku, kiedy to 10 milionów Holendrów wyszło na ulice aby świętować pokonanie Niemców w półfinale mistrzostw Europy. W sumie była to już 41. potyczka tych drużyn – 15 z nich wygrali Niemcy, 11 Holendrzy, a 15 zakończyło się remisami. Po zwycięstwie na Niemcami ekipa „Oranje” zajmuje drugie miejsce w grupie 1 dywizji A Ligi Narodów, z trzema punktami na koncie (wcześniej Holendrzy przegrali z Francją 1:2). Niemcy mają natomiast na koncie tylko jeden punkt po bezbramkowym remisie z Francuzami i są na trzecim miejscu.